|
Kinga Dunin
|
|
31.01.2009 |
Rząd stara się jak może, żeby zaoszczędzić 17 miliardów. Radek Sikorski sprzedał ambasadę w Ułan Bator, ministrowie gremialnie obiecują, że będą jeździć do pracy tramwajem, żeby zaoszczędzić na benzynie. Ale są organy i instytucje, których premier nie może wezwać na dywanik i domagać się obcięcia wydatków. Siedzą więc cicho, żeby nikt sobie o nich nie przypomniał.
Oj, nieładnie! To rząd ma głodować, a prezydent? Czy nie mógłby zaoszczędzić na przelotach samolotowych? Albo IPN? Niechby otworzył nareszcie archiwa, wyszedł z nich, a ostatni zgasił światło. Jaka oszczędność prądu! No i jeszcze jedna instytucja, której dobro nas wszystkich szczególnie leży na sercu. Kościół katolicki. W końcu dostaje z budżetu państwa – to niełatwo ustalić – ale skromnie licząc jakieś 1,5 miliarda zł. Czy nie mógłby zacząć utrzymywać się ze składek wiernych, wynajmu lokali i obrotu gruntami?
Może jednak lepiej nie. W końcu jeśli zabraknie na emerytury, służbę zdrowia czy zasiłki, to pozostanie tylko modlitwa. A nie ma nic za darmo, modlitwa też kosztuje.
Na podobny temat
|
|
Aktualizacja ( 01.02.2009 )
|
@ Skrzypek Zauważ, że nawet w ...
@"Według badań zleconych prze...