Nowość w sklepie KP!

miosz_okladka_300px.jpg

Katalog Książek KP

Najnowszy numer KP

kp29www150px.jpg

Komentarze

polska_OST_NEW01m.jpg

CYTAT DNIA

Pytałem decydentów MFW, jakie mają dowody na to, że ich neoliberalna polityka jest właściwa. Odpowiadali, że nie potrzebują dowodów. Wyglądało to tak, jakby chodziło im nie o politykę, lecz o religię. Ale to tylko część odpowiedzi. Forsowali taką politykę także dlatego, że chciało jej Wall Street. Niestabilność, kryzysy, łączenie firm, dzielenie firm to raj dla sektora finansowego, który robi na tym ogromne pieniądze.
Joseph E. Stiglitz

Książki w sklepie KP

Advertisement
Order software online
O wyższości PRL-u nad III i IV RP Drukuj
Kinga Dunin   
12.02.2007
Niedawno dworowałam sobie tutaj z konserwatywnych lamentów na temat rodziny. Z porównywania rozmaitych współcześnie istniejących wzorów życia rodzinnego do ideału sprzed lat. I żeby nie wdawać się w jałowe spory, czy kiedyś było lepiej - może było, ale co z tego, skoro teraz jest jak jest - skupiłam się na absurdalnych konsekwencjach płynących z takich porównań. A konsekwencje są takie, że jeśli rzeczywiście chcemy przywrócić dawny ideał, trzeba sięgnąć po instrumenty prawne. Są one równie oczywiste, jak i - wydawałoby się - nie do przyjęcia. Pisałam więc o takich posunięciach jak zakaz rozwodów, pozbawienie praw dzieci pozamałżeńskich i chyba zapomniałam dodać, że przydałby się zakaz pracy dla kobiet.

Potem jednak ugryzłam się w język. Jak się bowiem okazało, konserwatywne bajdolenie wcale tak powszechnie nie wydaje się irracjonalne, a zalecane lekarstwo, czyli zawracanie kijem Wisły, wciąż ma swoich zwolenników. I jakby na zamówienie w gazetowych 'Opiniach' ukazał się wygrzebany z jakiegoś lamusa tekst amerykańskiej neokonserwatystki Gertrude Himmelfarb 'Rodzina do naprawy'. A w nim oczywiście o tym, jak to kiedyś było dobrze, a teraz starcy umierają na ulicy, dzieci kradną i w ogóle w porównaniu z latami 50. jest gorzej. O czym świadczą statystyki. Należy więc ograniczyć rozwody i zabrać finansową pomoc samotnym matkom. (To oczywiście półśrodki; jakie są środki, ja uczciwie napisałam).

Tekst ten, jak mniemam, ukazał się w ramach pluralizmu - niech kwitnie tysiąc kwiatów. Jasne, niech kwitnie. Posługując się podobną metodologią, chętnie zatem napiszę dla 'Gazety' tekst o wyższości PRL-u nad III i IV RP. Jasno w nim zostanie udowodnione, że zmiana ustroju przyczyniła się do wzrostu przestępczości, bicia dzieci, erotycznej rozpusty oraz zaniku tak lubianych przez wszystkich wczasów pracowniczych. Mogę też udzielić kilku rad, jak ten wspaniały porządek przywrócić. Ale nie wiem, czy mi się to opłaca.

Oto bowiem jesteśmy w przededniu dezubekizacji, czyli rozliczenia się z brzydkimi komunistycznymi służbami specjalnymi. Już nawet SLD przyznaje, że Służba Bezpieczeństwa była organizacją zbrodniczą. Jak najbardziej się zgadzam, tylko domagam się konsekwencji. Służby specjalne były częścią machiny państwowej i w jej imieniu działały. Za dezubekizacją powinna zatem iść i dekomunizacja. Przecież za PRL - razem z jego ubekami - odpowiadały konkretne organizacje: PZPR z tak zwanymi stronnictwami sojuszniczymi. Wiadomo, były one obce i siedziały na sowieckich bagnetach, ale ktoś je chyba popierał.

Konkretnie - dobrze ponad 90 procent społeczeństwa, które chodziło na wybory. Tak zwane wybory. Dające zbrodniczemu państwu i jego zbrodniczym organom coś w rodzaju demokratycznej legitymacji. Po 1956 roku naprawdę można było tego nie robić. A nawet jak ktoś bał się nie iść, to istniały sposoby, żeby oddać głos nieważny. Dla mnie sprawa jest prosta:

Jeśli więc dezubekizacja ma polegać na odbieraniu emerytury (powyżej minimalnej), to środek ten powinien dotyczyć wszystkich odpowiedzialnych za PRL - członków partii oraz aparatu przymusu i obywateli, którzy to popierali. Zdobyte w ten sposób pieniądze w ramach sprawiedliwości dziejowej należy przekazać tym, którzy nie głosowali, nie należeli i w żaden sposób w komunistycznej, zbrodniczej władzy nie uczestniczyli.

Całkiem przypadkiem tak się miło składa, że za czasów PRL nigdy nie głosowałam, tym bardziej nie należałam i chyba nie byłam agentem, ale to się jeszcze okaże. Chętnie więc przyjmę przypadającą na mnie część kasy z odebranych emerytur. I sprawiedliwie podzielę.


Tekst ukazał się w Wysokich Obcasach z 10 lutego 2007 r.
Komentarze
Dodaj nowy
Napisz komentarz
Nick:
E-mail:
 
Strona www:
Tytu?:
UBBCode:
[b] [i] [u] [url] [quote] [code] [img] 
 
Prosz? wpisa? kod antyspamowy widoczny na obrazku.

3.26 Copyright (C) 2008 Compojoom.com / Copyright (C) 2007 Alain Georgette / Copyright (C) 2006 Frantisek Hliva. All rights reserved.”


Na podobny temat

Aktualizacja    ( 12.02.2007 )
 
« poprzedni artykuł   następny artykuł »
Generated in 0.68052 Seconds