> PREMIERA 24 MAJA

Berman_okladka_300px.jpg

>>Już jest: KP30!

kp30_okladka_300px.jpg

Komentarze

polska_OST_NEW01m.jpg

CYTAT DNIA

Życzyłbym sobie, abyśmy w obecnym stuleciu potrafili w końcu połączyć wiedzę naukową i techniczną, rozwiniętą jak nigdy dotąd w historii, z umiejętnościami ludzkimi i politycznymi, które, jak na ironię, są najbardziej w historii zacofane. Dysponujemy wszystkimi środkami naukowymi, technicznymi i nawet finansowymi, aby wykorzenić biedę, głód, ciemnotę dotykającą co najmniej połowę mieszkańców naszej planety. Dlaczego tego nie robimy? Dlatego, że brakuje nam politycznej woli, połączenia pragnienia i działania, żeby to zrobić.

Carlos Fuentes (1928-2012), Contra Bush

Katalog Książek KP

Książki w sklepie KP

Advertisement
Order software online
Na tropie fallusa, czyli czym się różni wróbelek? Drukuj
Kinga Dunin   
09.02.2012

Podobno zapalczywie poszukuję fallusa, w każdym razie tak pisze o mnie internetowy komentator viking. Jak wiadomo feministki są wojujące, agresywne albo przynajmniej zapalczywe, inaczej być nie może. Tym razem jednak pudło. Poszukiwałam w tekstach kolegów, chyba bez specjalnej zapalczywości, cipek, wszędzie jednak były same fallusy i nie trzeba było ich specjalnie szukać. Zazwyczaj szukamy tego, czego nie ma, a nie tego, co w nadmiarze.


Może jednak rozwinę tę rzuconą w felietonie, na marginesie, myśl. Skoro sprowokowała kąśliwą uwagę, to znaczy, że została zauważona, ale nie jako oczywista oczywistość, tylko coś, co uwiera męskie ego. Czyli ja trafiłam.


Zgadza się, napisałam, że mamy literaturę fallusów. Fallus w tym wypadku był synekdochą, to taka figura stylistyczna. Nie pisałam o fallo- czy fallogocentryzmie, jedynie zastąpiłam całość częścią. Możemy jednak powrócić do całości i zastanowić się, czemu nawet na lewicowym portalu, kiedy pisze się o kulturze, pojawiają się sami mężczyźni. Odpowiedź wydaje się prosta: to oni tworzą kulturę, są znanymi artystami, pisarzami. Nie ma kobiet w tekście, bo ich nie ma w realu, jest ich w każdym razie mniej. 


I tu od razu powiem, że niekoniecznie musi to oznaczać brak kobiecej reprezentacji. Jeśli nawet jest coś takiego, jak specyficzne doświadczenie kobiece, to – poza pewnym sferami – nie jest ono aż tak specyficzne, żeby wrażliwy pisarz nie potrafił się w nie wczuć. I są pisarze, którzy to robią, czasem bardzo pięknie, chociażby Coetzee. Teoretycznie można by zatem wyobrazić sobie zrównoważoną płciowo literaturę pisaną wyłącznie przez mężczyzn. Teoretycznie, bo jednak to, że kobiety też piszą to i owo, a niektórzy mężczyźni to czytają, zapewne wzmaga ich zdolność do empatii. Bez żadnych świadectw kobiecych byłoby to trudniejsze. Mój umiarkowany sąd w tej kwestii jest prosty: kobieta, czytelniczka może się odnaleźć w dziele męskim, a nie zawsze i niekoniecznie w kobiecym. Czyli bez względu na proporcję płci wśród pisarzy, kobietom nie dzieje się żadna krzywda? 


A jednak się dzieje. Pisarz to taki zawód. I pozycja społeczna, mniej lub bardzie lukratywna, najczęściej mniej. Niektórzy jednak radzą sobie całkiem nieźle. To nie tylko honoraria, ale też inne dochody: stypendia, spotkania autorskie, cena nazwiska, które potem można sprzedać, pisząc drobiazgi dla lepiej płacących. Sława przekładająca się na kapitał społeczny. Krótko mówiąc, jest pewna pula kasy, którą społeczeństwo wydaje „na pisarzy”. I jestem przekonana, że większą część z tego zagarniają faceci. I nawet Nobel Szymborskiej tego nie jest w stanie wyrównać. Poza tym kobietom trudniej jest się po tę kasę dopchać, dlatego jest ich mniej. Nie twierdzę, że pisarze świadomie zabierają pisarkom, po prostu korzystają z pewnego mechanizmu, tak jak inni mężczyźni w innych dziedzinach życia. I pewno nie bardzo lubią zastanawiać się nad tym. A kiedy się o tym wspomni, część z nich zamienia się w urażonych vikingów.


Rynek usług literackich nie jest ani sprawiedliwy, ani merytokratyczny. Kiedy pisałam felietony do medium, które jednak niektórym płaci, zarabiałam za nie dziesięć razy mniej niż Pilch w podobnym medium. Niech będzie, jestem gorsza od Pilcha, może nawet dziesięć razy gorsza. Weźmy więc inny przykład. Parę lat temu literacką nagrodę Gdyni dostał Marcin Świetlicki i ją przyjął. Nagrodzono go za kryminał, który z trudem doczytałam do końca, bo nie interesowało mnie, kto zabił. To poważne niedopatrzenie, jeśli mówimy o kryminale. Naprawdę jednak dostał ją za jęk zalkoholizowanego mizantropa z głębi andropauzy. (Nie tylko andropauza jest męska, także mizantropia, właściwie nie ma w literaturze portretów kobiet-mizantropek, a takich męskich bohaterów jest na pęczki.) Nieco później kryminał Olgi Tokarczuk nie wszedł nawet do finału. Starsza kobieta, prawa zwierząt, ach, te kobietki, lubią wzruszać się zwierzątkami. 


Załóżmy, że i Świetlicki, i Tokarczuk umieją pisać, zostali zweryfikowani przez krytykę, czytelników, wydawców. Jedni wolą to, inni tamto, o gustach się nie dyskutuje. Ale trudno nie nabrać podejrzeń, że w świetle wartości tej kultury andropauza ma wyższe notowania niż prawa zwierząt, a pisarz większą szansę na sukces niż pisarka. I ta różnica jest wymierna, wynosi 50 tys. PLN. Plus reklama w mediach, co też da się przeliczyć na pieniądze. 


Czym się zatem różni wróbelek? Wróbelek literatury – uniwersalistyczny i bezpłciowy. Ano tym, że jedną nóżkę ma zdecydowanie bardziej.

  

  

  

Komentarze
Dodaj nowy
:P  - no…   |09.02.2012 10:13:37
…to się viking chyba wreszcie poczuł doceniony. Spodziewajmy się tysiąca liter
komentarza.
Anya   |09.02.2012 10:37:35
Pani Kingo studiowałam na warszawskiej ASP, więc środowisko artystyczne Warszawy
znałam dosyć dobrze. W szkole uczyło się znacznie więcej kobiet, ale
"sukces" odniosło tylko kilku moich kolegów. Zastanawiałam się dlaczego
żadna z moich koleżanek nie została równie doceniona. Znalazłam prawidłowość -
żadna z nas nie potrafiła tak bardzo poświęcić się sztuce, karierze i postawić
wszystkiego na jedną kartę jak właśnie tych kilku facetów. Oni potrafili do 30
roku życia mieszkać kątem po znajomych i rodzinie, nie dojadać, nie dosypiać,
nie myć się, nie sprzątać tylko tworzyć. Żadna z moich koleżanek nie była gotowa
na takie wyrzeczenia. Czy to biologia zakodowała w nas kobietach potrzebę
stabilności i bezpieczeństwa? Społeczeństwo? Nie wiem, ale ja i większość moich
koleżanek taką potrzebę ma i nie jestśmy w stanie tego poświęcić. W XVIII i XIX
wieku wszystkie panny we dworkach i zameczkach, w całej Europie musiały umieć
grać na fortepianie, to był obowiązek, mężczyzn grających na czymkolwiek było
pewnie z 10 razy mniej. To dlaczego nie znamy prawie żadnych kompozytorek z tego
okresu? Nie wiem. Ale wiem, że sama matematyka niczego nie załatwi, to, że
więcej kobiet będzie pisało też. Poza tym 10 ostatnio przeczytanych przeze mnie
książek napisały kobiety, więc chyba nie jest aż tak źle. I jeszcze jedna,
irytująca mnie jako kobietę sprawa - jeżeli w danym środowisku przeważają
mężczyźni to jest to oczywista dyskryminacja, ale jeżeli na studiach jest w tej
chwili 70% studentek, to jest to oczywisty dowód na to, że jesteśmy mądrzejsze,
lepsze, inteligentniejsze i bardziej zorganizowane. Nie przypinajmy sobie
siostry fallusów.
Marta   |09.02.2012 11:08:48
powielanie dominującej ideologii wróbelków-Vikingów ma się u nas całkiem
nieźle,
ale jak tu przeskoczyć wróbelka?
daras1983   |09.02.2012 11:22:31
Pani Kinga Dunin nie wie chyba co robi zaczepiając vikinga hehe.
No czekamy na
ripostę wywołanego.
MarianP  - Fallus powrócił   |09.02.2012 11:53:44
Oj chyba kobiece ego pani Dunin dało o sobie znać
czarownik   |09.02.2012 12:04:26
Dla sympatycznej pani Marty z wpisu trzeciego
od przystojnego pana Waldka:


http://galczynski.kulturalna.com/a-7170.html
wtret   |09.02.2012 12:40:31
A jakie to ma znaczenie, czy dane dzieło czy opinia pochodzi od ‘fallusa’ czy od
‘cipki’? Dlaczego ma rzutować na naszą jego ocenę czy też zgadzanie/niezgadzanie
się? To inwektywa psująca dyskusję.
czarownik   |09.02.2012 12:56:24
:p

Tysiąc literek mówisz? ja daje 3 tysiące Spokojnego wykładu o Freudzie i
jednej nóżce dłuższej
viking   |09.02.2012 12:59:29
Pani Kingo,
bardzo dziękuję za odpowiedź, teraz czuję się doceniony i mogę
napisać tysiąc słów komentarza:P

Nie wiem, skąd ten pomysł, że uraziła Pani
moje "męskie ego". Ja, szczerze powiedziawszy, nawet nie wiem, co to tak
dokładnie jest. Czyżby uważała Pani, że wszelkie nasze poglądy, muszą mieć
źródło w jakichś głębinach tożsamości płciowej? Przecież to jest myślenie,
którym się najczęściej dezawuuje feministki (niespełnione matki, chłopa im brak
itp.- zna to pani przecież aż za dobrze)- dziwi mnie, że je Pani powiela.

W
kwestii meritum:
czytelnictwo w Polsce rozkłada się pomiędzy płciami mniej
więcej w ten sposób, że kobiety czytają o wiele więcej a wśród tej grupy
społeczeństwa, która w ogóle coś czyta, mężczyźni sięgają częściej po literaturę
faktu oraz literaturę sensacyjną a kobiety po obyczajową beletrystykę.
Można
więc zadać pytanie, dlaczego kobiety wolą Pilcha niż Tokarczuk? A chyba wolą, bo
biorąc pod uwagę miłościwie nam panującą logikę rynku, trudno mi sobie
wyobrazić, by wydawnictwa nie zauważyły na czym się lepiej zarabia i promowały
andropauzę, wbrew logice zarobku, ale zgodnie z logiką patriarchalną. Pani
wierzy, że tutejsi patriarchowie są takimi "ideowcami"? Ja nie
bardzo.
Natomiast ma pani rację co do tego, że może tu istnieć jakiś problem
strukturalny. Tzn. wydawcy-mężczyźni zakładają, że coś, co im się podoba, jest
obiektywnie dobre, ale nie dostrzegają, że ich gust nie jest przezroczysty,
tylko np. w jakimś stopniu "męski". I w ten sposób tworzy się pewien
zaklęty krąg, bo czytelniczki kupują to, co im proponuje rynek wydawniczy a
rynek ten wyciąga z tego wniosek, iż właśnie taki typ narracji, jaki się
sprzedaje jest "trendy".

Pani Kingo, na wiele z Pani tez nie umiem
odpowiedzieć, bo odnoszą się do pani osobistego doświadczenia oraz do Pilcha i
Tokarczuk, których osobiście po równo, parytetowo wręcz, nie lubię.
Jednak co
do "zaklętego kręgu" (niech będzie "fallicznego kręgu"- to taki
mój prezent dla Pani), jak najbardziej mam odpowiedź.
Otóż tak się dzieje
dlatego, że mężczyźni "nie mają genderu", traktują to, co męskie (np.
określony gust literacki), jako ogólnoludzkie.
I to się szybko nie zmieni,
ponieważ jedyną drogą zmiany, byłaby jakaś genderowa autorefleksja. A ta,
niestety, musiałaby implikować także refleksję na temat różnych dyskursów, w
których pojawia się temat męskości, w tym: na temat feminizmu.
Proszę dobrze
się przyjrzeć KP i zobaczyć czy ktoś jest na to gotowy?
Majmurek, wywołany do
tablicy, pięknie wyrecytował Lyotarda; pan Waldek wysyła pani Magdzie wierszyki
(proszę zwrócić uwagę, jacy mężczyźni bywają uroczy!); wszyscy są bardzo
pro-feministyczni, ale czy ma Pani pewność, że dostrzegają ten problem? Że nie
traktują feminizmu, jak inni mężczyźni kuchni, czyli jako "babskiej
sfery", w której panie robią z pewnością słuszne rzeczy i nie powinno się im
w tym przeszkadzać, ale co dokładnie, to już zostawmy im?
Jak się chce
mężczyzn w kuchni to się trzeba przyzwyczaić, że ciasto nie będzie tak dobre jak
nasze własne. A jak się chce, by mężczyźni rozumieli społeczny kontekst swojej
męskości, to się trzeba przyzwyczaić, że z pewnymi tezami na jej temat,
niekoniecznie się będą zgadzać. Wcale nie dlatego, że ich ranią w samo serce ich
patriarchalnej samczości, tylko dlatego, że na tym polega refleksja- z czymś się
zgadzamy, z czymś nie.

Pozdrawiam!
lewap  - pytanie do Anya   |09.02.2012 14:35:16
Czemu od razu lepsze? Może jest tak że skoro jak piszesz kobiety oczekują
bezpieczeństwa to faceci zwolnieni z "zaszczytu" służby wojskowej
próbują tę stabilizację dla swoich kobiet - obecnych lub przyszłych zdobyć?
Po
co od razu zakładać o tym że ktoś jest lepszy od kogoś tylko ze względu na
posiadanie fallusa lub nie? Znam wiele ludzi bardzo mądrych ale też i
kompletnych imbecyli - bez względu na płeć. Sprowadzanie całej filozofii do
wojny jajników i jąder jest bez sensu.
Spokojny   |09.02.2012 14:46:05
Pani Kingo, powiem Pani szczerą prawdę, ale tylko raz.
My mamy, a Wy nie. I to
się nie zmieni. My mamy te 50 000, a Wy nie. I nie damy Wam.
My mamy
wydawnictwa, a Wy nie. I nie wydamy Was. Siebie tylko będziemy wydawać. Możemy
Was drukować, ale Was nie wydrukujemy w naszych wydawnictwach bo są nasze. A Wy
nie macie wydawnictw.
My mamy firmy a Wy nie. I nie będziemy Was zatrudniać w
naszych firmach. Są nasze i siebie będziemy zatrudniać a Was nie. A Wy nie macie
firm, bo my je mamy. I też Wam nie damy naszych firm. Bo są nasze. Mamy też w
tych firmach pieniądze, ale to są nasze pieniądze i Wam nie zapłacimy ich. Wy
nie macie pieniędzy. My byśmy mogli Wam zapłacić, bo my mamy, a Wy nie, ale Wam
nie zapłacimy, bo to nasze pieniądze są.
Mamy też stanowiska, a Wy nie. To są
nasze stanowiska a Wy nie macie stanowisk. Mamy sejm, ale to jest nasz sejm i
Wam go nie oddamy. Zróbcie sobie własny. Ten sejm jest nasz i Wam nie damy
naszego sejmu. Nie macie takiego sejmu jak my. Mamy też partie polityczne które
sobie zrobiliśmy. A Wy nie macie. I nie damy Wam naszych partii politycznych.
Sami będziemy się nimi bawić. Zróbcie sobie własne, a nie nasze chcecie. Naszych
nie damy, bo mamy. Mamy też samochody. Ale nie damy Wam naszych samochodów. Same
sobie zróbcie samochody i sobie jeździjcie. Ale chcecie te które my mamy to nic
z tego. Nie damy. Bo są nasze. Mamy też wojsko. A Wy nie macie wojska. Nie damy
Wam wejść do naszego wojska, bo jest nasze. Mamy to wojsko. Chcecie wojska to
sobie zróbcie własne i własną wojnę. Wojna też jest nasza. Nie damy Wam naszej
wojny. Sami sobie ją zrobiliśmy i jest nasza. Zróbcie sobie własną. Mamy też
własne malarstwo i sobie malujemy obrazy i je kupujemy. Nie damy Wam naszego
malarstwa. Zróbcie sobie swoje własne malarstwo jak chcecie i sobie same
kupujcie obrazy za te pieniądze które sobie same zarobicie w firmach które sobie
same założycie. My mamy firmy, pieniądze, malarstwo i obrazy. I nie oddamy
naszego. Bo mamy. A Wy nie macie.
Marta  - Taka drobna uwaga :)   |09.02.2012 15:51:23
Hmmm… Ja chyba jeszcze coś dodam w kwestiach kryminalnych.

Mam
podejrzenie, lokujące się blisko pewności, że Świetlicki nie dostał tej nagrody
za "Jedenaście" czyli swój ostatni kryminał, ale za "Dwanaście",
"Trzynaście" i wreszcie " Jedenaście", słowem "za trudne i
żmudne próby napisania kryminału", które zwieńczył względny sukces. Słowem,
Świetlicki dostał nagrodę za trylogię Świetlickiego :) A żeby było jeszcze
śmieszniej - nie mieliśmy do czynienia wcale z sukcesem gatunkowym, bo przecież
nikt z nas jeszcze nie oszalał na tyle, żeby uwierzyć, że Świetlicki pisze
kryminały - te wszystkie opowieści o starzejącym się Mistrzu, są dokładnie
tym, co w felietonie pojawia się w postaci jednego zdania - opowieścią o
starzejącym się mężczyźnie, który z głębi andropauzy itp…:) Jedna moja
znajoma, teoretyczka literatury nazywa to podmiotem sylleptycznym i bardzo
wiele mi o tym podmiocie sylleptycznym opowiada:) Mam od pewnego czasu
wrażenie, że podmiot sylleptyczny Świetlickiego to nasz trzeci kompan przy
stoliku. Na szczęście, podmiot sylleptyczny ma też wcielenie kobiece w postaci
Masłowskiej.

A co do Olgi Tokarczuk - krytycy sobie, czytelnicy sobie :)
Trzykrotna "Nagroda Nike" czytelników, o czymś mówi.

Nie powinniśmy
mieć tylko złudzeń co do jednego, ani " Jedenaście", ani " Prowadź
swój pług …" nie są kryminałami, tylko pretekstami kryminalnymi do
opisania zupełnie innych historii. Ale to juz zupełnie inny temat :)
kot   |09.02.2012 16:05:15
-Kingo witaj. -To był kanarek, a nie wróbelek. Ot młode to młode. I co dalej.
-
Spokojny upolowałeś trzy cele, a może więcej, od jednego strzału, w najlepszym
stylu.
-Daras jak zwykle -kibol.
-Viking -nie zauważyłem.
czarownik   |09.02.2012 16:08:47
Oczywiście viking znów najlepiej wie , nie po raz pierwszy, kto jest
pro-feministyczny. I właśnie dlatego, że to wie, można się domyślać jaka jest
natura jego wiedzy i obiektywnej krytyki. To a propos tych gorzkich żali
niezrozumiałych samców w felietonie obok.
Marta  - Do vikinga   |09.02.2012 16:12:27
Viking napisał:
>Czytelnictwo w Polsce rozkłada się >pomiędzy płciami
mniej
>więcej w ten sposób, że kobiety czytają >o wiele więcej a wśród tej
grupy
>społeczeństwa, która w ogóle coś czyta, >mężczyźni sięgają częściej po
literaturę
>faktu oraz literaturę sensacyjną a >kobiety po obyczajową
beletrystykę.

Zastanawiam się, czy viking opiera ten opis na rzetelnych,
twardych danych, np. z badań czytelnictwa. To jest tam explicite wymienione?
Przyznam, że najzwyczajniej nie mam czasu grzebać teraz w tych badaniach, ale
lubię, kiedy ktoś, kto podaje takie fakty, podaje też ich źródło. Bo problem
tkwi w tym, że literatura faktu w Polsce, to nie tylko mocne nazwiska panów
związanych obecnie lub w przeszłości z działem reportażu "Gazety
Wyborczej", piszących o wojnie albo dzikich wyprawach po terytoriach
zapomnianych przez Boga i ludzi, czyli Jagielski, Hugo-Bader, Tochaman (Szczygła
nie wymieniam, bo wszyscy zdajemy sobie sprawę, że to zupełnie inny typ
reportażu). Otóż literatura faktu w Polsce ma cały gigantyczny dział
biograficzny i reportaż, w którym celują kobiety - M. Szejnert, Angelika Kuźniak
(dla mnie absolutna poetka reportażu!), Agata Tuszyńska, J. Olczak-Roniker,
ostatnio Magdalena Gerzebałkowska. No i jak to się ma do męskiego czytelnictwa
literatury faktu i zdominowania tej gałęzi przez meżczyzn?
Anya  - do lewapa   |09.02.2012 16:38:00
Chyba mnie nie zrozumiałeś, właśnie chodzi mi o to, że przykład dużej
nadreprezentacji kobiet na studiach wyższych w Polsce jest przez feministki,
dziennikarki, wykorzystywany jako dowód, ze kobiety są mądrzejsze,
inteligentniejsze, lepsze, a z tym się nie zgadzam, ponieważ na tej samej
zasadzie można by wysnuć wniosek, że nadreprezentacja mężczyzn na stanowiskach
kierowniczych oznacza, że są lepszą kadrą zarządzającą. Tak jak napisałam,
matematyka nic nie pomoże, jesteśmy różni, w różnych rolach życiowych inaczej
się odnajdujemy. Nawet statystyki dotyczące rynku pracy są zafałszowane,
ponieważ rynek pracy kobiet, a rynek pracy mężczyzn to dwie odrębne sprawy.
Przecież wiadomo, ze kobiety nie pracują w górnictwie, budowlance, przemyśle
ciężkim, rolnictwie, nie są mechanikami samochodów, nie wykonują wielu prac,
gdzie potrzeba siły fizycznej nie dlatego, że ktoś im tego zabrania, ale
dlatego, że same nie chcą. I nie znam takiej, która by chciała. Podobnie jest z
parytetami w polityce, kobiety stanowią 10-15% członków partii w Polsce, więc
parytetami nie da się umieścić ich 50% w parlamencie. Albo będziemy mieć takie
ministerki na siłę jak Anna Mucha, nawet ja wiem, że Superpuchar gra mistrz ligi
i zwycięzca Pucharu Polski ;) Dlatego rozwiązujmy rzeczywiste problemy - jak
nierówność płac czy szeroki dostęp do żłobków i przedszkoli. I proszę zrównać
wiek emerytalny, nie chce być za nic traktowana ulgowo, a jeżeli mamy być to nie
dziwmy się, że mężczyźni nie chcą pomagać w domach, w końcu jakoś trzeba
wytłumaczyć wcześniejsze przechodzenie na emeryturę.
kot   |09.02.2012 16:49:18
-Marta, dolicz jeszcze Paulinę Wilk.
Jej opisy codzienności w Indiach są
ewenementne. To jest talent najwyższej miary.
viking   |09.02.2012 16:57:40
@ czarownik

No to faktycznie poddałeś moje poglądy druzgocącej, niezwykle
merytorycznej krytyce. I znów brniesz w ten "obiektywizm" … .


Tymczasem ja nigdy nie chciałem być obiektywny.
Ogłaszam wszem i wobec, że
jestem do bólu subiektywnym samcem (nie-wróbla, lecz kanarka), który nie lubi
feministek, ponieważ po pierwsze posiada wielką patriarchalną władzę, którą
nie chce się dzielić z żadną kobietą (wszak jest ci on mizoginem, że hej!) a po
drugie po prostu boi się inteligentnych kobiet.
Czemu? Nie wiem. Pewnie to
nadwątlone "męskie ego", wynikające oczywiście z posiadania małego
ptaszka.
Nie od dziś przecież wiadomo, że "feminists have better sex"
a feminiści … . Tego zdania nie dokończę, bo można się domyślić z
poprzedniego, co też mają feminiści, czego nie mam ja.

Skoro już uprzedziłem
różne domysły na swój temat, czy mógłbym apelować o merytoryczną dyskusję?
Dziękuję.
abramasia  - @ Spokojny   |09.02.2012 18:08:17
A te pieniądze, samochody, firmy i wojsko stworzyliście zupełnie sami.
Najmniejszego udziału kobiet w tym nie było.
Powiedz jeszcze, że całe
cywilizacje powstały bez udziału kobiet, a te nagle pojawiły się nie wiadomo
skąd i wysuwają swoje śmieszne roszczenia.
czarownik   |09.02.2012 21:41:41
Krytyka jest prosta jak budowa cepa : znam Waldka, Waldek mówi, że vikinga ni
uja i z feministkami nie trzyma. Jakie są więc przesłanki vikingowej dedukcji?
Marta  - @viking   |09.02.2012 21:52:41
Czy mogłabym apelować o odpowiedź na moje pytanie w ramach merytorycznej
dyskusji?

Kot, jestem jeszcze przed lektura "Lalek w ogniu", więc nie
wymieniłam, ale dzięki za przypomnienie! Słyszałam wiele dobrych opinii o tej
książce i wybieram się na spotkanie z autorką niedługo.
rosa   |10.02.2012 01:19:56
A gdzie w poprzednim felietonie Kingi Dunin byl jakis fallus? Przeczytalam i nie
zauwazylam.Oj uwazaj viking, bo wyjdzie na to, ze bzdur sie czepiasz, a o takie
zachowania zazwyczaj oskarzane sa feministki. Kto z kim przystaje takim sie
staje? Czas porzucic felietony Krytyki Politycznej i udac sie na internetowe
wakacje.

@Dziewczyno Spokojnego: Jesli patrzysz mu przez ramie, rozwaz:
Wasz dom jest Jego. Bo Oni stworzyli budownictwo. Wasze pieniadze sa Jego. Bo to
Oni stworzyli pieniadze. Tobie nie da, napisal, nie wyprze sie.Twoja wagina
nadal jest Twoja. Nie daj mu. Niech sobie wlasna zrobi.
czarownik   |10.02.2012 10:00:26
A jaki samochód pan Spokojny skonstruował? Z tego, że było więcej genialnych
naukowców chyba nie wynika, że "My jesteśmy genialni"? Pan nie przesadza
z ta słynną męską solidarnością, bo większa szansa jest na to, że bedzie sie w
tej grupie samców na którą kamienie lecą niż tą która solidarnie z przyjemnością
kamieniami rzuca. Społeczeństwo jest trójkątem i rzucają ci z góry. Ja rozumiem,
że pan Spokojny już ma w kogo porzucać, ale coś pisał, że włosów mniej i zaraz
może się okazać, że w niego porzucają.
Jasiek  - Hominem quaero   |10.02.2012 10:44:24
Niech Pani dalej wędruje z latanią w ręku. Podpowiem parę adresów: p. Maria
Janion, p. Hanna Krall, pani Anka Grupińska; może też Pani odwiedzić Simonę
Weil, czy Hannę Arendt, a jak pani mało, wstąpić do Marii Konopnickiej i Elizy
Orzeszkowej. Wisława Szymborska przyjmuje wy,łącznie przyjaciół. Gabriela
Zapolska nie wpuszcza nikogo. Róża Luksemburg utopiona w Szprewie, tam Pani i
tak nie pójcizie. Czasem lepiej jest szukać człowieka, niż płci.
viking   |10.02.2012 11:24:02
@ Marta

Przepraszam, że o Tobie zapomniałem. Pochłonęła mnie krwawa walka
z innym samcem.

Nie opierałem się na konkretnych danych, tylko na opinii, z
którą zetknąłem się parę razy w prasie, przy okazji artykułów na temat
czytelnictwa. Wydaje mi się, że z tym "męskim czytelnictwem", chodziło
bardziej o literaturę popularnonaukową i książki historyczne (zwłaszcza o II
WŚ). Natomiast, jeśli są jakieś dane, które przeczą takiej tezie, to nie będę
jej bronił rękami i nogami.
Istotą mojej argumentacji było raczej to, że
kobiety czytają częściej beletrystykę i co do tego, myślę, że się zgodzimy.
Czemu więc czytają tego Pilcha? Dla mnie to też jest zagadka.

@
rosa

Niedokładnie czytasz:
"to wykluczenie jakoś zupełnie autorom umyka
i nawet nie zauważyli, że piszą właściwie tylko o kulturze
fallusów"

Gdybym się faktycznie czepiał Kingi Dunin to bym swojej ironii
urażonego samca, poddał tezę, jakoby troska o zwierzęta była jakimś szczególnym,
"kobiecym" wkładem O.Tokarczuk.
Z tego, co mi wiadomo, refleksja tego
typu, zaczęła się gdzieś od irlandzkich ustaw z XVII wieku, od ochrony zwierząt
w czasie rządów Cromwella, od refleksji Locke’a, Rousseau i przede wszystkim
Benthama. Znów dużo tu fallusów.
Te feministki, które naprawdę są feministkami
a nie obrażonymi dziewczynkami, tudzież "czarownymi samcami"
szukającymi swady z vikingiem, powinny teraz krzyknąć, że zapomniałem np. o Mary
Wollstonecraft, która też mówiła o tych sprawach dość "wcześnie".
To
prawda.
Jednak mimo wszystko opozycja: nudny, stary, skoncentrowany na sobie
piernik cierpiący na andropauzę kontra kobieca empatia i wrażliwość na świat
Olgi Tokarczuk, wydaje mi się bardzo manipulacyjna.
Może nawet bym się na nią
nabrał, poszedł za głosem mojej kanarkowej młodości, która ma więcej sympatii
dla takich fajnych hippisowskich i ciekawych ludzi, jak Tokarczuk niż dla
alkoholicznego ględzenia jakiegoś Pilcha. Problem w tym, że moim skromnym
zdaniem, rację ma Reich-Ranicki: światowa kariera Tokarczuk ma wiele wspólnego z
niemieckim poczuciem winy i poszukiwaniem na siłę talentów z Europy Wschodniej.
Karierę w Polsce, zawdzięcza natomiast, moim zdaniem, lewicowemu entuzjazmowi
wobec słusznej ideologicznie literatury, który nakazuje klaskać w rączki, nie
tylko przy mimo wszystko dość ambitnej (i może jednak lepszej od Pilcha)
literaturze Tokarczuk, ale także przy dziełach tak "genialnych" jak te
wydawane przez Ha!art lub też przy ceglastych, do wyrzygania nudnych i
schematycznych kryminałach, z kraju masowej, taśmowej wręcz, produkcji słusznej
ideologii- Szwecji.
Takie jest MOJE, SUBIEKTYWNE zdanie.
Marta  - @viking   |10.02.2012 13:14:56
viking:
>Poblem w tym, że moim skromnym
>zdaniem, rację ma Reich-Ranicki:
>światowa kariera Tokarczuk ma wiele wspólnego z
>niemieckim poczuciem winy i
>poszukiwaniem na siłę talentów z >Europy Wschodniej

ŻADEN polski pisarz nie
zrobił światowej kariery, bo za taką uważać można sukces na miarę Huellebequa,
trudno natomiast tłumaczenia Olgi Tokarczuk uważać za światowy sukces. Niemniej
jednak, Niemcy musieliby chyba nauczać o swojej winie wobec Polaków i innych
narodów Europy Wschodniej w programie szkolnym od szkoły podstawowej, do tego w
dość pokrętny sposób, aby po niemal 2O latach od tekstu Ranickiego
(przypominam, dotyczy on lat 90.), tłumaczono i wydawano polską literaturę
najnowszą z poczucia winy, zwłaszcza Olgę Tokarczuk, czy Stasiuka, którzy mają
całkiem sporą rzeszę niemieckojęzycznych czytelników. Teza jest paranoiczna
(choć oczywiście mogłaby się sprawdzić przy Szczypierskim, ale nie przy
Tokarczuk!), a powody, bardziej prozaiczne - jeśli napiszesz powieść po
polsku,rumuńsku, czesku twoja droga tłumaczenia na inne języki niemal zawsze
prowadzi przez Niemcy, bo ten rynek wydawniczy jest największy w tej części
Europy i wychwytuje tłumaczenia prawie całej literatury tzw. Europy Środkowej,
a robi to ze względów czysto finansowych, nie z poczucia winy… Posługując się
tak pokrętną logiką moglibyśmy dość do wniosku, że Martin Pollack wydał
tłumaczenie swojej książki w "Czarnym" z poczucia winy i w ramach
przeprosin, a przecież mógł to zrobić w "Weltbildzie" …

I druga
część,która mocno leży mi na sercu, ponieważ mam duże opory przed
ideologizowaniem literatury w stopniu, który ostatnio miewa się w Polsce aż za
dobrze, tzn. jasnemu podziałowi na literaturę lewicową i prawicową wraz z
cechami dystynktywnymi…

Viking:
>[Olga Tokarczuk] karierę w Polsce,
>zawdzięcza natomiast, moim zdaniem, >lewicowemu entuzjazmowi
>wobec słusznej
ideologicznie
>literatury, który nakazuje klaskać w >rączki

Wybacz, ale
Olga Tokarczuk debiutowała literacko (wydawniczo) w latach 90, kiedy cała
Polska, a przynajmniej jej część zurbanizowana rzuciła się na new age, ekologię,
gnozę, spirytualizm itp, a "lewicowość" była wręcz obelgą - trochę o tym
pisze Czapliński w ostatniej książce. Nikt wtedy nie miał pojęcia, że kiedyś
powstanie "Krytyka Polityczna", Michalski pracował w telewizji, Ha! art
nie istniał, a Łódź była stolicą imprezową Polski…No może brzmi to jak bajka,
ale tak było.
I w tych to latach 90. Olga Tokarczuk wydaje 4 swoje
bestsellery: "Podróż ludzi Księgi" (1993), "E. E." (1995)
"Prawiek i inne czasy" (1996)
"Dom dzienny, dom nocny"
(1998)

W pierwszej edycji nagrody literackiej "Nike", Tokarczuk
dostaje nagrodę czytelników, nie krytyków (1997 rok, od krytyków dostanie ja
dopiero w 2008 r). Chcesz mi powiedzieć, że w latach 90. trendem wyznaczającym
popularność Tokarczuk było jej lewicowe zaangażowanie oraz zaangażowanie
lewicowych mediów (jakich lewicowych mediów?) w kreowaniu jej wizerunku jako
pisarki poprawnej politycznie? Litości….Oldze Tokarczuk, zdaje się w tym roku,
strzeli 50, ona ma zupełnie inną historię wydawniczą!
Spokojny  - @ komentatorzy   |10.02.2012 13:15:45
Komentatorzy się oburzają na moje sobkostwo i moje "my" jako wspólnotę
tych co mają w odróżnieniu od tych co nie mają. Ale ja dalej swoje Pani Kingo, z
tym tylko dodatkiem, że przecież nie ja pierwszy wskazuję na istnienie tutaj
jakichś wspólnot. Nie damy. Kobiety jak wiadomo nie posiadają wydawnictw, nie
mogą więc zatrudniać w nich innych kobiet. Wydawnictwa mają mężczyźni i w
związku z tym nie będziemy Was zatrudniać w naszych. Mamy rakiety, ale Was w
kosmos nie zabierzemy. Dlatego kobiety nie są w kosmos zabierane. Gdybyście to
Wy miały rakiety, mogłybyście nas nie zabierać i latać same, ale nie macie
rakiet. My je mamy i Was nie zabierzemy w nich w kosmos. Same sobie zróbcie
własne i sobie lećcie, zamiast narzekać, że Was ktoś nie zabrał. Nie zabrał i
nie zabierze. Bo to nasze rakiety. Chce Pani nagrody literackiej? To mężczyźni
wymyślili wszystkie istniejące nagrody literackie. Już Wy nie możecie wymyśleć
jakiejkolwiek własnej, bo my wymyśliliśmy wszelkie możliwe jakie tylko być mogą.
Tak samo z partiami politycznymi. Nie damy Wam miejsc na listach wyborczych bo
to nasze listy. Więcej listy wyborczych być nie może. Ich ilość jest ograniczona
i jest ich tyle ile może ich być i ani jednej więcej. Dlatego nie dacie już rady
stworzyć żadnej własnej partii, żadnego własnego miejsca na liście i żadnej
listy. Wszystkie listy wyborcze jakie mogą zaistnieć, wszystkie partie i
wszystkie miejsca na listach są już stworzone i to przez nas. Są nasze i dlatego
ich nie damy. Bo je mamy. A Wy nie macie. Dlatego Wam nie damy żadnej też
literackiej nagrody. Bo to nasze nagrody. Ani nie wydamy żadnej książki Waszej,
bo ilość książek które mogą wyjść jest ograniczona. I wszystkie jakie mogły
wyjść już my wydaliśmy. Co do waginy, jakoś sobie poradzimy. Jestem dobrej
myśli.
Anya  - @ viking   |10.02.2012 13:20:06
Zgadzam się, trylogia Stiega Larssona jest ceglasta, do wyrzygania nudna,
schematyczna i słuszna ideologicznie. A jeżeli chodzi o Szwecję - ostatnio
obniżyła podatki, tłumacząc, że wpłynie to pozytywnie na wzrost zatrudnienia,
szczególnie wśród ludzi młodych. Jak "neoliberalne" posunięcie
"wyroczni" skomentuje polska lewica?
Marta  - wydawnictwa i kobiety   |10.02.2012 17:41:42
>Kobiety jak wiadomo nie posiadają >wydawnictw, nie
>mogą więc zatrudniać w
nich innych kobiet

Swoja drogą to nie sposób zapomnieć o jednym w tym
temacie, co zniknęło i w felietonie i w komentarzach. Otóż Olga Tokarczuk
wydawała swoje książki we WŁASNYM WYDAWNICTWIE "Ruta" do czasu wydania
"Ostatnich historii", kiedy przeszła do "Wydawnictwa
Literackiego". Drobiazg ? No nie taki drobiazg, gdyby ktoś zechciał napisać
o polityce wydawniczej w Polsce. Coś musiało wpłynąć na obie te decyzje. To, co
najbardziej mnie cieszy ostatnio, to fakt, że nową książkę wyda w wydawnictwie
"Krytyki Politycznej" - tak nazwiska ściągają i przyciągają inne
nazwiska, nie bójmy się tego powiedzieć.
I wbrew pozorom Tokarczuk nie jest
moją ukochaną pisarką, ale skoro już się pojawiła w felietonie to piszmy o
całości.
viking   |10.02.2012 17:46:49
@ Marta

Źle mnie zrozumiałaś. Absolutnie nie zarzucam Tokarczuk, że
pisała tak, by "wstrzelić się" w jakąś koniunkturę. Nie snuję też teorii
spisku na temat jakiegoś wspierania jej, jako "swojej" przez lewicowe
środowiska. Mam jedynie wrażenie, że niektórzy przeceniają jej twórczość z
powodu zbieżności własnych poglądów politycznych z tymi autorki.
Chodzi o modę
intelektualną, nie o poparcie takich czy innych organizacji.

Nie
przesadzajmy też z tym nagłym objawieniem się Krytyki Politycznej niczym
Mesjasza. W Polsce od początku lat 90. istniały najróżniejsze środowiska
lewicowe oraz istnieli ludzie mający takie poglądy. Jasne, że to wszystko było
rozproszone, ale myślę, że nawet Kinga Dunin miałaby do Ciebie pretensję o
takie uproszczenie. Przecież choćby ruch feministyczny działał w Polsce długo,
długo przed KP.

Jeśli chodzi o Niemcy, nie wiem na ile znasz ten kraj, ale ja
znam dosyć dobrze. I mam wrażenie, że ta teza Ranickiego, nawet jeśli była
niesprawiedliwa wobec Tokarczuk, to z pewnością nie była pozbawiona prawdy i nie
była też w żadnym wypadku ani paranoiczna, ani nieuczciwa intelektualnie.

Ranicki przyznaje bowiem coś podobnego, nawet w odniesieniu do siebie, mówiąc,
iż część jego popularności wynika z tego, że jest trochę z zewnątrz, że jest
Żydem urodzonym w Polsce.
W przypadku rynków literackich nie tylko wielkość
ma znaczenie. Francuski też jest duży, ale Francuzi poza swoją literaturą, są
jedynie otwarci na wielkie literatury: rosyjską, niemiecką, anglosaską itd. lub
na literatury egzotyczne/orientalne itp.
Niemiecki czytelnik jest bardziej
zainteresowany twórczością Polaków, Czechów, Węgrów a krytyka, też w ramach
intelktualnej mody a nie spisku, bywa bardziej przychylna "naszym"
pisarzom niż na to zasługują.
Poza tym: po pierwsze w Niemczech mówi się o
wojnie bardzo dużo, także dzieciom a po drugie nie bardzo wiem, co ma do rzeczy
kiedy Ranicki mówił to, co mówił.
Diagnozował pewną tendencję, która panuje
wśród niemieckich recenzentów od lat i możliwe, że jeszcze będzie panować długo.
Dobrze, że wymieniasz Stasiuka, bo on jest akurat świetnym potwierdzeniem tej
tezy. Jego twórczość, sposób bycia, autoprezentacji są tak obce niemieckiej
mentalności, jak to tylko jest możliwe. Gdyby jakiś Niemiec zachowywał się tak,
jak on na spotkaniach z czytelnikami, ci uznaliby go za całkowitego buca. A
jednak odnosi w Niemczech sukcesy. Moim zdaniem, w sposób oczywisty, jest on
beneficjentem niemieckiego zainteresowania "nową Europą" (jak się ją w
tym kraju nazywa).
viking   |10.02.2012 17:49:41
@ Anya

Pewnie powie, że to przez to, że w Szwecji rządzą obecnie
liberałowie i prawica.
Ale faktem jest, że jeszcze niedawno felietoniści KP
twierdzili, iż Szwecja jest tak rajskim rajem, że nawet ci liberałowie są
właściwie socjalistami i, że jedynie ich socjalistyczny w swej naturze program
pozwolił im wygrać wybory;))
czarownik   |10.02.2012 18:11:17
Oburzenie to chyba zbyt optymistyczna diagnoza aczkolwiek zrozumiała u osoby
która chciała by zerwać jakąś powłokę i dobrać się do mięsa. Raczej ironiczny
uśmiech, bo są kwity na pana na tym portalu na pana lewackie odchyły, gdy nie
znajduje się pan po stronie co ma. A przecież można sobie dodziergać jak nie ma
na czynsz bo gwałtownie wzrósł. Nie ma mlecznego? można sobie postawić.
Batistuta   |10.02.2012 18:39:28
No niestety Pani Dunin jest gorsza od Pilcha, więc różnicę w zarobkach jak
najbardziej można zrozumieć…feministki mają zdumiewającą zdolność do tworzenia
skomplikowanych hipotez tam, gdzie prawda leży na wierzchu a recepta na zmianę
sytuacji jest oczywista: żeby zarabiać tyle co Pilch, trzeba pisać tak jak
Pilch, wtedy nakład danego czasopisma będzie większy, naczelny zauważy że jest
większy, doceni itd…A taka Kalicińska podobna sprzedała 400 tys, więc Pilch
się chowa i nawet Łysiak się chowa…
Mateusz  - @ Spokojny - jesteś mistrzem   |10.02.2012 19:25:07
Spokojny: jestem moim prywatnym, najwyraźniej niezrozumianym przez ogół
komentatorów, mistrzem świata. Masz rację, nic nie damy a już na pewno nie damy
ani trochę luzu, autoironii i rozsądnej akceptacji pewnych obszarów tego, w czym
przyszło nam żyć. Ani trochę, ani ciut, ciut :) Osobiście jednak waginy nie
odmówię - jeśli się tak zdarzy. Z pewnym trudem ale nauczyłem się bez niej żyć
więc mam wybór czego i Pani Kindze, w szeroko rozumianej ogólności, życzę.
kot   |10.02.2012 22:17:34
Kinga powinnaś być chyba zadowolona.
Marta  - @viking   |10.02.2012 22:19:25
Vikingu, ja Cię źle nie zrozumiałam, ja po prostu nie zgadzam się z twoja tezą,
podpartą dodatkowo esejem Ranickiego. I w tym wypadku fakt, kiedy Reich- Ranicki
napisał ów esej ma bardzo duże znaczenie, ponieważ opisywał zjawisko wielkiego
boomu przekładów polskich w Niemczech z końcówki lat 80. i początku lat 90.,
pojawiającego się, mniej więcej, od końca PRL-u, coś w stylu zainteresowania
" niesamowitą słowiańszczyzną" graniczącą o miedzę, a od tego czau
dzieli nas 20 lat. I to 20 lat ma niebagatelne znaczenie, bo wyznacza pojawienie
się kolejnej generacji pisarzy, w stosunku do których nijak nie można kierować
się sentymentami. Gdyby teza Ranickiego była prawdziwa, stopniowo malałoby nie
tylko zainteresowanie polskimi przekładami, ale, przede wszystkim, ich
czytelnictwo w Niemczech. A to się wcale nie zmienia od lat.

>Mam jedynie
wrażenie, że niektórzy >przeceniają jej twórczość z
>powodu zbieżności własnych
poglądów >politycznych z tymi autorki.

Niektórzy, tzn. kto? Bo my tutaj
mówimy o całym czytelniczym rynku nabywczym, a akurat w wypadku Tokarczuk nikt
nie przekona mnie, że " E.E" czy " Prawiek i inne czasy"
czytane były li tylko przez feministki ( skoro już mówimy o czytaniu
"politycznym"). Wręcz przeciwnie, mogłabym powiedzieć, że "czytanie
Tokarczuk" stało się doświadczeniem pokoleniowym dla nastolatków w lat 90.,
niezależnie od tego, czy pod stołem ci sami nastolatkowie wertowali felietony
Kingi czy biegali do dominikańskiech duszpasterstw młodzieży. Recepcja
czytelnicza, która nie przydarzyła się chyba żadnej innej polskiej pisarce i
którą, o ile mi wiadomo, nikt się poważnie nie zajął ( choć mogę się mylić).


I dlatego też, to o czym napisałam, nie jest uproszczeniem, ale opisem
konkretnego fenomenu, któremu na imię Olga Tokarczuk, a nie - lewicowy projekt
odczytania Olgi Tokarczuk. (skądinąd przecież możliwy) Nieprzypadkowo tego
samego nie napiszę np. o Izabeli Filipiak, przecież również dobrej
pisarce.

Nie bardzo też rozumiem, po co podkreślasz ten fakt:
"Poza
tym: po pierwsze w Niemczech mówi się o
wojnie bardzo dużo,"

Widzisz,
fakt, że o wojnie mówi się bardzo dużo, nijak jeszcze nie przekłada się na
odbiór czytelniczy Doroty Masłowskiej czy Olgi Tokarczuk. Usiłuję ci
najzwyczajniej uświadomić, że te kody kulturowe, które działały jeszcze w
wypadku Szczypiorskiego lub działają w wypadku Chwina czy Pawła Huelle, nie
określają tych pań. Tylko tyle i aż tyle.

Natomiast to, co piszesz o
Stasiuku przypomina mi bardziej filisterskie zainteresowanie " egzotycznym
barbarzyńcą" na salonach, a nie - odkupowanie powojennych traum niemieckich
wobec wschodnich sąsiadów przez docenianie lub przecenianie ich literatury.
Prawdopodobnie tak samo widziany byłby dziś przez tych samych Niemców ktoś
pokroju Timmermansa.
rosa   |10.02.2012 22:23:39
@viking: zapewne zinterpretowalam to tak dlatego, ze przeczytalam tylko twoj
komentarz pod tekstem Jasia Kapeli.No i zdziwilam sie.
@Spokojny: to ty tak
na powaznie, chlopie??? Serio??

@viking, Spokojny: wszyscy doceniaja
wasza poprawna polszczyzne, dosc rozlegla wiedze, brak wulgaryzmow w
wypowiedziach. O pogladach nie dyskutuje bo kazdy ma wlasne. Chodzi o to, ze
flejmujecie. Czytanie flejma pelnego dlugich, rozbudowanych wypowiedzi to
doskonaly lek na bezsennosc. Ograniczcie sie do 500 znakow, to flejmy zostana
wam wybaczone:)
PIRS   |10.02.2012 23:47:00
A jak wytłumaczyć fakt, że człowiek który nie umiał sformułować żadnego poglądu,
więcej – nawet zbudować zdania z podmiotem i orzeczeniem, facet bez
wykształcenia, wiedzy o świecie, jednym słowem Wałęsa, został prezydentem?
Ludzie go wybrali. Czy ci ludzie kierowali się rozsądkiem? A my tu chcemy
rozsądnie ocenić fakt, że Pilch zarabia więcej niż Kinga Dunin (co uważam za
niesprawiedliwe).
Kiedyś oszałamiające powodzenie miał w Polsce serial
"Niewolnica Isaura". Okazuje się, że lubiła go nawet pani Szymborska.
Serial wydawał nam się idiotyczny, więc nie oglądaliśmy go. Ale pewnego dnia
odwiedzili nas znajomi i kiedy zbliżyła się pora serialu zażądali aby włączyć
telewizor. Tym sposobem obejrzałem cały odcinek i do dziś pamiętam. W odcinku
tym Isaura została ukarana przez wrednego Leoncja, który kazał ją przywiązać do
słupa, a na dodatek postawił obok strażnika z karabinem. Strażnik przechadzał
się energicznie w tą i z powrotem, jakby ćwiczył szybką musztrę. Ojciec Isaury
postanawia ją uwolnić. Najpierw, jak to w serialach latynoskich, długo
zastanawia się zanim podejmie decyzję. W końcu zdecydował, poszedł do uwiązanej
córki, stuknął lekko strażnika który się przewrócił i leżał nieruchomo już do
końca odcinka. Ojciec powinien teraz szybko odwiązać Isaurę aby zdążyła uciec,
bo czas nagli a okręt czeka, ale on najpierw prowadzi z córką rozmowę na różne
tematy. Wspomina m.in., że przyszedł do Isaury list od Sary Bernard, ale
napisany po francusku, więc nie mógł go przeczytać. Isaura, dobra córka,
radośnie oświadcza że zna francuski i chętnie ojcu przetłumaczy list. Ojciec
wyjmuje więc list i podsuwa jej tak żeby mogła go przeczytać. Przywiązana Isaura
czyta więc co do niej napisała wielka artystka, strażnik sobie leży dalej na
ziemi, Leoncjo szczęśliwie nie nadchodzi. Po krótkiej rozmowie na temat listu
ojciec rozwiązuje wreszcie córkę i ta – wyraziwszy najpierw swe myśli i
uczucia – ucieka.
Zapytałem naszych gości, czy nie widzą tego braku
podstawowej logiki w zachowaniu bohaterów, tego krzyczącego idiotyzmu w filmie,
a jeśli tak, to czy im to nie przeszkadza. Znajoma zastanowiła się i
powiedziała, że w życiu ludzie często też postępują nielogicznie.
Czy
społeczeństwo, które w ponad 80% zachwycało się Isaurą, które z entuzjazmem
wybrało Wałęsę na prezydenta, będzie się zachowywać mądrze w stosunku do roli
kobiet? Jakiego my tu klucza szukamy?
viking   |11.02.2012 02:54:52
@ Marta

To, że u źródła zainteresowania Europą Wschodnią leży poczucie
winy, nie oznacza, że nie może ono ewoluować i przeradzać się np. w filisterską,
płytką fascynację Innym. Dokładnie tak się przecież dzieje w przypadku stosunku
Zachodu do Orientu, Afryki. Cały ten odjazd na punkcie kadzidełek, OSHO,
Bollywoodu bierze swój początek z postkolonialnego wstydu i chęci oddania innym
kulturom sprawiedliwości.

Ale mniejsza o Tokarczuk: ty ją lubisz, ja nie.
Myślę, że trzeba tu uznać, że mamy po prostu odmienne zdanie.
Jednak dla mnie
problemem nie jest tutaj sama Tokarczuk tylko to, że teza K.Dunin, zbudowana na
porównaniu tej autorki z Pilchem jest manipulacyjna.
No bo nawet jeśli
społeczeństwo woli andropauzę niż refleksję o prawach zwierząt … czy to z
pewnością tak źle o nim świadczy? "Andropauza" to po prostu starzenie
się, pozbywanie się iluzji co do świata i własnego życia; stan, w którym
mężczyzna, dotychczas w miarę pewny swojej energii i witalności, skonfrontowany
zostaje z granicami własnej cielesności.
Jeśli nawet jest to jakieś typowo
męskie doświadczenie, to właściwie można zapytać, czemu Kinga Dunin wykazuje
wobec niego mniejszą empatię niż wobec losu kur i krów (przy całym moim szacunku
dla nich, bo też lubię zwierzęta)?
Poza tym nie udawajmy, że etykietka na A
jest taką przepustką do popularności. Mam wrażenie, że ta z literką F działa
mimo wszystko lepiej. Ostatnio naklejono ją na "celebryckiej" książce
Danuty Wałęsy, która dzięki tego rodzaju intelektualnej legitymizacji, doczekała
się recenzji w każdej ważnej gazecie, mimo iż powinna była być opisana najwyżej
na Pudelku. Nie mówiąc o Hannie Samson, która moim skromnym zdaniem, w kwestii
talentu literackiego nie wytrzymałaby nawet konkurencji z Grocholą (o! kolejna
kobieta, tylko chyba niesłuszna ideologicznie) a jednak otrzymuje za każdym
razem takie peany od np. Kazimiery Szczuki, jakby była jakimś polskim wcieleniem
Virginii Woolf.
kot   |11.02.2012 07:32:21
-Spokojny chyba nam zwariował, jak każdy przyzwoity geniusz,bo teraz w każdym
wpisie będzie tylko to co Myśmy zrobili,to nasze; mamy; i Wam nie damy.
-viking
uważaj kobiety rozbiorą Cię
-annalitycznie.
kot   |11.02.2012 08:06:33
-PRIS "społeczeństwo, które w ponad 80% zachwycało się Isaurą" +
Szymborska.
Można by o tym porozmawiać ale to rozwleklejszy temat. Także
dotyczący zadęć.
-rosa, jak może nie wiesz, jakiem kot,
-na dłużyzny i
"prześladowany" (mocne) za skróty myślowe -Spokojny mówiąc długo nie
dłuży. To rzadkość dana niewielu. W tamtym życiu przynależna Tomkowi Piątkowi,
teraz bez formy i nosa,gdy przydłużył w Przekroju.
kot   |11.02.2012 09:26:51
Skoro literaturoznawcy mają dopiero odkryć Paulinę Wilk - kilka słów
uprzedzających -w dotkniętym temacie.
Wilk to kobiecy
odpowiednik Kapuścińskiego. Odpowiednik niezwykle ciekawy, bo kobiecy.
Kapuściński opisywał sytuacje "białego" człowieka (obcego
kulturowo, i wzajemnie dla tubylców -z innego świata) w sytuacji gdy
zatrzymują jego samochód, każą wysiadać z rękami do góry i w zależności od
tego co, jak powie albo zastrzelą, albo pozwolą jechać. Ten człowiek z
karabinem to była niewiadoma, obcość nieprzekraczalna, to był Lord Jim,
Marlow z jądra Ciemności. Wilk opisuje świat z drugiej strony -oczami
tej drugiej strony, sama się prawie dematerializuje (czego nie można
powiedzieć o Kapuścińskim) ale jak on ma to przełożenie faktu na
wymiar ogólny.
-Brudnopis, poprawiony, lub nie,na na
http://kot-blogkota.blogspot.com
i wiecej…
kot  - korekta   |11.02.2012 11:36:30
Akapit zaczynający się"Ten człowiek….
(powinno być) to był dla niegoLord Jim…." Czy coś takiego.
maldoror   |11.02.2012 14:25:48
Vikingu, muszę przyznać, że mnie zaskoczyłeś. Czytając Twoje komentarze (często
bardzo ciekawe i zmuszające do myślenia) dawałeś się poznać jako osoba jawnie
się naigrywająca z wszelkich wielkich narracji (ba, samo słowo
"narracja" miało u Ciebie wydźwięk negatywny, synonimiczny do "modna
bzdura), jako osoba woląca rozpatrywać dane zjawiska jednostkowo i możliwie
odgrodzone od kontekstu społeczno-światopoglądowego. I bardzo dobrze, w tym
miałeś dużo racji. Tymczasem… sam zdajesz się jedną z tych narracji tworzyć.
Tokarczuk i Stasiuk po prostu nie ma (według Ciebie) szans podobać się tylko
dlatego, że się podobają, a wszyscy ich niemieccy odbiorcy to podążająca za modą
banda snobów, ewentualnie zachwycona egzotyką wizerunku Stasiuka. Czy na pewno?
Czy fakt, że w Szwecji od czasu do czasu wystawia się adaptacje dzieł
Gombrowicza (albo - sięgając do kultury popularnej - napisanie przez jeden
szwedzki zespół metalowy piosenki o Powstaniu Warszawskim) koniecznie musi
wynikać z jakiegoś poczucia winy Szwedów za to, że nas najeżdżali w siedemnastym
wieku? Chyba niekoniecznie, może po prostu wyżej wymienieni naprawdę komuś się
tam podobają jako twórcy i pisarze. Co do innych przykładów, jakie podałeś…
pewna fascynacja Orientem w Europie rozwijała się w kręgach intelektualnych już
na przełomie XIX i XX wieku, zatem w czasach kiedy o "krytyce
postkolonialnej" mało kto słyszał. Czy Miłosz piszący haiku robił to z
poczuciu winy za dręczonym przez Zachód Wschodem, czy może dlatego, że po prostu
chciał? Czy popularność Kurosawy to też wynik poczucia winy, czy może dlatego,
że był najlepszym (w mojej skromnej opinii) reżyserem ubiegłego wieku? Ja tam
nie czuję szczególnego poczucia wstydu wobec uciskanych Hindusów (bo czemu,
żadnego z nich nigdy nie uciskałem) i jakoś równolegle z tym lubię kadzidełka,
jak to wytłumaczyć? Ogólnie Twoja kontestacja mód nie jest pozbawiona sensu, po
prostu zdajesz się kroczyć ku drugiemu ekstremum. I jeszcze co do wypowiedzi
Marty - ogólnie jest tak, że żaden pisarz z tzw. literatury pięknej (kultury
wysokiej) nie jest w stanie zrobić (strasznie dziwne określenie wobec artysty
swoją drogą) "kariery" ani za granicą, ani u siebie, ponieważ tzw.
literatura piękna jest z natury swojej elitarna.
Spokojny  - @ rosa   |11.02.2012 15:09:10
Flejmuję ponieważ cały czas usiłuję na różne sposoby coś wyrazić i ciągle mam
wrażenie że to nie do końca to. Nie wiem co z tym zrobić. Pytasz, czy ja
poważnie i serio. Nie mniej serio niż autorka tekstu. Jak wiadomo właścicielami
wydawnictw, literatury, nagród literackich, firm, matematyki, fizyki a także
dróg i motoryzacji jako też polityki, partii politycznych, listy wyborczych,
premii odprawowych itd. są mężczyźni. Oni to mają, a kobiety tego nie mają. No
więc jasne jest, że skoro kobiety tego nie mają, to dlatego, że mężczyźni im
tego nie dali. Na przykład jeśli kobiety nie są w radach nadzorczych, to
dlatego, że mężczyźni ich nie zatrudnili, bo to mężczyźni mają (rady nadzorcze w
tym przypadku akurat) a kobiety nie mają (tychże przykładowo rad). I tak jest ze
wszystkim kolejno. Na przykład badania kosmiczne i kosmiczne loty. Mężczyźni
mają, kobiety nie mają. Jak więc kobiety mogą polecieć nie mając (tych rakiet)
jeśli ich nie zabiorą w kosmos mający (owe rakiety tym razem) mężczyźni? No nie
mogą. I cały czas jest ta pretensja. Że nie zabierają, nie zatrudniają, nie
nagradzają, nie płacą ile powinni (a mają), z dzieckiem się nie pobawią (a mają,
siłę w tym przypadku akurat i możliwości tudzież pomysły co z tym dzieciakiem
robić, więc teoretycznie by mogli) no i cały czas jest że źle. Mają listy
wyborcze, mają partie, ale nie chcą kobiet nie mających partii politycznych i
list wyborczych na tych listach z tych partii umieszczać. A by przecież mogli
umieszczać je tam. No ale skoro oni ich nie umieszczają, to jak te kobiety mogą
tam się znaleźć?
No więc ogłaszam, że koniec tego. Nie będziemy umieszczać,
płacić, zabierać, dawać i tam dalej w tym duchu. Mamy. Ale nie damy.
Marta  - @viking   |11.02.2012 17:23:25
Viking napisał:
>To, że u źródła zainteresowania Europą >Wschodnią leży
poczucie
>winy, nie oznacza, że nie może ono >ewoluować i przeradzać się np. w
>filisterską,płytką fascynację Innym. >Dokładnie tak się przecież dzieje w
>przypadku stosunku
>Zachodu do Orientu, Afryki. Cały ten >odjazd na punkcie
kadzidełek, OSHO,
>Bollywoodu bierze swój początek z postkolonialnego wstydu i
chęci oddania innym kulturom sprawiedliwości

Nie sądzę. Ty uważasz, że u
podnóża tego zainteresowania leży poczucie winy, ja nie widzę najmniejszego
powodu, ani przesłanki, aby współczesny 20 latek z Hamburga czytał Stasiuka z
postwojennego poczucia winy. Tak samo, jak Polacy nie czytają np. Jurija
Andruchowycza z poczucia winy po kolonialnych, kresowych sukcesach
Rzeczypospolitej na Ukrainie, a Stasiuk go z tego powodu nie wydaje…Naprawdę,
resentyment nie napędza rynku literackiego dla pokolenia, powiedzmy 1980 + i
jest to jedna z niewielu rzeczy, których jestem pewna. Czyta się tych pisarzy
raczej dlatego, że opisują Europę wymierającą, niejednolitą etnicznie,
podzieloną na tożsamości plemienne, bo przecież nie państwowe,
niezhomogenizowaną, tę spoza flagi UE, tę w której w złotych szpilkach Romki idą
zakurzoną drogą na Bałkanach, a najbliższy hipermarket oddalony jest o 200 km.
Nie znam Stasiuka świetnie, ale odnoszę wrażenie, że jego "pogoń za
prawdziwością(ludzi, doznań, więzi, krajobrazów) i ucieczka od świata, który
widzisz w TV" napędza mu czytelników po tysiąckroć bardziej niż jakikolwiek
inny powód.

A co do Osho i Bollywoodu, obawiam się, że w wypadku nr 1, mamy
do czynienia z jedną z wielu możliwości wyboru dowolnego sposobu doświadczania
transcendancji,po prostu kulturowo modną, a fani kina boollywodzkiego w ogóle
nie zastawiają się nad postkolonialną przeszłością Indii, gdyby to robili,
zdawaliby przecież sobie sprawę z tego, że widzą "inscenizację
inscenizacji", a nie prawdę kulturową. Geertz by się załamał, a ja nie
posądzam "białych" o nadmiar poczucia winy jako inspirację kulturową…W
końcu, nie doświadczamy jakiejś gigantycznej fali zainteresowania w Rosji, a
twoja uproszczona teoria postkolonialna umieściłaby kulturę polską właśnie w
takim położeniu, jak kino bollywodzkie…To nie zadziałało chyba za bardzo nawet
w wypadku " Ogniem i mieczem " Hoffmana …

ad 2) Wbrew pozorom, Olga
Tokarczuk NIE JEST moją ulubioną autorką, dostrzegam po prostu pewne złożone
kwestie dotyczące odbioru czytelniczego, których wcale nie warunkuje
"polityczność".

A co do kwestii andropauzalnych, to jest bardzo długi
temat. Nie o Pilcha chodzi w tym zestawieniu, a o Świetlickiego (choć można by
wrzucić i Pilcha), a przyznać muszę, że dla mnie to i gorzej nawet, że o
Świetlickiego, bo jego andropoauza jest gorsza niż Pilcha :) W końcu to młody,
gniewny buntownik z lat 90, w czarnych okularach i w nastroju nieprzysiadalnym,
a dla takich smuga cienia jest ciężkawa. I wystarczy poczytać te jego wiersze
ostatnie z "Niskich pobudek" (choć na poezji znam siekiepsko), żeby
zobaczyć, że frustruje go prawie wszystko i wszyscy, a smutno się czyta takie
wiersze, jeśli pamięta się jego pierwsze tomy. I tu, po raz pierwszy, poniekąd
się z Toba zgodzę. Dobrze by było poczytać coś o kondycji antropauzalnej
polskiej literatury, ale bez koturnu i olimpijskich szczytów, bo skoro niegdyś
ci jurni panowie kpili pod wąsem z "literatury menstruacyjnej", to dziś
warto by młode pokolenie zajęło się "bezlitośnie" ich literaturą
andropauzalną.


Niemniej jednak bardzo się cieszę, że dzięki Kindze Dunin,
wreszcie rozmawiamy w KP o literaturze.
assa  - do Marty   |11.02.2012 19:53:00
Marto,
resentyment to niechęć, a smuga cienia to wejście w dorosłość, a nie
starość.
Myślę, że warto o tym wiedzieć gdy podejmuje się dyskusje o
literaturze
kot   |11.02.2012 19:54:25
Tak!
"..dzięki Kindze Dunin,
wreszcie rozmawiamy w KP o
literaturze."
I nie tylko o literaturze.
Bo Internet to zmiana zasadnicza!
Pozwalająca na "rozmawianie".
Ani uczelnie, ani czasopiśmiennictwo nie
dają takiej możliwości.
Marta potwierdziła tę moją logikę i intuicje gdy mówi
"…wreszcie rozmawiamy w KP o literaturze."!
Wydawałoby się, że gdzie
jak gdzie ale w
lokalach KP i ścisłym środowisku KP jest wiele miejsca na
rozmowę, a jednak
najlepszym miejscem jest internet.
Kinga Dunin narobiła!
viking   |12.02.2012 01:55:58
@ Marta i maldoror

Myślę, że zrozumiałyście to, co mówię zbyt
dosłownie.
Nie twierdzę, że dziś ktoś kupuje OSHO myśląc o kolonialnej
krzywdzie zachodu lub czyta Tokarczuk, by zadośćuczynić Polsce za doznane
krzywdy.
Mam tu jedynie na myśli coś analogicznego do tego, o czym pisałem w
pierwszym poście na temat polityki wydawnictw.
Pewne rzeczy dostają się do
"obiegu", wchodzą do dyskursu, stają się częścią oferty- inne nie.

Dlatego np. jesteśmy w stanie skojarzyć wiele elementów hinduskiej kultury,
ale o bengalskiej wiemy zazwyczaj mniej.
Dlatego Niemcy czytają czasem polską
literaturę, ale chyba nie są szczególnie ciekawi senegalskiej, podczas gdy we
Francji sytuacja wygląda dokładnie odwrotnie. Myślę, że jednak jest w tym jakiś
element postkolonialny, choć nie twierdzę, że jest on jedynym wyjaśnieniem
pewnych zjawisk, raczej "jednym z …"
Nie przeczę, że Tokarczuk czy
Stasiuk mają fanów w Niemczech, którzy ich czytają, bo im się podoba ich
literatura.
Mało tego, nawet gdyby był w tym element snobizmu, nie miałbym z
tym wielkiego problemu. Owszem, uważam Niemców za dosyć snobistyczne
społeczeństwo, ale ich za to lubię. Snobizm bywa czasem jedyną motywacją, by
coś poznać, o czymś się dowiedzieć.

Jeśli chodzi o Świetlickiego, mówię
szczerze: nic nie czytałem.
W latach 90. byłem jeszcze za młody, żeby śledzić
twórczość jurnych polskich panów, dlatego nie znam też sporu o "literaturę
menstruacyjną". Ale jeśli ci pisarze tak mówili, to nie wiem czy jest o co
się oburzać.
Może menstruacja "była w tym wypadku synekdochą, to taka
figura stylistyczna". Może oni "jedynie zastąpili całość
częścią";))?
Ja nie wiem. Może Kinga Dunin wie:))
Wczoraj wytykałem
autorce felietonu, że bardziej współczuje kurom niż mężczyznom. Uważam, że choć
mogło to wyglądać na żart lub czepialstwo, tu właśnie tkwi sedno problemu, o
którym dyskutujemy.
Otóż lewicowa empatia, o której tak często pisze Dunin,
jest w gruncie rzeczy empatią społeczną. Przy wszystkim, czego nie można osadzić
w społecznym kontekście, najzwyczajniej "wysiada". Dopóki więc stanowi
jakąś podstawę polityki, wszystko jest O.K., bo polityka ma się właśnie zajmować
życiem społecznym. Tyle tylko, że literatura jest zupełnie inną sferą. Jak mówi
Finkielkraut jest ona jedynym ratunkiem jednostki przed wielkimi narracjami,
ochroną dyskursu niepowtarzalności każdego ludzkiego losu.
Szczerze
powiedziawszy myślę, że to jest właśnie to, czego trzeba bronić przed
socjologizowaniem i ideologizowaniem literatury- czyli zarówno przed bełkotem
"klas ludowych" a la Majmurek, jak i przekonaniem Kingi Dunin, iż można
choćby takiego Pilcha dezawuować poprzez tematykę jego dzieł, nie mówiąc ani
słowa o stylu, języku i innych kategoriach literackich.
Przypadkowo to, co
piszę jest też chyba odpowiedzią na moje, nieco złośliwie zadawane pytanie:
Czemu kobiety czytają Pilcha?
Być może właśnie dlatego, że odbierają jego
pisarstwo, jako opis kwestii, która ich bardzo dotyczy. Bo nagle ich mąż nie
jest już tym wiecznie wesołym chłopakiem, który zbywa każdy problem uśmiechem i
którego urok podziwiają wszystkie koleżanki, tylko nudnym, siwym Pilchem. Pewnie
nie jedna kobieta chętnie przeczyta, co taki Pilch może myśleć;)
Marta  - Do assy   |12.02.2012 11:52:55
>Marto,
>resentyment to niechęć,smuga cienia to >wejście w dorosłość, a
nie
>starość.

Asso, ja naprawdę wiem, co piszę i każde słowo znajduje się
tam na właściwym miejscu.

Resentyment to, dokładnie tłumacząc, "niechęć
odrzuconych" i to dopiero jest znaczenie resentymentu, którym się posługuję,
co wydawało mi się dość oczywiste dla każdego i nie wymagające tłumaczenia na
poziomie językowym… W wypadku, w którym pojawia się to w moim poprzednim
poście, dotyczy lektury "kompensującej" - wspomnianych Polaków
czytających Andruchowicza jako wyrównanie krzywd za odrzucenie przez Ukraińców
polskiego kolonizatora na kresach. W tym wypadku, Polak czuje się jak odrzucony
kolonizator, jednocześnie nie wyrzekając się poczucia winy z racji swojego
kolonizowania, które rekompensuje lekturą. Teraz jaśniej?

Dziękuję za
"interpretację" smugi cienia. Ona metaforycznie dawno oznacza już w
polszczyźnie kryzys wieku średniego, a nie - wejście w dorosłość, my natomiast
piszemy o Świetlickim mającym lat 50, nie 70, wiec doprawdy nie wiem, skąd ten
pomysł ze starością. Przekwitanie to jeszcze nie starość, to właśnie kryzys
wieku średniego.
Marta  - @viking   |12.02.2012 13:51:59
Viking napisał:
>Dlatego Niemcy czytają czasem polską
>literaturę, ale chyba
nie są >szczególnie ciekawi senegalskiej, >podczas gdy we Francji sytuacja
wygląda dokładnie odwrotnie


Tyle tylko,że widzisz Vikingu, tzw.
"naszą" literaturę powinni, przede wszystkim, czytać Rosjanie, nie
Niemcy, a tak nie jest. Taki byłby przecież jasny wniosek, który wyciąga się z
tego kolonialnego wzorca kompensacji, w mniejszym czy większym natężeniu. Inna
kwestią jest to, że zazwyczaj przyswajamy "teksty kultury" sąsiadującego
kraju, który niekoniecznie jest naszym lennikiem, choć może nim być, a dzieje
się to w najprostszym obiegu myśli. Oczywiście, możesz powiedzieć, że ta wymiana
również ma cechy hegemonii, niemniej jednak hybrydalne formy powstające z takiej
mieszanki są często najciekawsze - vide japońskie przekształcenia chińskich
wzorców. I tutaj ciekawi mnie bardziej pytanie - DLACZEGO pewne zjawiska wchodzą
do mainstreamu, a inne nie? Ty uważasz, że istnieją mocne ośrodki, które kreują
zapotrzebowanie na konkretny produkt. Ja uważam, że takie zapotrzebowanie można
wytworzyć chwilowo i raczej lokalnie, tak jak budowę cmentarza pojednania, a
zniknie ono tak szybko, jak się pojawiło. Jeśli trwa, to przyczyny muszą być
głębsze lub inne. Jakiś czas temu ktoś mnie zapytał o pisarza słowackiego i nie
byłam w stanie od ręki wymienić żadnego…To dość dziwne, jeśli Twoje państwo
graniczy się ze Słowacją, nie sadzisz? A chwilę potem przyszło mi do głowy, że
obecnie trwa tendencja do likwidacji zagranicznych kierunków narodowych i
zastępowania ich slawistyką ogólną… Skoro ja mam tak wstydliwy problem, to
jak autora czeskiego od słowackiego odróżni Hiszpan? I tutaj szukałabym również
przyczyn naszych problemów z tym, co wchodzi do mainstreamu.

A co do kur i
mężczyzn. Empatia to w ogóle kwestia społeczna(choć jej zdolność jest zależna
od jednostki), bo pomaga nam egzystować wspólnie w społeczeństwie otwartym na
innych ludzi i ich problemy. Niewiele jest rzeczy, których nie da się osadzić w
kontekście społecznym. A tak się akurat składa, że empatia lewicowa byłaby też
empatią systemową i tak postrzegam jej społeczną rolę ( nie wiem, jak Kinga,
ale na spotkaniu autorskim na targach książki, mniej więcej, coś takiego
mówiła). Słowem, gdyby Pilch był samotnym ojcem 8 dzieci, to mógłby liczyć na
opiekę i pomoc w tym samym stopniu, co samotna matka 8 dzieci, gdyby wycięto mu
zdrową nerkę zamiast chorej, sytuacja byłaby identyczna, co w wypadku nerki
kobiecej.

Narazie jednak problem Pilcha polega na tym, że w miarę dobrze
zarabia i starzeje się. Chroni go wiec pewna poduszka powietrzna, która
niekoniecznie chroni innych mężczyzn w wieku Pilcha i ich zatroskane żony.
Władza, prestiż, nazwisko, specjalizacja ekspercka :) Całkiem pokaźny bagaż,
zazwyczaj męski wierzchołek. I pytanie brzmi: czy Pilch go nie zgromadził, bo a
prori, na powiedzmy, felietonowym starcie, przyznano mu więcej przywilejów
niż wielu zdolnym, piszącym Kingom tego świata, dlatego, że były Kingami ( nie
piszę oczywiście o K. Dunin )? Niezależnie zupełnie od jego zdolności. Tu tkwi
sedno społeczne.

I kończąc - Kinga Dunin jest socjolożką, więc pewnie stąd
socjologizowanie literatury. Ja również za tym nie przepadam (w dużej ilości),
choć niekiedy to bardzo potrzebne. Ale Kinga Dunin ma też dobre ucho
literackie, czego już socjologia nie zapewnia:) Trochę mnie martwi, że nie
skończyła czytać Świetlickiego, bo przecież tam wcale nie było ważne kto zabił
:)
Niemniej jednak, coś mi się wydaje, że gdyby przeczytała dobrą powieść o
męskiej andropauzie, autorstwa jakiegoś pana, to na pewno by ją dobrze
zrecenzowała. Szczególnie dla żon.
daras1983   |12.02.2012 19:15:51
Kinga Dunin już wie, że do rozkręcenia dyskusji wystarczy wywołanie do tablicy
oponenta.
Mnie zastanawia czy takie indywiduum jak KD potrafi sie odnaleźć w
Polsce piłkarskiej.
Wg mniue Kinga Dunin to miernota wyjatkowa i nie potyrafi
zacząć zadnego wątku niezwiązanego z piłką. Pani
KD.
Do czego Pani sie
przyczepi po Euro?????
Draw  - jeszcze o resentymencie..   |12.02.2012 20:37:13
O ile w dyskusji próbowano wytłumaczyć zainteresowanie literaturą poczuciem winy
i nie wnikając w prawdziwość tej tezy, jest to oczywiście możliwe i logicznie
uzasadnione, to mieszanie w to resentymentu jest moim zdaniem nadużyciem.
Zresztą sama autorka próbuje się "ratować" łącząc poczucie winy
kolonizatorów z niechęcią odrzuconych(resentyment) kolonizatorów. Chyba nie
dostrzegła, że w końcu zdefiniowała resentyment jako niechęć
odrzuconych(słabość) kolonizatorów(siła). Widziałbym tu resentyment gdyby
bezsilność i w konsekwencji nienawiść z powodu własnej nieudolności w podboju
lub nienawiść do własnej słabości zostały "przesublimowane" w kupowanie
i czytanie książek… Czy o to chodziło autorce? Zostańmy jednak przy
jednoznacznym i poczciwym poczuciu winy.
viking   |13.02.2012 00:23:01
@ Marta

Nie rozumiem dlaczego uważasz, że postkolonialny mechanizm miałby
się wytwarzać w Rosji a nie w Niemczech.
Przecież Niemcy mają co najmniej tyle
samo, jeśli nie więcej krzywd wyrządzonych "naszej" części Europy na
swoim koncie a od Rosji, różni je przede wszystkim to, że próbują się zmierzyć
ze swoją historią oraz to, że w ich kraju silne są różne dyskursy typowe dla
Europy Zachodniej, które to w Rosji wciąż są jeszcze większą egzotyką niż w
Polsce. Np. te postkolonialne czy kontestujące własną historię.

Natomiast
masz rację- gdyby Pilch stracił nerkę, to pewnie mógłby liczyć na empatię.
Choroby, tragedie są rzeczywiście szczególnym przypadkiem i myślę, że trzeba by
się było wykazać szczególnym chłodem emocjonalnym, by pozostawać wobec nich
obojętnym a tego lewicy bynajmniej nie zarzucam.
Natomiast poza oczywistymi
nieszczęściami oraz kwestiami społecznymi, istnieje jeszcze cała sfera
problematyki egzystencjalnej, ludzkich uczuć, odczuć, czasem nie całkiem
oczywistych i jednoznacznych i dlatego wyrażanych najlepiej przez sztukę.

Andropauza jest tu paradoksalnie bardzo dobrym przykładem. Ani to choroba, ani
społeczna degradacja a jednak pewien stan, w jakimś stopniu wpisany w (męską w
tym wypadku) egzystencję - przez Kingę Dunin potraktowany raczej mało
empatycznie, co może bawić nie tylko w zestawieniu z kurami, ale także z
wyrażoną w tekście nadzieją, iż mężczyźni pod wpływem kobiecej literatury
nabiorą empatii wobec kobiet.
Nie znoszę Sienkiewicza, ale z tą mentalnością
Kalego to mu się udało ;))

Jeżeli wracasz do kwestii Pilchów i King, czyli
kobiet i mężczyzn na rynku wydawniczym, to ja mogę tylko powiedzieć, że potrafię
sobie wyobrazić jedynie ten mechanizm, o którym pisałem w pierwszym poście. Do
innych ciężko mi się odnieść, bo tezy pani Dunin są trudne do zweryfikowania,
oparte na przypuszczeniach i bardzo "felietonistycznym" doborze
argumentów i przykładów.
Marta  - do vikinga   |13.02.2012 10:21:45
>Przecież Niemcy mają co najmniej tyle
>samo, jeśli nie więcej krzywd
>wyrządzonych "naszej" części Europy na
>swoim koncie a od
Rosji,

Viking, my nie piszemy o "naszej" części Europy, ale o Polsce,
dobrze wiesz, że to nie działa jako organizm zbiorowy. Pomijając ten fakt,
wyrządzenia krzywd, to nie jest to samo, co skolonizowanie. Kolonizacja to
zajęcie kraju, osadzenie w nim władzy albo pozostawienie względnie
kontrolowanego pola władzy zależnej, eksploatacja,zwierzchność oraz narzucanie
kulturowej zależności. Tak wyglądał wzorzec rosyjski, czy też raczej radziecki
w Polsce - do tego, sytuacja trwała, mniej więcej, do 1989 r., w wypadku Niemiec
ekspansja wojenna to 6 lat, przy zdecydowanym oporze reszty świata. W czasie
zaborów nie było lepiej, oprócz Kulfurkampfu Bismarcka, wszystko co najsilniej
represyjne,nasycone przemocą symboliczną i realną, a przy tym wymierzone w
kulturę, miało miejsce w zaborze rosyjskim. A wisienkę na torcie stanowiło
rozbicie się samolotu w trakcie lotu na cmentarz pomordowanych w KATYNIU ( tu
już pole symboliczne daje po oczach jak czerwone światło, co odzywało się w
setkach komentarzy w mniej lub bardziej świadomy sposób, a nigdy nie wydarzyłoby
się, gdyby ten samolot rozleciał się gdzieś za Odrą). Dlatego Rosja, mój drogi,
dlatego Rosja i pozostaje ona kolonizatorem niezależnie od mechanizmów, którym
nie chce się poddawać z wygody, czy z nieświadomości.

>Andropauza jest tu
paradoksalnie >bardzo dobrym przykładem. Ani to >choroba, ani
>społeczna
degradacja a jednak pewien >stan, w jakimś stopniu wpisany w >(męską w tym
wypadku) egzystencję - przez Kingę Dunin potraktowany raczej mało
empatycznie

Viking,powiem wprost. Policz ile w Polsce wydano książek o
andropauzie z alkoholem w tle, a ile książek o menopauzie z prawami zwierząt w
tle. Może to Ci da do myślenia.
kot   |13.02.2012 10:40:18
@viking
Podobał mi się twój ostatni wpis. Dobry przeciwnik -jak jest dla
Ciebie Marta -stymuluje. -Tego kto ma jakieś intelektualne odwody. Nie chce się
wcinać w Waszą rozmowę; odnotowuję u Ciebie poprawę jakości wypowiedzi . Czego
Ci ciągle brak - to dobrej szkoły ścisłego myślenia, bez tego nie podskoczysz
wyżej. Przeanalizuj ten akapit -kluczowy dla Ciebie- poczucia winy; odnoszący
się do Niemiec i do Rosji -popełniasz tam błąd logiczny.
Spokojny  - @ Viking   |13.02.2012 12:00:54
Zainteresowanie Osho nie wydaje mi się związane z poczuciem winy. Raczej z dość
absurdalną sytuacją Europejczyków, którzy z jednej strony są już zbyt
wykształceni i zbyt wiele wiedzą o świecie żeby traktować poważnie religijność
najbardziej tu rozpowszechnioną - zbyt dobrze widzą jej względność historyczną i
geograficzną, zbyt wiele wiedzą o tymjak powstają mity, zbyt wiele wiedzą o
przyrodzie by wierzyć w pewne rzeczy w które wierzyli jeszcze kilkaset lat temu,
zbyt łatwo im się w świecie poruszać, przełączać między różnymi sceneriami - a z
drugiej jednak mają jakąś potrzebę religijności, ciagłości przekazu,
transcendencji itd. bo ona istnieje zawsze. No więc tworzą sobie utopię
metafizyczną o żyjących gdzieś daleko duchowych mistrzach. Zaawansowanych w
medytacji mnichach których celibat nie skutkuje wcale tym samym, czym skutkuje
celibat tutejszy, któzy wcale nie mają chłopów na własność, którym nie chodzi o
kasę, nie są władowani w politykę za to są duchowi i rozumieją absolut. Nie da
się w coś takiego wierzyć jak się jest dobrym indologiem i sinologiem, ale jeśli
się jest dajmy na to sprzedawcą serwerów to o ile bajdurzenia kapłanów
tutejszych już traktować poważnie nie sposób, bo zbyt wielki konflikt z
jużposiadaną wiedzą, o tyle opowieści kapłanów ze wschodu można jeszcze kupować.
W ten sposób powstaje taka "religia o jakiej marzymy" - konglomerat
Osho, maharishiego, wygłupów Olego Nydahla, ekscesów Lin Chi, bezdotykowego
tajciciułan, wegetarianizmu napędzanego witaminą B12, grzybków psylocybów i
muzyki etno-psycho. Tu się w żadne poczucie winy nikt nie ładuje, wręcz
przeciwnie. Taka pozycja światopoglądowa pozwala kontestować tych wszystkich,
którym bardzo zależy by "do czegoś dojść" umieszczając ich w tej samej
rodzinie, co dawnych kolonizatorów, ze "świadomością łowcy", której się
wieszczy zmierzch :)
Przy okazji - ktoś powiedział że kryminał Swietlickiego
jest o andropauzie i tak powtarzacie. Dla mnie on absolutnie nie jest o
andropauzie. A Pilch szpanuje formą, fika nią koziołki, tańczy nią, śpiewa i
nogami klaszcze. Całkiem to na dłuższą metę nieznośne.
viking   |13.02.2012 12:25:14
@ Marta

Rozbiór Polski zajmuje w niemieckich książkach o historii ok. 1
stronę. W szkołach chyba nie mówi się o nim wcale. Nie z powodu jakiegoś
olewania Polski, tylko tego, że w tym kraju, w różnych jego państwach, działo
się tyle istotniejszych z punktu widzenia Niemiec rzeczy, że nie ma na to
miejsca. II Wojna Światowa zajmuje natomiast w przeciętnym opracowaniu od 1/3 do
połowy książki.
Jasne, że "postkolonializm" w stosunku do Niemiec jest
określeniem bardzo umownym i nie da się go porównać z sytuacją w Holandii,
Francji czy UK.
Jedyne co Niemcy mają wspólnego z tamtymi krajami to poczucie
winy, ale na oko stokrotnie większe niż to znane z państw, które kolonizowały
Afrykę czy Azję. W końcu w takiej Wielkiej Brytanii wciąż jest ono ograniczone
do elit a i nawet wśród nich nie jeden człowiek mówi o Imperium Brytyjskim, nie
kryjąc dumy z przeszłości swego kraju.
W Niemczech (szczególnie w byłym RFN)
poczucie winy za te 6 lat wojny, było elementem konstytuującym tamtejszą
demokrację na wszystkich jej poziomach.
Dopiero od kilku lat, Niemcy zaczynają
budować tożsamość opartą na czymś więcej niż przepraszanie za przeszłość. Do
dziś wystarczy mała wycieczka po tym kraju, by dostrzec, że cień lat ‘39-‘45
obecny jest wszędzie. Nie ma chyba żadnego większego miasta, gdzie nie byłoby
tablic, pomników przypominających o niebezpieczeństwie wojny. Nawet na modnym,
wesołym Ku’dammie straszy rozwalony kościół, pozostawiony w takim stanie "ku
pamięci". W żadnym innym kraju sprzeciw wobec wojen takich, jak ta w Iraku,
nie był tak silny, jak tam. W żadnym innym kraju, nie toczy się po każdym
wygranym meczu drużyny narodowej, wielka medialna dyskusja o tym czy flagi na
stadionach nie są aby jakimś początkiem faszyzmu.
Oczywiście także Niemcy nie
są wolne od narastającej fali niechęci wobec obcych, co pokazał przypadek
Sarrazina.
Ale ogólny "klimat kulturowy" tego kraju a w szczególności
ten panujący wśród elit, sprawiają, że trudno tak po prostu odrzucić tezę, iż
pisarze z pewnych krajów, podejmujący pewną tematykę, mają tam łatwiejszy start.

Na ile skorzystała z tego Tokarczuk ciężko stwierdzić, bo ta teza, podobnie
jak te Dunin, jest dosyć niewymierna i trudna do zweryfikowania. Ale jeśli
przyjmujesz, że w Polsce jest jakaś tajemnicza "aura", która premiuje
mężczyzn i ich opowieści, to nie rozumiem dlaczego tak się wzbraniasz przed tym,
że w Niemczech może istnieć taka, która ułatwia życie jakiejś grupie pisarzy i
jakiejś grupie tematów.
W Niemczech, nie w Rosji, bo skoro Rosja "z wygody
lub nieświadomości" nie poddaje się tego rodzaju mechanizmom, to chyba
logicznie z tego wynika, że nie może na podstawie mechanizmów, którym się nie
poddaje promować polskich pisarzy.

"Policz ile w Polsce wydano książek
o
andropauzie z alkoholem w tle, a ile książek o menopauzie z prawami zwierząt
w tle"

Ten argument byłby dobry tylko wtedy, gdybyś mi pokazała np. 50
rękopisów o menopauzie i 50 o andropauzie i powiedziała, że z tych pierwszych
zostało wydanych 10 a z drugich 40. W innym wypadku poruszamy się po terenie
abstrakcji. Dokładnie takiej samej, jak feministyczne hasło II.fali, dot.
"otwierania szuflad",oparte na założeniu, iż z pewnością były w historii
pisarki dorównujące talentowi Dantemu, Szekspirowi itd., tylko nie wydano ich
dzieł. Jak na razie kobiecego Szekspira nie odnaleziono, musiano jedynie
podreperować ideolo na takie, zgodnie z którym patriarchat nie tylko zabraniał
publikować, ale także pisać. I wcale nie chodzi mi o to, żeby sobie bardzo drwić
z tych teorii, bo w nich, tak jak w tym, co pisze Dunin, jest ziarno prawdy,
tylko, że wokół tego ziarna zaraz wyrasta cały sad presupozycji a z nich z
kolei, całościowa opowieść, która z precyzją teorii spisku, wyjaśnia czemu jest
tak, jak jest.
Nie wiem czy polski świat kultury tak kocha andropauzę.
Przypominam sobie np. sukces Lubiewa a nikt mi chyba nie powie, że w czasie
absolutnego apogeum nastrojów homofobicznych w tym kraju, łatwiej było się
przebić z powieścią gejowską, niż choćby nawet z taką o menopauzie.

@
kot

Facet, daruj sobie te rady i pochwały. Na serio myślisz, że ja tu piszę
po to, żebyś mi powiedział czy tym razem dajesz mi za moje tutejsze
"wypracowanie" piątkę, czwórkę czy dwóję?
Szczerze powiedziawszy, ani
nie rozumiem, co Cię upoważnia do takich ocen ani nie wiem, czemu miałbym im
ufać . Twoje tutejsze wypowiedzi, delikatnie mówiąc, nie są ideałem, do którego
dążę.
abramasia  - @ Spokojny   |13.02.2012 13:12:37
Przede wszystkim dziękuję za odniesienie się do mojego komentarza. Rzadko
komentuję coś w internecie, bo nie mam czasu na dyskusje i flejmy, ale to, co
napisałeś mnie ruszyło.

Ja nie chcę być feministką walczącą. Nie chcę
traktować facetów jak wrogów zrzeszonych w swoich tajnych bractwach, do których
nie dają nam dostępu. Nie chcę z nimi rywalizować o władzę na świecie i nie chcę
też dostać swojego udziału poprzez zgłaszanie pretensji (…bo jak nie, to nie
dam waginy- rzeczywiście dość niebezpieczny argument, którego spełnienie
przysporzyłoby cierpień także i mnie.).
Ja bym chciała być feministką
współpracującą- to znaczy taką, która nie musi prosić ani żądać ani walczyć ale
współpracuje z innymi feministkami i feministami dla dobra całego społeczeństwa.

I jeśli jest jakaś instytucja, która tradycyjnie przyjmowała w swoje szeregi
wyłącznie mężczyzn, kwestią nie jest według mnie damy czy nie damy, ale raczej
czy dla społeczeństwa byłaby lepsza obecność kobiet w tej instytucji.
Tak ja to
widzę.
kot   |13.02.2012 13:33:17
Zauważ,że jesteś po prostu poddawany ocenie tak jak Ty oceniasz innych także
mnie. Zauważ, że znajdujesz się w przestrzeni publicznej. Nigdzie nie stawiałem
siebie Tobie za wzór. Jesteś zbyt uzależniony od stereotypów i powierzchownych
ocen. Do oceny siebie przez innych będziesz się musiał przyzwyczaić.
kot   |13.02.2012 13:41:29
- Marta,
niecierpliwie czekam na Twoją opinię o "Lalkach w ogniu".
Wydaje mi się, że nie ma się do czego przyczepić, nie dość nachwalić. Ciekawe co
powiesz Ty.
Jest to jedna z dwóch najważniejszych dla mnie książek roku 2011.
Jedna to "Lekkość bytu" Frank-a Wilczka, druga to "Lalki" Wilk.
Obie mają coś wspólnego są wilcze, odkrywają nieznane mi światy.
Moim zdaniem
świetnie napisane; można je czytać w dowolnie otwartym miejscu (u Wilk jest to
np. opis, gdy uliczny handlarz rozkłada rankiem swój towar, lub paleta możliwego
żebractwa w pociągu jadącym przez terytorium, u Wilczka tematy nie dadzą się tak
krótko zrelacjonować, ale każda strona, każdy akapit to nowy aspekt
rzeczywistości); można i trzeba do nich powracać mimo, że pierwsza z nich to
opis literacko socjologiczny, a druga to najnowsza "miękka fizyka".
Spokojny  - @ abramasia   |13.02.2012 15:42:07
Są pewne rzeczy które można każdemu zapewnić, ale są i takie których każdemu
zapewnić nie można. Jest to niesprawiedliwe i ta fundamentalna niesprawiedliwość
to podstawa na której opiera się cała zabawa. Na przykład można każdemu dać
pracę. Ale nie można sprawić, by każdy pracował w tej pracy. Można też dać
kobietom prawo do pornografii. Ale nie można sprawić, by pragnęły pornografii
tak jak mężczyźni. Można dać kobietom prawo do uczestniczenia w polityce. Ale
nie można sprawić, by masowo zapisały się do partii politycznych i tak pragnęły
politycznej kariery że nic innego nie będzie się dla nich już liczyć i poświęci
całe swoje życie, wszystko co robi, każdą swoją myśl jedynie budowaniu swojej
politycznej kariery. Można jej dać miejsce na liście, ale nie można sprawić, by
założyła partię i sama stworzyła listę. No i można dać kobietom kwoty wydawnicze
tak żeby wydawnictwa wydawały przymusowo 50/50. Ale nie można sprawić, by
kobieta sama założyła wydawnictwo, sama ogłosiła nagrodę, sama pisała, kupowała
te 50% książek bo ich chce itd. Nie można tego zapewnić, ale można mieć
pretensję z cyklu "wy moglibyście nam to dać, ale nie dajecie i dlatego nie
mamy". Jeśli kobiety nie lecą na Księżyc to nie dlatego, ze ich mężczyźni
tam nie zabierają, tylko dlatego, że nie zbudowały rakiety i nie zabrały tam
mężczyzn. Mając rakietę można kobietę zabrać na Księżyc, ale nie można sprawić,
by ona sama zbudowała rakietę. To tylko ona może zrobić.
Jeśli jest jakaś
instytucja do której tradycyjnie nie wpuszcza się kobiet to nie widzę powodu by
wpuszczać do niej kobiety. Po co miałyby chcieć należeć do instytucji która ich
nie chce zamiast zbudować własną instytucję, która jest ich i dla nich i dla
odmiany np. nie wpuszcza mężczyzn? Kłopot w tym, że jest różnica między
pragnieniem posiadania instytucji a pragnieniem posiadania tej instytucji którą
mają mężczyźni. Pragnienie posiadania tego, co mają mężczyźni jest źródłem
feminizmu i nie dlatego, że to dobre to co oni mają, tylko dlatego, że to oni to
mają. Chcesz być feministką współpracującą? Zbuduj rakietę i zabierz nas na
Księżyc.
Marta  - @viking/@kot   |13.02.2012 15:51:48
>W Niemczech (szczególnie w byłym RFN)
>poczucie winy za te 6 lat wojny, było
>elementem konstytuującym tamtejszą
>demokrację na wszystkich jej
poziomach
>II Wojna Światowa zajmuje natomiast w >przeciętnym opracowaniu od
1/3 do
>połowy książki.


Niemieckie poczucie winy za II wojnę światową to
ZALEDWIE lub AŻ poczucie winy ( w dużej mierze dotyczące Holocaustu, którego
sceną była Europa Wschodnia (!), o czym ani razu nie wspomniałeś, a co jest
najistotniejsze w tym poczuciu winy), natomiast ty uparłeś się na używanie tego
terminu zamiennie z postkolonializmem cechującym się poczuciem winy, a ja się
na to, najzwyczajniej, nie mogę zgodzić, bo to nie jest to samo w kontekście
historycznym, a ten ma tu decydujące znaczenie. I taki kontekst idealnie
realizuje się w wariancie rosyjskim, który bez mrugnięcia okiem pominąłeś -
jeśli ktoś w obrębie Europy Wschodniej, a szczególnie Polski pełnił rolę
"imperium zła" to właśnie Rosja i to ona ma spójne cechy wieloletniego
kolonizatora, nawet na tak podstawowym poziomie jak tzw. eksport polski w PRL-u.


Gdybym chciała być uszczypliwa, powiedziałabym, wiesz, nie sądzę aby
tzw.niemieccy przesiedleńcy z ziem odzyskanych, nazywani przez niektórych
"wypędzonymi" odczuwali specjalne poczucie winy w stosunku do Polaków, a
już szczególnie czuli się, wysadzonymi z siodła, kolonizatorami…To wszystko
naprawdę nie jest takie proste, jakby Twoja teza wskazywała.

Dzisiaj jest w
NWŚ spotkanie o postkolonializmie w kontekście "Róży" Smarzowskiego (tam
to Mazury) i "Strategii postkolonialnych" Spivak ( trochę dziwne
zestawienie…) i gdyby nie było tak cholernie zimno, to może bym nawet wsiadła
w pociąg i pojechała na to spotkanie, bo mam wrazenie, że tutaj po raz pierwszy
mądrze można dotknąć historii najnowszej( chyba, że zaczną o klasowości, to
będzie koniec).

Poza tym, mam wrażenie, że zaczynamy się w tej rozmowie
kręcić w kółko, ponieważ nie zbijasz moich argumentów, tylko starasz się ich
nie dostrzegać( dobrze np. wiesz, że sprawa Rosji to tez sprawa wszystkich tych
narodów od Ewenków po Gruzinów, które kiedyś siłą wcielono do ZSRR i te
podziały narodowościowe np. na tych z Zakaukazia w Rosji to prawie jak
segregacja rasowa…) Rosja ma więc problemy postkolonialne w samym swoim
rdzeniu, literatura w tym kontekście znajduje się daleko, daleko w
ogonie…

Co do "Lubiewa" - o ile pamiętam to nikt tak mocno nie
odcina się od nalepki "literatura gejowska " jak Witkowski, wiec chyba
by go to Twoje uogólnienie mocno ubodło - on, zdaje się, nie chce, aby wpisywać
go w gejowskie ruchy emancypacyjne, więc przeczy twojej tezie… A co do samego
Pilcha, czy ty nie sadzisz, że pytania, które zadajesz mnie, powinieneś zadawać
autorce felietonu?

@kot:

Przeczytam " Lalki…" na pewno. A
czy Paulina Wilk to moze jakaś rodzina Mariusza Wilka, autora "Wilczego
notesu",tego, który osiedlił się na Wyspach Sołowieckich?
viking   |13.02.2012 21:39:45
@ Marta

Widzę, że bardziej Cię interesuje precyzja metafor i określeń niż
wyrażana przez nie treść. Słowo "postkolonializm" było u mnie pewnego
rodzau metaforą, której sednem było poczucie winy wobec kraju, któremu niegdyś
zrobiło się kuku.
Ale jeżeli uważasz, że słowa tego można używać tylko z pełną
precyzją, konsultując jego użycie z teoriami Spivak, Gilroy’a, Bhabhy to ja mogę
taką krytykę przyjąć, ale ona nie rozstrzyga niczego w kwestii Tokarczuk i tezy
Reicha-Ranickiego.

Jeśli chodzi o Lubiewo: nie wiedziałem jaki jest stosunek
Witkowskiego do określenia "literatura gejowska". Nie bardzo znam się na
tym segmencie literatury, ale domyślam się z tego, co piszesz, że toczy się w
niej jakiś spór o nazewnictwo, jak niegdyś o "literaturę kobiecą". Tylko
w tym wypadku to nie ma żadnego znaczenia.
Krytycy czytają książki a nie pytają
autorów jak chcieliby je określać i klasyfikować.
Treść Lubiewa jest
"transgresywna" na kilku poziomach- opowiada o starych gejach, nie
będących kowbojami, tylko dziwakami, którzy jakby tego było mało, kwestionują
tradycyjne pojmowanie płci oraz pewne normy społeczne.
Nikt inny tylko A.
Graff, Kinga Dunin, Bożena Keff analizowały polski nacjonalizm jako dyskurs
przesiąknięty szczególnym kultem męskiej heteroseksualności, rodzinnego
tradycjonalizmu, płciowej różnicy. Jeżeli w 2005 roku, momencie prawdziwej
eksplozji narodowego dyskursu, popularność mogła zdobyć powieść Witkowskiego, to
moim zdaniem świadczy to o tym, iż tezy pani Dunin są dosyć mało precyzyjne.
Marta  - @viking   |14.02.2012 10:18:36
>Widzę, że bardziej Cię interesuje >precyzja metafor i określeń niż
>wyrażana
przez nie treść.

Nie, treść nie może pozostawać w sprzeczności z pojęciem,
które określa.

>Treść Lubiewa jest
>"transgresywna" na kilku
poziomach- >opowiada o starych gejach,

Problem polega na tym, że
"Lubiewo" nie opowiada o starych gejach, ale o starych
"pedałach" lub lujach. A to naprawdę ma znaczenie. Bo ci "starzy z
PRL-u", a tym bardziej z jakichś małych mieścin, nieciekawi i bezzębni są
odrzucani właśnie przez emancypujący się piękny i młody "ruch
gejowski", do którego nijak nie pasują i to już zmienia postać rzeczy, tutaj
właśnie przenosząc punkt ciężkości. Nie jest to spór o nazewnictwo, ale o
"wykorzystywanie" społeczne właśnie, choć nie sądzę, żeby w ogóle
jakikolwiek spór istniał.

Nie masz jeszcze dość? Bo ja przyznam, że wolę o
takich rzeczach rozmawiać niż pisać.
Napisz komentarz
Nick:
E-mail:
 
Strona www:
Tytu?:
UBBCode:
[b] [i] [u] [url] [quote] [code] [img] 
 
Prosz? wpisa? kod antyspamowy widoczny na obrazku.

3.26 Copyright (C) 2008 Compojoom.com / Copyright (C) 2007 Alain Georgette / Copyright (C) 2006 Frantisek Hliva. All rights reserved.”


Na podobny temat

Aktualizacja    ( 09.02.2012 )
 
« poprzedni artykuł   następny artykuł »
Generated in 1.28740 Seconds