Nowość w sklepie KP!
Najnowszy numer KP
Komentarze
CYTAT DNIA
Jesteśmy zdolni zgasić słońce i gwiazdy, bo nie płacą dywidendy.
John Maynard Keynes
Książki w sklepie KP
|
Order software online
|
Luksus na który nas stać |
|
|
Kinga Dunin
|
|
19.06.2007 |
Lekarze powinni zarabiać więcej. W tej sprawie, jak się wydaje,
zgadzają się wszyscy, więc i ja się zgadzam. Tylko za co? Zacznijmy od
tego, jak przedstawiciel strajkujących lekarzy obraża się, że tam,
gdzie doktora kują, pielęgniarka też nogę podstawia. Mówi: nie mamy
wspólnych interesów z pielęgniarkami, oczywiście powinny zarabiać
więcej, ale niech same sobie wywalczą. A wspólny interes z pacjentami?
W zasadzie mówi się, że tak. Lepiej zarabiający lekarz nie wyjedzie,
więc będzie miał tę podstawową zaletę, że będzie. I podobno będzie
lepiej leczył. Bo nie będzie zmęczony, bo będzie mu się bardziej
chciało. Pytanie - czy będzie umiał? Odpowiedź jest znana: jasne, że
będzie, bo się wtedy douczy. Tylko czego?
Niedawno w 'Gazecie' można było przeczytać rozmowę z panią doktor z
Ameryki ('Słabi pacjenci i gwiazdy medycyny'). Zarzuca ona polskim
lekarzom brak profesjonalizmu, ale wcale nie w czysto medycznych
aspektach, tylko w relacji z pacjentem. Dodałabym: brak umiejętności
komunikacyjnych oraz znajomości i przestrzegania praw pacjenta.
A może jest to luksus, na który w sytuacji, w jakiej znajduje się
polska służba zdrowia, nas nie stać? Zresztą pacjent, który po pół roku
wreszcie doczeka się na wizytę, i tak będzie zadowolony i jeszcze w
rękę pocałuje, prawda?
Postawmy jednak pytanie inaczej: czy stać nas na zupełne zlekceważenie
tej sfery, może luksusowej, ale bardzo mało kosztownej? I wyjaśniam, że
kiedy mówię o umiejętności rozmowy z pacjentem czy zrozumieniu jego
praw i potrzeb, nie mam wcale na myśli tego, że lekarz powinien być
miły, kulturalny i mieć czysty fartuch. W większości przypadków tak
jest. Może miałam szczęście, ale ostatnich trzech chamskich lekarzy
widziałam lata świetlne temu - i wszyscy byli ginekologami.
Nie lubię zwierzeń, ale spróbuję odwołać się do własnych doświadczeń.
Drobny wypadek i w jego konsekwencji bolesna przypadłość. Pierwsza
lekarka bez słowa wypisuje receptę, a kiedy próbuję o coś zapytać,
odpowiada dość rozwlekle, że nie ma czasu odpowiadać, bo musi pojechać
kolejką WKD do dodatkowego miejsca pracy pod Warszawą, gdzie mało
zarabia. Miło, że zechciała się wytłumaczyć, ale co mi z tego? Tak jak
30 proc. Polaków mam dostęp do internetu, więc oczywiście sprawdzam, na
co są zapisane mi leki. Wygląda na to, że pani doktor miała trzy różne
hipotezy i postanowiła ruszyć szerokim frontem i za jakieś 200 zł. W
takim razie, jak każdy racjonalny pacjent, postanawiam sprawdzać dalej.
Odwiedzam jeszcze trzech lekarzy, ale dopiero ostatni wyjaśnia, co mi
jest i dlaczego tak to wygląda. Zaleca, żebym sama sobie zrobiła serię
zastrzyków w brzuch. Patrzę mu głęboko w oczy i pytam, czy on na moim
miejscu by sobie to zrobił. Pan doktor mamrocze coś pod nosem, z czego
wnioskuję, że raczej nie. A ja też nie jestem masochistką. Po drodze
wykonuję jeszcze jedno niepotrzebne badanie i dostaję skierowanie do
specjalisty. Najbliższy termin za trzy miesiące, więc wyrzucam - do
tego czasu albo umrę, albo wyzdrowieję. Wygląda na to, że należę do
tych bezczelnych typów, które nadużywają świadczeń medycznych. Do
niczego takiego jednak by nie doszło, gdyby lekarze umieli rozmawiać,
co po stronie uprawnień nazywa się prawem pacjenta do informacji o
chorobie, diagnozie i sposobach leczenia. Domagając się realizacji tego
prawa, niczego nie nadużywam, tylko chcę dostać to, co mi się zgodnie z
prawem należy. Tak jak lekarze chcą dostać kasę, która im się należy.
Tylko po co była ta - ciężka, zgoda - praca czterech lekarzy, którym
zajmowałam czas, skoro skończyło się na tym, że ostatecznie dobrej rady
(zadziałało) udzieliła mi sąsiadka? Może to jej należy się godziwa
zapłata? Według rozmaitych badań prawie połowa pacjentów nie robi tego,
co zalecili lekarze - z różnych powodów. Żeby było inaczej, trzeba
umieć z pacjentami postępować, a tego z kolei trzeba się zwyczajnie
nauczyć. Tylko jak? Od innych lekarzy, którzy też nie umieją?
Tekst ukazał się w „Wysokich Obcasach” 16 czerwca 2007 r.
Na podobny temat
|
|
Aktualizacja ( 19.06.2007 )
|
|
|
|
...to się viking chyba wreszcie poczu...
No to chyba wypadałoby teraz podać te...