Mogłabym chyba żyć w państwie wyznaniowym, niechby i katolickim, gdyby
to państwo coś naprawdę wyznawało. Niestety, tam, gdzie wpływ na
państwo uzyskuje religia, życie nie staje się bardziej ludzkie. Zamiast
rozmaitych sympatycznych wartości, które obiecują nam religie,
dostajemy kilka obowiązkowych symboli, brak szacunku dla innych i
poniżenie kobiet. Można sobie uchwalać pięknie brzmiące teksty o krzyżu
jako znaku miłosierdzia, ale jak przychodzi do dzielenia kasy, to wyśle
się żołnierzy do Afganistanu albo zbuduje stadiony, żeby jedni panowie
mogli pobiegać, a drudzy popatrzeć. Życie i zdrowie są wartościami,
owszem, do chwili poczęcia, potem wszystko zaczyna przypominać bardziej
dżunglę niż cywilizację miłości. Konstytucyjne prawo do ochrony zdrowia
nie oznacza, że potrzebujący dostaną w porę pomoc, tylko że mogą po nią
ustawić się w kolejce i modlić się, że dożyją.
Wobec tych faktów akcja ‘Gazety’ ‘Leczyć po ludzku’ może się wydawać
domaganiem się wyszukanego menu w jadłodajni dla ubogich. Jednak tak
nie jest. Jak mówił mój dziadek, ludzi ubogich nie stać na tanie
rzeczy. Biednej służby zdrowia nie stać na byle jaką opiekę, na
marnowanie tego, co się ma. Kto śledził tę akcję, mógł przeczytać sobie
list Wściekłej Pani Lekarki o paskudnych pacjentach. Ogólnie rzecz
biorąc - jak twierdzi - pacjenci śmierdzą, kłamią, a trzy czwarte z
nich nie stosuje się do zaleceń. Wyobraźmy sobie teraz nauczyciela,
który na koniec roku oświadcza, że trzy czwarte jego uczniów nie
przechodzi do następnej klasy - bo byli leniwi, głupi i nie słuchali.
Jasne, uczniowie bywają różni, ale żeby trzy czwarte nie było w stanie
się nauczyć? Uznalibyśmy zapewne, że coś jest nie tak z nauczycielem i
to on nie potrafi uczyć. Wściekła Lekarka miała jednak trochę racji -
potwierdzają to badania - pacjenci często nie stosują się do zaleceń,
chodzą z tą samą chorobą do kilku lekarzy, nie robią badań albo robią
je nie w porę. Po prostu nie leczą się efektywnie, co oznacza, że nie
do końca potrzebnie zajmują miejsce i czas służbie zdrowia, która i tak
ledwie zipie.
Czy jest to jednak tylko ich wina? A może to lekarze nie potrafią
leczyć? Leczyć to nie znaczy postawić diagnozę, którą zna i rozumie
jedynie lekarz, wypisać skierowania i recepty na jakieś magiczne
środki, których zastosowanie nie jest dla nas jasne. Leczyć to znaczy
sprawić, żeby pacjent podjął sensowne działania, które poprawią jego
stan zdrowia. Z tego punktu widzenia Wściekła, której nie słucha trzy
czwarte pacjentów, jest lekarzem absolutnie nieskutecznym, czyli
marnym. Nawet jeśli zna się na medycynie, to nie leczy. Leczenie
przypomina trochę nauczanie, dobry lekarz powinien poza medycyną, która
uczy, jak leczyć choroby, znać sposoby postępowania z ludźmi, wiedzieć,
jak się z nimi porozumieć. Umieć wyjaśnić pacjentowi, co mu jest, co i
dlaczego ma robić, i jeszcze go do tego przekonać. Nawet ludzcy, ciepli
lekarze, których pacjenci są zadowoleni i wdzięczni, często tego nie
umieją.
Nie wiem, czy każdy lekarz może albo musi być empatyczny i ciepły.
Mnie wystarczy, że będzie grzeczny i będzie posiadał profesjonalną
umiejętność efektywnej komunikacji. Mitem jest, że to zabiera za dużo
czasu. Jeśli lekarz nawiąże dobrą współpracę z pacjentem, następne
wizyty mogą być krótsze, rzadsze, chory nie będzie zawracał głowy innym
lekarzom, może szybciej wyzdrowieje albo nauczy się radzić sobie sam z
niektórymi problemami. Na razie jednak pozostaje nam doktor Google. Tu
szukamy wyjaśnień, porad i odpowiedzi na rozmaite pytania. Zasady
dobrej komunikacji naprawdę są proste. Lekarzy można by ich szybko
nauczyć, trudniej jednak jest ich przekonać, że to taka sama zawodowa
umiejętność jak każda inna i bez niej nigdy nie będą całkiem skuteczni.
Wymagałoby to chyba zmiany całej filozofii kształcenia medycznego, ale
jeśli w końcu o tym nie pomyślimy, będziemy mieli samych domorosłych
doktorów House’ów. Niestety, bez jego wdzięku i geniuszu.
Tekst ukazal sie w „Wysokich obcasach” z 21 stycznia 2009.
Na podobny temat
|
A jakie to ma znaczenie, czy dane dzi...
Postaram się. To będzie wymagało chwi...