|
Tyle dzieje się w polityce, a ty piszesz z dwutygodniowym wyprzedzeniem
i będzie z tego musztarda po obiedzie - użalił się nade mną mój
przyjaciel. Zupełnie niepotrzebnie. Sytuacja w polskiej polityce
przypomina tę, w której znalazła się Alicja (ta z Krainy Czarów i
Drugiej Strony Lustra) biegnąca najszybciej, jak potrafi, po to by
wciąż znajdować się w tym samym miejscu.
Tak i tutaj - niby coś
się dzieje, ale wciąż jest tak samo. Pakt, koalicja, reaktywacja,
reanimacja, bo wy nam napluliście do wiaderka, a wy nam zabraliście
grabki… Spoceni panowie, tajemnicze miny i uwaga, uwaga: zaraz coś
się wydarzy! A co? Otworzymy szafę, ale nie pokażemy, co w niej jest…
A tu mamy jeszcze film i nagranie, i kwit z pralni oraz zdjęcie kota.
Może to wszystko byłoby i ważne, gdyby nie miało tak groteskowej formy.
Cezary Michalski pyta, czemu nie podnoszę wrzawy i nie piszę listów
protestacyjnych z powodu zbrodniczego inwigilowania prawicy w latach
90. Wolne żarty! Agnieszka już tu nie mieszka.
Dla poglądów
takich jak moje właściwie nigdzie już nie ma miejsca. Czemu więc nagle
miałabym się wypowiadać? Po to żeby „Dziennik” użył mojej wypowiedzi do
swojej gry? A może mam się wypowiedzieć na temat śmierdzących związków
polityków prawicy z biznesem, co także z szafy się wyłania? Czyżby były
to informacje mniej wiarygodne niż ubeckie donosy na opozycjonistów?
Za
to ja ciekawa jestem, czy Cezary Michalski podniesie wrzawę z powodu
wypowiedzi kartoflanego wiceministra edukacji, który pragnie zastąpić
teorię ewolucji kreacjonizmem. W każdym normalnym kraju ktoś taki,
zamiast zarządzać oświatą, pasałby gęsi, z przeproszeniem gęsi.
Zostanie jednak na swoim stanowisku, bo poza tym ma słuszne poglądy:
tolerancja nie jest nam do niczego potrzebna.
Od wczesnych lat
90. wielokrotnie zwracałam uwagę na to, że sfera publiczna w Polsce
jest niebezpiecznie zawężona. Byłam nawet gotowa bronić prawa Cezarego
Michalskiego do wypowiadania swoich opinii, ale muszę przyznać, że
teraz sytuacja jest dużo gorsza. Jest duszno i coraz duszniej, i coraz
mniej miejsca dla kogokolwiek.
Z niezwykłym obiektywizmem
pokazują to media i inne publikatory. Pragnę zatem odwołać moje
krytyczne uwagi pod adresem programu „Warto rozmawiać”. Obejrzałam
sobie ostatnio jeden i naprawdę wszystko było OK. Zaproszono tam całe
spektrum przedstawicieli dopuszczalnych dziś opinii. PiS, PO i
prawicowo-centrowych dziennikarzy. Jest to bardzo obiektywne
odzwierciedlenie sytuacji.
PiS z PO opluwały się na potęgę, a
dziennikarze pluli na plujących za to, że plują. W tym potoku wzajemnej
agresji łatwo było przeoczyć to, że wszyscy w sprawach zasadniczych
mieli takie same poglądy.
Tak naprawdę PO od PiS dzielą tylko
upodobania estetyczne elektoratu. Elektorat PiS to miłośnicy swojskiego
kartofla. Kartofel jest nasz, tutejszy, z ziemi naszej zrodzony i w
niej osadzony. A jak ktoś przypomni prosty fakt, ze kartofel przybył do
nas z Ameryki, to zajmie się nim minister edukacji i go wyedukuje.
Ameryka nie istnieje, bo Pismo Święte o niej nie wspomina. Trzeba
jednak przyznać, że na swój sposób kartofel jest sympatyczny. Ma urwane
sznurowadło w zdeptanym buciku, źle się czuje w salonach, lubi ckliwe
piosenki i ładne obchody.
Przeciwko niemu stają zaś zwolennicy frytek.
Frytka
to taki światowy kartofel. Przykrojony zgodnie z cywilizowanymi
standardami. Frytka rumiana jest i młodzieżowa. Wraz z milionem
podobnych frytek znakomicie czuje się na rynku i świetnie się
sprzedaje. Jest współczesna i nowoczesna. Garniturek ma szykowny i
wypastowane buciki. Komórkę przyrośniętą do ucha. I laptopik. Chodzi o
to, że frytka zrobiona jest z kartofla i nie da się tego w żaden sposób
ukryć. Wystarczy, że taki senator Frytka-Niesiołowski otworzy usta i
już wiemy, że wracamy na rodzimą glebę.
Dziennikarzom oczywiście
bliżej jest do frytek, ale i kartofel by przełknęli, gdyby umiał się z
frytką dogadać. Bo w końcu ziemniak to ziemniak. Woda i skrobia. Takim
go Pan Bóg stworzył 5964 lata temu…
Na podobny temat
|
@ Skrzypek Zauważ, że nawet w ...
@"Według badań zleconych prze...