|
Wychodząc z filmu 'Palindromy', powiedziałam i mam na to świadków: 'Zobaczycie, co tu się będzie wypisywać o tym filmie'. I rzeczywiście, czytam sobie w recenzji Pawła Mossakowskiego: 'Wybory etyczne zależą od życiowych okoliczności, w związku z czym spór zwolenników i przeciwników aborcji jest nierozstrzygalny, a obie strony tego światopoglądowego konfliktu są siebie warte'. I to podobno jest morał, który wynika z filmu. Podobnie widzi to Paweł T. Felis. Twierdzi, że reżysera nie interesuje aborcja, ale każda ideologia. Ideologią jest więc zdaniem Felisa infantylne pragnienie młodziutkiej dziewczyny, żeby mieć dziecko. Ideologią jest przekonanie jej matki, że w tym konkretnym wypadku najlepszym wyjściem jest aborcja. Ideologią jest fundamentalistyczne proliferstwo prowadzące do strzelania do ginekologów. Na tej zasadzie ideologią może być wszystko.
Film jest naprawdę dobry i zaskakujący, ze wszech miar polecam, ale zatrzymam się przy recenzentach. To, co piszą, oznacza bowiem, że mimo trwającej przez lata dyskusji niewiele zrozumieli. Oczywiście nie ma niczego takiego jak dwie strony światopoglądowego sporu, które można by nazwać zwolennikami i przeciwnikami aborcji. Są przeciwnicy aborcji i zwolennicy wolnego wyboru, którzy uważają - pozwolę sobie zacytować Mossakowskiego - że 'wybory etyczne zależą od życiowych okoliczności' i dlatego prawo nie powinno ich uniemożliwiać. Stanowiska te nie są symetryczne ani siebie warte. Nic takiego nie ma też w filmie Solondza. Pokazuje on całą ambiwalencję naszych odczuć i reakcji związanych z aborcją. Pragnienie macierzyństwa. Pragnienie uwolnienia się od macierzyństwa. Janusową twarz fundamentalistycznej obrony życia. Wszystko to w duchu pro-choice. Nie ma tam nic, co dałoby się odczytać jako argument na rzecz odebrania człowiekowi prawa do indywidualnego wyboru.
No i jest jeszcze drugi wątek. W 'Palindromach' uboczny, ale pierwszoplanowy we wcześniejszym filmie tego samego reżysera - 'Happiness'. Chodzi o pedofilię. Tu Solondz jest ostrożniejszy i trudniej byłoby, ot tak, powiedzieć, że uważa spór zwolenników i przeciwników pedofilii za nierozstrzygalny, ale też wprowadza sporą dawkę dwuznaczności. Bierze na przykład pod uwagę możliwość uwiedzenia dorosłego przez jeszcze prawie dziecko. Z kolei w 'Happiness' pokazuje pedofila jako idealnego ojca. Ale tego lepiej w ogóle nie ruszać, prawda?
Poza tym pedofilia, jak się wydaje, nieco nam się znudziła, a aborcja jest już całkiem passée. Teraz na fali są geje. I z każdym dniem są mniej dyskryminowani.
Nawet jeżeli ktoś miał wątpliwości, to z pewnością zostały one rozwiane przez Pana Premiera chwalącego się przed całą Europą naszą literaturą homoseksualną, klubami homoseksualnymi oraz tym, że homoseksualiści są wśród polityków z prawicy i lewicy. Niestety, przy okazji tego ciekawego wątku pojawiła się pewna sprzeczność. Bo raz usłyszałam z ust premiera, że są to osoby, o których orientacji powszechnie się mówi. Drugi raz - że naszym narodowym zwyczajem jest niemówienie o tym.
Czemu akurat o tym nie? Wiadomo, że heteroseksualizm wcale nie jest przemilczany. I wszyscy znamy panią prezydentową. Czy gdyby był to męski partner, też mielibyśmy okazję go poznać? Dlaczego, jeśli odmienna orientacja niektórych polityków jest powszechnie znana i nie przeszkadza w karierze, nie może, chociaż czasem, zostać ujawniona publicznie? Gdzie jest choć jeden polityk z prawicy lub lewicy, który dał się sfotografować ze swoim partnerem dla pisma 'Viva!' albo podczas obchodów patriotycznych?
Wiem, że zadawanie takich pytań, podobnie jak tłumaczenie, że nie ma takiej opcji ideologicznej jak zwolennicy aborcji, to rzucanie grochem o ścianę. Ale rzucę sobie jeszcze raz: a gdzie podziały się lesbijki? Czyżby brakowało ich wśród polityczek lewicy i prawicy? Dlaczego zawsze zapomina się o kobietach?
Tekst ukazał się w „Wysokich obcasach” z 16 września 2006 r.
Na podobny temat
|
@ Skrzypek Zauważ, że nawet w ...
@"Według badań zleconych prze...