> PREMIERA 24 MAJA

Berman_okladka_300px.jpg

>>Już jest: KP30!

kp30_okladka_300px.jpg

Komentarze

polska_OST_NEW01m.jpg

CYTAT DNIA

Życzyłbym sobie, abyśmy w obecnym stuleciu potrafili w końcu połączyć wiedzę naukową i techniczną, rozwiniętą jak nigdy dotąd w historii, z umiejętnościami ludzkimi i politycznymi, które, jak na ironię, są najbardziej w historii zacofane. Dysponujemy wszystkimi środkami naukowymi, technicznymi i nawet finansowymi, aby wykorzenić biedę, głód, ciemnotę dotykającą co najmniej połowę mieszkańców naszej planety. Dlaczego tego nie robimy? Dlatego, że brakuje nam politycznej woli, połączenia pragnienia i działania, żeby to zrobić.

Carlos Fuentes (1928-2012), Contra Bush

Katalog Książek KP

Książki w sklepie KP

Advertisement
Order software online
Gender, klasa, Wałęsa Drukuj
Kinga Dunin   
28.12.2011

Czy Danuta Wałęsa jest feministką? Nie ja wymyśliłam to pytanie. Pojawia się ono w jej autobiograficznej książce, pojawia się w jej omówieniach. Odpowiedź samej zainteresowanej jest przewidywalna: jasne, że nie. I nawet znajdujemy coś w rodzaju wyjaśnienia: bo kobieta, jak zechce, może wszystko osiągnąć, wszystko to, co mężczyźni. Musi tylko dużo bardziej się postarać. Dla niektórych z tej konstatacji wynika feminizm, dla niektórych nie. Dla mnie jest tu o jedną przesłankę za mało. Brakuje odpowiedzi na pytanie, czy chcemy to zmienić. Nie ma prostszej definicji „obiektywnego” feminizmu: jest to przekonanie, że kobiety mają gorzej i należy to zmienić. Cała reszta to komentarze i przypisy. Pełno w nich sporów o to, w czym gorzej i jak zmienić. 


Poza tym „obiektywny” feminista/tka z tą etykietą albo światopoglądowym wyborem – jak kto woli – nie musi się identyfikować. I to, że Danuta Wałęsa się nie identyfikuje, jest jasne, a „obiektywnego” dziecka w brzuch nie ma co jej wmawiać. Skąd jednak pojawiło się takie podejrzenie? Jak można matkę-Polkę-katolkę, żonę Lecha podejrzewać o coś takiego?!


Tu przypomniała mi się Rebecca West, nieżyjąca już angielska intelektualistka o skłonnościach feministycznych i socjalistycznych oraz jej słynny bon mot: Nie wiem, czym jest feminizm. Wiem tylko, że ludzie nazywają mnie feministką, kiedy wyrażam uczucia odróżniające mnie od ścierki do podłogi. Zainteresowanie potencjalnym feminizmem Danuty Wałęsy jest chyba dowodem na to, że to wciąż działa! Nie ma bowiem w tej książce (w kwestii gender) niczego poza opisem procesu odróżniania się od ścierki do podłogi, rodzenia się poczucia własnego ja niezależnego od kobiecej roli społecznej zdefiniowanej skrajnie konserwatywnie. Ja ziemia, która rodzi, on radło, które działa, ja dzieci, on polityka, ja dom, on świat. Itepe, itede.


Widzimy więc, po pierwsze, jak ścierka do podłogi zyskuje poczucie własnej wartości – tak, nadal jestem tradycyjną kobietą, ale to nie znaczy, że gorszą od mężczyzny (tu powracamy do sporów, co to znaczy, że kobieta ma gorzej, ale nie zostaniemy przy nich). Po drugie upewnia się, że w rolach publicznych potrafi zachować się nie gorzej od męża, a nawet lepiej. Nigdy nie wygłupi się tak, jak on. Poza tym pozwala sobie na potrzeby, które wykraczają poza konwencję tradycyjnego związku, a są już bardziej nowoczesne, a nawet po. Chce partnerskiej relacji, komunikacji (z Wałęsą! Chi, chi). Kiedy to nie wychodzi, daje sobie prawo do rozczarowania.


To mniej więcej tyle, jeśli chodzi o gender. Sam gender. Ale jest jeszcze jeden wymiar tej biografii, o którym raczej cicho. Jest to też historia ogromnego awansu klasowego, możliwego dzięki sytuacji rewolucyjnej, bo przecież nie mozolnemu wspinaniu się na kolejne szczeble edukacji, kompetencji, bogactwa. Młoda Danuta tak widzi ich przyszłe życie – powolne dorabianie się, ciułanie, odrobinę większe mieszkanie, trochę lepszy telewizor. Historia funduje jej drogę na skróty. I scenariusz z bajki o Kopciuszku. Niezależnie od tego, jak ciężkie byłoby jej życie, ile maku oddzieliłaby od grochu i ile naszorowałaby się podłóg, swój awans zawdzięcza księciu Wałęsie. On natomiast pogalopował na koniu historii, który dowiózł ich na najwyższe pozycje w państwie. Ku niekłamanej zawiści chłopskich krewnych.


I znowu, czy kobiety mają gorzej? A może lepiej? Lepiej, bo mogą awansować za nic. Gorzej, bo bo bez męża dzielność Danuty w czasach komunizmu, ośmioro dzieci, ciężka praca w domu dałyby jej figę z makiem.


Z chłopa król, z chłopki królowa i dwie strategie. Ona grzeczna, konformistyczna, spełniająca wymogi, starającą się wypełnić sobą wyobrażony wzór pierwszej damy. On zawsze ten sam, z robotniczą charyzmą, niewyparzoną gębą, bez kompleksówm, ale i bez świadomości własnych braków. Jego prezydentura nie zapisała się najlepiej, ale też świat się od niej nie zawalił. Z powodów klasowych – była interesująca. Była testem nowego systemu, który Wałęsę musiał wypluć, zamieniając w szlachetne truchło. Obowiązującą ideologią tego systemu jest bowiem merytokracja, obiecująca nagrodę adekwatną do zasług i kompetencji. A tak naprawdę za dopasowanie. Wałęsa zasługi miał, ale ze starego świata, roli kompetentnego prezydenta nie umiał odegrać, był prezydentem-dysonansem klasowym. 


I jak się wydaje, dziś Wałęsowa to rozumie, a on mniej. I jest w tym piękny, jak mucha w bursztynie.

  

  

  

  

Komentarze
Dodaj nowy
kot   |28.12.2011 22:38:04
" I jest w tym piękny jak mucha w bursztynie"
Twórzmy idee, nie CO2   |29.12.2011 03:22:16
Jeśli tak, to zgoda, pod warunkiem, że pora zmienić dziś także określenia dla
mężczyzn. Kobiety się zmieniają, racja, ale mężczyźni także (za przeproszeniem i
jeśli wolno). Kobiety (żony, matki, kochanki), to feministki, a mężczyźni
(mężowie, etc.) to… kto? Liberałowie? Że - będąc przeciwieństwem Korwina Mikke
z jego słynnym "Fakt, moja żona jest na łańcuchu, ale ten łacuch jest na
tyle długi, że może przejść z kuchni do pianina stojącego w pokoju i pograć
nam".. - nie wiążą kobiet na łańcuchach, że zrobią jajecznicę, wyjdą z
dziećmi, wszystko bez problemów, to jest nic? Bo co? Bo są od razu dyrektorami?
Bynajmniej.
Bo skoro kobieta może to, co mężczyzna, i to osiąga, i nie widzi w
tym żadnych -izmów, a nagle Kinga Dunin za wszelką cenę chciałaby tutaj
majuskułą dopisać na murze "FEMINISTKA", to ja poproszę o takie samo
działanie o "jedną przesłankę" więcej, od dziś, dla mężczyzn. Bo w sumie
tak, jak dziś świat jest zrównany, chyba nigdy w historii (żadnej) nie był.
Panowie tyrają, i panie także muszą tyrać, kiedyś były inne czasy, ale dziś
niestety, są jakie są. Ale czy kobiety od razu muszą być feministkami i piać na
lewo i prawo genderową pieśń? A kogo to obchodzi? Kogo, idąc dalej, obchodzi
dziś Andersen, Lenin, Kubrick, ambitne kino i francuska fala, skandynawska
literatura kryminalna czy Snerg? Izmy, lacanizmy czy liberalizmy? Nikogo, wąską
grupę ludzi.
Czy facet gotujący obiady 4x na tydzień to od razu, hm, trzeba by
coś nowego wymyślić, skoro taki "maskulinista" kojarzy się
jednoznacznie, no więc, no więc… Nie ma? No nie ma, albo proszę o podpowiedź.
No chyba że ja nie wiem ale wiem, że świat się zmienił w kierunku męskim i
żeńskim. Po prostu gotuje, a jak potrzeba to idzie do pracy na drugą zmianę,
żeby dzieci miały co zjeść. Nie od razu jest Wałęsą i Bolkiem, nie od razu
płodzi 8-ro dzieci, nie ma w dupie żony, i nie zwraca się do niej po chamsku.
Więc racja, że Wałęsa to przeżytek ale dlaczego od razu Danuta feministka?

A
jeśli feministka to kobieta, którą odróżnia bycie ścierką od podłogi, to
przepraszam, co Pani tu robi? Co robi tu Agnieszka Graff? I inne panie, czy
dziewczyny?
Psychobloger   |29.12.2011 10:26:23
On mnie tak urządził, więc On musi teraz usłyszeć, zmienić się, zaakceptować
zmiany. On musi stać się ziemią, żebym ja mogła być radłem. On, on, ON. Nie ma
temu końca i nigdy nie będzie.
daras1983  - @ CO2   |29.12.2011 12:08:32
Pani Kinga Dunin nie wie po prostu co to są związki partnerskie ale w
odniesieniu do związku kobiety i mężczyzny.
idiota   |29.12.2011 12:23:26
Jak pana przeczytałem panie Daras to pieśń mi w uszach zadźwięczała : to idzie
młodość młodość młodość
viking   |29.12.2011 12:33:30
Książka Danuty Wałęsy, czy raczej tego, kto spisał jej wyznania, to zwykły
chłam. Taki sam, jak zdjęcia polityków PiS z wielkimi rodzinami, gaworzenia
posła Ziobro o jego bobasku oraz amerykańskie wiece wyborcze, na których Obama
mówi dzieciom, żeby poszły już spać, bo jest późno i posyła całuski im oraz
żonie.
Oczywiście zarówno Kindze Dunin, jak i społeczeństwu (choć z innych
powodów) bardziej odpowiada taki polityczny kicz, w którym jest element
dekonstrukcji (powiedziałaby Kinga Dunin) lub afery (powiedziałaby moja
sąsiadka).
Nie mniej jednak, na poziomie samego fenomenu to dokładnie to
samo.
Polityk jest politykiem a nie naszym wujkiem. Nie ma więc znaczenia, jakim
jest ojcem i mężem. Oczywiście jest od tej reguły jeden wyjątek. Jeśli jest
tyranem domowym, stosuje przemoc wobec żony lub dzieci, to jest przestępcą i
barbarzyńcą a to powinno go w dużo mierze dyskwalifikować z życia publicznego.

Ale to ile razy x-lat temu zmienił pieluszkę i ile razy powiedział żonie, że ją
kocha, nie powinno być przedmiotem publicznych debat.

Oczywiście, właściwy
autor tego "dzieła", wiedział, że pisząc to, co pisze, nie może nie
odnieść komercyjnego sukcesu.
Czytelnicy "Życia na gorąco" walą drzwiami
i oknami do empików a elita, która wyśmiałaby wiele podobnych książek, do tej
podejdzie z wielką atencją. Feministki szukają swojej heroiny i rzucają się na
każdą okazję jej znalezienia, jak pies na kość. A panowie? Panowie są rycerzami.
Nie dziwi więc, że jeden z najlepszych publicystów KP (którego nazwiska przez
szacunek dla niego tu nie wymienię) zapłonął w Radiu TokFM, ogniem swych
instynktów obrońcy i stwierdził, że tak właściwie to pani Danuta powinna dostać
tę Nagrodę Nobla.

Walczyk umęczonych pań i dzielnych, jakże rozumiejących, jak
współczujących mężczyzn, trwa w najlepsze. Chyba więc nikt się nie zatrzyma i
nie powie, że król jest nagi.
Choć niektórzy trochę to czują. Np. sama Kinga
Dunin. Wiem to, ponieważ cytat o "kobietach i ścierkach" (podobnie jak
ten mówiący, że "feminizm to radykalny pogląd, iż kobieta też jest
człowiekiem") pojawia się w felietonach feministek zawsze wtedy, gdy trzeba
zamknąć usta tym, którzy mogliby wypowiedzieć głośno parę argumentów, które w
danym kontekście same cisną się na usta oraz własnym wątpliwościom.

Ja wiem, że
według niektórych gender uświęca środki. Ale moim zdaniem poza genderową
perspektywą, istnieją inne.
Np. perspektywa zwykłej uczciwości.
Pani Danuta,
jest ze swoim mężem w czasach, gdy ten działa w opozycji i nie opuszcza go.
Czemu? Może jej imponuje taki młody, dziarski facet?
Potem jest żoną laureata
Nagrody Nobla, człowieka-legendy i prezydenta RP i czerpie wszelkie wynikające z
tego korzyści- prestiżowe i nie tylko.
A że były też złe strony takiego życia?
Co ich nie ma?
Może czas, drogie panie, przyzwyczaić się, że nie można zjeść
ciastek i nadal ich mieć?
Teraz, kiedy Wałęsa nie jest już ani młodym
buntownikiem ani stateczną głową państwa, tylko ok. 70-letnim facetem, którego
gwiazda przygasła, jego żona przywdziewa kapelusz i uśmiecha się do świata z
okładki swojej cegły. A w niej: tysiące pretensji, pranie brudów i zwykła
nieuczciwość. Bo za taką uważam obsmarowywanie kogoś bliskiego przed jakimś
marnym dziennikarzyną ku uciesze gawiedzi, czytelników Faktu, fanów opowiastek o
celebrytach oraz Kingi Dunin.
I w przeciwieństwie do autorki, odnoszę tę zasadę
do obu płci. Mogę zaręczyć, że nie jarałbym się szczególnie książką jakiegoś
faceta, który po kilkudziesięciu latach związku, obwieściłby światu, jakie błędy
popełniała jego żona. Nie wątpię zresztą, że przez feministki zostałby pewnie
okrzyknięty "seksistą".
Bo feminizm to taka ideologia, według której ta
sama czynność wykonywana przez kobietę, oceniana jest inaczej, niż gdy jej
autorem jest mężczyzna i, jakby tego było mało, twierdzi, że właśnie praktyka
oceniania prowadzić ma do równouprawnienia. To taka współczesna wersja dyskursu
rycerskiego, który udaje, że nim nie jest, przez co jest jeszcze większym
bullshitem.
kran   |29.12.2011 19:44:13
Myślę, że jest Pan w błędzie Panie Viking.

Swego czasu Krytyka P. zachwycała
się książką pana Domosławskiego o Kapuścińskim, gdzie radośnie podano zeznania
kochanki, mając za nic wolę świeżej wdowy. Tutejsze feministki zdaję się zbytnio
nie oponowały, skoro panowie tak się zachwycali, ba podział na sferę prywatną i
publiczną określili "niemożliwy do utrzymania na gruncie humanistyki
współczesnej". Zapewne drobnomieszczański przeżytek. Zapadły mi te słowa
bardzo w pamięci, bo ta książka mnie przywiodła na ten portal.

Innym razem
wydano obmierzłe zeznania reżysera Żuławskiego dość jednoznacznie wskazujące na
pewną realną panią. Też zdaje się feministki nie oponowały. Jedna chyba nawet
zrobiła coś w drug a stronę i uznała, że wszystko w normie.
N  - re:   |30.12.2011 17:23:57
[quote=Kobiety (żony, matki, kochanki), to feministki, a mężczyźni (mężowie,
etc.) to… kto? Liberałowie?
Czy facet gotujący obiady 4x na tydzień to od
razu, hm, trzeba by coś nowego wymyślić, skoro taki "maskulinista"
kojarzy się jednoznacznie, no więc, no więc… Nie ma? [/quote]

feminista :)
dejan711   |30.12.2011 18:36:59
Leave Kinga alone!!
Co by było bez feministek nuda!
Napisz komentarz
Nick:
E-mail:
 
Strona www:
Tytu?:
UBBCode:
[b] [i] [u] [url] [quote] [code] [img] 
 
Prosz? wpisa? kod antyspamowy widoczny na obrazku.

3.26 Copyright (C) 2008 Compojoom.com / Copyright (C) 2007 Alain Georgette / Copyright (C) 2006 Frantisek Hliva. All rights reserved.”


Na podobny temat

Aktualizacja    ( 25.04.2012 )
 
« poprzedni artykuł   następny artykuł »
Generated in 0.87571 Seconds