Nowość w sklepie KP

kepel72dpi_maly.jpg
1proc-male-1proc.png

Komentarze

Platfaszyzm
 -kardach (8 komentarzy)
Jak zakazać, żeby nie zakazać?
 -Jaś Kapela (4 komentarze)
Dzieci lubią misie...
 -kardach (10 komentarzy)
polska_OST_NEW01m.jpg

CYTAT DNIA

U podstaw rozwoju różnych ruchów religijnych wyruszających na podbój świata tkwi logika konfliktu. Konflikt ten jest ostatecznie wojną między "wiernymi", którzy czynią z reafirmacji swej tożsamości kryterium prawd wykluczających się nawzajem i osobliwych.
Gilles Kepel, Zemsta Boga
Advertisement
E-kompromis Drukuj
Kinga Dunin
Kinga Dunin
  
06.02.2010
No tak, palę. Nałogowo, namiętnie i egoistycznie - jeśli gdzieś wolno palić, to robię to. Wiem, że niepalących to wkurza, ale nie potrafię się powstrzymać. Palę od czterdziestu lat. Gdybym miała wskazać winnego, to powiedziałabym, że odpowiada za to IV LO im. Emilii Sczanieckiej. Ale oczywiście to bzdura, sama sobie jestem winna. Podejrzewam, że mój organizm potrzebuje już nikotyny do swoich procesów metabolicznych i gdyby mu ją zabrać, zwariowałby. Kiedy słyszę, jak ktoś mówi, że można po prostu przestać, to myślę, że brakuje mu wyobraźni. To tak, jakby choremu powiedzieć, żeby po prostu przestał chorować.

Wiem, nie ma się czym chwalić, i nie chwalę się, po prostu przyznaję. Jasne jest chyba, czemu wszystkie informacje o prawnych zmianach dotyczących palenia żywo mnie interesują. I nie cieszą. Zakaz wszędzie i zawsze? Czy to nie przesada? Nawet jeżeli, trzeba to chyba znieść w pokorze. Wiem, dym papierosowy truje też bliźniego mego i mu śmierdzi. Zresztą mnie też przeszkadza - dopóki sama nie zapalę. Czy jednak nie można by dla palącej mniejszości zostawić jakichś rezerwatów. Gdzieniegdzie jakaś knajpa? Przedział w pociągu? Wyznaczone miejsce w pracy?

Jestem gotowa przyjąć wszystkie zakazy, które mają na celu uwolnienie ode mnie osób niepalących. Czy jednak państwo musi mnie oduczać palenia za pomocą kija? Wiem, dla mojego własnego dobra, ale trochę liberalizmu może jednak by się przydało. Ludzie szkodzą sobie na tysiąc różnych sposobów i może należy w katolickim kraju uszanować boski dar wolnej woli, która pozwala nam nie tylko wybierać dobrze, ale też źle? Poza tym nikotyna, chociaż jest narkotykiem, nie jest zakazana. Wolno jej używać, wolno się uzależnić. Jest trucizną tak jak alkohol. Trudno porównywać czynione przez nie szkody zdrowotne, palacz jest jednak z pewnością mniej niebezpieczny dla społecznego ładu. Oczywiście poza smrodem, tlenkiem węgla i czterema tysiącami trucizn zawartych w substancjach smolistych. Jest jednak na to rada. Nazywa się e-papieros, papieros elektroniczny.

E-papieros dostarcza palaczowi nikotyny oraz udaje, że jest papierosem - dymi, można się nim bawić. Jest od normalnych papierosów, zwanych przez e-papierosiarzy analogami, dużo zdrowszy dla palacza i zupełnie nieszkodliwy dla otoczenia. Dym, który produkuje, to para wodna. Żadnych zapachów, żadnych trucizn. Nie jest tak fajny jak analogi - plastikowy, smakuje nieco chemicznie, nie można go miętosić ani strząsać popiołu, można z nim jednak przeżyć bez głodu nikotynowego w otoczeniu innych ludzi. Podobno dzięki niemu można w końcu się odzwyczaić tak jak dzięki gumom czy plastrom.

Naprawdę nie potrafię pojąć, czemu w projekcie antynikotynowej ustawy pojawił się też pomysł - jeszcze niezatwierdzony - zakazu sprzedaży i produkcji e-papierosów. Mogą uzależnić? Guma też może. A jednak nikt jej nie próbuje zakazać.

Wszędzie tam, gdzie palący i niepalący muszą przebywać razem, można by dopuścić używanie e-papierosów. Niech jedni trują się mniej, skoro już muszą, a drudzy będą wolni od dymu i niebezpieczeństw. Wydaje się to rozsądnym kompromisem. Wcale nie takim znowu luksusowym dla palaczy, bo to jednak nie to. Poza tym oczywiście można dla dobra uzależnionych robić różne rzeczy, które pomogą im nałóg rzucić, ale może już nie kijem, tylko marchewką - z pomocą programów edukacyjnych, tworząc ośrodki leczenia nikotynizmu. Może by jednak nas, palącą mniejszość, dało się potraktować jak ludzi?

Nie ma żadnego racjonalnego powodu zakazu e-papierosów poza jednym - interesem firm tytoniowych i tych produkujących inne wyroby zawierające nikotynę.

Póki ustawa jeszcze nie jest gotowa, patrzmy więc na ręce tym, którzy nią się zajmują. Może są tylko nieracjonalni i pozbawieni wyobraźni, a może jednak skorumpowani? Nie wiem, kto tu komu i co szepcze do ucha na cmentarzu, ale chciałabym wiedzieć, kto nalega na wprowadzenie takiego zapisu. Bo potem żadna komisja śledcza do prawdy nie dojdzie.

Tekst ukazał się w „Wysokich obcasach” z 30 stycznia 2009.

Na podobny temat




  Komentarze (4)
 1 Palenie głupa
Dodane przez blaise, w dniu - 07.02.2010 18:19
Palacze odebrali ludziom niepalącym możliwość wypicia w knajpie piwa bez wdychania trującego dymu.Zawłaszczyli sobie publiczną przestrzeń. W moim mieście, mimo że jest duże, knajp bez smrodu jak na lekarstwo (wiem o jednej). Problemem nie jest nałóg ale arogancja. Bo to tak ciężko wyjść na szluga na zewnątrz? Nie, ale po co? Niech się inni duszą a jak się nie podoba to won! W samolotach jednak palacze się powstrzymują. 
 
„Jestem gotowa przyjąć wszystkie zakazy, które mają na celu uwolnienie ode mnie osób niepalących.” 
Sami się zmyją gdy tylko poczują zapach z ust
 2 Dodane przez ale_akcja, w dniu - 08.02.2010 13:40
Jest oczywiście prawdą, że nie ma żadnych rozsądnych powodów, by zakazywać e-papierosów. Jedyny argument przeciwko tym urządzeniom, jaki po długim namyśle przyszedł mi do głowy jest analogiczny w stosunku do zakazu sprzedaży miękkich narkotyków. Otóż chcący zakopcić uczniak z podstawówki, zamiast „trudno dostępnych” i trujących papierosów analogowych (swoją drogą ten termin zasługuje na jakąś nagrodę od językoznawców) wybierze kosztujące sto kilkadziesiąt złotych urządzenie. Potem w liceum, by zaimponować innym przeżuci się na „twarde szlugi”. I tak, zamiast pomagać w rzucaniu nałogu papieros elektroniczny doprowadzi doń prostą drogą.To oczywiście żart.  
A już na poważnie, nie sądzę, żeby lobbujący za zakazem e-papierosów byli skorumpowani. Po pierwsze jest to nowość. A nowość związaną jakoś z paleniem łatwo demonizować, próbując zbić na tym polityczny kapitał.  
Ważniejsze wydaje mi się jednak to, że interes lobby tytoniowego jest żywotnym interesem państwa. Palacze są zaś najbardziej propaństwowymi ludźmi w tym kraju. Pamiętam czasy, gdy papierosy kosztowały taniej niż piwo w barze. Teraz kosztują sporo więcej. Czy to z powodu suszy, która zabiła tytoń? Nie. To podatki. Kupując paczkę papierosów za 10 złotych, siedem złotych, jeśli nie więcej, oddajemy państwu.  
Sytuacja, w której palący przerzucają się na rurki ładowane przez usb i nabijane nabojem ze specjalną miksturą, która jest opodatkowana, jakby to był zwykły pluszowy miś (o zgrozo!) to dla budżetu państwa katastrofa.  
Idźmy dalej. Kto miał w ręku paczkę tradycyjnych pecików, zauważył zapewne jedno z najpopularniejszych ostrzeżeń: „Palacze tytoniu umierają młodziej”. Toż to złoty interes! Zarządcy naszego niewydolnego systemu emerytalnego patrząc na palaczy muszą czuć to, co staruszkowie z pierwszych reklam OFE.  
A że palacze niby więcej chorują? Kogo to obchodzi? Na leczenie i tak wydaje się marne grosze. 
W świetle powyższych faktów, pozornie niewinny e-papieros jawi się jako zagrożenie dla ładu państwowego gorsze nawet od spożywania alkoholu w miejscach publicznych. Od czego strzeż nas, Panie.
 3 Dodane przez blaise, w dniu - 08.02.2010 15:16
„Zarządcy naszego niewydolnego systemu emerytalnego patrząc na palaczy muszą czuć to, co staruszkowie z pierwszych reklam OFE.” 
Tak, pamiętam te reklamy ze staruszkami na Kanarach. „Jedź na na wyspy kanaryjskie, twoje pieniądze już tam są” - tak chyba należało te reklamy rozumieć. Tymczasem okazuje się, że emeryci mogą jeździć tylko z moczem do analizy, a kanary to mogą ich skasować za brak biletu. 
 
„A że palacze niby więcej chorują? Kogo to obchodzi? Na leczenie i tak wydaje się marne grosze.” 
To znaczy jeśli palacze chorują częściej niż niepalący to generują koszty większe niż niepalący choć płacą pewnie takie samo ubezpieczenie, ale oni przecież i tak płacą akcyzę za fajki.
 4 Dodane przez trzeciak, w dniu - 09.02.2010 13:11
„To znaczy jeśli palacze chorują częściej niż niepalący to generują koszty większe niż niepalący choć płacą pewnie takie samo ubezpieczenie, ale oni przecież i tak płacą akcyzę za fajki.” 
 
No więc właśnie - 7 zł podatku dziennie razy 30 dni razy 12 miesięcy daje w okolicach 2,500 złotych rocznie (a pewnie i więcej). Choroby są raczej proste do zdiagnozowania - raczek płuc, krtani itp. Umieramy szybciej, odciążając ZUS, za co powinniśmy niechybnie dostać order Orła Białego. 
A’propos tematu, polecam książkę Connie Willis „Przewodnik stada” (dostępna tutaj: http://www.wattpad.com/25804), gdzie pojawiają się takie perełki jak palenie bierno-bierne.

Tylko zarejestrowani użytkownicy mogą komentować artykuły.
Zaloguj się lub zarejestruj.

Powered by AkoComment Tweaked Special Edition v.1.4.3
Polska adaptacja - JoomlaPL.com Team

 
« poprzedni artykuł   następny artykuł »