Nowość w sklepie KP

kepel72dpi_maly.jpg
1proc-male-1proc.png

Komentarze

Felieton bezmyślny
 -zlyidziki (1 komentarz)
Władcy dziennikarskich marionetek
 -kot (2 komentarze)
Czarnacka: Wielka feministyczna ści
 -Spokojny (11 komentarzy)
polska_OST_NEW01m.jpg

CYTAT DNIA

Integrować to nie znaczy wymagać od imigrantów, by dostosowali się do pierwotnie obowiązujących zasad społeczeństwa przyjmującego, integrować to znaczy współpracować nad powszechnym ustanowieniem na nowo zasad rządzących całym społeczeństwem.
Daniel Cohn-Bendit
Advertisement
Duże śmieci Drukuj
Kinga Dunin
Kinga Dunin
  
09.06.2007
Jak to mówił Król Lul w dziecinnej zabawie? - Dzień dobry wam, dzieci śmieci… Dziś zapewne zostałby oskarżony o propagowanie postaw antyprokreacyjnych i obrzucony jajkami, oczywiście w imię miłości bliźniego. Jakie śmieci? Dzieci są wspaniałe, a im ich więcej, tym lepiej. A jak kobiety nie wyprodukują ich więcej - białych i polskich - to nie będzie miał kto zapracować na nasze emerytury. Święta racja, Królu Lulu, tylko że ja - jeśli mają na mnie pracować dzieci Giertycha, Wierzejskiego czy Piłki - wolałabym jakichś sympatycznych Wietnamczyków.

Nie potrafię się tą wizją braku polskich białych dzieci przestraszyć, bo wydaje mi się, że w skali globu jeszcze przez lata rąk do pracy nie zabraknie. I może to wreszcie demografia wymusi na polskim społeczeństwie trochę więcej otwartości, skoro nic innego nie działa.

Nie znaczy to jednak, że jestem przeciwniczką rodzin wielodzietnych.

Rodziny dzielą się na dobre i złe, a nie na wielodzietne i patologicznie mało płodne.

Jak ktoś lubi, to proszę bardzo. Byleby był gotów powiedzieć podobne 'proszę bardzo' tym, którym taki model nie odpowiada. Niestety. Marsz zwolenników rodziny i czegoś tam jeszcze pokazał jasno, że będąc za, są przede wszystkim przeciw - każdemu, kto jest od nich inny. Na Paradzie Równości nie widziałam haseł: 'wielodzietna rodzina = ubóstwo + patologia'. Ale jeszcze raz powtórzę: proszę uprzejmie… I nawet nie zamierzam dodawać: byle nie za moje podatki. Może być za moje. Tak, nawet zgadzam się z postulatami ruchów prorodzinnych, żeby rodzice opodatkowywali się razem z progeniturą, przez co będzie mniej pieniędzy na różne publiczne dobra, które są mi do szczęścia bardziej potrzebne niż ich dzieci. Dzieci się na świat same nie proszą i dlatego nie mogą ponosić odpowiedzialności za to, w jakiej rodzinie się urodziły. A skoro się urodziły, należy im się nasza troska. Ale może nie od razu entuzjazm?

Tak jak współczesna kultura stworzyła wyśrubowane standardy kobiecości, wiadomo jakie, tak też stworzyła całkowicie fałszywy model dziecka. Najpierw niemowlaczka podobnego do kociaczka, w sam raz na reklamę pampersików. Potem wcześnie zseksualizowanych dziewczątek nimfetek. Generalnie dzieci są śliczne i ładnie ubrane, a przede wszystkim niesamowicie fajne: wygadane, dowcipne, pełne inicjatywy albo niesłychanie skomplikowane i obdarzone nieprawdopodobnie głębokim życiem wewnętrznym i wyjątkową wręcz wrażliwością. Nad modelowaniem tych ostatnich aspektów pracują już bardziej wyspecjalizowane agendy - literatura i film. Co ciekawe, potem te cudowne dzieci niespodziewanie zamieniają się w obowiązujący obraz młodzieży, która mówi slangiem, pije piwo, ćpa i nie potrafi znaleźć sensu życia. No, chyba że w spożywaniu określonych batonów popijanych określonym napojem.

Dajmy jednak spokój młodzieży, skoro jesteśmy w okolicach Dnia Dziecka. Przed wojną, kiedy nie było telewizji, Antoni Słonimski bez trudu zauważył, że dzieci to zakała ludzkości. To prawda, ale z okazji Dnia Dziecka bądźmy delikatniejsi. Dzieci nie są AŻ tak fajne, jak nam się to wmawia. Nie zawsze tak ładne, zawsze za to niedorozwinięte intelektualnie i moralnie. Brudzą i hałasują. I niestety - co jest ich największą wadą - wyrastają na dorosłych. Niszczą się, marszczą, a potem całkiem psują. Każdy przyzwoity gnostyk przyzna, że lepiej byłoby ich nie płodzić. I zapewne ta cała propaganda dziecięctwa jako niesłychanie atrakcyjnego towaru służy temu, abyśmy coś spłodzili, zanim zdążymy się zastanowić.

I tu słowo o dzieciach nienarodzonych. Dziwią mnie ci, którzy mówią: jakie to byłoby straszne, gdyby mamusia mnie wyskrobała. Byłoby to mniej więcej tak samo straszne jak to, że rodzice kochaliby się w nieco innej pozycji i nie ten plemnik trafiłby na jajeczko. Po prostu, drogi Przestraszony, nie byłoby ciebie, tylko jakiś twój braciszek. I wcale nie byłoby ci przykro.

Tekst ukazał się w „Wysokich Obcasach” z 2-3 czerwca 2007

Na podobny temat




  Komentarze (7)
 1 Dodane przez Rylew, w dniu - 12.06.2007 22:09
Ciekawy tekst, któremu trudno cokolwiek zarzucić pod względem logiki, czy moralności. 
Uważam także, że w dzisiejszych czasach wielodzietna rodzina to kuriozum, rarytas, coś co albo musi rodzić patologię tak jak np. adipositas, albo funkcjonuje na całkiem odmiennych zasadach ekonomicznych. 
 
Problemem jednak jest nie tylko model rodziny, skutkujący dramatycznym spadkiem liczby progenitury lecz także nowy, nieznany w skutkach model społeczeństwa, który będzie wymuszony.  
Samo zjawisko zresztą nie przeraża tyle co jego tempo. 
Może więc nieco wyrozumiałości dla konserwatystów, pożytecznych hamulcowych postępu 
i ich wysiłków :-) ?  
 2 wymuszony model?
Dodane przez nameste, w dniu - 13.06.2007 10:10
Rylew, na litość, skąd to „wymuszenie”? W Chinach - wiemy - państwo wymusza aborcje. Ale tu u nas, w Europie? Kto wymusza? Jak wymusza?
 3 Hallo Nameste !
Dodane przez Rylew, w dniu - 13.06.2007 13:40
Od naszej ostatniej wymiany zdań upłynęło sporo czasu, ale jak widzę nie rozumiemy się nadal.  
Zatem, „na litość”, trochę więcej wyobraźni proszę. 
Nowy model rodziny kształtuje się w Polsce pod wpływem zmieniających się w Europie stosunków społecznych i świadomości jej mieszkańców. Mam na myśli model w którym zainstalowana jest przesłanka: 
jak najmniej dzieci, bo dzieci to nośnik kosztów i kłopotów, a my chcemy żyć i coś z tego życia mieć. W tym modelu również wpisany jest model rodziny jako pary homoseksualnej.  
Tylko, że ten model powoduje drastyczne zmiany sytuacji demograficznej, stawiające pod znakiem zapytania nasz model ubezpieczeń społecznych. 
 
Życie i gospodarka nie znosi próżni, więc ta nowa sytuacja demograficzna wymusi zmiany modelu społeczeństwa. Bedziemy więc mieć więcej Ukraińców, Wietnamczyków, których lubi Kinga Dunin, być może Murzynów i Arabów, jednym słowem przykształcimy się w kierunku „multikulti”, czego jak się zdaje nasi niestrudzeni, wielodzietni konserwatyści, w oparciu o doświadczenia takich krajów jak Niemcy, Francja czy Holandia, boją się jak diabeł święconej wody.  
 4 Dodane przez Rylew, w dniu - 13.06.2007 13:43
Hallo Nameste ! 
Od naszej ostatniej wymiany zdań upłynęło sporo czasu, ale jak widzę nie rozumiemy się nadal.  
Zatem, „na litość”, trochę więcej wyobraźni proszę. 
Nowy model rodziny kształtuje się w Polsce pod wpływem zmieniających się w Europie stosunków społecznych i świadomości jej mieszkańców. Mam na myśli model w którym zainstalowana jest przesłanka: 
jak najmniej dzieci, bo dzieci to nośnik kosztów i kłopotów, a my chcemy żyć i coś z tego życia mieć. W tym modelu również wpisany jest model rodziny jako pary homoseksualnej.  
Tylko, że ten model powoduje drastyczne zmiany sytuacji demograficznej, stawiające pod znakiem zapytania nasz model ubezpieczeń społecznych. 
 
Życie i gospodarka nie znosi próżni, więc ta nowa sytuacja demograficzna wymusi zmiany modelu społeczeństwa. Bedziemy więc mieć więcej Ukraińców, Wietnamczyków, których lubi Kinga Dunin, być może Murzynów i Arabów, jednym słowem przykształcimy się w kierunku „multikulti”, czego jak się zdaje nasi niestrudzeni, wielodzietni konserwatyści, w oparciu o doświadczenia takich krajów jak Niemcy, Francja czy Holandia, boją się jak diabeł święconej wody.  
 5 model
Dodane przez nameste, w dniu - 13.06.2007 15:39
Rylew, to że model się zmienia, że rodzina, wskutek zmian cywilizacyjno-społecznych, takich i owakich, redefiniuje się — to jedno. Ale Ty pisałeś, że ktoś „wymusza”. Tymczasem to takie samo wymuszenie, jak wymuszenie na ludności, by używała telefonów komórkowych (co jest realnym *wymuszeniem* w odniesieniu do wąskiej grupy funkcyjnych pracowników korporacji, którzy *muszą* być na smyczy komórki; z drugiej jednak strony, nie ma przymusu pracy w korporacjach).
 6 Dodane przez Rylew, w dniu - 13.06.2007 20:35
Nie napisałem, że ktoś coś wymusza, czytaj uważnie. 
Faktycznie, mogłem napisać „ wymuszony sytuacją demograficzną”, może za bardzo liczę na wyobraźnię czytelników. 
Zakładam, że zgadzasz się z tym co napisałem, jeśli nie zgłaszasz merytorycznych zastrzeżeń 
i nie wyrażasz zdania odrębnego.  
 7 Dzięki, Pani Kingo!
Dodane przez Ten adres e-mail jest chroniony przed spamerami, musisz mieć włączony Javascript, by go zobaczyć , w dniu - 17.06.2007 05:59
Dziękuję za trafne spostrzeżenia. a dodatkowo dziękuję za tych Wietnamczyków. Mój chłopak jest Francuzem wietnamskiego pochodzenia, inżynierem podróżującym po całym świecie - genialnym, kochanym chłopcem, obdarzonym wyjątkowo silną etyką pracy. I ja wierzę, że Polki, które nie chcą miać tuzina dzieci (a nuż jedno przeżyje), nie zasługują na łączenie z jakąkolwiek patologią. Jeśli już, to raczej patologią jest próba regulowania przez obecne władze kwestii rodzinnych i romantycznych. To są poczynania a rebours trendów światowych. Zamiast zachęcać kobiety do roli wyłącznie rozpłodowej, jak w III Rzeszy, (nie)rząd powinien się raczej zastanowić, jak radzić sobie z potrzebami fiskalnymi i społecznymi, skoro taki trend już istnieje. I znów okazuje się, że teczkami ani wysyłaniem „pedałów do gazu” nie naprawi się Rzeczypospolitej.

Tylko zarejestrowani użytkownicy mogą komentować artykuły.
Zaloguj się lub zarejestruj.

Powered by AkoComment Tweaked Special Edition v.1.4.3
Polska adaptacja - JoomlaPL.com Team

 
« poprzedni artykuł   następny artykuł »