Biografia Krzywonos

krzywonos_okladka_145.jpg

KP22: prze-moc

okladka_kp22_145.jpg

Komentarze

polska_OST_NEW01m.jpg

CYTAT DNIA

Krytyczna misja pomnika i monumentu jest stłumiona przez kontynuację
niewolnictwa z przeszłości i przez nadmierną i bezkrytyczną pamięć
uroczystych obowiązków i funkcji. Pomimo wszystkich bolesnych wydarzeń
i doświadczeń, których byliśmy uczestnikami (pomniki także), pomimo
wielu ofiar i istnienia "przetrwańców", władze nie pozwalają na
swobodne dawanie świadectwa, protestowanie i krytykę w przestrzeni
publicznej. Pomniki i monumenty są nieczynne, zmuszone do trwania w
milczeniu, w rzeczywistym i symbolicznym odcięciu od współczesnych
realiów i doświadczeń.

Krzysztof Wodiczko, Miasto, demokracja i sztuka
Advertisement
Duże śmieci Drukuj
Kinga Dunin   
09.06.2007
Jak to mówił Król Lul w dziecinnej zabawie? - Dzień dobry wam, dzieci śmieci… Dziś zapewne zostałby oskarżony o propagowanie postaw antyprokreacyjnych i obrzucony jajkami, oczywiście w imię miłości bliźniego. Jakie śmieci? Dzieci są wspaniałe, a im ich więcej, tym lepiej. A jak kobiety nie wyprodukują ich więcej - białych i polskich - to nie będzie miał kto zapracować na nasze emerytury. Święta racja, Królu Lulu, tylko że ja - jeśli mają na mnie pracować dzieci Giertycha, Wierzejskiego czy Piłki - wolałabym jakichś sympatycznych Wietnamczyków.

Nie potrafię się tą wizją braku polskich białych dzieci przestraszyć, bo wydaje mi się, że w skali globu jeszcze przez lata rąk do pracy nie zabraknie. I może to wreszcie demografia wymusi na polskim społeczeństwie trochę więcej otwartości, skoro nic innego nie działa.

Nie znaczy to jednak, że jestem przeciwniczką rodzin wielodzietnych.

Rodziny dzielą się na dobre i złe, a nie na wielodzietne i patologicznie mało płodne.

Jak ktoś lubi, to proszę bardzo. Byleby był gotów powiedzieć podobne 'proszę bardzo' tym, którym taki model nie odpowiada. Niestety. Marsz zwolenników rodziny i czegoś tam jeszcze pokazał jasno, że będąc za, są przede wszystkim przeciw - każdemu, kto jest od nich inny. Na Paradzie Równości nie widziałam haseł: 'wielodzietna rodzina = ubóstwo + patologia'. Ale jeszcze raz powtórzę: proszę uprzejmie… I nawet nie zamierzam dodawać: byle nie za moje podatki. Może być za moje. Tak, nawet zgadzam się z postulatami ruchów prorodzinnych, żeby rodzice opodatkowywali się razem z progeniturą, przez co będzie mniej pieniędzy na różne publiczne dobra, które są mi do szczęścia bardziej potrzebne niż ich dzieci. Dzieci się na świat same nie proszą i dlatego nie mogą ponosić odpowiedzialności za to, w jakiej rodzinie się urodziły. A skoro się urodziły, należy im się nasza troska. Ale może nie od razu entuzjazm?

Tak jak współczesna kultura stworzyła wyśrubowane standardy kobiecości, wiadomo jakie, tak też stworzyła całkowicie fałszywy model dziecka. Najpierw niemowlaczka podobnego do kociaczka, w sam raz na reklamę pampersików. Potem wcześnie zseksualizowanych dziewczątek nimfetek. Generalnie dzieci są śliczne i ładnie ubrane, a przede wszystkim niesamowicie fajne: wygadane, dowcipne, pełne inicjatywy albo niesłychanie skomplikowane i obdarzone nieprawdopodobnie głębokim życiem wewnętrznym i wyjątkową wręcz wrażliwością. Nad modelowaniem tych ostatnich aspektów pracują już bardziej wyspecjalizowane agendy - literatura i film. Co ciekawe, potem te cudowne dzieci niespodziewanie zamieniają się w obowiązujący obraz młodzieży, która mówi slangiem, pije piwo, ćpa i nie potrafi znaleźć sensu życia. No, chyba że w spożywaniu określonych batonów popijanych określonym napojem.

Dajmy jednak spokój młodzieży, skoro jesteśmy w okolicach Dnia Dziecka. Przed wojną, kiedy nie było telewizji, Antoni Słonimski bez trudu zauważył, że dzieci to zakała ludzkości. To prawda, ale z okazji Dnia Dziecka bądźmy delikatniejsi. Dzieci nie są AŻ tak fajne, jak nam się to wmawia. Nie zawsze tak ładne, zawsze za to niedorozwinięte intelektualnie i moralnie. Brudzą i hałasują. I niestety - co jest ich największą wadą - wyrastają na dorosłych. Niszczą się, marszczą, a potem całkiem psują. Każdy przyzwoity gnostyk przyzna, że lepiej byłoby ich nie płodzić. I zapewne ta cała propaganda dziecięctwa jako niesłychanie atrakcyjnego towaru służy temu, abyśmy coś spłodzili, zanim zdążymy się zastanowić.

I tu słowo o dzieciach nienarodzonych. Dziwią mnie ci, którzy mówią: jakie to byłoby straszne, gdyby mamusia mnie wyskrobała. Byłoby to mniej więcej tak samo straszne jak to, że rodzice kochaliby się w nieco innej pozycji i nie ten plemnik trafiłby na jajeczko. Po prostu, drogi Przestraszony, nie byłoby ciebie, tylko jakiś twój braciszek. I wcale nie byłoby ci przykro.

Tekst ukazał się w „Wysokich Obcasach” z 2-3 czerwca 2007
Komentarze
Rylew   |12.06.2007 14:09:39
Ciekawy tekst, któremu trudno cokolwiek zarzucić pod względem logiki, czy
moralności.
Uważam także, że w dzisiejszych czasach wielodzietna rodzina to
kuriozum, rarytas, coś co albo musi rodzić patologię tak jak np. adipositas,
albo funkcjonuje na całkiem odmiennych zasadach ekonomicznych.

Problemem
jednak jest nie tylko model rodziny, skutkujący dramatycznym spadkiem liczby
progenitury lecz także nowy, nieznany w skutkach model społeczeństwa, który
będzie wymuszony.
Samo zjawisko zresztą nie przeraża tyle co jego tempo.
Może
więc nieco wyrozumiałości dla konserwatystów, pożytecznych hamulcowych
postępu
i ich wysiłków :-) ?
nameste  - wymuszony model?   |13.06.2007 02:10:04
Rylew, na litość, skąd to "wymuszenie"? W Chinach - wiemy - państwo
wymusza aborcje. Ale tu u nas, w Europie? Kto wymusza? Jak wymusza?
Rylew  - Hallo Nameste !   |13.06.2007 05:40:16
Od naszej ostatniej wymiany zdań upłynęło sporo czasu, ale jak widzę nie
rozumiemy się nadal.
Zatem, „na litość”, trochę więcej wyobraźni
proszę.
Nowy model rodziny kształtuje się w Polsce pod wpływem zmieniających
się w Europie stosunków społecznych i świadomości jej mieszkańców. Mam na myśli
model w którym zainstalowana jest przesłanka:
jak najmniej dzieci, bo dzieci to
nośnik kosztów i kłopotów, a my chcemy żyć i coś z tego życia mieć. W tym modelu
również wpisany jest model rodziny jako pary homoseksualnej.
Tylko, że ten
model powoduje drastyczne zmiany sytuacji demograficznej, stawiające pod znakiem
zapytania nasz model ubezpieczeń społecznych.

Życie i gospodarka nie znosi
próżni, więc ta nowa sytuacja demograficzna wymusi zmiany modelu społeczeństwa.
Bedziemy więc mieć więcej Ukraińców, Wietnamczyków, których lubi Kinga Dunin,
być może Murzynów i Arabów, jednym słowem przykształcimy się w kierunku
„multikulti”, czego jak się zdaje nasi niestrudzeni, wielodzietni
konserwatyści, w oparciu o doświadczenia takich krajów jak Niemcy, Francja czy
Holandia, boją się jak diabeł święconej wody.
Rylew   |13.06.2007 05:43:10
Hallo Nameste !
Od naszej ostatniej wymiany zdań upłynęło sporo czasu, ale jak
widzę nie rozumiemy się nadal.
Zatem, „na litość”, trochę więcej
wyobraźni proszę.
Nowy model rodziny kształtuje się w Polsce pod wpływem
zmieniających się w Europie stosunków społecznych i świadomości jej mieszkańców.
Mam na myśli model w którym zainstalowana jest przesłanka:
jak najmniej dzieci,
bo dzieci to nośnik kosztów i kłopotów, a my chcemy żyć i coś z tego życia mieć.
W tym modelu również wpisany jest model rodziny jako pary homoseksualnej.

Tylko, że ten model powoduje drastyczne zmiany sytuacji demograficznej,
stawiające pod znakiem zapytania nasz model ubezpieczeń społecznych.

Życie i
gospodarka nie znosi próżni, więc ta nowa sytuacja demograficzna wymusi zmiany
modelu społeczeństwa. Bedziemy więc mieć więcej Ukraińców, Wietnamczyków,
których lubi Kinga Dunin, być może Murzynów i Arabów, jednym słowem
przykształcimy się w kierunku „multikulti”, czego jak się zdaje nasi
niestrudzeni, wielodzietni konserwatyści, w oparciu o doświadczenia takich
krajów jak Niemcy, Francja czy Holandia, boją się jak diabeł święconej wody.
nameste  - model   |13.06.2007 07:39:37
Rylew, to że model się zmienia, że rodzina, wskutek zmian
cywilizacyjno-społecznych, takich i owakich, redefiniuje się — to jedno. Ale Ty
pisałeś, że ktoś "wymusza". Tymczasem to takie samo wymuszenie, jak
wymuszenie na ludności, by używała telefonów komórkowych (co jest realnym
*wymuszeniem* w odniesieniu do wąskiej grupy funkcyjnych pracowników korporacji,
którzy *muszą* być na smyczy komórki; z drugiej jednak strony, nie ma przymusu
pracy w korporacjach).
Rylew   |13.06.2007 12:35:10
Nie napisałem, że ktoś coś wymusza, czytaj uważnie.
Faktycznie, mogłem napisać
„ wymuszony sytuacją demograficzną”, może za bardzo liczę na
wyobraźnię czytelników.
Zakładam, że zgadzasz się z tym co napisałem, jeśli nie
zgłaszasz merytorycznych zastrzeżeń
i nie wyrażasz zdania odrębnego.
DupontWest  - Dzięki, Pani Kingo!   |16.06.2007 21:59:22
Dziękuję za trafne spostrzeżenia. a dodatkowo dziękuję za tych Wietnamczyków.
Mój chłopak jest Francuzem wietnamskiego pochodzenia, inżynierem podróżującym po
całym świecie - genialnym, kochanym chłopcem, obdarzonym wyjątkowo silną etyką
pracy. I ja wierzę, że Polki, które nie chcą miać tuzina dzieci (a nuż jedno
przeżyje), nie zasługują na łączenie z jakąkolwiek patologią. Jeśli już, to
raczej patologią jest próba regulowania przez obecne władze kwestii rodzinnych i
romantycznych. To są poczynania a rebours trendów światowych. Zamiast zachęcać
kobiety do roli wyłącznie rozpłodowej, jak w III Rzeszy, (nie)rząd powinien się
raczej zastanowić, jak radzić sobie z potrzebami fiskalnymi i społecznymi, skoro
taki trend już istnieje. I znów okazuje się, że teczkami ani wysyłaniem
"pedałów do gazu" nie naprawi się Rzeczypospolitej.
Tylko zarejestrowani użytkownicy mogą pisać komentarze!

3.26 Copyright (C) 2008 Compojoom.com / Copyright (C) 2007 Alain Georgette / Copyright (C) 2006 Frantisek Hliva. All rights reserved.”


Na podobny temat

 
« poprzedni artykuł   następny artykuł »