|
Nie dam głowy, czy
dobrze pamiętam, ale wydaje mi się, że w Kandydzie znajdujemy scenę, w której ma on do wyboru, czy zostanie zasieczony
kijami, czy ścięty, i Wolter pisze: „a on, chociaż miał wolną
wolę, nie chciał ani tego, ani tego”. I ja, chociaż mam wolną
wolę, nie chcę ani PiS, ani PO. Nie zamierzam zatem wybierać
między „Komorowskim” a „Kaczyńskim”. (Niech tym razem
pozostaną oni symbolami w cudzysłowie, bo nie o szczegóły
personalne tu chodzi.) Zresztą wcale nie stajemy przed takim
wyborem. Wybór jest taki: jeden wielki „Komorowski”, czyli
jednowładza PO, albo PO, której będzie przeszkadzał „Kaczyński”,
stan wojny. To także nie jest dobry wybór i do niego osobiście też
nie zamierzam przyłożyć ręki, ale protestowałam i będę
protestować przeciwko szantażowaniu grozą „Kaczyńskiego”,
grozą tak potworną, że wymusza na nas wybór „Komorowskiego”.
Wolałabym, żeby „Komorowski”, gdyby miał wygrać, wygrał
głosami tych, którzy go popierają, a nie tych, którzy nienawidzą
„Kaczyńskiego”. Szczególnie że dokonując wyboru przeciw,
ludzie i tak zaczynają projektować swoje pragnienia na coś, co
uważają za mniejsze zło, a moim zdaniem jest tylko złem innym.
I tak Cezary Michalski
„maluje sobie na twarzy barwy wojenne polityki życia, rozumu,
modernizacji, tolerancji i rusza do boju” i… zamierza zagłosować
na „Komorowskiego”. W imię rozumu, modernizacji i tolerancji
zagłosuje na krzyże i religię w szkołach, uległość wobec
Kościoła katolickiego, pogardę dla kobiet, zakaz aborcji,
ograniczenia, jeśli chodzi o in vitro, państwo pomiatające
imigrantami i mniejszościami narodowymi, gadki o świętej rodzinie,
w której bez klapsa ani rusz, brak praw dla mniejszości
seksualnych, narodowe i patriotyczne slogany. Tej prawdy nie zmienią
inne retoryczne zabiegi, mające zadowolić wszystkich
Jakąż to tolerancję i
modernizację proponuje nam PO? Formalnie rzecz biorąc, taką samą
jak PiS, chociaż realnie większą. Bo główny przekaz PO brzmi: my
jakoś to z grubsza urządzimy, tak naprawdę nic nas nie obchodzi,
co sobie myślicie i robicie, my się nie wtrącamy. Wszystko
sprywatyzujemy, zajmiemy się sobą, a wy też zajmijcie się sobą.
A jak komuś się nie uda albo czuje się skrzywdzony, to trudno, to
nie nasza sprawa.
Jak lubił mawiać
nieoceniony, jeśli chodzi o mawianie, Lech Wałęsa: łatwo jest
przerobić akwarium na zupę rybną, ale z zupy rybnej nie da się
już zrobić akwarium. Dla mnie działania PO są właśnie takim
przerabianiem społeczeństwa na zupę rybna, a nie żadną jego
modernizacją. Nie ma w tym żadnego projektu: laickiego państwa,
sensownej edukacji, włączania obywateli do wspólnoty
skonstruowanej inaczej niż na zasadach narodowo-religijnych. Będzie
tylko zupa rybna, z której PO będzie wybierać co tłustsze kąski.
Zdaję sobie sprawę, że
chociaż PiS na to miejsce proponuje akwarium, to jest to akwarium z
piraniami - resentymentu, martyrologicznej polityki historycznej,
nacjonalizmu, fundamentalizmu, i jedną jedyną zaletą: wezwaniem do
politycznego zaangażowania. Jak pokazały dotychczasowe losy PiS,
wezwanie to równie silnie działa na zwolenników tej formacji, jak
i na przeciwników. I naprawdę szkoda, żeby ta energia,
kontrreakcja, została skanalizowana w głosowaniu na
„Komorowskiego”. Nie wierzę w konserwatywne polskie
społeczeństwo, bo nie wierzę, że żyjemy tylko w świecie
symulakrów. Podejrzewam, że poza telewizorem, w ogóle pod
publicznym wyświechtanym dyskursem, jest jeszcze jakiś świat, inne
życie, oraz potrafię liczyć, wiem więc, że na uroczystościach
żałobnych w Warszawie było mniej ludzi niż na koncercie Madonny.
Wolałabym pokonać
piranie, wsadzić je do jakiegoś rezerwatu, niż zamienić w zupę
rybną, z której lewica nigdy nie będzie miała pożytku. Bo to
właśnie zupa rybna daje się tak łatwo podgrzać do temperatury
żałoby i więcej tego widziałam w ostatnich dniach na ulicach niż
propisowskiego narodu.
Na podobny temat
|
Krytyka jest prosta jak budowa cepa :...
Dlaczego seria KP dotycząca kobiet na...