I tak w Kartoflanii minął kolejny rok. Ten jednak był
wyjątkowy, upiorny ze względu na upiory, które z nas wypełzły. Tak jakbyśmy
położyli się zbiorowo na kozetce u psychoanalityka i wywlekli z nieświadomości
wszystko, co dotąd było ukryte. Zza eleganckich masek wyjrzały mordy. To, o
czym mówiliśmy: 'To tylko sen', okazało się rzeczywistością. Postacie z majaków
i strasznych baśni wyległy na ulice. Złudzenia pękały jak mydlane bańki.
Najpierw to o popisowym rządzie. Ach, jak miało być pięknie!
Mieli nami rządzić kulturalni panowie, którzy kulturalnie podzieliliby się
elektoratem. Jedni jeździliby po miastach i obiecywali prężnym zniesienie
podatków, a drudzy oklapłym z prowincji zasiłki. Zgrabnie wygłaszano by okrągłe
komunały o tolerancji, z których nic, rzecz jasna, by nie wynikało, ale byłoby
miło i kulturalnie. Potem zaś uświetniano by swoją obecnością uroczyste msze -
i byłoby pięknie i godnie. W Polsce rządziłby król Grul, ale do Europy
wysyłalibyśmy ministra Frytkę. Który biegle włada i dobrze wypada. A tu bęc!
Zamiast orkiestry filharmonii trio egzotyczne. Egzotyczne? Raczej swojskie, nasze,
więc przypatrzmy się sobie.
Naszym znakiem rozpoznawczym jest przywiązanie do Kościoła?
Proszę bardzo. Oto ojciec Rydzyk bieży przez kraj policyjnym samochodem. Po
prostu przywiązanie resortu ministra Dorna nie zna granic.
Mieliśmy odrodzone moralnie pokolenie JPII, a wylazła z niego
agresywna i gwałcąca dzicz.
Wybraliśmy do europarlamentu nieco zramolałego pana
profesora, ale któż mógł przypuścić, że powróci na smoku wawelskim? I jeszcze
będzie się upierał, że to dinozaur. A za nim inni kreacjoniści. I już tylko PAN
nieśmiało przypomina, że przecież nasz papież mówił, że ewolucja jest OK.
Upiory tańczące wokół płonącej swastyki i zamawiające pięć
piw znanym skądinąd gestem przeraziły nawet ich ojców chrzestnych. W związku z
tym postanowiono przepisać Młodzież Wszechpolską do młodzieżówki LPR, gdzie
zostanie wyedukowana przez byłego twórcę Młodzieży Wszechpolskiej, specjalistę
od edukacji. I dzieci wreszcie się dowiedzą, jak nie dać się przyłapać.
Cóż jednak zrobić, kiedy wszystko zaczyna wyłazić na wierzch
i nic już nie chce pozostać w ukryciu.
Z szaf i zakrystii wysypują się agenci, a za nimi tłumek
zachwyconych sobą łowców agentów. Chcieliby, żebyśmy wszyscy pobiegli za nimi,
ale wtedy stracilibyśmy inne atrakcje. Na przykład odsłonięcie pomnika Romana
Dmowskiego. Oraz kolejne upiory.
Z całowania pań po rączkach i delikatnego poklepywania
wylazło jak szydło z worka ordynarne molestowanie seksualne. A było tak miło.
Jak u cioci na imieninach.
Z gadania o powszechnie akceptowanym kompromisie w sprawie
aborcji urodził się pomysł całkowitego zakazu z wpisaniem do konstytucji.
Jak kobiety będą rodzić, to nie będą ubiegały się o żadną
pracę i wodziły na pokuszenie prawdziwych mężczyzn.
Wszystko nareszcie stało się jasne.
Na tym właśnie polega rewolucja moralna, że skończyły się
czasy gładkich pozorów. Stanęliśmy wobec prawdy o sobie.
Podobno jest to pierwszy krok do wyzdrowienia. Nie bardzo
jednak w nie wierzę. Myślę, że jedni będą nadal uprawiali wraz naszymi duchami
i upiorami danse macabre i całkiem się w tym tańcu zatracą, natomiast drudzy
wciąż tkwić będą w wygodnym przekonaniu, że nigdy nie byli chorzy. To ONI, to
IM coś dolega, my w tym żadnego udziału nie mieliśmy i nie mamy. Zjawy, które
nas nawiedziły, przybyły z kosmosu. Myśmy byli tylko rozsądnymi, szanującymi
tradycję, ale też nowoczesnymi misiaczkami, które nie uprawiają sportów
ekstremalnych: nie lubią ekstremistów z Młodzieży Wszechpolskiej tak samo jak
tych z Parady Równości. Zgwałconej kobiecie pozwolą na aborcję, oczywiście o
ile zdąży załatwić formalności. Przyjaźnią się z gejami, ale tylko takimi,
którzy się nie obnoszą i niczego nie chcą. Ślub wezmą w kościele z pompą, a
potem cichy rozwód w sądzie… A za rok będą się znowu dziwić, skąd się wzięli
ci, którzy nami rządzą.
Wszystkiego najlepszego!
Tekst ukazał się w „Wysokich Obcasach” z 30 grudnia 2006.