Nowość w sklepie KP!
Najnowszy numer KP
Komentarze
CYTAT DNIA
Pytałem decydentów MFW, jakie mają dowody na to, że ich neoliberalna polityka jest właściwa. Odpowiadali, że nie potrzebują dowodów. Wyglądało to tak, jakby chodziło im nie o politykę, lecz o religię. Ale to tylko część odpowiedzi. Forsowali taką politykę także dlatego, że chciało jej Wall Street. Niestabilność, kryzysy, łączenie firm, dzielenie firm to raj dla sektora finansowego, który robi na tym ogromne pieniądze.
Joseph E. Stiglitz
Książki w sklepie KP
|
Order software online
|
Ciacha i dżagi do europarlamentu! |
|
|
Kinga Dunin
|
|
24.05.2009 |
Nie śledziłam szczegółów, ale obiło mi się o uszy (i
oczy), że była do objęcia (w drodze konkursu) niezła posada - zarządcy
małej tropikalnej wyspy. Niewiele obowiązków, świetna pensja i -
niestety - spora konkurencja. Zwycięzcą okazał się - cóż za zaskoczenie
- przystojny młody człowiek. Mówi się trudno, brzydkie stare kobiety
nie pasują do pięknych egzotycznych wysp. Szkoda, bo może bym
wystartowała. Od specjalistki do spraw literackich w ‘Dzienniku’
dowiedziałam się, że takich przystojnych młodych mężczyzn można
publicznie nazywać ciachem albo dżagą (chociaż dotąd myślałam, że dżagi
są rodzaju żeńskiego). To takie równouprawnienie płci na poziomie
zabawy tanecznej w remizie strażackiej. Pod jedną ścianą lachonie, pod
drugą ciachonie. Poza tym ciachem i dżagą nazwany został nie uroczy
blondyn, który już pakuje swój akwalung, tylko Wojciech Olejniczak,
który na okładce ‘Wprost’ pokazał owłosioną klatę. Pokazał, bo też
stara się o posadę, i nie on jeden. W Polsce rozpoczął się właśnie
konkurs o 50 bardzo dobrych posad w Parlamencie Europejskim.
Czy bycie ciachem albo dżagą (także rodzaju żeńskiego) wystarczy do
objęcia tej funkcji? Ależ skądże, trzeba mieć kompetencje, w każdym
razie tak się twierdzi. Np. takie jak Danuta Hübner, na oko już
nienadająca się do zarządzania tropikalną wyspą. Jako komisarz unijny
wstydu nam nie przyniosła, więc może i do Parlamentu się nadaje? Co
prawda organ ten ma możliwości niezbyt wielkie, ale w końcu opiniuje,
wyznacza i określa… Czyli trochę politycznej wyobraźni i obycia
mogłoby się przydać. A tu biedna pani Hübner startuje z listy PO, ale
całkiem przypadkiem. Mogłaby z każdej innej. I nawet nie wie, jakie PO
ma poparcie. Czyli w sumie plus, pogratulować kobiecej i politycznej
intuicji. Już przedtem zresztą intuicja nie zawiodła Hübner, kiedy
przed laty zapisywała się do PZPR, by - jak tłumaczy - móc korzystać z
pełnej wolności poglądów na uniwersytecie. Oczywiście nie tak pełnej,
żeby się z PZPR wypisać, ale poza tym całkowitej. Poza tą uroczą
naiwnością nie różni się ona jednak zbytnio od innych kandydatów.
Prawie wszyscy zapewniają nas o tym samym co ona - że chcą tej posady
nie dla siebie, tylko dla Polski. Żeby załatwić nasze sprawy. Bo Europa
jest dla nas o tyle tylko interesująca, o ile może coś nam dać. Ale już
jaka Europa, niewiele nas to obchodzi.
Wszyscy, którzy zaczęli do mnie właśnie gadać z mediów, zachowują
się tak, jakbyśmy wybierali reprezentację narodową, a nie poprzez swoje
wybory wzmacniali konkretne frakcje w europarlamencie. I jakby to
zupełnie dla nas nie miało znaczenia, która z nich będzie mocniejsza.
Dlaczego właściwie zaletą PO ma być to, że chce wzmocnić najsilniejszą
z nich? Cóż to za zaleta, skoro mnie się Partia Ludowa wcale nie
podoba? Nie znaczy to, że nie mamy żadnych wyobrażeń na temat
europejskiej polityki. Europa ma być solidarna (rzecz jasna z nami!) i
wszystkim się z nami równo podzielić. A jak jest z naszą solidarnością
z Europą? No cóż, to PO krzyczało: ‘Nicea albo śmierć!’, to my nie
podpisaliśmy traktatu lizbońskiego, to my brzydzimy się europejskimi
standardami praw człowieka i mamy swoje, oczywiście lepsze. I nawet
mało kogo śmieszy, że PiS chce działać na rzecz tej solidarności
wspólnie z konserwatystami brytyjskimi. Szczęść Boże, pomidorze. Znany
z niebywałego politycznego instynktu święty Lech Wałęsa dobrze
pokazuje, o co w tym wszystkim chodzi. Pokręcił się chwilę koło PO,
załatwił synowi miejsce na liście, a potem pojechał na kongres
eurosceptyków i zgarnął kasę od razu. W tej sytuacji może nie ma co
kombinować, tylko należy głosować na ciacha i dżagi. Ja już mam jedno
ciacho upatrzone. Ładniejsze od Olejniczaka, nie wzmocni frakcji
liberalnej, będzie przeciwko Barrosowi… Ja przynajmniej wiem, jakie
ciastka lubię.
Felieton ukazał się w „Wysokich Obcasach” z 24-25 maja 2009.
Na podobny temat
|
|
|
|
Krytyka jest prosta jak budowa cepa :...
Dlaczego seria KP dotycząca kobiet na...