Nowość w sklepie KP!

miosz_okladka_300px.jpg

Katalog Książek KP

Najnowszy numer KP

kp29www150px.jpg

Komentarze

polska_OST_NEW01m.jpg

CYTAT DNIA

Jesteśmy zdolni zgasić słońce i gwiazdy, bo nie płacą dywidendy.
John Maynard Keynes

Książki w sklepie KP

Advertisement
Order software online
Brońmy małżeństwa Drukuj
Kinga Dunin   
18.12.2006
Kiedyś małżeństwo było solidną instytucją, a na jej straży stały religia, obyczaje i prawo. Była to instytucja monopolistyczna - w zasadzie. Tylko w jej ramach można było uprawiać seks, tylko w niej rodziło się legalne potomstwo, a nie bękarty. Nie wolno było jej opuścić inaczej niż przez śmierć. Oczywiście w praktyce różnie to bywało, ale zasady były jasne. Tu się rodzimy, tu spółkujemy, tu umieramy. Natomiast kryzys instytucji małżeństwa polega na postępującej demonopolizacji. Niby wszystko jest, jak było, ale coraz więcej wycieka na zewnątrz. Mało kogo oburza dziś seks przedmałżeński, (współ)życie na próbę lub na zawsze poza instytucją. Nikomu nie przychodzi do głowy, że dziecko urodzone przez samotną matkę mogłoby być pozbawione praw. Jeśli jedna podstawowa komórka nam nie pasuje, możemy rozwieść się i zamienić ją na inną. I nawet jeżeli niektórzy wciąż wierzą dawnemu monopoliście, to i tak jest to właśnie tylko były monopolista, którego można zawsze porzucić. Również ci, którzy przysięgają sobie w kościele, że aż do śmierci, też o tym wiedzą.

W tej sytuacji nie możemy spodziewać się niczego więcej niż dalszego kryzysu, rozpadu i rozkładu.

Ale jest jeszcze jedna sprawa, o której należy przy okazji wspomnieć. Dawniej dzieci rodziły się w sposób oczywisty i naturalny. Dziś to raczej kwestia decyzji. Ale na szczęście tu właśnie powstaje tama mająca zapobiec tym niekorzystnym zmianom. Coraz dalej posuwający się zakaz aborcji, ograniczenie dostępności środków antykoncepcyjnych to kroki we właściwym kierunku, ale dalece niewystarczające. Myślę, że na początek należałoby zakazać wszelkiej antykoncepcji, łącznie z metodami naturalnymi. Gdyby dzieci pojawiały się na świecie z naturalną częstotliwością, żadna samotna matka by tego nie wytrzymała. Przydałby się ojciec, i to taki, który nie skacze na boki. Zresztą wiadomo, że dziecko potrzebuje matki i ojca, i poczucia bezpieczeństwa, a rozwód jest dla niego tragedią. Jeśli więc chcemy bronić instytucji małżeństwa, trzeba bronić dzieci, a jeśli chcemy bronić dzieci, trzeba bronić małżeństwa.

Dlatego też podejmowane dziś środki są absolutnie zbyt łagodne wobec rosnącego zagrożenia. Następnym krokiem powinno być - w celu silniejszego związania dziecka z rodziną, a rodziny z dzieckiem - pozbawienie dzieci pozamałżeńskich praw obywatelskich. Także alimentów i wszelkiego finansowego wsparcia. Miałyby tylko prawo do życia - bo życie jest święte - i to wszystko. Kolejna sprawa to rozwody. Należy ich bezwzględnie zakazać. I separacji też. Wiąże się z tym pewne niebezpieczeństwo, że ludzie będą unikali takiej instytucji, a dzieci porzucali w krzakach. Żeby temu zapobiec, należy zakazać wszelkich pozamałżeńskich stosunków seksualnych. I ściśle tego przestrzegać. Tu może przyjść nam z pomocą technika. Skoro możemy mieć monitoring w pracy i w szkołach, w przebieralni w sklepie, to czemu nie w sypialni?

Wszystko to jest dość proste, wymaga tylko zmiany kilku ustaw. I nawet jeśli ludzie nie zawsze będą przestrzegać prawa, to przecież wiadomo, że kształtuje ono społeczną moralność i jest wyrazem naszego przywiązania do ważnych wartości. A kto ośmieli się powiedzieć, że instytucja małżeństwa taką nie jest? I albo przywrócimy jej monopol, albo prędzej czy później zginie.

Dzisiejsi obrońcy małżeństwa w porównaniu z obrońcami dzieci nienarodzonych wydają się pełni wątpliwości. Brak im prawdziwej determinacji. Za kryzys najchętniej winią ludzki egoizm. A przecież ludzie są z natury egoistami i po to właśnie są prawa i instytucje, żeby egoizm ograniczyć. Obrońcy życia świetnie wiedzą, że nie wystarczy mówić kobietom, żeby nie usuwały - trzeba je wziąć w karby. Podobnie nadszedł czas, żeby wziąć w karby niesforne pary. Niech powstaną ruchy promałż, posłowie niech się nie ociągają. Brońmy małżeństwa, póki jeszcze nie jest za późno!

Tekst ukazał się w „Wysokich obcasach” z 16 grudnia 2006.

Komentarze
Dodaj nowy
asia klecki  -  (nie) brońmy małżeństwa   |26.12.2006 21:46:14
a moze by wlasnie dla odmiany pozwolic ludziom zenic sie/wychodzic na maz jesli
maja na to chec (tudziez potrzebe) a jesli nie dac im swiety spokoj? czy tez
zawsze musimy przypisywac i przypinac gleboko ideologiczne tresci do wszystkiego
i wszystkich? malzenstwo nie jest ani dobrem absolutnym ani wyrokiem smierci…
ja aktualnie zyje w kraju wyzutym prawie calkowicie z jakiegokolwiek szacunku
do tej instytucji i nie jestem bynajmniej otoczona najszczesliwszymi ludzmi n
ziemi. dla odmiany polski katolicki model ‘bo trzeba’ tez nie wydaje sie
najszczesliwszy. jednak wydaje sie mimo wszystko ze Pani Kinga malzenstwo
trakuje w swoim tekscie jako niezalezne od malzonkow instytucjonalne znieolenie.
za malo tutaj powietrza i wolnosci - dobrze pojetej. malzenstwo nie jest
obowiazkiem. i jestem pewna nawet w Polsce nigdy nim nie bedzie. tylko sprobujmy
spogladac z wiekszym dystansem i mniejszym ladunkiem emocji… malzenstwu /
partnerstwu i nam wszystkim wyjdzie to na dobre.
Napisz komentarz
Nick:
E-mail:
 
Strona www:
Tytu?:
UBBCode:
[b] [i] [u] [url] [quote] [code] [img] 
 
Prosz? wpisa? kod antyspamowy widoczny na obrazku.

3.26 Copyright (C) 2008 Compojoom.com / Copyright (C) 2007 Alain Georgette / Copyright (C) 2006 Frantisek Hliva. All rights reserved.”


Na podobny temat

Aktualizacja    ( 19.12.2006 )
 
« poprzedni artykuł   następny artykuł »
Generated in 0.79100 Seconds