Nowość w sklepie KP!

miosz_okladka_300px.jpg

Katalog Książek KP

Najnowszy numer KP

kp29www150px.jpg

Komentarze

polska_OST_NEW01m.jpg

CYTAT DNIA

Jesteśmy zdolni zgasić słońce i gwiazdy, bo nie płacą dywidendy.
John Maynard Keynes

Książki w sklepie KP

Advertisement
Order software online
Bezludna zielona wyspa Drukuj
Kinga Dunin   
18.02.2010
Podobno jesteśmy zieloną wyspą na czerwonym morzu kryzysu. Nasza gospodarka kwitnie - zieleni się i rozwija. Oczywiście, cieszę się, a moja radość jest całkowicie bezinteresowna. Po prostu dobrze, że coś się rozwija, zawsze rozwój jest lepszy od stagnacji czy cofania się. Nie wiem jednak, kiedy - i czy kiedykolwiek - będę miała z tego jakiś egoistyczny pożytek. Bo w końcu poza bezinteresowną radością, że tak w ogóle jest lepiej, każdy ocenia to, co ocenić potrafi, i to, co bezpośrednio go dotyka. Każdy ma swoją listę wskaźników, które mówią mu, czy żyje w kraju rządzonym dobrze, czy nieudolnie. Co mi z tego, że gospodarka się rozwija, skoro służba zdrowia się zwija?

Kolejki, niekompetencja, brak informacji - z roku na rok jest gorzej. I nawet nie ma nadziei na eutanazję, bo choć żaden rząd nie potrafi zadbać o żywych, to nawet umrzeć nie pozwoli. Na emeryturę też nie ma co liczyć. Komunikacja, transport? Jeśli ktoś - tak jak ja - nie ma samochodu, to w zasadzie odcięty jest od dużej części zielonej rozwijającej się wyspy, bo nie da się tam dojechać. Nie wiem, ile osób korzysta ze stadionów, ja częściej bywam na dworcach. I chyba nigdzie w Polsce nie jest to przyjemne doświadczenie. Poruszanie się po mieście? Tłok, smród, korki. Do pracy mogłabym jeździć rowerem, ale jak? Może i gospodarka się rozwija, ale nie stać nas nawet na to, żeby wziąć kubeł z farbą i wymalować ścieżkę rowerową. Akurat trasa, która mnie interesuje, to szerokie i prawie bezludne chodniki, gdzie wystarczyłoby wytyczyć pas dla rowerzystów. I postawić stojak na rowery, ale na to już na pewno nas nie stać.

O rozwoju gospodarczym na mojej ulicy świadczy jakaś bardzo droga knajpa, w której nigdy nie byłam. Zresztą prawie nikogo tam nie widuję. Może jest to pralnia brudnych pieniędzy, a może po prostu jest za droga. Kiedyś była tam biblioteka. Jak nie mogę zjeść luksusowo, to mogłabym sobie chociaż książkę czasem wypożyczyć - ale to nie rozwija gospodarki, bo wypożyczano za darmo, czyli nieekonomicznie. Na mojej uczelni widać rozwój - komputery, ekrany, bajery. I co roku większe grupy studenckie. Może niedługo po prostu wystarczą ochroniarze, którzy będą pilnowali sprzętu i naciskali guzik, dzięki któremu studenci odsłuchają sobie wykład. Będzie bardzo ekonomicznie.

Wiem, nie za wszystkie z tych rzeczy odpowiada bezpośrednio państwo, ale właściwie mało mnie to obchodzi. Może jestem roszczeniowym homo sovieticusem, ale chciałabym uczyć małe grupy studentów, bo wydaje mi się, że miałoby to większy sens, dojechać w miarę szybko i wygodnie do pracy, czasem wypożyczyć sobie jakąś książkę, odwiedzić w czasie wakacji znajomych na prowincji, dostać się do lekarza, kiedy choruję, i na starość nie przymierać głodem. Po prostu mam przewrócone w głowie - chciałabym zamieszkać na zielonej wyspie, na której chociaż tyle byłoby możliwe. Na razie jednak pozostaje mi cieszyć się z zielonej wyspy, na której chyba nie ma ludzi, jest tylko gospodarka. I Cezary Pazura. Dlaczego on? Bo wpadł mi oko. Rzecz jasna nie w tym sensie, co sobie myślicie, tylko w telewizorze (no właśnie, przydałaby się też dobra publiczna telewizja, ale ostatecznie jest internet, więc przeżyję bez). W każdym razie tenże Pazura, kiedy wpadł mi oko, wygłaszał mało oryginalny sąd, że będzie dobrze, jak państwo przestanie działać, czyli przeszkadzać gospodarce, a wtedy wszystkie problemy same się rozwiążą. Może to i prawda, że kapitalizm jest w stanie rozwiązać wszystkie problemy Cezarego Pazury. Zapewnić produkcję setek badziewnych seriali, za które aktor zarabia prawdziwe pieniądze, a nie takie, które się płaci za teatralne role w zupełnie nieekonomicznych teatrach. Za te pieniądze będzie mógł sobie kupić wypasione auto, leczyć się w Stanach Zjednoczonych i nawet zostanie mu na zakup jednej książki. Niestety, zielona wyspa jest tylko dla nielicznych.

Felieton ukazał się w „Wysokich obcasach” z 13 lutego 2010.
Komentarze
Dodaj nowy
Agnieszka P.   |19.02.2010 11:13:07
Dużo w tym racji, ale takim narzekaniem nie zachęci Pani nikogo do zmiany stylu
życia. Pomyśleć można tylko: faktycznie, co za syf. Dobrze, ze ja mam samochód.
Razviedka  - Ewentualnie   |19.02.2010 13:13:50
można też pomyśleć - jak to dobrze, że niedługo stąd wyjadę i więcej nie wrócę
:)
b_jak_wiesław   |21.02.2010 02:24:27
Czytając artykuł ma się wrażenie że biedna dziewczynka popłakał się i poszła do
mamy.

Autorka artykułu chyba już zapomniała jak to było kiedyś w latach 80
kiedy nie było nic w sklepach, nie było benzyny, samochód miała co 20 osoba (z
pustej głowy wyjęta informacja - przypuszczenia), inflacja 30%, zimą brak
odśnieżania - całkowita blokada, cenzura, brak wolności słowa

a co było zaraz
po wojnie - bieda, w czasie wojny - tragedia

Podsumowując ten tekst -
bardzo monotonny i przewidywalny - można powiedzieć tekst populistyczny mając na
celu zirytowanie człowieka i wypracowanie w nim złych nawyków rządaniowych -
zakładam że to był celowy zamiar autorki bo ona nie wygląda na jakąś tam
studentkę tylko felietonistkę po przejściach z dużym bagażem doświadczenia.



Zastanówmy się czy jest na waszej ulicy jakaś knajpa do której nie stać
was aby tam pójść.
Autorka pisze że mieszka na ulicy gdzie jest knajpa tak
droga że ją nie stać i dodaje że może to być pralnia brudnych pieniędzy. Moim
zdaniem wszelkie patologie należy tępić, a zwłaszcza przestępcze organizacje
działające na niekorzyść nas wszystkich. Więc proponuję zgłoszenie tego faktu do
prokuratury lub do urzędu skarbowego.
Cynizm wypływa z mojego słowa. Jeżeli
knajpa funkcjonuje legalnie i nie jest to pralnia brudnych pieniędzy i
rzeczywiście tak knajpa istnieje, a nie jest jedynie literackim wymysłem autorki
stworzonym jedynie dla celów wysmażenia tego artykułu, to po co ona o tym pisze
i jaki ma w tym celu. Może kupiła za drogie mieszkanie za kredyt i całą swoją
pensje przekazuje bankowi  co bardzo dobrze by wkomponowało się w ten
artykuł.
Na mojej ulicy są knajpy takie że rzeczywiście do nich nie chce pójść
bo jest tak tanio że przychodzą tam same menele - śmierdzi jest brud, zimno i
można po mordzie oberwać i nie uraczysz tam młodej mamy z dzieckiem lub studenta
POLONISTYKI w swetrze z wyciągniętymi rękawami.

Odnośnie służby zdrowia to
jest cieniutko ale i tak uważam że jest lepiej niż było kiedyś.
Może staje się
nudnym z tym powtarzaniem, że kiedyś było gorzej niż jest teraz, ale jak na to
się spojrzy zimnym okiem to mam racje.

Na tym świecie potrzebni są tacy
ludzie który piszą takie rzeczy, którzy są za tym aby bardziej intensywnie
dystrybuować dobra w społeczeństwie. Bo to dzięki nim może nie zabiorą ulg dla
studentów lub nie obetną jakiś przywilejów np. dla rolników lub górników.

W
sumie należy wypośrodkować swój punkt widzenia i najgorszym grzechem normalnego
człowieka nie zajmującego się polityką ani sprawami społecznymi to posiadanie
skrajnych opinii i poglądów. Nie dotyczy to oczywiście ludzi który żyją i
zajmują się na co dzień sprawami polityczno-społecznymi (autorka celowo
przejaskrawionego artykułu). Oni wręcz muszą być na samym skraju, muszą być
ostrzy, charyzmatyczni, wyraźni w swoich przekonaniach i dążeniach, ponieważ w
przeciwnym razie będą nieskuteczni.
Rylew  - Do b(rze będzie:)   |21.02.2010 06:07:31
Czyli o pazurowym gadaniu.
Ja nie odnoszę wrażenia z tego tekstu, że autorka
miała na celu zirytowanie człowieka.
Myślę, że ona po prostu opisuje
rzeczywistość ze swojego punktu widzenia. Punkt widzenia zależy od punktu
siedzenia. Jeżeli to Cię irytuje znaczyłoby, że Twój punkt siedzenia jest
całkiem inny i widzisz inaczej.
Mnie natomiast irytuje pazurowe gadanie i Twoje
częściowo, które znaczy, że mamy się cieszyć z tego, że klasa polityczna
wycofuje się z wszelkiej odpowiedzialności za państwo, wspólne dobro i warunki
życia obywateli. Mamy się z tego cieszyć, bo kiedyś w określonych
okresach
naszej przeszłości bywało gorzej ?
A propos, nie bajaj, że nie było
odśnieżania, bo pamiętam bardzo dobrze jak w takich sytuacjach, zakłady musiały
dawać transport i ludzi do odśnieżania i wywozu śniegu, a powstałe koszty
księgowaliśmy w koszty specjalne przedsiębiorstwa. W sytuacjach katastrofalnych
do akcji szło wojsko. Tak było np. w r 79 kiedy śnieg potrafił zasypywać
pociągi. Zdarzyło się i mnie w roku chyba 86 utknąć w zaspie samochodem, ale
mnie wyciągnął rolnik który wyjechał jak i inni ciągnikiem i pługiem do
odśnieżania.
Jeśli były przypadki braku odśnieżania to chyba na zasadzie
wyjątków.

Autorka chyba o wiele bardziej chce przemówić do wyobraźni
obywatela, która mogłaby pokazać co z tej polityki wycofywania się państwa i
prywatyzacji dobra wspólnego może
wyniknąć. To jest problem. Ten brak wyobraźni
u sporej części współziomków, którzy cieszą się, że póki co jest jeszcze kura w
garnku i to jest lepiej niż za komuny, ale jak długo jeszcze ?

Kryzys goni
kryzys, zadłużenie rośnie w zastraszającym tempie. Państwo się zadłuża,
obywatele się zadłużają, płacą horrendalne pieniądze za swoje na kredyt kupione
mieszkania.
Innych nie stać na nic, bo nawet po skończeniu studiów nie ma dla
nich pracy, albo podejmuja się niskopłatnej pracy, która nie daje zdolności
kredytowej i siedzą w po PRLowskich mieszkaniach swoich rodziców.
Wielu nie
stać na założenie rodziny.
Jakie tu jest porównanie ?
Ta rzeczywistość, która
się teraz wytworzyła jest dobra tylko dla niewielkiej części społeczeństwa,
znakomita reszta jest skazana na dalszą pauperyzację niezależnie od swej woli,
zdolności i chęci. Niektórym się jeszcze znośnie powodzi i się cieszą, ale to
brak wyobraźni jest powodem zadowolenia.
To kwestia czasu, tylko, na co czekać
?
Na katastrofę ?
vibhisana  - PO epatuje wzrostem   |22.02.2010 05:31:01
dziękuję Pani Kingo za soczysty komentarz do stanu propagandy medialnej w
polskich massmediach. Niestety konkluzje dla zwykłych ludzi są smutne. Te
sukcesy naszej gospodarki jakoś nie chcą się przekładać na dobrobyt w naszej
przestrzeni publicznej. Mnie też mierzi gadanie takich jak Pazura, którym
chwilowo "żre" w biznesie. Takim bardzo przeszkadza Państwo i podatki.
Dużo bardziej bym się cieszył nowymi miejscami spotkań i realizacji pasji
życiowych na tzw. "mieście". Tuskowa propaganda głosi wzrosty
gospodarcze z taką konsekwencją, że nawet moja Córka martwi się o nasze PKB
bardziej niż o to w jakiej szkole bedzie się uczyć. Ta nasza zielona wyspa
niestety jest porzucana przez kolejne emigrujące pokolenia mlodych Polaków.
Spokojny   |22.02.2010 08:53:19
>Autorka artykułu chyba już zapomniała jak to było kiedyś w latach 80 kiedy
nie było nic w sklepach, nie było benzyny, samochód miała co 20 osoba
(z pustej głowy wyjęta informacja - przypuszczenia), inflacja 30%,
zimą brak odśnieżania

troche kolega myli epoki. Inflacja galopujaca
zaczela sie w Polsce z chwila prywatyzowania jej, a dokladniej wtedy,
kiedy oficjalnym kursem dolara ogloszono ten kurs, ktory proponowal pan
Henio - szatniarz w hotelu Polonia. To wtedy nagle okazalo sie,
ze "zarabiamy po 20 dolarow" i ta bzdura jest zreszta
powtarzana przez niektorych ekonomicznych nieodukow do dzis. (jakby ktos
nie rozumial dlaczego to bzdura to wyjasniam - przelicznik
tu zastosowany byl przyjety arbitralnie, nikt za 20$ miesiecznie by
przeciez w USA nie mogl przezyc)
null

Jesli chodzi o zadluzenie, to w czasach kiedy wykopywano Gierka wszyscy
latali jak poparzeni strazacy drac sie ze kraj sie wali, bo jest
24 miliardy dolarow dlugu. Dzis Polska ma prawie 300 miliardow dlugu i
nikt sie nie dziwi, a ostatnie 100 zrobiono w ciagu ostatnich 2 lat. Ile
szkol, mostow, elektrowni, portow i fabryk, lotnisk i dworcow
postawiono przez ostatnie 20 lat a ile przez poprzednich 40? Ile polozono
torow kolejowych ostatnio a ile teraz? Ile procent gospodarstw
domowych nie mialo wowczas zadnych widokow na splate swojego zadluzenia, a
ile nie ma ich teraz?
kardach  - BAREIZM   |25.02.2010 16:51:52
"Na mojej ulicy są knajpy takie że rzeczywiście do nich nie chce pójść bo
jest tak tanio że przychodzą tam same menele - śmierdzi jest brud, zimno i można
po mordzie oberwać i nie uraczysz tam młodej mamy z dzieckiem lub studenta
POLONISTYKI w swetrze z wyciągniętymi rękawami."

Biedaczek (biedaczka)
chory (chora) na BAREIZM (rodzaj kalectwa, niekiedy dziedzicznego, choroba
spotykana w Polsce, objawia się życiem przeszłością i jego mitami z całkowitym
pominięciem aktualnej rzeczywistości). Lepiej obnudź się i przetrzyj sobie
oczęta. Kiedyś można było w knajpie dostać w mordę, ponieważ chodziła tam klasa
robotnicza, a chodziła dlatego, że ją było na to stać. Meneli nie było. Dzisiaj
są. Można ich poznać po tym, że do żadnej knajpy nie chodzą, bo ich na to nie
stać. Wybierają ze śmietnika.

Aczkolwiek zgadzam się oczywiście, że ma to
również swoje dobre strony (to znaczy to, że można w knajpie spokojnie zjeść).


To samo zresztą dotyczy taksówek. Kiedyś, w PRL-u można było dostać w mordę
na przystanku taksówek, ponieważ taksówkami jeździła klasa robotnicza. Meneli
nie było. Dzisiaj są. Można ich poznać po tym, że nie jeżdżą taksówkami. Pchają
wózki.
Napisz komentarz
Nick:
E-mail:
 
Strona www:
Tytu?:
UBBCode:
[b] [i] [u] [url] [quote] [code] [img] 
 
Prosz? wpisa? kod antyspamowy widoczny na obrazku.

3.26 Copyright (C) 2008 Compojoom.com / Copyright (C) 2007 Alain Georgette / Copyright (C) 2006 Frantisek Hliva. All rights reserved.”


Na podobny temat

 
« poprzedni artykuł   następny artykuł »
Generated in 0.82782 Seconds