|
A już wydawało się, że spór o aborcję się
zakończył. Mamy wystarczająco represyjne prawo, a tym, którym się to nie
podoba, zamknięto na zawsze usta. Jak się jednak okazuje, zawsze może być
jeszcze gorzej. Dzisiaj zamiast debaty między orędownikami prawnego zakazu
aborcji i zwolennikami wolnego wyboru nazywanymi wciąż - również przez 'Gazetę'
- zwolennikami aborcji mamy inny spór. Czy nakazać rodzenie absolutnie
wszystkim kobietom, które zaszły w ciążę, czy też pozostawić pewne wyjątki? Co
można więcej powiedzieć? Istniejące prawo uprzedmiotawia kobiety, nie jest
przestrzegane, krzywdzi najbardziej te najuboższe, a bywa, że doprowadza do
śmierci. Kartagina powinna być zburzona! Nie wiem, ile razy powiedział to
Katon, ale już go chyba przebiłam. I skoro tradycji stało się zadość, przejdźmy
do weselszych tematów, bo to przecież felieton.
Na pustyni politycznej nudy jak kwiat wykwitł był jakiś czas temu skandalik
towarzyski. Pan Krytyk dał po mordzie Panu Pisarzowi, który podobno obraził
Żonę Krytyka. W czasie aktu mordobicia Żona zemdlała. Strony wydały stosowne
oświadczenia. Krytykowi wyrazy szacunku złożył w telewizji Redaktor. I Ksiądz
pobłogosławił. Może nieco niepewną ręką i nisko trzymając kropidło, ale zawsze.
Bo w obronie czci niewieściej podobno wolno w mordę. Co ciekawe, Żony nikt o
nic nie pytał, a ona, jak to zostało powiedziane, wybrała nieobecność, czyli omdlenie.
Jak się okazuje - i tu powróćmy do Kartaginy - kobieta nie jest tylko
przedmiotem służącym narodowi do rodzenia dzieci. Kobieta jest też przedmiotem,
o który prawdziwi mężczyźni mogą się pobić.
I tu wprowadźmy do naszego teatrzyku jeszcze Feministkę. Kiedy Feministka dała
po mordzie chamskiemu i wulgarnemu dziennikarzowi, jakoś zabrakło kropidła.
Zabrakło też wyrazów szacunku. Wszyscy z zażenowaniem odwracali oczy, bo jakże
tak? Sama? W obronie własnej czci? To się nie godzi. Kobieta mdleje, a
mężczyźni obnoszą jej omdlałe ciało po agorze. I taki jest porządek tego świata.
I niestety, między Kartaginą a owym porządkiem mordobicia nad kobiecym ciałem
istnieje pewien związek. I nie ma co tłumaczyć jaki, bo każdy wie. A jeśli ktoś
nie wie, to i tak mu się nie wytłumaczy. Poszukajmy zatem jeszcze czegoś
śmiesznego. No trudno, niech znowu będzie 'w tym temacie'.
Ponieważ zawsze może być gorzej, to po całkowitym zakazie aborcji chyba nie
zdziwiłby mnie zakaz antykoncepcji. Na razie prawica domaga się umieszczenia na
środkach antykoncepcyjnych ostrzeżenia, że mogą one spowodować bezpłodność. Jak
powszechnie wiadomo, do tego właśnie służą środki antykoncepcyjne. Kiedy się je
bierze, doprowadzają do bezpłodności, a kiedy przestaje się ich używać,
płodność powraca. Wszystko więc wskazuje na to, że nasi ukochani stróże
moralności uważają, że posłuszne ich naukom kobiety, a także mężczyźni używali
dotąd środków antykoncepcyjnych jedynie z powodu absolutnej nieświadomości
tego, do czego one służą. Myśleli, że powodują one porost włosów albo łagodzą
kaszel. Może używa się ich po to, żeby było cieplej? Teraz, kiedy ludność
Kartoflandii dowie się, że pigułka albo prezerwatywa mogą spowodować
bezpłodność, z pewnością już nigdy nie pomyli ich z aspiryną. Gdyby jednak mimo
wszystko pomyliła, to będzie temu winna III RP.
I tak oto zatoczyliśmy koło. Przypomnijmy zatem, że również III RP nie zburzyła
Kartaginy, a nawet wręcz przeciwnie. I właśnie dlatego dziś musimy się
zastanawiać, czy antykoncepcja powoduje antykoncepcję. Chcieliście skumbrii, no
to je macie.
Tekst ukazał się w „Wysokich obcasach” z 2 grudnia 2006.
Na podobny temat
|
Chyba mnie nie zrozumiałeś, właśnie c...
Brakuje pieniędzy na edukację, brakuj...