W ułożonym przez Cathi Hanauer zbiorze 'Jędza w domu' panie Amerykanki
opowiadają o swoim życiu. Jakie panie? - oczywiście należy mieć to na
uwadze. Panie z wielkiego miasta i z górnej półki - pisarki,
dziennikarki, redaktorki. Na pozór jest to 26 rozmaitych historii, z
których wynika, że może być różnie. Z mężem - pierwszym, drugim,
trzecim. Partnerem - pierwszym, drugim, trzecim. A do tego z
kochankiem, kochankami albo bez. Z dzieckiem, dziećmi albo z psem.
Wreszcie samej. Wszystkie te historie jednak coś łączy - nie ma w nich
wartościowania. Każdy wariant jest tak samo dobry. Każda ze
zwierzających się wybrała sobie model życia z palety rozmaitych
możliwości, testując też inne warianty. Dla każdej świadomy wybór i
niezależność to słowa klucze. To właśnie niezależność jest
najważniejsza i jeśli rezygnuje się z niej, to obliczając z ołówkiem w
ręku, co można na tym zyskać, a co stracić. A, i jeszcze słowo
'feminizm' przewija się tu i ówdzie, nienachalnie, ale też bez żadnych:
'Ach, och, broń Boże, nie jestem feministką'. No i wszystkie panie są
bardzo zadowolone z siebie i swojego życia. Chociaż to osobiste
wyznania, widać w nich wspólną kulturową narrację. Kobieta jest
samodzielna, decyduje o swoim losie, mało tu miejsca na przypadki, a
jak już coś wybrała, to się z tego cieszy. Szczególnie te, które
wybrały samotne życie, choć czasem z kimś na odległość, bardzo pilnują,
żeby przedstawić nam wszystkie rozkoszne plusy tej sytuacji.
I zero narzekania na brak chłopa. Jak już mówiłam, to nie tyle życie,
ile pewna kulturowa opowieść, zresztą zaczynająca się zwykle od sporej
porcji hetero, a także homo, relacji seksualnych, które pojawiają się,
zanim w ogóle zacznie się myśleć o jego ułożeniu. Opowieści takie to
nie wierne odwzorowanie życia, ale raczej sposób, w jaki należy o nim
opowiadać, i wskazówka, jak należy je przeżywać. Przy całej wolności są
tu też elementy konserwatywne: jak już się ma dzieci, to kocha się je
bezwarunkowo - chociaż dają nieźle w kość - no i nie ma żadnej pary
jednopłciowej.
Sądzę, że nie przypadkiem autorkami tych eseików są kobiety zarabiające
na życie piórem/komputerem, ale raczej w sferze literatury popularnej i
popkultury. Tak więc nie tylko odtwarzają, ale także tworzą i
podtrzymują taką narrację.
I bardzo dobrze. Nie jest taka najgorsza. Z pewnością znacznie lepsza
od takiej: to straszne być samotną kobietą, a każda taka nic, tylko
marzy o facecie. Mężu i dwójce dzieci. Najpierw chłopczyk, a potem
dziewczynka. Jestem przekonana, że dla wielu kobiet amerykańska
opowieść jest bliższa niż ta. Ostatnio zapanowała powszechna radość z
powodu rosnącej liczby związków małżeńskich. Pomijając fakt, że może to
być skutkiem wchodzenia w dorosłość wyżu demograficznego, dobrze zadać
sobie pytanie, w jakiej opowieści jest to punkt zwrotny. Może w takiej,
w której możliwy jest i rozwód, i nowe związki, i życie na własną rękę.
Że są to związki, w których ważna jest samorealizacja obojga partnerów,
a jak nie, to pa, pa Instytucja małżeństwa z pewnością trwa i będzie
trwała, ale to, co się kryje pod tą nazwą, zmienia się.
Powtarzamy wciąż, że Polska jest krajem konserwatywnym. W gębie, polityce, od święta - z pewnością, ale tak na co dzień?
Niedawno w 'Superniani' pokazano parę lesbijek z Trójmiasta wychowującą
na zwykłym polskim osiedlu dwójkę dzieci. I wcale nie miały one innych
czy też większych kłopotów z nimi niż heterycy. Pokazano to jako
sytuację zwyczajną i normalną i nikt nie protestował, a pod pewnymi
względami ufam komercyjnym telewizjom - pokazują jedynie to, co ludzie
gotowi są przyjąć. A teraz czekam z ciekawością na zapowiedziany drugi
tom amerykańskich opowieści 'Drań na kanapie', tym razem w wykonaniu
mężczyzn. Bo zwykle te tematy - miłość, małżeństwo, rozwody, dzieci -
zarezerwowane są głównie dla kobiet. Ciekawe, co mają nam do
opowiedzenia Amerykanie.
Tekst ukazał się w „Wysokich Obcasach” z 3 listopada 2007 r.
Na podobny temat
|
@ Skrzypek Zauważ, że nawet w ...
@"Według badań zleconych prze...