|
Solidarne państwo? A cóż niby miałoby to znaczyć? Pomysł na Polskę powinien być prosty i konkretny. Oraz dochodowy. Żeby Polska rosła, a ludziom żyło się wygodnie. A jak się takiego pomysłu nie ma, to trzeba go gdzieś znaleźć. Podsłuchać, podpatrzyć, uczyć się choćby od diabła. Albo od Piskorskiego. Zamiast obrażać się i wyrzucać tak innowacyjnie myślącego kolegę z partii, umiejętnie go wykorzystać i zrobić w skali makro to, co on na nędznych kilkuset hektarach. Przecież to genialne w swojej prostocie - zalesić całą Polskę i żyć z dotacji Unii Europejskiej.
Miejsca mamy dosyć, nie jesteśmy na szczęście jakimś tam Luksemburgiem wielkości chusteczki do nosa. Kto miałby się tym zająć? Jak to kto? To też podpowiedział nam Piskorski: więźniowie. Więźniów też u nas dostatek, zakłady karne pękają w szwach, a jeszcze do tego dochodzi kolejka oczekujących. Więźniów zatem umieści się w leśnych obozach pracy. Nie będą się nudzili ani grypsowali, będą spędzali zdrowo czas na świeżym powietrzu. Pożytek plus resocjalizacja. Do tego przydałaby się jeszcze mocna i zwarta reprezentacja narodowego interesu w Parlamencie Europejskim. Jej jedynym zadaniem byłaby walka o to, żeby nikt nam dotacji nie zabrał, a przeciwnie, żeby z roku na rok rosła. To chyba lepsze zajęcie niż robienie wystaw ku czci zamordowanego dziecka poczętego. I wreszcie jeszcze jedna instytucja - Dyrekcja Polskich Lasów Dochodowo-Narodowych. Ale Dyrekcję wyznaczałoby europejskie konsorcjum, bo gdybyśmy sami zabrali się do jej wybierania, to jeszcze skończyłoby się na tym, że oberdyrektorem zostałby Andrzej Lepper. Lepiej więc złożyć takie sprawy w ręce kompetentnych eurobiurokratów.
Mielibyśmy lepiej niż Arabia Saudyjska żyjąca z ropy naftowej. Bo im się może skończyć, a nam by tylko rosło i rosło.
Moglibyśmy już nic nie robić. Więźniów dostarczałby Interpol, a za dotacje kupowalibyśmy sobie dobra, usługi i rozrywki od obcych. Ewentualnie moglibyśmy zająć się rozwojem życia duchowego. Co przecież bardzo lubimy.
Oczywiście plan ten należałoby jeszcze dopracować w szczegółach, ale w końcu nie jest ich tak wiele, bo plan jest prosty, ekologiczny i na pewno z radością zostałby powitany w niezalesionej Europie. Każdy kontynent powinien mieć jakiś duży las, więc czemu Europa nie miałaby go mieć w Polsce, która i tak niczego innego nie potrafi zrobić.
Jest tylko jedna przeszkoda. PiS. I jego wyobrażenia o narodowym wychowaniu. Jeszcze nie powstał Narodowy Instytut Wychowania, a już lasom powiedzieli „nie”.
W Bielsku-Białej fundacja Gaja chciała razem ze szkolną dziatwą obchodzić Dzień Ziemi. Sadzić - no właśnie - drzewka. Rozmawiać o przyrodzie i ekologii. Gdyby nasz pomysł na Polskę udało się zrealizować, byłyby to najważniejsze zajęcia w szkołach. Niestety, kuratorium było przeciw. Dlaczego? Bo nie jest to zgodne z narodowym wychowaniem i, jak powiedziano, nie niesie przesłania patriotycznego. Jak to nie niesie? Przecież to nasza polska przyroda i nasze polskie lasy! A jednak nie. Patriotyzm - wiadomo, na czym polega: wojny, powstania, a potem martyrologia. Żaden las ani tym bardziej sukces finansowy nie jest przewidziany. Ani żadna ekologia.
Nieprzewidziany jest też pacyfizm. Jak wiadomo, w polskich szkołach coraz groźniejszym zjawiskiem staje się przemoc i agresja. Jest to z pewnością powód, dla którego nie należy wpuszczać do nich pacyfistów. Dzieci zindoktrynowane przez ich ideologię nie potrafiłyby się bronić. A jeszcze - nie daj Boże - zechciałyby make love, not war. Horror. Dziećmi niech zajmą się zatem miłujące naród i ojczyznę organizacje. Może krótki kurs obsługi kija bejsbolowego? A podczas przerw wspólne skandowanie: „Lesby, zrobimy z wami, co Hitler z Żydami”.
A las posadzą u siebie Czesi. Będą siedzieli w cieniu drzew, pili piwo i jedli knedliczki.
Na podobny temat
|
"Są gry komputerowe, które mogą&n...
Proszę Pani, ale to się i tak stać mu...
"Jak poszczuję kogoś psem, nie ch...