Głażewska: Wczoraj oburzeni, dziś pełni nadziei

,
+A -A

Czytaj także

Deklaracja solidarnościowa Demokratycznego Zrzeszenia Studenckiego

Dziś ogromnym wyzwaniem dla oburzonych jest organizacja – wypracowanie trwałych mechanizmów zmiany społecznej. Przejście od formuły ruchu społecznego do organizacji politycznej, od wyrażania emocji do propozycji rozwiązań politycznych, od oburzenia do działania. Relacja z Madrytu Doroty Głażewskiej.

W Madrycie wciąż widać na ulicach ślady niedawnej wiosny ludów – zniszczone oddziały lokalnych banków, osprejowane bankomaty… To działa: za pierwszym razem dajesz się przekonać, że bankomat naprawdę jest nieczynny, za drugim przy naklejce „TEN bank kradnie” też odpuszczasz, za każdym kolejnym myślisz, że w Polsce to byłoby niemożliwe, przecież bankomat to symbol polskiej transformacji i rozwoju, a tu... szablon z owieczkami w kolejce po kapitał. I jak w tej sytuacji wypłacić swoje ostatnie trzy grosze na koniec miesiąca i zawierzyć systemowi?

 

O niedawnej rewolcie świadczy streetart: plakaty, graffiti, uliczne szablony i genialne w swojej prostocie alternatywne wobec oficjalnych tablice informacji miejskiej. W dzielnicy Malasana, słynnej dzięki ruchowi movida madrilena (czyli alternatywnej sceny hiszpańskiej kultury popularnej, z której wyrósł m.in. Pedro Almodovar), na kamienicach znalazły się –  identyczne jak inne znaki miejskie – tablice, które głoszą hasła hiszpańskiej rewolucji. Tylko w tym przypadku podpis złożyły nie Władze Miasta Madrytu („Ayuntamiento de Madrid”), lecz jego Lud („Pueblo del Madrid”). Czytamy: Twój łup, mój kryzys. Nie jesteśmy towarem. Nadeszła niedziela i została na zawsze. O 1968 roku opowiadali ci rodzice, o 2011 będziesz opowiadał swoim dzieciom. Niech duch, który oświetla Słońce, nie gaśnie nigdy, Plaza SOLucion (plac rozwiązań). Słońce* już mamy, teraz idziemy po księżyc. Nazywają to demokracją, a nią nie jest, Prawdziwa Demokracja Teraz! Wczoraj byłem oburzony, dziś jestem pełen nadziei. 


Także w księgarniach wysyp książek o ostatnich wydarzeniach – wywiady, relacje, analizy polityczne i ekonomiczne, a nawet komiksy zaangażowane o kryzysie, bezrobociu, korupcji. I najważniejsze: manifesty polityczne – rewelacyjny gatunek publicystyczny, który w Polsce, jak przekonują dziś niektórzy, kompletnie nie ma racji bytu i jest „niepublikowalny”. Bo kto sprzeda lub – gorzej – kupi broszurę polityczną, najczęściej autora bez znanego nazwiska, czasem anonimowego czy zbiorowego. Światowy bestseller Czas oburzenia! Stephane'a Hessela, sprzedany w ponad 500 tys. egzemplarzy, w Polsce przeszedł niemal bez echa. Mała książeczka z nic nikomu niemówiącą twarzą starszego, zatroskanego człowieka na okładce nie tylko pokazuje dysfunkcję polskiego rynku książki, ale przede wszystkim kompleksy polskiej sfery publicznej – zamkniętej na głosy z zewnątrz, niezainteresowanej kryzysem światowym, skoncentrowanej na swoim własnym polskim grajdole. W Hiszpanii książeczkę francuskiego autora można znaleźć od dużych sieci handlowych, przez malutkie księgarnie, po muzea narodowe. Zaraz obok niej można sięgnąć po manifesty „Ruchu 15 Maja”, „Pokolenia bez przyszłości” czy manifest przerażonych obecną sytuacją ekonomistów francuskich, którzy dają odpór neoliberałom w 22 prostych argumentach.


Hiszpański ruch oburzonych zmobilizował tysiące ludzi i wywołał gorącą debatę publiczną, która przekroczyła granice kraju. Obecnie stoi przed dużym wyzwaniem – jak uczynić tę zmianę trwałą? Co zrobić, żeby hasła na murach nie pozostały tylko atrakcyjnym w formie wspomnieniem? Jak zoperacjonalizować „wyprawę po księżyc”? W istocie jest to pytanie o to, czy w ramach ruchu społecznego jest możliwa codzienna praca organiczna, uzgadnianie wspólnych postulatów i wprowadzanie ich w życie. Jak przełożyć zaangażowanie społeczne na trwałą zmianę społeczną? W praktyce oburzeni stoją wobec dylematu instytucjonalizacji ruchu społecznego. Pracują podczas otwartych zgromadzeń ludowych, których przewodnią regułą jest wypracowanie wspólnego stanowiska – konsensusu. Głosowanie nie jest większościowe, decyzje podejmowane są przez aplauz. Nie są wypracowywane poprzez debatę i spór, lecz przyjmowane lub odrzucane podług emocji tłumu. Poszczególne ustalenia małych zgromadzeń przekazywane są na szersze i bardziej ogólne.


Dwa tygodnie temu, w sobotę 22 października, uczestniczyłam właśnie w takim małym  zgromadzeniu ludowym w Lavapies – madryckiej dzielnicy artystów i imigrantów. Było to pierwsze spotkanie po marszu oburzonych na Brukselę. Na placu zgromadziło się około 40 osób, mniej niż w senegalskiej knajpie naprzeciwko. Dużo mniej niż na manifestacji związkowej nauczycieli, która odbyła się tego samego dnia w Madrycie. I jeszcze mniej niż w madryckim parku „odpoczynku” – El Retiro. Jednak przez trzy godziny grupa głównie młodych, białych osób, siedząc na betonowym chodniku, starała się wypracować model dalszej codziennej pracy i tematów, którymi powinna się zająć. Ich rozrzut – od poszukiwania świadków interwencji policji podczas manifestacji po sprzeciw wobec sankcji nałożonych na reżim w Syrii – był jawnym dowodem, jak trudne jest podjęcie decyzji, kiedy za poglądem nie stoją ani analizy ekspertów, ani liderzy polityczni, kiedy trzeba zawierzyć i zagłosować lub ostatecznie wstrzymać się od głosu. Jednym z poruszonych kwestii był także – co symptomatyczne – problem zaangażowania do pracy w grupie infrastrukturalnej, która ma za zadanie obsługiwać logistycznie i organizacyjnie działania zgromadzenia. Jak przełożyć więc zbiorowe doświadczenie protestu i energii społecznej na pozyskiwanie funduszy do działania, zapewnienie opieki prawnej i koordynacji zgromadzeń?


Współczesny świat polityki i finansjery tak obrzydził młodym politykę, że tworząc nowe zasady demokracji bezpośredniej, w manifeście Ruchu M15, aktywiści odcinają się od niej w sposób zdecydowany i nie określają się też po żadnej ze stron: „Niektórzy z nas są bardziej progresywni, inni bardziej konserwatywni. Jedni są religijni, inni nie. Jedni są określeni politycznie, inni – apolityczni”. De facto tworzą ruch polityczny i jednocześnie nie uznają współczesnej polityki. Do którego momentu zatem możemy się zgodzić co do istoty spraw? Kiedy nie podniesiemy ręki do góry, przegłosowując konsensualnie postulaty ruchu? Oni nas nie reprezentują. Jak więc zbudować własną reprezentację? Czy my reprezentujemy całe społeczeństwo czy tylko siebie? Jak stworzyć jedną wspólnotę? 


Najnowszą informacją na stronie internetowej zgromadzenia ludowego Lavapies jest list protestacyjny napisany w imieniu senegalskich imigrantów, którzy zostali wykluczeni z manifestacji oburzonych, ponieważ… grali na bębnach. 

***
Ostatniego dnia festiwalu „Warszawa w budowie” odbyło się spotkanie z Miguelem Robles-Duranem z ruchu Occupy Wall Street. Amerykański aktywista opowiadał o codziennej organizacji pracy. Na dzień 29 października 2011 ruch miał oficjalnie zrzeszonych 3310 członków działających w 11 grupach roboczych. Najwięcej członków liczy grupa „Think-tank” (359 osób), druga w kolejności – „Sztuka i kultura” (287 osób), dalej grupa do spraw internetu, a ponieważ ruchy protestu dziś kojarzone są z rewolucją w mediach społecznościowych, możemy też nazwać tą grupę ds. propagandy i mobilizacji (232 osoby, w tym podobno najlepsi hakerzy w Stanach). Miguel Robles-Duran jest natomiast członkiem grupy „Uprawomocnienie i edukacja” i dobitnie stwierdza: „My nie żądamy bezpłatnej edukacji, my tworzymy bezpłatną edukację.” W ramach Occupy Wall Street działa „Latający uniwersytet” (Nomadic University), który zorganizował m.in. wystąpienia Naomi Klein, Slavoja Zizka, Judith Butler. Członków ruchu i grup tematycznych, jak i samych tematów, co dzień przybywa. Ruch Occupy Wall Street jest organizacją w procesie, gdzie liderów zastąpili… facylitatorzy. Miguel podkreśla: „We are the SOLution – to my jesteśmy rozwiązaniem”.


***

Jacek Kuroń pisał w Wierze i winie: „Po tej demonstracji pierwszomajowej uznaliśmy – i nie potrafię powiedzieć, kto to wymyślił – że przestajemy sobie zawracać głowę organizacją. Będziemy wysuwać zadania i organizować się do ich wykonania. Dopiero kiedy skupimy ludzi i wypracujemy program, pomyślimy o ogólnych ramach organizacyjnych. Było to jedno z ważniejszych odkryć dla mojego życia. Odtąd zawsze starałem się postępować w ten sposób: naprzód cel i zadanie, a w związku z tym działanie w takich formach organizacyjnych, jakie są dla wykonania zadania niezbędne. Mówię zwykle, że organizacja winna być funkcją działania, ale można też powiedzieć inaczej: najpierw ruch, a później organizacja”.


Wartością ruchu oburzonych jest to, że po raz pierwszy od wielu lat szeroka grupa społeczna – dotychczas niezainteresowana polityką – zmobilizowała się, żeby wyartykułować bez poczucia wstydu własne emocje związane z sytuacją polityczną i ekonomiczną własnej grupy społecznej, kraju i rynków światowych. Jest to pierwszy krok do wejścia w politykę. Dziś ogromnym wyzwaniem dla oburzonych jest krok drugi: organizacja – wypracowanie trwałych mechanizmów zmiany społecznej. Przejście od formuły ruchu społecznego do organizacji politycznej, od wyrażania emocji do propozycji rozwiązań politycznych, od oburzenia do działania. Językiem Marksa: od „klasy w sobie” do solidarnej, samoświadomej i zorganizowanej „klasy dla siebie”. 
--
* Sol – znaczy Słońce, tu odnosi się do Puerta del Sol – placu, na którym rozpoczął się protest oburzonych.

 

{gallery}fotorelacje/Madryt_dorota_oburzeni{/gallery}  

 

 

Polub Dziennik Opinii na FB   

nie ta flaga

[b]Flaga hiszpańskiej monarchii[/b] nigdy nie byłaby uznana przez ruch \"oburzonych\" za ich symbol. Jest to ruch wywodzący się z[b] tendencji republikańskich, anarchistycznych i komunistycznych[/b]. Nie znajdziecie je na żadnym z \"placów\"... Stąd uznanie jej przez polskich organizatorów marszu za symbol ruchu indignad@s jest [b]pomieszaniem z poplątaniem[/b]. Ale czy można wymagać takiej wiedzy od 18latka? Wbijanie tej flagi w pomnik małego powstańca jest makabryczne, jak fakt istnienia samego tego pomnika.

\"Oburzeni\"! Gdzie jesteście?

Tak, ruch \"Oburzonyh\" musi się zinstytucjonalizować. Musi powstać jakaś, choćby ułomna na początku, struktura, która poniesie, podtrzyma protest i postulaty ruchu. Nie wolno zaprzepaścić tego ludzkiego spontanicznego działania, działania które jako jedyne jest zdolne zmienić fundamenty i aksjomaty kapitalistycznego systemu społeczno-ekonomiczo-politycznego. Widzę w tym nadzieję dla całego świata. Nadzieję, która, jeśli się zrealizuje, może uczynić, świat lepszym, uczciwszym i sprawiedliwszym. Dlatego właśnie nie wolno zaprzepaścić osiągnięć \"Oburzonych\". Trzeba zamienić je w trwały element życia, z którym będą musieli liczyć się politycy. W jaki sposób to zrobić? Nie wiem. Wydaje mi się jednak, że w tej chwili podstawową sprawą jest aby utrzymać kontakty, współpracę i dyskusję o przyszłości między \"Oburzonymi\". Sposobów na to jest wiele, np. internet. Jednak nic nie zastąpi bezpośredniego dialogu między \"Oburzonymi\". Ja osobiście poszukuję grupy \"Oburzonych\", z którymi mógłbym się spotkać i porozmawiać. Podaję swój mail: ekabzik@gmail.com. Może ktoś się odezwie... pozdrawiam eKabzik

Multimedia

Piotr Pawlenski

Oddzielenie/Oddział

W proteście przeciwko stosowaniu psychiatrii w celach politycznych Piotr Pawlenski odciął sobie fragment ucha siedząc na murze Insytutu Serbskiego w Moskwie

Telewizja Krytyczna

Wasyl Czerepanyn: Logika przemocy [Telewizja Krytyczna]

23 września w Kijowie nieznani sprawcy pobili Wasyla Czerepanyna.

#CEE2014

Jak doprowadzić do zmiany politycznej?

Podsumowanie dwóch dni warsztatów, w których uczestniczyli aktywiści, dziennikarze, animatorki kultury i działaczki z 13 krajów Europy

#CEE2014

Does Central Eastern Europe exist?

On August 28-31, 2014, more than a hundred activists from 13 European countries gathered at Political Critique’s cultural center in Cieszyn