Nowość w sklepie KP!
Najnowszy numer KP
Komentarze
CYTAT DNIA
Jesteśmy zdolni zgasić słońce i gwiazdy, bo nie płacą dywidendy.
John Maynard Keynes
Książki w sklepie KP
|
Order software online
|
Cieplak: Monolog polityczny |
|
|
Anna Cieplak (KP Śląsk)
|
|
12.03.2010 |
Małe miejścowości to często polityczne prowincje, w których władza, media lokalne, instytucje pożytku publicznego rządzą się swoimi zasadami, skutecznie narzucając je mieszkańcom. Tym trudniej w takiej przestrzeni mówić o społeczeństwie obywatelskim. Czy nie jest tak, że na politycznej prowincji głos małego miasteczka jest głosem milczącej większości? Wobec tego nasuwa się pytanie, czy społeczność lokalna ma porzucać powszechne narzędzia komunikacji oraz naczelne idee dialogu, aby ktokolwiek chciał jej wysłuchać? Czy problemy takie jak dyskryminacja nie występują w przestrzeniach, gdzie z okazji 8 marca kobiety w urzędzie zamiast realnej pomocy otrzymują czekoladkę nadziewaną szowinistycznym dowcipem na temat płci?
Pierwsza tego typu konfrontacja przychodzi do głowy, gdy ktoś dokonuje jawnego zamachu na wolność. Połowa października. Różowy stolik na środku rynku a na nim lista z parytetami. Matka z dziećmi karmi gołębie, miejscowy pijaczek odpoczywa przy fontannie. Nagle na rynek wkracza radna i zaczyna krzyczeć, że równość JEST. Jedno kobiece „jest” udowadnia, że kobiety w Polsce dochodzą do władzy bez przeszkód i żadna z nich nie potrzebuje pomocy, stymulacji, zachęty. Więcej, stolik na środku rynku przeszkadza, parytety też.
Podobnym obrazkiem może być odrzucenie propozycji projektu na temat cyklu debat i konsultacji wokół ekologii. Całość ma być finansowana przez fundacje, pojawia się szansa dla miasta na uczestnictwo w przedsięwzięciu. Sekretarka burmistrza uroczyście obwieszcza, że miasto nie jest zainteresowane współpracą. Dlaczego? Nie wie. Gdy po licznych prośbach zdenerwowany „problemem” burmistrz odzywa się (telefonicznie, bo na spotkanie nie ma czasu), okazuje się, że jego argumenty kończą się na: jesteśmy małym miasteczkiem a inni partnerzy to większe miasta. W związku z tym obywatele nie będą uczestniczyć w inicjatywie, która umożliwiłaby dialog z władzami na temat wspólnej przestrzeni publicznej.
Te i wiele innych konfrontacji pozwala zawęzić problemy w tematyce politycznej prowincji, która z polityką w istocie niewiele ma wspólnego. Szybciej z tak zwanym monologiem politycznym, ograniczonym do wypowiedzi w lokalnej prasie, który neguje realne propozycje współpracy i zaangażowania społecznego mieszkańców. W takiej polityce obywatele są przezroczyści.
Marzenia przeważnie się nie spełniają. Ale czy partycypacja na co dzień nie jest czymś bardziej realnym niż każda inna fantazja? W gruncie rzeczy stopień uczestnictwa w życiu publicznym zależy od mieszkańców danego obszaru, jednak nigdy nie będzie skuteczny, jeśli notorycznie będą się odbijać o zamknięte drzwi urzędu. A przecież polityczna prowincja nie musi odgradzać się grubymi (za)ścianami od dialogu, tylko przypomnieć sobie, że kiedyś go stosowała. Warto pokonać tę lokalną amnezję. Takie działanie musi być przede wszystkim systematyczne, konsekwentne i stanowcze. Dopiero wtedy mieszkańcy nie będą uznawani za akwizytorów, lecz twórców rzeczywistości lokalnej.
W niektórych małych miasteczkach wraz z dojściem do władzy pamięć dostosowuje się do poziomu rybki akwariowej, która po ośmiu sekundach zapomina co wydarzyło się do tej pory. Nam pozostaje albo rybkę złowić, albo poddać ją leczeniu. Tutaj jednak pojawia się wątpliwość, czy chory uwierzy nam, że nie jest zdrowy. Czas zacząć tę prowincjonalną terapię. Łatwo przy jej pomocy awansować do roli miejscowego szaleńca czy oszołoma, ale określenie to zdaje się już być synonimem faktycznego stanu zdrowia w małym miasteczku.
Na podobny temat
|
|
Kluby KP
|
|
Chyba mnie nie zrozumiałeś, właśnie c...
Brakuje pieniędzy na edukację, brakuj...