|
Jarosław Kaczyński licytuje karą śmierci, Bogiem, Niemcami, Europą, żeby ograć Ziobrę, a Ziobro, aby wypruć flaki Kaczyńskiemu. Tusk wydostał się z ich zasięgu rażenia, co sprawia, że nadużywając wielkich słów do małej, czysto wewnętrznej dintojry, prawicowa polityka (i metapolityka) nieubłaganie osuwa się w groteskę. A od spodu puka jeszcze głośno Ludwik Dorn, który po trwających przez kilka tygodni zupełnie zasadniczych konsultacjach z samym sobą zdecydował się ostatecznie wesprzeć całą potencją swojej jednoosobowej formacji „ziobrystów” przeciwko „kaczystom”.
Ziobro chcąc wyrwać Kaczyńskiemu paru samorządowców przyjechał do Biłgoraja, obsikać miejsce, gdzie urodził się i chodził do szkoły Palikot. Jako wierny uczeń sędziego Kryże, musi nienawidzieć faceta, który w biłgorajskim liceum fikał przeciwko stanowi wojennemu. Moczaryzm dzisiejszej polskiej prawicy nigdy nie był dla mnie tak jawny, jak dzisiaj, kiedy czytam Ziemkiewicza zachwycającego się PRL-em (bo spór o Jedwabne nie byłby wówczas możliwy), słucham Ziobry rozgrzewającego do boju Polaków słowami „on [Palikot] chce zniszczyć nasze wartości i naszą tożsamość!” albo Brudzińskiego każącego Sikorskiemu „spakować walizki”, bo jak wiadomo obywatelstwo polskie daje i odbiera Rada Polityczna PiS na spotkaniach niejawnych.
Jak mogą wyglądać „nasze wartości” i „nasza tożsamość” w wykonaniu Ziobry, który kiedy rządził, nadzorował pakowanie ludzi do suk w kajdankach z towarzyszeniem kamer TVP S.A. rejestrujących te obrazki na potrzeby programu jego przyszłej żony i „mamusi jego syneczka” (ta zachwycająca dzisiejszą polską prawicę pseudopolityczna wersja „rodziny na swoim” jest dla mnie wyjątkowo już odrażająca)? Jak mogą wyglądać „nasze wartości” i „nasza tożsamość” w wykonaniu Jacka Kurskiego, który w toalecie Państwowej Komisji Wyborczej w Toruniu „poprawiał” listę kandydatów zatwierdzoną wcześniej przez kierownictwo jego własnej partii, żeby z niej usunąć kandydata „nieswojego” i wprowadzić w to miejsce „swojego” (władze ZChN, kiedy go za to z partii wyrzucały, nazwały jego zachowanie „politycznym gangsterstwem”)?
Najbardziej niemoralni ludzie polskiej polityki postanowili bronić moralności publicznej przed Nowicką, Biedroniem, Grodzką, Palikotem (który – żeby nie było wątpliwości – też świętoszkiem nie jest, ale chyba przynajmniej, w przeciwieństwie do Ziobry czy Kurskiego, aż tak konsekwentnie świętoszkowatości nigdy nie udawał).
Chodzę z wściekłości po ścianach w małym pokoiku (tak, tym samym, w którym Raskolnikow spędza swoje życie wieczne w towarzystwie pająków). Znam na pamięć wszystkie zwroty, przy pomocy których Brzozowski rzucał się z pasją na „nasze wartości” i „naszą tożsamość” proponowane przez Sienkiewicza, a nawet Feldmana (bo czasem wkurzała go nie tylko polska „reakcyjna prawica”, ale i „postępowa inteligencja”). Ale jakie mogą być „nasze wartości” i jaka może być „nasza tożsamość” w wykonaniu „ziobrystów” albo „Uważam Rze”, które już na okładce unieważnia jako „neobolszewię” wszystko, co jej się ideowo w dzisiejszej Polsce nie podoba? Jakimi mogą być „nasze wartości” i „nasza tożsamość” w wykonaniu tej smętnej, agresywnej subkulturki, w jaką z ogromną radością, wręcz entuzjazmem (nareszcie nie trzeba już sznurować butów ani myć zębów!) zamienia się na naszych oczach polska prawica polityczna i metapolityczna?
Jakie są dzisiejsze wartości i tożsamość polskiej prawicy we wszystkich jej politycznych i metapolitycznych odmianach i frakcjach? Żadne, nic tam nie ma. A ja sam? Poza chęcią takiego osłabienia całej tej formacji, aby nigdy już nie miała szansy na rządzenie Polską – także nic innego już mną nie powoduje. A miałem kiedyś chyba jakieś większe ambicje. „Syndrom wypalenia”, jakby powiedział specjalista od uzależnień. Otwieram „Rzeczpospolitą” i widzę tam nicość, słucham Kaczyńskiego Zachowawcy i Ziobry Odnowiciela i nicość tylko słyszę. Walka z nicością jest wciągająca bardziej niż „Fallout 3” (gra komputerowa, w której walczysz z mutantami opanowującymi Ziemię po tytułowym radioaktywnym „opadzie”), ale i wypalająca bardziej.
Poza tym, czy naprawdę, kiedy Kaczyński i Ziobro mówią, a Ziemkiewicz i Mazurek piszą „nasze wartości!” i „nasza tożsamość!” – odpowiada im Polska? Gdyby tak było, to bym się w tym pokoiku Raskolnikowa, pełnym pająków i kurzu, rzeczywiście powiesił. Każde wybory są dla mnie ulgą. Nawet jeśli ich wynik ukrywa tylko pragnienie „ucieczki Polaków przed historią” (cyt. za Rafał Matyja), jest to jednak ucieczka przez inne, nieco lepsze drzwi, wyprowadzająca z absolutnie już dzisiaj patologicznej prawicowej wspólnotowości przynajmniej jednostki. Coraz więcej jednostek, które może kiedyś stworzą polskie społeczeństwo.
I tylko kiedy sobie o takiej perspektywie pomyślę – o nieprawicowej już Polsce (jak dziś jest ona domyślnie prawicowa), gdzie polityczne wybory żyjących tu ludzi rozciągać się będą bardziej symetrycznie, od anarchizmu, ekologii, socjalizmu, poprzez liberalizm, aż po konserwatyzm, omijając jednak szerokim łukiem „antybolszewizm”, w którym spełnia się całkowicie dzisiejsza polityczna i metapolityczna prawica – wtedy trochę się uspokajam, trochę mniej mnie prowokują do szału Ziobro, Zaremba, Kaczyński, Ziemkiewicz, Mazurek… pragnący przekonać Polaków, że Biedroń, Nowicka, Boniecki, Darski, Palikot… „niszczą nasze wartości i naszą tożsamość”.
Polska nie jest już „wasza” i nigdy nie będzie! – mógłbym tak wyć przez dwadzieścia cztery godziny na dobę, kierując się po nazwisku do każdego z nich, ale przecież tak naprawdę próbując przekonać samego siebie, napełnić się jakąś nadzieją. Takie są konsekwencje dialogu z nicością dla mnie, moich nerwów i mojego umysłu. Takie są konsekwencje podjęcia choćby próby walki z nicością, która dzisiaj w tym kraju zakłada akurat „czapkę z piór” i dresik z orłem w koronie, nawet jeśli w innych miejscach i historycznych momentach ta sama nihilistyczna trupia czaszka jałowej reakcyjności w inne symbole się stroi.
Na podobny temat
|
I to jest tendencja trwała, w zacho...
Um, ale Wy wiecie, że to nie są nauko...