Biografia Krzywonos

krzywonos_okladka_145.jpg

KP22: prze-moc

okladka_kp22_145.jpg

Komentarze

CYTAT DNIA

Godzina słynna: piąta pięć
Naciska budzik, dźwiga się
Do kuchni drogę zna na pamięć
Prowadzą go tam nogi same
Pod kran pakuje śpiący łeb
Przez chwilę jeszcze śpi jak w łóżku
Dopóki nie posłyszy plusku
I wtedy wreszcie budzi się
Aniele Pracy - stróżu mój
Jak ciężki robotnika znój
Zbożowa kawa, smalec, chleb
Salceson czasem, kiedy jest
Do teczki drugie pcha śniadanie
I teraz szybko na przystanek
W tramwaju tłok i nie ma Boga
Jest ramię w ramię, w nogę noga
Kimanie na stojąco jest

Aniele Pracy - stróżu mój
Jak ciężki robotnika znój
Przez osiem godzin praca wre
Jak z bicza strzelił minął dzień
Już w domu siedzi przed ekranem
Na stole flaszka z marcepanem
Dziś cały czas w ataku nasi

Aniele Pracy - stróżu mój
Jak ciężki robotnika znój
Nich nas ukoi dobry sen
Najlepsza w końcu jest to rzecz
I co się śni? Podwyżka cen
Aniele Pracy - stróżu mój
Jak ciężki robotnika znój
Edward Stachura, Piosenka dla robotnika rannej zmiany
Advertisement
Życie bez opozycji i inne szkice Drukuj
Cezary Michalski   
27.07.2010

Życie bez opozycji jest fajne. Podczas gdy PiS zajmuje się na Wiejskiej wymachiwaniem smoleńskimi relikwiami (już tylko Jadwiga Staniszkis wierzy, że Macierewicz będzie „wsparciem dla polskiej prokuratury w prowadzeniu śledztwa”, choć nawet ona traci wiarę w „promodernizacyjną dwutorowość PiS-u”), stachanowiec Sekuła postanowił wygasić komisję hazardową na dwa miesiące przed terminem wyznaczonym przez marszałka Schetynę. Gdyby w takim tempie Platforma realizowała inne swoje polityczne cele, autostradami jeździlibyśmy na Księżyc, a z naszych kranów leciałby wrzątek. Tak jak w zamierzchłych czasach przed katastrofą smoleńską, znów zastanawiam się, po co to Sekule? Kim chce zostać z nadania swojej partii, jeśli aż tak się jej postanowił przysłużyć: prezesem telewizji publicznej, prezesem publicznego radia, a może prezesem ORLEN-u skąd nawet solidarny Kownacki wyniósł niegdyś parę milionów złotych samego tylko rozstaniowego? Może Sekuła chce zostać wicemarszałkiem Sejmu, jak Niesiołowskiemu pęknie żyłka w mózgu w trakcie wysłuchiwania kolejnej konferencji prasowej swojego dawnego kolegi z ZChN-u, a sądząc po stanie jego nerwów nastąpi to wkrótce? Wiele jest stanowisk do obsadzenia pod wielkim dachem nieba i każde z nich czeka na Mirosława Sekułę.

A Polska czeka na opozycję, bo w demokracji silna opozycja także na władzy wymusza jej siłę albo jej odejście. PiS na żadnej władzy niczego już nie wymusi - ani na Putinie, ani na Tusku - bo świadomą polityczną decyzją Jarosława Kaczyńskiego jego partia przestała być poważnym graczem, na co najlepszym dowodem jest zachowanie frakcji biznesowej „Rzeczpospolitej” (Lisicki, Magierowski, Janke). Od czasu ukazania się słynnego wywiadu Kaczyńskiego w „Gazecie Polskiej”, ci rozsądni chłopcy publicznie przestali wierzyć (bo oni wierzą publicznie, zatem i publicznie tracą wiarę) w przetrwanie Prawa i Sprawiedliwości. W nowo zaistniałej sytuacji orientują się coraz wyraźniej na… Jarosława Gowina. Gowin stał się w ogóle ostatnio mężem opatrznościowym. Po tym, jak Kaczyński postanowił walczyć w wyborach samorządowych pod sztandarem Macierewicza o 20 procent wyborców ze wsi i miast poniżej 20 tyś. mieszkańców, a także powyżej 60 roku życia i z wykształceniem podstawowym (to naprawdę nie jest epitet, w rodzaju „ciemnogrodu” czy „babci”, ale beznamiętny statystyczny opis twardego elektoratu Prawa i Sprawiedliwości), nie tylko z natury wielkomiejska „Rzepa” ale także Kościół postanowiły się z Gowinem przeprosić. Wcześniej zrobiły to już niedobitki LPR-u w Krakowie, które także lubią łączyć twarde narodowe wartości z posiadaniem iPhona czwórki (przypominam, nawet Miedwiediew nie mógł się oprzeć). A Gowin to dzisiaj (nie zawsze był aż taki) najbardziej w PO wyrazisty amerykański zestaw neokonserwatywny po katolicku zlokalizowany: wolny rynek bez ograniczeń plus publicznie wyznawana religia. Neokoni to jednak bardzo zmodernizowana wersja kontrreformacyjnych Sarmatów i dlatego ja nigdy nie nazywałem Gowina „ajatollahem”. Kibicowałem mu nawet, kiedy zaproponował jednak prawne uregulowanie paru kwestii sumienia i od abp. Leszka Sławoja Głódzia czy abp. Józefa Michalika, którzy świeckiemu prawu nie ufają, mocno wtedy oberwał.  

To relatywne pozycyjne wzmocnienie się Gowina (przypominam: mąż opatrznościowy „Rzepy”, Kościoła, sytuacyjny sojusznik Schetyny, który będzie go używał jako gustownego konserwatywnego młoteczka na Palikota, myślę że nawet Tusk ma nadzieję przeprowadzić dzięki Gowinowi do Platformy całą „biznesową” frakcję katolickiej prawicy),jest interesujące z innego jeszcze powodu. Jeszcze raz potwierdza moje głębokie przekonanie, że niezależnie od mitycznych 13 procent Napieralskiego, Polska po Smoleńsku, podzielona pomiędzy PO i oszalały od bólu PiS, jest bardziej przesunięta na prawo, niż była przed KATASTROFĄ. Posmoleńską Polską, jak pokazały słynne negocjacje w sprawie krzyża na Krakowskim Przedmieściu, nie sposób rządzić bez wcześniejszego porozumienia warszawskiej kurii i harcerzy. Wyobraźmy sobie, co będzie, jeśli ten sam skład zajmie się negocjowaniem parytetów albo In vitro?

W tej sytuacji nie zamierzam dla równowagi krytykować Palikota. Palikot był nieprzyjemny, kiedy atakował żywego Lecha Kaczyńskiego i wtedy go za to krytykowałem. Bo żywy Lech Kaczyński i stojący za nim wówczas półżywy PiS były tak słabe, że brutalność wobec nich była niepotrzebna. Obciążała tylko samego Palikota i PO, jawnie brudziła im ręce, a emancypujące się mieszczaństwo woli mieć u władzy gładkich hipokrytów niż jawnych brutali. Jednak po Smoleńsku, Jarosław Kaczyński i PiS ożywieni śmiercią Lecha Kaczyńskiego byli w kampanii prezydenckiej wystarczająco silni, aby na wyciągnięcie ręki zbliżyć się do odzyskania władzy w Polsce. W tej sytuacji brutalność Palikota przestała być dla mnie zajmującym tematem (tylko brutalności naprawdę silnych egzekwowanej wobec naprawdę bezbronnych warto się przeciwstawiać). Ja na brutalność Palikota zacznę zwracać uwagę dopiero, jak PiS się rozpadnie, a on wciąż będzie ścigał po lasach i bagnach niedobitki, żeby z nich sobie boleśnie zaszydzić. Moja absolutna i bezkompromisowa tolerancja dla Palikota po Smoleńsku nie oznacza jednak, że mam zamiar zapisać się do jego partii, jak to sugeruje Aleksander Kaczorowski w ostatnim „Newsweeku”. Za zupełnie pewnych działaczy nowej partii Palikota, której założenie nieomalże doradza, uznał on tam „publicystów Krytyki Politycznej”. Ponieważ czytuję Michała Sutowskiego czy Kingę Dunin, nie sądzę, aby to w nich Kaczorowski dostrzegł żołnierzy Palikota. Nawet ja do partii Palikota nie wstąpię, bo uważam, że stabilna władza jest w Polsce największą wartością (stabilna władza liberalnej prawicy jest także warunkiem ukształtowania się dojrzałej i politycznie skutecznej lewicy). Jeśli Palikot wyciągnie Platformie choćby 5 procent wyborców, sam się nie używi, a Tuskowi rządzenie skutecznie uniemożliwi. Poza tym, Palikot jest świetnym skrzydłowym emancypującego się polskiego mieszczaństwa, ale lewicowcem nie będzie i wszelkie udawanie nikogo na dłuższą metę by nie przekonało. I wreszcie, Palikot równoważy Gowina w Platformie, a kto zrównoważy Gowina, jeśli Palikota w Platformie nie będzie? Być może SLD, jeśli Platforma po wyborach parlamentarnych będzie musiała zawrzeć z Sojuszem koalicję. Ale jeśli nie będzie musiała?

Wiem, że te wszystkie drobiazgowe wyliczenia (czasami dopycham rachunek kolanem, żeby mi się zgadzał, ale tak robi zdaje się większość „komentatorów”), w ogóle nie zainteresują ludzi, dla których jedynym akceptowalnym minimum „polityczności” jest Ahmadineżad walczący z Ameryką albo Chavez odważnie rzucający wyzwanie dalekiemu Watykanowi i sąsiedniej Boliwii. Polityków aż takiego formatu faktycznie w Polsce nie mamy. Ale ja moje rachunki adresuję do ludzi zainteresowanych małą, żmudną polską codziennością. A jaki z nich wynika morał dla lewicy? Strzeżcie się polskiej prawicy po Smoleńsku, jej istotna część to niestety „śmierciożercy” (cyt. za J. K. Rowling). W Smoleńsku najbardziej chora część polskiej prawicy nakarmiła się śmiercią na lata. Lubi nią przyprawiać nawet globalny kapitalizm, który wydaje się jej wówczas mniej nudny, bardziej nasycony „wartościami”. I nawet szaleństwo Kaczyńskiego nie rozwiąże problemu siły polskich „śmierciożerców”. Przed Smoleńskiem nigdy bym takich słów nie używał, ale Smoleńsk mnie zmienił (a jednak chłopcy z „Rzepy” mieli rację, Smoleńsk może nie uszlachetnia etycznie, ale na pewno wyostrza zmysły). Smoleńsk pokazał potencjał, którego istnienia wcześniej nie doceniałem. I ja dopiero po Smoleńsku uważam, że watahę śmierciożerców należy zepchnąć do narożnika (taki subtelny futbolowy eufemizm). Inaczej resztę życia naprawdę spędzicie pośród wirtualnych ruin, poszukując wirtualnych relikwii.

  

Felietony Cezarego Michalskiego publikujemy w poniedziałki i w środy.

Komentarze
rms   |28.07.2010 03:24:26
A Tomasz Terlikowski martwi się, że konserwatywna prawica umarła, bo ton
dyskusji nadaje lewica. Wszak rozmawiamy już o możliwości wprowadzenia parytetów
albo rejestrowanych związków, a nie o całkowitym zakazie aborcji.

Polska
prawica może najadła się śmiercią na lata, ale co z tego, skoro już teraz
uchodzi powietrze z balonu patosu. Nie ma chyba wdzięczniejszego tematu do
żartów, niż coraz bardziej skomplikowane i wzajemnie wykluczające się teorie
spiskowe na temat katastrofy.

Do smoleńskich trumien i krzyża przed pałacem
lgną te same świry, które kilka lat temu wystawały pod pomnikiem Wyzszyńskiego z
nadzieją, że różańcem powstrzymają wejście Polski do UE. Takie przegięcie jest
zdecydowanie nie w smak pewnie nawet i większości tym, co katastrofą się mocno
przejęli i powiedzieli o tym Pospieszalskiemu. Inwestowanie w smoleńską traumę
to pomysł dla PiSu zabójczy, bo w dzisiejszej Polsce poczucie obciachu odczuwane
jest nawet w miastach poniżej 20 tys mieszkańców.

Wataha śmierciożerców sama
się pozażera, nie mogąc precyzyjnie ustalić, ile było samolotów, i jakim
rodzajem lasera strącona tupolewa.
kot   |28.07.2010 08:20:17
,,Posmoleńską Polską, jak pokazały słynne negocjacje w sprawie krzyża na
Krakowskim Przedmieściu, nie sposób rządzić bez wcześniejszego porozumienia
warszawskiej kurii i harcerzy.,,
uzid   |28.07.2010 09:23:12
polska po smolensku jest tak samo przesunieta w prawo jak i byla przed. a
wczesniej mozna bylo bez porozumienia kurii cokolwiek zrobic w kwestiach
swiatopogladowych w tym kraju? to porozumienie pokazuje nature prawicy. jesli
ktos by mial tam sie porozumiewac to konserwator zabytkow, architekt miasta czy
policja w kwestii samowoli budowlanej. ale w jakiej sprawie porozumiewaja sie
niby tamte podmioty? chyba tylko takiej ze nie beda wykazywac agresji jesli
spelni sie ich warunki. plemie katolikow z tym swoim totemem jest bardzo
nerwowe. dlatego jest paragraf o niedraznieniu uczuc.
Gra_ce  - emocje ponad podziałami   |28.07.2010 11:10:51
A ja mam teraz nieodparte wrażenie, że w Polsce teraz wybiła ze zdwojoną siłą
polityka nerwicy (a nie prawicy czy lewicy). Po każdej stronie przytłacza teraz
wataha działaczy i komentatorów, którzy kontaktują się głównie ze swoimi
przedustawnymi fiksacjami i obsesjami.
malgo   |28.07.2010 12:24:22
po prostu Polacy sa konserwatywni i lubia dobra materialne. reszta ich nie
obchodzi.A kilku zapalencow o szerszym swiatopogladzie sa jak ludkowie z Marsa.
Józef K   |29.07.2010 20:35:12
Myślę malgo, że tym razem masz tylko do połowy rację. Bo Polacy są
konserwatywni, to fakt, i lubią dobra materialne, to trochę chybotliwa
konkluzja, ale jeszcze są z natury religijni, a to pcha ich w stronę tego, że
kochają władzę i własne Ego na pomnikach…
Tak mi się niestety wydaje. Gdyby
tak kochali dobra materialne, wzięliby się w końcu za robotę, jak Holendrzy,
albo niektórzy Polacy za granicą, ale że kochają dobra innego rodzaju, no to
masz nieróbstwo, populizm, cinkciarstwo i polityczne szmalcownictwo, a
pieniądze… no cóż, te zawsze można ukraść albo przyjąć łapówę…
wejder1   |28.07.2010 13:46:00
Problem polega na tym, że PIS może lekko zmiękczyć ton i sprawa smoleńska
rozpatrzona od strony merytorycznej może pokazać słabość rządów PO, które sama
nie jest zainteresowana wyjaśnieniem katastrofy.

Ja uważam, że lewica sama
powinna chcieć wyjaśnić wszystko do ostatniego przecinka. Cała sprawa świadczy o
słabości państwa, przepisy są łamane, ludzie nie mają odpowiedniego
przygotowania do wykonywania swoich zadań, a wszystko jedzie na jakiejś
chłopięcej fantazji, jak w piaskownicy, tylko kiedy coś się stanie, to nie
kończy się na zwykłym płaczu.

Jeżeli PIS uciszy paranoików, to może być nie
ciekawie. Co, jak co, ale po tym wszystkim Klich powinien wylecieć, gdyż to on
odpowiada politycznie za organizację lotnictwa wojskowego. Nie wspominam o
kwestiach współpracy z Rosją.

Lewica powinna chcieć dobrze funkcjonującego,
uczciwego państwa i nie należy tego zostawiać PISowi.
Zamorano  - Nie trywializujmy Batmana   |28.07.2010 17:01:00
Warto w tym wszystkim jednak pamiętać, że Palikot nie jest żadnym Batmanem
polskiej polityki panie Cezary. Nie obrażajmy w ten sposób Mrocznego Rycerza
(bez względu na to czy to Batman Nolana czy Burtona czy Franka Millera). Tak
samo jak wbrew pobredzaniu Kutza,Sipowicza i Kory jazda Palikota po tzw. bandzie
niewiele ma wspólnego z intelektualną klasą Gombrowicza czy ze "zmaganiami z
Dulską"…
wejder1   |28.07.2010 17:16:40
Palikot może równie służyć większemu wkurzeniu PIS i temu by samo się
ośmieszyło. Najwyraźniej rzeczowymi argumentami PO nie potrafi zbić żądań PIS,
bo by musiało przyznać się, że państwo pod ich rządami w tym momencie zawiodło.
Palikot to płachta na byka i jak będzie trzeba to się go uciszy, teraz nie jest
to potrzebne. Gowin, Palikot? co za różnica, ważne co będą chcieli wyborcy. PO
nawet ciężko nazwać czystą partią liberalną.
rebelle  - się popieprzyły   |28.07.2010 18:01:31
Michalskiemu Boliwia z Kolumbią. Ale nie będę nad tym rąk załamywała. Inne
rzeczy też mu się mylą.
k.niszczycki   |28.07.2010 21:51:15
Droga Rebelle, żeby być wiarygodnym towarzyszem, to oprócz silnej pięści trzeba
mieć celny cios. I jak komuś przypieprzyć, że popieprzył, to wcześniej lepiej
zajrzeć do Wikpededii i upewnić, się, że tak lubiany i szanowany Hugo Chavez nie
jest ani z Kolumbii ani z Boliwii. Zresztą może w bliskiej przyszłości Hugo
Chavez (sam siebie skromnie, choć po epigońsku pozwala nazywać się
"Dowódca") to zmieni przyłączając dwa mniej ważne kraje do rodzinnej
Wenezueli.
rebelle  - drogi k.niszczycki   |28.07.2010 23:21:34
Nie żebym się czepiała, ale żeby celnie bronić tekstu, najpierw wypadałoby
go przeczytać :) Otóż Michalski pisze:
Cytat:
Chavez odważnie rzucający wyzwanie dalekiemu Watykanowi i sąsiedniej
Boliwii.
Zajrzyj proszę na Wikinews i zobacz, z kim ostatnio Wenezuela zerwała
stosunki dyplomatyczne. Albo sprawdź, jakie Wenezuela ma relacje
z Boliwią…
k.niszczycki   |29.07.2010 11:27:04
Masz rację, opatrznie zrozumiałem Twój komentarz. Słusznie zwracasz uwagę, że
Wenezuela nie graniczy z Boliwią i dlatego Michalski się myli. Wykazałem się
zbyt wielkim i pochopnym zapałem obrony autora, ktorego czytam z
zainteresowaniem i dużą samoidentyfikacją. Ponieważ jestem starym zatwardziałym
reakcjonistą spod znaku "The Commentary’nerwowo reaguję na czepianie się
Michalskiego. A ponieważ uważam, że każda próba pokazywania Chaveza jako
przyjaciela ludzi powinna być bez kopmromisów piętnowana, to na wszelki wypadek
zaatakowałem. Pozdrowienia, k.niszczycki
Thome   |29.07.2010 20:20:08
Taki Jan Żaryn twierdzi, że kiedy już napisze podręcznik historii najnowszej
Polski, to wtedy z pewnością określi ofiary katastrofy w Smoleńsku jako
"wybitnych przedstawicieli najznamienitszej polskiej inteligencji". I co
na takie dictum Cezary Michalski?

Palikot jest swoistym lewicowcem
"nowej szkoły", bo od czasu przyjęcia do świadomości podpasionej
europejskiej Lewicy rachunku ekonomicznego, to Lewica szuka tożsamości. Na
portalu KP także szuka.
@malgo
"po prostu Polacy sa konserwatywni i
lubia dobra materialne. reszta ich nie
obchodzi."
Ludzie tacy są w swej
masie. To dość racjonalne.

Chavez jako neofita socjalizmu - bezcenny:) Wydał
wojnę biedzie - i jak każdy socjalista, przegrał:)
stachosz  - Skąd ta cenzura?   |02.08.2010 09:23:44
A podobno krytyka polityczna żadnej krytyki się nie boi? To skąd ta cenzura?
wejder1   |02.08.2010 11:50:35
Jaka cenzura?
Slawczan  - Chyba błąd   |02.08.2010 13:30:16
Prezydent Chavez nakręca się raczej na Kolumbię.W Boliwii rządzi jego wspólas
Evo Morales.Poza tym fizycznie ciężko było by Wenezueli zaatkować Boliwię…
Tylko zarejestrowani użytkownicy mogą pisać komentarze!

3.26 Copyright (C) 2008 Compojoom.com / Copyright (C) 2007 Alain Georgette / Copyright (C) 2006 Frantisek Hliva. All rights reserved.”


Na podobny temat

 
« poprzedni artykuł   następny artykuł »
Powered By PageCache