|
Andrzej Kublik w „Gazecie Wyborczej” precyzyjnie punktuje ryzyko naszej umowy gazowej z Rosją, w wersji wynegocjowanej przez premiera Pawlaka. Niezupełnie banalna dyskusja o stosunkach polsko-rosyjskich toczy się w „Rzeczpospolitej”. Michał Sutowski temat „gazrurki Pawlaka” dość merytorycznie przenosi na portal KP przez co powstaje tekst odbiegający od zacytowanego przez Jasia Kapelę zdania polskiej literatury (w tym także publicystyki) – istotnie, jednego z najwybitniejszych, a jednocześnie najbardziej reprezentatywnych – autorstwa oczywiście Sławomira Mrożka: „A ja jestem Stanisław Frąckiewicz i mam was wszystkich w dupie”, zdania występującego zresztą w polskiej literaturze (i publicystyce) zarówno w odmianach sarmacko prawicowych, jak i lewicowych (moja ulubiona wersja tego Mrożkowego zdania w wydaniu radykalnie lewicowym brzmi oczywiście „Niech stoi!”). I po co to wszystko, całe to wołanie o jakość polskiej polityki? A po nic. Jaka partia opozycyjna zajmie się bowiem w merytoryczny i skuteczny sposób merytorycznymi bez wątpienia uwagami do umowy Pawlaka z Gazpromem? Ano żadna. Lewicy Napieralskiego jakoś to nie obchodzi, on widać musi ufać Gazpromowi jeszcze bardziej niż Pawlak, bo fatum polskiej lewicowości (raczej postkolonializmu niż lewicowości, ale idee na peryferiach często się ze sobą mieszają) sprawia, że lewicowiec może tu mieć wątpliwości wyłącznie wobec Halliburtona (przypominam, drąży skałę łupkową pod Kozienicami), a wobec Gazpromu może mieć wątpliwości tylko prawicowiec. Gdyby prawicowiec w Polsce zapytał, czy minister Waszczykowski w czasie rokowań na temat tarczy antyrakietowej reprezentował stronę polską czy amerykańską (pytanie retoryczne), jego prawicowi koledzy uznaliby go za lewicowca i pogonili. Gdyby zaś lewicowiec zwątpił w dobrą wolę Gazpromu, polska logika postkolonialna natychmiast przesunęłaby go na prawo. Kublik i Sutowski tę symetrię łamią, mają wątpliwości wobec Gazpromowego szaleństwa Pawlaka, a mimo to Kublik nie wstąpi nigdy do PiS-u, a Sutowski nawet do PO. Jednak Napieralski jakoś o umowę gazową nie pyta.
Zatem może PiS? PiS argumentów Kublika ani Sutowskiego nie użyje, bo woli bredzić o „niemiecko-rosyjskim kondominium” w ślad za swym prezesem. Politykowanie młotem uniemożliwia politykowanie w ogóle. Wielu moich inteligenckich znajomych, kiedy słyszy od Kaczyńskiego czy Macierewicza o „niemiecko-rosyjskim kondominium” jest gotowych odpowiedzieć: „Wolimy już niemiecko-rosyjskie kondominium od was, świry ostatnie…”. W ten sposób Kaczyński napędza koniunkturę PO i znowu znajdujemy się w obszarze bezalternatywności. Bez kryteriów, bez precyzji, bez diagnozy, która przekraczałaby granice samonapędzającego się PO-PiS-owego „układu”. Ostatecznie to znowu Unia przychodzi pytać, dlaczego Polska poprzez specyficzną umowę gazową Pawlaka chce złamać ustalenia dotyczące solidarności energetycznej i walki z monopolem przesyłu (w dodatku oddawanym państwu spoza Unii), o których przyjęcie przez Unię ta sama Polska wcześniej walczyła? Należy się modlić o to, żeby w samym rządzie linia Sikorskiego wygrała z linią Pawlaka w kwestii umowy gazowej, ale poza modlitwą innych środków nie ma, bo nie ma opozycji, która sprawę mogłaby przejąć z rąk paru ekspertów i paru dziennikarzy. PiS taką opozycją po Smoleńsku nie jest i być już nie może. Tę część polskiej prawicy Smoleńsk zmienił do tego stopnia, że przestała być znowu zdolna do uprawiania polityki parlamentarnej. Pozostały jej marsze z pochodniami, tak jak po upadku rządu Olszewskiego pozostawały jej wyłącznie marsze z płonącymi kukłami. Była to najlepsza droga – i wówczas, i dzisiaj – do znalezienia się poza parlamentem.
Smoleńsk miał prawicy dać władzę, jeszcze większą władzę. Nad państwem, nad polityką, nad mediami, nad Kościołem… Nie wiem z jakiego powodu, bo czym był Smoleńsk naprawdę? Jak słusznie napisał Daniel Passent zaraz po katastrofie, był najbardziej drastycznym przykładem „polnische Wirtschaft” (nie wiem, kiedy zacznę afirmatywnie cytować Ziemkiewicza, dopóki Ziemkiewicz się ze Smoleńska nie wyleczy pozostanie mi cytować afirmatywnie Daniela Passenta). Ewa Komorowska, wdowa po jednej z ofiar, opowiadając o zorganizowanej przez kardynała Dziwisza uroczystości odsłonięcia tablicy na Wawelu, powiedziała, że niewyczytanie nazwisk części ofiar przez ludzi Kardynała było taką zwyczajną polską niezdolnością do wykonania jakiejś pracy do końca. I dodała gorzko: „Jeśli tę uroczystość porównać z lotem do Smoleńska, to również tym razem nie udało się wylądować”. Więc nawet kardynał Dziwisz za sterami Tupolewa niczego by nie gwarantował. Za kiepską jakość naszych rytualnych lotów do Smoleńska współodpowiada rząd (i nie wyłącznie ten jeden, Platformy), ale ostatecznie to Lech Kaczyński spadł ze schodów i się zabił (co gorsza, ciągnąc za sobą na stromą i pozbawioną poręczy klatkę schodową 95 innych osób), mimo że nawet tajemniczy oficer służb rosyjskich, którego tożsamość Antoni Macierewicz próbuje od dawna rozgryźć, kazał bardziej jawnemu rosyjskiemu kontrolerowi lotów ostrzegać Polaków, że „nie ma warunków do lądowania!” (cyt. za stenogramem). Nie wiedzieć dlaczego, zdaniem czołowych polityków PiS-u, ale także czołowych prawicowych intelektualistów, poetów, dziennikarzy… z takiego oto faktu, z najbardziej klasycznego przykładu „polnische Wirtschaft”, w oczywisty sposób wyniknąć miało „odrodzenie Polski”, a w dodatku władza dla Jarosława Kaczyńskiego, Antoniego Macierewicza, Joachima Brudzińskiego, Zbigniewa Ziobry… Władzy za Smoleńsk nie dostali i powinni o Smoleńsku jako o przepustce do władzy zapomnieć. Jednak zamiast tego, zastępują Smoleńskiem całą prawicową politykę. Kompromitują nawet pragmatyków, bo kiedy Paweł Kowal po wypowiedziach prezesa o „kondominium rosyjsko-niemieckim” i po jego wezwaniach do „zniknięcia” przywódców państwa cieszących się póki co poparciem większości wyborców, mówi do kamery, że nie usłyszał niczego niezwykłego, przekraczającego demokratyczne standardy, wszyscy będą pamiętać, że ten pragmatyczny, nabywający kompetencji w dziedzinie stosunków międzynarodowych, dobrze zapowiadający się młody prawicowy polityk jest już na wejściu gotowy do najdalej idącego oportunizmu. Podobnie Jarosław Sellin, który sprzedał duszę konserwatysty za miejsce na PiS-owskiej liście w wyborach parlamentarnych i opowiada po mediach o swojej wielkiej satysfakcji z powodu „wzmacniania się mitu smoleńskiego”. Zdolność do oportunizmu w akceptowaniu jawnego szaleństwa prezesa, a w każdym razie jego jawnej i dość brutalnej arbitralności, pozostanie na wielu sensownych politykach prawicy, konserwatystach, jak piętno. Mógłbym w tym momencie „polecieć sobie” Mrożkiem („A ja jestem Stanisław Frąckiewicz i mam was wszystkich w dupie… niech stoi!”), albo przynajmniej Piątkiem, i wyrazić radość z powodu tego, że paru kolejnych kato-prawicowców będzie gryzło ziemię („Another one bites the dust”, cyt za Freddie Mercury), ale jakoś mi się szczęka wykręca. Bo jeszcze gorsza prawica to w naszym całkowicie prawicowym kraju jeszcze gorsza polityka i jeszcze gorsze państwo. Gdybyż jacy brutalni liberałowie Palikota albo jakaś lewica Balickiego… tłoczyli się na przedpokojach władzy, ale się nie tłoczą, a co do potęgi lewicy Napieralskiego – nawet wzmocnionej przez ostatni sondaż dla TVP Info - mam pewne wątpliwości. Kto zatem skontroluje PO, jeśli innej sensownej prawicy zabraknie? Kto skontroluje Głódzia, kiedy w episkopacie zabraknie sensownych biskupów o niemaryjnej orientacji? Jakie katolickie radio zrównoważy radio o. Rydzyka? Itd. Itp. W prawicowym kraju, w kraju o dość wyraźnej i stabilnej prawicowej hegemonii, o jakości tego kraju przesądza w sposób oczywisty jakość jego prawicy. Smoleńsk polską prawicę zbarbaryzował, cofnął w rozwoju o wieki. Żeby się zmieniła, musiałaby o Smoleńsku zapomnieć. Ale po pierwsze, zapomnieć o Smoleńsku oznacza na dzisiaj, zapomnieć o Jarosławie Kaczyńskim, a on o sobie łatwo zapomnieć nie pozwoli. A po drugie, co będzie, jeśli się okaże, że po smoleńskim praniu mózgów polska prawica wyprała je sobie do końca? I poza nadzieją na to, że sto kolejnych pomników smoleńskiego „polnische Wirtschaft” zapewni jej tryumf w stu kolejnych powiatach, nie ma już żadnej wizji społecznej ani politycznej? Jest bowiem i taka możliwość, że jeśli dzisiaj Kaczyńskiego i Macierewicza, Wildsteina i Ziemkiewicza, Pospieszalskiego i Terlikowskiego… pozbawić Smoleńska, to w ich głowach nie znajdziemy już zupełnie nic. Felietony Cezarego Michalskiego publikujemy w poniedziałki i w środy.
Na podobny temat
|
I to jest tendencja trwała, w zacho...
Um, ale Wy wiecie, że to nie są nauko...