> PREMIERA 24 MAJA

Berman_okladka_300px.jpg

>>Już jest: KP30!

kp30_okladka_300px.jpg

Komentarze

CYTAT DNIA

Życzyłbym sobie, abyśmy w obecnym stuleciu potrafili w końcu połączyć wiedzę naukową i techniczną, rozwiniętą jak nigdy dotąd w historii, z umiejętnościami ludzkimi i politycznymi, które, jak na ironię, są najbardziej w historii zacofane. Dysponujemy wszystkimi środkami naukowymi, technicznymi i nawet finansowymi, aby wykorzenić biedę, głód, ciemnotę dotykającą co najmniej połowę mieszkańców naszej planety. Dlaczego tego nie robimy? Dlatego, że brakuje nam politycznej woli, połączenia pragnienia i działania, żeby to zrobić.

Carlos Fuentes (1928-2012), Contra Bush

Katalog Książek KP

Książki w sklepie KP

Advertisement
Order software online
Zanim skopiecie Palikota Drukuj
Cezary Michalski   
04.10.2010

Byłem na zjeździe ruchu Palikota. Nie tylko dlatego, że była tam ABR i recenzowała z trybuny program 15 kroków, ale dlatego, że chciałem tam być. Palikot mnie ciekawi, do frontu ludowego na rzecz liberalnej modernizacji Polski bardzo mi pasuje, nawet jeśli jego zachodni liberalizm jest nieco przesiąknięty zarówno Wschodem jak i brutalnością… Polemizowałem z nim, kiedy był silny (przed Smoleńskiem), nie widzę powodu, żeby z nim polemizować, kiedy silni stali się jego wrogowie (po Smoleńsku). Przed Smoleńskiem jego brutalność była może skuteczna, ale nie była potrzebna, teraz jest potrzebna, choć niekoniecznie skuteczna. Poza tym, na parę dni przed zjazdem zobaczyłem pospolite ruszenie prawicowych dziennikarzy. Nie tych dzielnych furiatów działających zawsze z odkrytą przyłbicą i ostatecznie lądujących w rowie, ale tych od lat po endecku przycupniętych po różnych mainstreamowych mediach, zakonspirowanych w najgłębszym podziemiu hiperradykałów, którzy Tuska („człowiek bez właściwości”, „polityk miłości”, „dziadek z Wehrmachtu”, „liberał”…) nienawidzą po cichu, ale nigdy by go na głos nie ruszyli, bo dopóki Tusk rządzi, to by ich szefowie i właściciele na kopach z redakcji wynieśli. Teraz jednak na Palikocie zakonspirowani prawicowi dziennikarze mogli się wreszcie wyżyć, bo parasol partii rządzącej przestaje go chronić (czasami pozwalano im się też wyżyć na Sikorskim, choćby takiemu Warzesze). I nasi superbohaterowie w przebraniach z Reala (choć oni sądzą, że to są przebrania co najmniej z Marksa i Spencera) mogli wreszcie oczyścić swoje ubrudzone oportunizmem duszyczki. I wylać całą odkładaną przez lata antyplatformerską frustrację na… świeżego dysydenta Platformy.  

 

I wreszcie ostatni argument, który mnie tam powiódł. Przyglądając się polskiej polityce dokładnie od trzydziestu jeden lat, wreszcie nauczyłem się wybierać mniejsze zło. Może nawet z moją dzisiejszą posmoleńską wiedzą o prawdziwym potencjale polskiego “republikanizmu”, 13 grudnia stanąłbym przy koksowniku? (No nie, muszę przecież wierzyć we własne dzieciństwo, poza własnym dzieciństwem człowiek nic już nie ma, muszę zatem wierzyć, że pierwsza „Solidarność” nie była taka jak dzisiejszy Wildstein, „młody” Krasnodębski nie był taki jak Krasnodębski „stary”, a „młody” Wojtyła nie był taki jak „stary” Terlikowski, Tomasz Piątek musi się mylić…)


Ale nie do świetnie zakonspirowanych prawicowych dziennikarzy tu piszę, ale do młodej lewicy. I właśnie w oczekiwaniu na nieunikniony wylew jej antypalikotowych tekstów pozwolę sobie cichutko zapytać: czy rzeczywiście waszym największym problemem jest dziś Janusz Palikot? Najpoważniejszym przeciwnikiem, którego należy teraz polemicznie skopać? Z jednej strony, tak. Gdyby młoda lewica zaczęła kiedyś uprawiać politykę, okazałoby się, że na jakiejś części zbioru jej potencjalnych wyborców siedzi już Palikot. Ale czy Janusz Palikot jest większym przeciwnikiem nowej lewicy niż Sławoj Leszek Głódź i Jarosław Gowin (to zestawienie nie jest bynajmniej utożsamieniem)? Mnie się akurat Gowin wydaje sympatyczny, żadnej jawnej brutalności, siwe włosy ze zgryzoty nad poziomem Platformy, którą jednak uznał za najmniejsze zło, za najlepsze w obecnej sytuacji polityczne narzędzie… Co jednak z tego, że tak sympatyczny z niego gość, kiedy jego obiektywna funkcja polityczna i ideowa to zaklajstrowanie i zacementowanie hegemonii. Gowin przesuwa „prawą Polskę” (wedle Krasnodębskiego, Wildsteina, Pospieszalskiego… cierpiącą w okowach „lewactwa”, wedle mojej diagnozy panującą z grubsza wszędzie, nad wszystkim, w paru swoich podstawowych odmianach: od partyzanta Pospieszalskiego po minister Radziszewską) jeszcze bardziej na prawo. Gowin wolał regulację prawną in vitro od panującego zdziczenia (zresztą zdziczenia dostępnego tylko dla bogatych) zaklajstrowanego przez Kościół i państwo. I słusznie, że wolał. Ale od razu po natknięciu się na ścianę biskupów (w stałych fragmentach gry, a w Polsce zawsze są stałe, skuteczniejszą niż mur Hiszpanów w znanym meczu z Niemcami), którzy swoją biopolitykę traktują poważniej - jako najnowocześniejsze, importowane prosto z USA narzędzie świeckiej dominacji – niż nauczanie jakiejś tam zapyziałej Ewangelii sprzed 2 tys. lat, Gowin zaczął się zmieniać. Ukonserwatywnił swoją propozycję tak, że w końcu znowu może się okazać, iż - jak to zwykle w Polsce - lepsze jest to nasze codzienne mięciutkie bezprawie, na które przymykają oczy Kościół i państwo, niż prawo, bo każde prawo uchwalone w tym kraju będzie musiało – wynika to z prostego rachunku sił politycznych – być opresywne wedle zinterpretowanych ideologicznie religijnych kryteriów. Jak mawia Marek Jurek, „w kraju zamieszkałym przez katolików prawo powinno uwzględniać ich oczekiwania”. Tyle że nawet nie o katolików tu chodzi, tylko o ludzi, którzy muszą dominować nad innymi bardzo głęboko, aż do poziomu życia prywatnego innych. Bo jak nie dominują, to sami czują się opresjonowani albo niepotrzebni. A że jako narzędzie dominacji nad swoimi bliźnimi wybrali akurat Boga… to akurat w Polsce ci dość specyficzni ludzie stali się politykami katolickimi.


Kiedy zatem z jednej strony biskupi powiedzieli „nie”, a z drugiej wydarzył się Smoleńsk, Gowin zaczął utwardzać „antylewacką” linię. W istocie linię antyliberalną, jeśli liberalizm rozumiemy jako coś bardziej skomplikowanego niż obniżanie podatków i prywatyzację. Ale nawet Gowin nie jest żadnym demonem, żadnym ajatollahem. Gdyby tak było, byłoby zbyt łatwo. Wystarczyłoby ajatollaha usunąć, by wyzwolić postępowy z natury lud. Jest jednak wprost przeciwnie, Gowin (dwadzieścia lat temu naprawdę poczciwy zwolennik „Kościoła otwartego”, nie tylko ja się zmieniam, nie tylko ja jestem „człowiekiem bez właściwości”, człowiekiem wędrującym po tym kraju od Bałtyku do Tatr), w partii rządzącej musi być “endeckim” wytworem „endeckiego” społeczeństwa obywatelskiego. Podobnie jak „endeckie” bywają jako wytwór „endeckiego” społeczeństwa obywatelskiego PO czy SLD (tylko wtedy, gdy rządzą i tylko tam, gdzie rządzą). 


Zatem jest w dzisiejszej Polsce słaba młoda lewica, jest słaba lewica stara, są słabi liberałowie i jest słaby Palikot. I wszyscy ci słabi zawodnicy będą sobie wzajemnie podstawiać nogę w naszym „prawym kraju”. Kultura Liberalna będzie przykładać Krytyce Politycznej Wildsteinem i Ziemkiewiczem, Krytyka Polityczna będzie Palikotowi przykładać zarzutem „pogardy dla ludu”… (tak na marginesie, lud przyjechał do Sali Kongresowej w liczbie ładnych kilku tysięcy, a był to głównie rozczarowany lud platformerski, rozczarowany posmoleńskim skrętem na prawo Platformy i jej polityczną ostrożnością na każdym froncie, która przerodziła się już w paraliż, więc może młoda lewica nie ma się czego aż tak bardzo politycznie obawiać?). 


Zatem jak się realne lewicowe i liberalne mniejszości w naszym „prawym kraju” będą tak dalej sympatycznie wzajemnie wykańczać, podczas gdy po drugiej stronie nawet „Rzeczpospolita” (fakt, że raczej Lisicki i Magierowski niż ich zapalczywi naiwni koledzy) zrozumiała, że należy się przeprosić z Radziszewską, szczególnie kiedy zależą od tego zarówno „prawicowe wartości” jak też prawicowe przeżycie, to trudno się dziwić, że w konsekwencji Donald Tusk, nasz biały Obama zawsze czekający na jakieś „społeczne oburzenie” (przeciwko pedofilom, dopalaczom…) żeby za nim podążyć, znów będzie musiał dojść do wniosku, że w swoim szukaniu głównego nurtu politycznej energii trzeba mu iść za prawicą, nawet jeśli ją niespecjalnie lubi. Bo ani lewica, ani nawet liberałowie w żagle władzy mu nie nadmuchają. A przecież nie o nadmuchanie Donaldowi Tuskowi tu chodzi. Ważniejszym problemem jest to, czy lewica i liberałowie we własne żagle kiedyś będą w tym kraju potrafili nadmuchać. Dlatego właśnie ja trzymam kciuki za to, żeby Palikot przekroczył 5 procent w jakichkolwiek wyborach. Kiedy on to zrobi, kiedy któraś spośród polskich dziwacznych mniejszości w ogóle to zrobi (przypominam, że ani Zielonym 2004, ani Partii Kobiet się nie udało), innym pretendentom do 5-procentowej potęgi paradoksalnie szanse się zwiększą, nie zmniejszą. Inni wariaci (czyli ci, którzy „prawej Polski” nie uważają za coś tak doskonale przezroczystego jak powietrze nad Nową Hutą w latach 80.) raczej się od sukcesu jednego wariata ośmielą, a nie go przestraszą.


PS: Czasem mam wrażenie, że tylko jedna Magdalena Środa rozumie, co ja tutaj piszę. Ale właśnie dlatego ona akurat była w Sali Kongresowej, mimo że daleko nie wszystko jej się tam podobało. I jeszcze jedno, ludzie ośmielą się głosować nie tylko na Platformę dopiero wtedy, gdy PiS stanie się słabszy. To jeszcze jeden z naszych stałych fragmentów gry, który sprawia, że wszystko jest tak przewidywalne i nudne. Póki co, udawane szaleństwo Jarosława Kaczyńskiego, kiedy w dodatku może je odgrywać dla 30-procentowej widowni, ciągle dyscyplinuje wszystkich pozostałych. On to wie, my to wiemy, nie ma za co go lubić.  

 

 

Felietony Cezarego Michalskiego publikujemy w poniedziałki i w środy. 
Komentarze
Dodaj nowy
RAWoko   |04.10.2010 12:12:17
wielkie dzięki za ten felieton.pozdrawiam
Kaja Malanowska   |04.10.2010 12:33:35
Przyznam, że zirytował mnie artykuł, który napisałeś. Irytuje mnie to, że za
zasługę można poczytywać posłowi Palikotowi już sam fakt oderwania się od
Platformy. Oczywiście, można powiedzieć, że w obecnej sytuacji politycznej, taki
"akt odwagi" jest godny podziwu, ja byłabym jednak mocno sceptyczna w
określaniu Janusza Palikota mianem nonkonformisty. To prawda, ani Zieloni, ani
Partia Kobiet nie przekroczyły progu wyborczego, zgadzam się więc, że niezbędnym
jest szukanie różnego rodzaju rozwiązań, które pozwoliłyby im na wejście do
sejmu.Irytuje mnie jednak i smuci, że kobiety po raz kolejny podczepiają się pod
ugrupowania i osoby o poglądach co najmniej zmiennych, a tym samym zupełnie nie
godnych zaufania. I dlatego odnoszę się sceptycznie do ostatnich posunięć
Magdaleny Środy. Z większością postulatów RPP w pełni się identyfikuję,
wolałabym jednak, żeby były one przedstawiane przez osobę która podchodzi do
nich poważnie. Obserwując karierę polityczna pana Palikota trudno oprzeć się
wrażeniu, że głównym jego celem jest promocja własnej osoby. On tego chyba nawet
specjalnie nie ukrywa. Styl politycznych przedstawień zapożyczony od
Berlusconiego mierzi mnie i niepokoi. Widocznie teraz właśnie upatruje szansę
dla siebie w szerzeniu bliskich mi poglądów, nie oznacza to jednak, że za rok
całkowicie nie zmieni zdania.
kot  - Pochwała pogranicza   |04.10.2010 17:58:20
Rzadko Michalski jest Michalskim ale jak już jest- to palce lizać.
Nie jest to
może zbyt zgrabny sposób wyrażenia się, ale akurat taki przyszedł mi do głowy.

Mickiewicz i kilku innych pograniczników, stojących w rozkroku, aby przejść z
skądś do gdzieś, z całym bagażem, który w tym nowym staje się, z nieużytego,
cennym.
Michalski często gubił się w meandrach swojej rozwichrzonej wiedzy. Ale
wtedy gdy złapie myśl ( a zdarza mu się to właśnie w Krytyce ) przewodnią
wychodzi z tego ciekawy i ważny rezultat.
Wazzon   |04.10.2010 19:18:13
Myślę, że Pan CM ma hm, hm, dobre intencje, ale nie rozumie ze lewicy nie chodzi
tak do końca, czy nie wyłącznie o "realizację postulatów". Gdyby tak
było to post Kai Malanowskiej powyżej byłby całkiem bez sensu - bo co nas
obchodzi kto za nas robi dobrą robotę? Czy lobbyście zależy na tym czy uderza do
polityka z prawa czy z lewa? Czy ktoś kto kupuje ustawę ma problem z tym że
kupiony nie wierzy w wartość tego za co mu zapłacono? Realistycznie rzecz
biorąc rozsądne byłoby podczepienie się pod Palikota jak pod jakiegoś ancien
regime’owego arystokratę (tak jak zrobiła Środa). Problem polega jednak na tym,
że nie tylko treść się liczy a forma - lewica w swojej historii chciała różnych
rzeczy, czasami całkiem idiotycznych, ale zawsze była demokratyczna - raczej
zakładała stowarzyszenia niż pisała petycje do wielkich tego świata. Inwestycja
w istniejący układ polityczny, od której CM nie umie się uwolnić ponieważ jest
jedną z osób które najgłośniej się powstania takiego układu domagały powoduje że
na zawsze będzie zmuszony (jeśli zostanie tutaj) tłumaczyć radykałom
"realia" (czyli pod kogo można się podczepić). Niestety to, co jest
realne dla komentatora politycznego to tylko kawałek historii, i to nie
najważniejszy.
J_Dinsky   |04.10.2010 23:04:26
Również mam mieszane uczucia co do występu Magdaleny Środy. Podobało mi się, że
głośno wspominając postulaty socjalne wbiła szpilkę w ten liberalny balon
samozadowolenia, który wyraźnie rósł i rósł na sali. Nawet estetycznie odstawała
zresztą od pozostałych uczestników całego przedsięwzięcia (pokrzykiwanie
Kalisza, "żarty" Majewskiego, sam Palikot; nie dało się tego chwilami
oglądać przecież…).
Z drugiej strony jej nadzieja na dialektyczne działanie
Palikota wydaje mi się chybiona. Nawet jeśli jego projekt nie jest
pop/postpolityczną maskaradą - w co trudno przecież uwierzyć, vide dotychczasowa
skuteczność przedsięwzięć sygnowanych jego nazwiskiem - to trafić ma on do,
pardon za wulgarność, sytego polskiego mieszczucha. Tego samego, który w
zasadzie dla spokoju bierze śluby kościelne, chrzci dzieci i wysyła je na
religię, tego samego, który żartuje jednocześnie z "baby za kierownicą"
i, owszem, oczywiście, tak, toleruje gejów, ale w wersji pstrokatej, w TVN-ie.

Ten mieszczuch podziwia Balcerowicza (ba, uważa, że Korwin-Mikke może i jest
stuknięty, ale "czasami powie coś mądrego"), darzy jednocześnie szczerą
pogardą strasznych polskich "katoli" i "pisowców", którzy są
sami przecież sobie winni, że biedni i siedzą po uszy w ciemnogrodzie (idioci).
W związku z powyższym amalgamatem przekonań uważa się za nowoczesnego, ale
świadczą o tym tak naprawdę głownie "iPhone i Valbone" (Majewski raz w
życiu powiedział coś celnego, choć oczywiście nie zamierzał).
Taki wyborca nie
zechce - powtarzam, jeśli w ogóle projekt Palikota będzie miał praktyczny
politycznie wymiar, co nie jest pewne - głosować na lewicę,bo lewica jest mu
zupełnie niepotrzebna. Lewica smęci chociażby na strzeżone osiedla i podatek
liniowy, a to są przecież mieszczucha wilgotne marzenia. W związku z tym Palikot
raczej niczego lewicy nie odbierze; celuje w ludzi o profilu de facto podobnym
do elektoratu Platformy - liberalno-konserwatywnych, ale z nieco większymi
ambicjami do nowoczesności, tj. do większego telewizora i, powiedzmy, otwarcia
iTunes w Polsce.
Z tej perspektywy Środa co prawda nie strzela w plecy lewicy
pokazując się na kongresie, ale i nic dla niej nie ugrywa. Albo przedsięwzięcie
jest czysto medialne, albo raczej daleko od prawdziwych postulatów lewicowych.

No chyba że zależy jej po prostu na przyłożeniu ręki do artykułowania w
politycznym mainstreamie np. poglądów antyklerykalnych i prawie feministycznych,
ale przypominam, że skala ich oddziaływania zależy od tego, kto je wypowiada, a
stopień takiej
2republiquedescamarades   |06.10.2010 11:13:25
…strasznych polskich "katoli" i "pisowców", którzy

sami przecież sobie winni, że biedni i siedzą po uszy w
ciemnogrodzie (idioci).


…sytego polskiego mieszczucha. Tego samego, który w
zasadzie dla spokoju
bierze śluby kościelne, chrzci dzieci i wysyła je na
religię, tego
samego, który żartuje jednocześnie z "baby za kierownicą"
i,
owszem, oczywiście, tak, toleruje gejów, ale w wersji pstrokatej, w
TVN-ie.


-bardzo podobne w narracji te cytaty, z mieszczucha i o mieszczuchu. Co
trochę bawi, a trochę, jednak, smuci.

A od pytania jak bardzo (nie)
jest lewicowy Palikot, ciekawsze jest chyba czego można się od niego
nauczyć.
jotesz  - Może za duże oczekiwania?   |06.10.2010 13:28:19
Mi zupełnie wystarczy działanie Palikota w tych punktach, które artykułuje. Może
on chce mnie wykorzystać instrumentalnie - zależy mu na moim głosie? Wydaje mi
się, że ja też mogę wykorzystać Palikota instrumentalnie - dopóki stara się
realizować to, co mi pasuje - daję mu swój głos. To kredyt, który nie jest
nieograniczony. Udzielam go tylko na jakiś czas i wyłącznie na te zadania, które
mi odpowiadają. Jako kredytodawca zostawiam sobie prawo ciągłej
kontroli.

Artykuł Autora pasuje do moich oczekiwań, stąd mój komentarz,
pierwszy zresztą w tym portalu…
:)
Nowobilski   |11.10.2010 18:53:42
A jak to tam było z tymi kredytami Palikota zaciągniętymi u zagranicznych
spółek? Ileś tam milionów euro na Cyprze i Kajmanach. Pisano o tym w maju w
Dzienniku. Można by napisać dużo ciekawszy felieton właśnie o tym.
daras1983   |14.10.2011 21:52:19
A dlaczego ten tekst mi się nie wyświetla w felietonach??
Napisz komentarz
Nick:
E-mail:
 
Strona www:
Tytu?:
UBBCode:
[b] [i] [u] [url] [quote] [code] [img] 
 
Prosz? wpisa? kod antyspamowy widoczny na obrazku.

3.26 Copyright (C) 2008 Compojoom.com / Copyright (C) 2007 Alain Georgette / Copyright (C) 2006 Frantisek Hliva. All rights reserved.”


Na podobny temat

Aktualizacja    ( 04.10.2010 )
 
« poprzedni artykuł   następny artykuł »
Generated in 1.12526 Seconds