|
Ojciec Ludwik Wiśniewski pozazdrościł Assange’owi (wyjdzie czy nie wyjdzie - za kaucją?) i zgodził się upublicznić za pośrednictwem „Gazety Wyborczej” swój list do nuncjusza apostolskiego sprzed paru miesięcy. Czerska jako sojusznik anarchicznego frontu na rzecz wyzwolenia informacji? Korporacje już się do nas przyłączyły („Fakt” też od jakiegoś czasu publikuje rozmaite przecieki z życia instytucji i gwiazd)? Ale co w tym złego, jako „anonimus” (cyt. za prawdziwymi anonimusami) uderzający w Internecie pod własnym nazwiskiem (taka mutacja Kataryny, Cezaryna Michalska) z szeroko otwartymi ramionami przyjmuję możnego sojusznika, choć wątpię, czy korporacja da się wyściskać za publikację „przecieku” ojca Ludwika komuś takiemu jak ja. I znowu mamy problem, drogie ideologiczne Houston. No bo z jednej strony przeciek ojca Ludwika, jego kościelny wikiliks powinien cieszyć lewicę. O. Ludwik „ujawnia” to, o czym wszyscy wiemy: „ponad 50 procent duchowieństwa w Polsce zarażona jest ksenofobią, nacjonalizmem, wstydliwie skrywanym antysemityzmem” (przypomnijmy, wikiliks globalny zaskoczył nas „odkryciem” amerykańskich dyplomatów przy Watykanie, że antysemityzm jest także ukrytym językiem biskupów i pracowników stolicy Świętego Kościoła, nieudolnie pokrywanym ketmanem „dialogu”). Zatem gromkie oklaski z lewej strony sceny! Jednocześnie jednak o. Ludwik uważa, że jedną z głównych przyczyn gnicia dzisiejszego polskiego Kościoła jest brak w nim lustracji. A sprawa abp. Wielgusa pojawia się w jego „przecieku” jako ropiejący wrzód, pudrowany zawzięcie przez abp. Michalika i innych jego licznych „notowanych” przyjaciół w Episkopacie (zatrudniających kolegę z pracy Grzegorza Piotrowskiego do wyciskania z „solidaruchów” kościelnych majątków), wrzód z którego smród najżwawiej ulatuje ku niebu, nie wiadomo, czy ciesząc, czy gorsząc nozdrza Jahwe (w zależności od tego, czy jesteśmy chłopcami z Montségur i uważamy, że Jahwe jest złym archontem, czy też może jesteśmy zwolennikami dominikanina Tomasza z Akwinu i uważamy, że jest On jednak archontem nienajgorszym). Przy lustracji by się z kolei prawica mogła wikiliksem o. Ludwika pożywić, ona by mogła ojcu Ludwikowi poklaskać, gdyby nie wcześniejsze jego „diaboliczne” wyznanie na temat „ksenofobii, nacjonalizmu i antysemityzmu”. Oczywiście antysemityzm większość polskiej prawicy nauczyła się już „wstydliwie skrywać” (są nawet prawicowcy nie będący antysemitami, proszę mi wierzyć na słowo, choć w sprawie proporcji musiałby się wypowiedzieć jakiś prawicowy Assange albo o. Ludwik w swoim kolejnym przecieku), ale ksenofobia, a nacjonalizm to już na pewno… są dla dzisiejszej polskiej prawicy wręcz dopełnieniem chrześcijaństwa. Stąd współtworzona dziś przez prawicę i Kościół ideologia wielodzietnej rodziny na swoim, zastępująca z powodzeniem chrześcijaństwo w tym kraju (cyt. za Andrzej Horubała, „Farciarz” i biografia autora). Stąd dziateczki w stylu amerykańskim na kolanach liderów i liderek PjN, bo przecież wiadomo, że jak Chrystus jakiemuś narodowi pobłogosławi, to się ten naród będzie rozmnażał bardziej niż naród sąsiedni i pewnego dnia naród pobłogosławiony zje naród, który błogosławieństwa Chrystusowego nie dostąpił. Kto tego nie wie, chyba Ewangelii nie czytał. Ja na swój bardzo dziwaczny sposób szanuję zarówno Chrystusa, jak i Dmowskiego (szczególnie młodego), ale w przeciwieństwie do zdecydowanej większości dzisiejszej polskiej prawicy nie uważam, aby byli oni jedną i tą samą osobą.
Zatem prawicowcy, choć na lustrację ślinka im cieknie, to jednak o. Ludwika potępią przez tę jego niezrozumiałą niechęć do „ksenofobii i nacjonalizmu” - poczciwych chrześcijańskich idei. „Może jest lewakiem”, zastanawiają się teraz zapewne w jedynym języku, jaki jest im dostępny, czyli w języku naszego poczciwego Krakusa z parysko-brukselskim sznytem Bogusława Sonika. Podczas gdy lewica… no przecież musi się zakrztusić tą lustracją i tym Wielgusem. Pamiętamy (ja w każdym razie pamiętam), co najwybitniejsi lewicowi publicyści (wcale nie jacyś „postkomuniści”) pisali w apogeum afery abp. Wielgusa (płakali i pisali, pisali i płakali). Ale tak właśnie jest z prawdziwymi anarchistami spod znaku wikiliksa i spod znaku Chrystusa (uwaga, to są dwa różne znaki, ale choć maszerują osobno, uderzyły razem), jak Assange i Wiśniewski… nie nadają się do waszych chrzanionych małych wojenek - droga prawico i droga lewico w stalowych garnkach po kapuśniaku i pomidorowej zamiast hełmów na głowach (kapuśniak niech będzie znakiem prawicy, bo jest ciężkostrawny, a pomidorowa lewicy, no bo jest czerwona). Nie nadają się do waszych małych politycznych interesików, drodzy prawicowi lustratorzy i drodzy lewicowi antylustratorzy, drodzy cyniczni dekomunizatorzy i drodzy wygodniccy nostalgicy prylu… (tysiące innych wyszukanych epitetów tupią mi pod czaszką). Chcecie prawdy, to się nią udławicie. W każdym razie na pewno listem o. Ludwika zakrztusi się sympatyczny i integralny Marek Jurek, a liberalny i towarzysko niezrównany Marek Beylin też na boku gustownie odkaszlnie (pozostając już przy samych tylko Markach, a są przecież także i inne imiona).
Czerska list opublikowała i chwała jej za to. Czy przeczyta go w całości, czy tylko w pasującej sobie połowie? I co zrobi z drugą połową, w jaki sposób o niej zapomni? A wy, drodzy chrześcijanie antyagorowi, którą część listu ojca Ludwika przeczytacie (dla spokoju waszych sumień, lepiej żebyście nie przeczytali ani linijki)?
Ja przeczytałem list o. Ludwika w całości. I świetnie się bawię.
Felietony Cezarego Michalskiego publikujemy w poniedziałki i w środy.
Na podobny temat
|
I to jest tendencja trwała, w zacho...
Um, ale Wy wiecie, że to nie są nauko...