|
Palikot udowodnił, że idei lewicowych i liberalnych nie trzeba się już w Polsce wstydzić, kiedy chce się walczyć o wejście do parlamentu. Przeciwnie, udowodnił – podejmując na tej drodze ogromne ryzyko - że one już w Polsce wejść do parlamentu pozwalają. I chwała mu za to. Jednocześnie jednak nie ulega chyba wątpliwości dla nikogo, że Palikot ani lewicowcem, ani liberałem nie jest. Jałmużna w wysokości 480 tysięcy złotych, którą w obecności kamer przekazał biednym reprezentowanym w nierównej proporcji przez Piotra Ikonowicza i Fundację Braci Mniejszych, nie jest ani liberalizmem (John Rawls nie rozdawał biednym własnych pensji, ale nie był też zwolennikiem podatku liniowego), ani lewicowością. Gdyby François Hollande – kandydat Francuskiej Partii Socjalistycznej w nadchodzących prezydenckich wyborach – podjechał wypasioną bryką do biednej dzielnicy i w obecności kamer ofiarował tę brykę tamtejszej młodzieży, następnego dnia przestałby być nie tylko prezydenckim kandydatem, ale nawet członkiem PS. Gdyby Schroeder swoją roczną pensję w Gazpromie przeznaczył na biednych, ogłaszając to w telewizji i prasie, przestałby być wpuszczany do siedziby SPD (gdzie już dzisiaj część polityków trochę się go wstydzi). Podobnie byłoby z Milibandem.
Obowiązkiem lewicowego polityka nie jest dawanie jałmużny. Obowiązkiem lewicowego polityka jest tworzenie systemu, w którym jałmużna nie będzie konieczna. Będzie tylko dodatkiem, istniejącym od zawsze, przesympatycznym i docenianym przez większość ludzi relijnych i część ludzi świeckich – prywatnym gestem. Szczególnie docenianym i przesympatycznym, kiedy jest wręczana nie w obecności kamer, ale gdy „nie wie lewica, co czyni prawica”, czyli dający jałmużnę nie nagradza się pychą.
To w Luizjanie, pośród wykluczonych, pojawia się czasami ten czy inny milioner z Południa i rzuca bochenki chleba lub czeki w wygłodniały tłum. A potem wygrywa wybory. Bliżej niż w Luizjanie, bo w Pile, robił to Henryk Stokłosa. Ja wolę lewicowość niemiecką, francuską, brytyjską, hiszpańską, od lewicowości z Luizjany czy lewicowości Stokłosy. Dlatego wolę budowanie systemu sprawiedliwości społecznej, niż jałmużnę wręczaną w obecności kamer.
Choć jednak Palikot ani lewicowcem, ani liberałem nie jest, to rzeczywiście chce używać idei lewicowych i liberalnych, na swój własny sposób, do targania się po szczękach z Kaczyńskim i Tuskiem, do zaspokajania własnych ambicji, do walki o władzę. Dla tych, których jałowe recenzowanie polskiej polityki całkiem już zmęczyło, mam radę. Używajcie Palikota, lecz z umiarkowaniem. Próbujcie używać Palikota tak samo skutecznie, jak on próbuje używać idei lewicowych i liberalnych. Próbujcie używać go do przesunięcia polskiej polityki z prawicowego zdziczenia, jakiego zakosztowaliście choćby po Smoleńsku, nieco bardziej ku centrum. Próbujcie używać Palikota do tego, żeby Tusk i Miller ścigali się z nim na świeckość i sprawiedliwość społeczną, a nie żeby ścigali się wyłącznie z Kaczyńskim i Ziobro na świątobliwość i neoliberalizm. Energia Palikota, jego parcie na władzę, jego osobiste ambicje – są w takim zastosowaniu ewidentną wartością.
Dopóki nie macie w tym kraju nowoczesnej lewicowej partii – a przecież nie macie – używajcie tutaj tych wszystkich, którzy sami lewicowych idei tutaj używają. Ale patrzcie im uważnie na ręce. Patrzenie uważnie na ręce temu czy innemu Napoleonowi przez człowieka przywiązanego do abstrakcyjnej idei sprawiedliwości społecznej to zajęcie dość ryzykowne. Precyzję spojrzenia można od tego stracić albo ten czy inny Napoleon oczy może wydłubać. Ale trochę nie macie innego wyjścia. Dopóki nie stworzycie w tym kraju nowoczesnej lewicowej partii.
Na podobny temat
|
I to jest tendencja trwała, w zacho...
Um, ale Wy wiecie, że to nie są nauko...