|
Rozbawiła mnie informacja o kolejnym powrocie Jacka Snopkiewicza na wysokie stanowisko w TVP S.A. (powrocie? on przecież nigdzie nie wychodził). Tym razem na wiceszefa Dwójki, ale z perspektywami na szefa, bo Bogusław Piwowar ceni jego przewidywalne, ubiegłowieczne kompetencje. Tak więc Jacek Snopkiewicz będzie robił telewizję „lewicową”, tak jak „konserwatywno-liberalną” telewizję robi Juliusz Braun. Polskie wojny cywilizacyjek (kiedyś Wałęsa – Mazowiecki, potem Olszewski kontra reszta świata, dziś PO – PiS z wkręconym między tytanów pasożytem późnego SLD) zawsze wszystko niszczyły. Każdy człowiek twórczy, „kontrowersyjny”, mógł się spodziewać namierzenia i zniszczenia, a w każdym razie wyraźnego utrudnienia mu życia. Przez państwo, które powinno mu życie ułatwiać (doktryna „pomocniczości”, zdaje się, że w teorii wyznają tutaj ją wszyscy, ale nie praktykuje nikt). Nie będę po raz tysięczny opowiadał o krótkim istnieniu „Tygodnika Literackiego” w roku 1990 (zdaje się, że właśnie opowiadam po raz 1001), w którym obok siebie pisali i redagowali: Waldemar Gasper, młody i jeszcze nie całkiem oszalały Robert Tekieli, a do tego Andrzej Horubała, Przemysław Czapliński, Piotr Śliwiński, Piotr Gruszczyński, Rafał Grupiński (wówczas jeszcze dość żwawy publicysta, a nie zawodowy działacz PO), młoda i nieodpowiedzialna Kazimiera Szczuka, wiecznie odpowiedzialna Wanda Zwinogrodzka, Wojciech Tomczyk, Maciej Chmiel, nawet Tymon Tymański i cała ekipa Totartu. „Dorosłym” autorami TL, żeby nie mówiono, że tylko „dzieci” się tam ze sobą bawiły, byli m.in. Maria Janion, Jarosław Marek Rymkiewicz, Michał Głowiński, Tomasz Burek, Janusz Sławiński, Jan Błoński, Tadeusz Komendant… Ale jak „dzieciom” z TL kazano wybrać w „wojnie na górze” pomiędzy Mazowieckim i Wałęsą, to ludzie Mazowieckiego w ministerstwie kultury dotację dla „Tygodnika Literackiego” wycofali. Z kolei ludzie Wałęsy też nic w zamian nie dali. Gasper, Tekieli, Horubała, Czapliński, Śliwiński, Gruszczyński, Szczuka, Zwinogrodzka, Grupiński i Totart to nie była w końcu ekipa, która na kulturowe oczekiwania braci Kaczyńskich obsługujących Wałęsę w ogóle zwracałaby wówczas jakąś większą uwagę. „Tygodnik Literacki” upadł i kolejna szansa na powstanie w polskiej kulturze czegoś pomiędzy Unią Demokratyczną a Porozumieniem Centrum została zmarnowana.
Porównajcie teraz parę Piwowar – Snopkiewicz ze środowiskiem „Uważam Rze”. Tam Zaremba, Semka, Karnowscy, Ziemkiewicz, Horubała, gdzieś za ich plecami czający się jurodiwi sprytni szaleńcy: Cejrowski, Terlikowski, Tekieli. Pospieszalski, którego nienawidzą tysiące, a inne tysiące się do niego modlą. Strasznawe, ale jednak bogactwo. A po drugiej stronie? Piwowar i Snopkiewicz. A jeszcze po stronie PO Juliusz Braun. Też od dawna uchodzący za prawdziwy wulkan twórczego potencjału, i za każdym razem potwierdzający tę opinię o sobie, gdyż zawsze wydalający z siebie odrobinę lawy, tyle że od razu zastygłej i zimnej (patrz, Adam Mickiewicz, Dziady cz. III). Ponieważ ekipa Braun, Piwowar, Snopkiewicz nigdy żadnej myślącej przeciwwagi dla prawicy „Rzepowej” nie znajdzie ani nie wytworzy, posługuje się wobec niej brzytwą, po czym na polu tak oczyszczonym ogłasza panowanie tysiącletniej nudy.
Może jeszcze ktoś z „Przeglądu” albo „Trybuny” przeżył? To go Piwowar ze Snopkiewiczem uznają za wystarczająco bezpiecznego, wystarczająco wypranego z wszelkiego twórczego potencjału, z wszelkiej „kontrowersyjności”, żeby mu pasmo dać „inteligenckie”. A Braun z ulgą przyklaśnie, bo jakby SLD coś twórczego w telewizji wymyśliło, na jakieś „kontrowersyjne” środowiska telewizję otwarło, to i on by musiał. A jemu się nie chce, nigdy się nie chciało. Dlatego PO go na swego reprezentanta w telewizji publicznej wybrało, a i „salon” z ulgą odetchnął (nie ten główny „salon”, z Ziemkiewiczem i Wildsteinem jako celebrytami, ale dogasający salonik warszawski – patrz, ponownie Adam Mickiewicz, ibidem – który też już na stare lata jedynie minimalnego bezpieczeństwa pragnie, wycięcia przynajmniej wszystkich bardziej witalnych od niego, czyli wszystkich w ogóle, bo nawet stara wierzba płacząca nad stawem jest bardziej żywotna).
Czy SLD i PO nie znają żadnych potencjalnych lewicowych czy liberalnych „pampersów” w tym kraju? Żadnej „Krytyki Politycznej”, „Kultury Liberalnej”, „Liberte”… Sam znam trzy różniące się ideowo środowiska mniej więcej jednego pokolenia, a przecież jest tych pokoleń jeszcze parę w górę, a nawet już w dół, więc i tych środowisk musi być więcej, prawdziwe bogactwo tysiąca kwiatów rozkwitających w tym nieszczęsnym kraju każdej wiosny i bez zmrużenia oka koszonych natychmiast przez emerytowaną nicość, którą cechuje to, że boi się wszelkiego ryzyka i naprawdę nie jest zainteresowana niczym, poza dobrym obiadem płaconym ze służbowej karty.
Jest wielu ludzi w tym kraju, wiele środowisk, małych i większych instytucji, które ciężko pracują, żeby ktoś tu jeszcze na jakiś temat pomyślał, coś jeszcze napisał, powiedział. Państwo powinno być dla nich, dla nich powinny być media publiczne. Jest prawica „Rzepowa”, straszna, niebezpieczna, ale przepełniona żądzą artykulacji i medialnymi talentami rodzącymi się na kamieniu (niestety). Ale rodzą się, bo im się chce. PO i SLD w kulturze nic się nie chce, dlatego wymyślają ludzi takich jak Braun, Piwowar, Snopkiewicz. Trupy, które dla własnego bezpieczeństwa zatrudniają trupy, tak więc zombies gromadzą się nie tylko wokół „Ghost Ridera” Kaczyńskiego, ale także wokół jego pogromców z PO i SLD.
Mając do wyboru pomiędzy państwem nudnym a państwem szalonym, ostatnio sam wybierałem konsekwentnie państwo nudne i wam to solennie proponowałem, aż was od tego mdliło. Ale są takie rodzaje nudy, które nieubłaganie prowokują szaleństwo.
Na podobny temat
|
I to jest tendencja trwała, w zacho...
Um, ale Wy wiecie, że to nie są nauko...