|
Tomasza Piątka nie cieszy ewolucja polskich skinów, którzy dają się dzisiaj zawstydzić byle „Europie”. I zamiast wychodzić przeciw feministkom, jak za starych dobrych czasów, z łańcuchami, kastetami, nożami… wymachują groteskowym transparentem „Turbodymomen zawstydził feministki”. Tomasz Piątek słusznie podejrzewa, że ja wolę skinów „plastikowych”, „zmodernizowanych”, takich co się „wstydzą”, zamiast skinów-twardzieli, skinów jak za Gierka, skinów faszystowskich, antyfaszystowskich i tych od Perona, co to nie wiadomo, czy jeszcze są faszystowscy, czy już antyfaszystowscy, tak jak Mussolini, kiedy jeszcze był naczelnym „Avanti!”, nie wiadomo było, czy jeszcze socjalista, czy już faszysta. Ale w obu swoich wcieleniach ideowych, czerwonym i czarnym, przemoc – prawdziwą, a nie plastikową – lubił tak samo. I „plastikowa modernizacja” tak samo w obu wersjach go wkurzała. Wolał od niej stare dobre czasy nieskrępowanej, naturalnej przemocy. Zatem Piątek ma rację, ja wolę każdą celę śmiechu, każdy kryształowy pałac, każdą europejską szklarnię, byleby kolesi tęskniących do ideowej przemocy sadzało się tam przed ekranem, żeby sobie pograli w Mortal Kombat bez konsekwencji ulicznych. Oczywiście taki szlachetny, gdzie tłukący i tłuczeni przebrani są w jakieś piękne, ideowe mundurki.
Mam tylko pytanie do Piątka w sprawie chyba mu bliższej, czy naprawdę woli twardych ideowców, jak za dawnych czasów, nie tylko wierzących, że ludzie uzależnieni od narkotyków to „degeneraci”, ale mających możliwość stanowienia prawa, wieszania za posiadanie, kamieniowania za ślad po zastrzyku, albo – jak za Gierka (a obawiam się, że w tej akurat dziedzinie dawne dobre czasy jeszcze nie minęły) - pakowania za kraty na kilka lat za kilka gramów? Czy też woli „plastikową modernizację” w paru krajach Europy Północnej, gdzie coraz więcej „plastikowych twardzieli”, „zawstydzonych Europą”, skrępowanych europejskim ustawodawstwem, musi się podniecać w łazience przy lekturze Ernsta Jungera („Kinderszenen” jeszcze tam nie przełożono), bo na stanowienie prawa nie mają już wpływu. Więc nikogo za posiadanie do więzienia nie wsadzą.
Łatwiej fantazjować na temat starej, dobrej, autentycznej przemocy, kiedy jest daleko, niż kiedy się ją widziało i poznało jej konsekwencje. Piątek zna konsekwencje przemocy w polityce narkotykowej, więc tam go przemoc nie kręci. Ja nie kochałem starych dobrych skinów, kiedy z moją ekipą z Torunia, raczej długowłosą, spotykałem się z nimi na polach namiotowych Wybrzeża czy Zakopanego. Czasami wystarczyła ironia i empatia (jak w „Mentaliście”), czasami trzeba było się bić, ale ja do starych dobrych skinów nie tęsknię. Nawet tutaj Piątek się myli, co do moich dawnych poglądów, bo w tekście najbliższym tematu: „Skini – gorsza kontestacja”, nabijałem się raczej z kolesi, których przemoc skinów niczego nie nauczyła, stała się tylko alibi dla ich własnej „antyfaszystowskiej” przemocy, bo do własnej przemocy tylko szukali pretekstu, a „ideowość” zawsze doskonałego pretekstu dostarcza. Więc skoro Tomasz Piątek chciałby mieć starych dobrych skinów z łańcuchami i kastetami, żeby móc ich samemu – jak pisze - „pobić i związać”, to muszę powiedzieć, że mnie to nie kręci. Chyba że kiedy Piątek pisze „pobić i związać” albo kiedy pisze „Peron”, „Argentyna”…, tylko sobie literacko fantazjuje bez następstw. Ale wówczas byłby tak samo plastikowy, jak „zmodernizowani” skini z ich Turbodymomenem.
Mnie plastikowa, dyskursywna przemoc skinów brunatnych i skinów czerwonych tak samo nie kręci, bo plastikowej przemocy mamy nadprodukcję. I to nie na radykalnych marginesach, ale w samym centrum naszej „polityki”. Wedle np. nowego znaczenia słów „polegli” i „zostali pomordowani”, wypromowanego ostatnio przez jedną z dwóch największych polskich partii politycznych, powinienem od tej pory mówić: „mój dziadek poległ na zawał serca” albo „moja babcia została pomordowana na niewydolność nerek”. Taka plastikowa zabawa słowna ma na celu doprowadzenie do przemocy realnej, ale nie doprowadzi. Bo wszyscy, od skinów aż po tych, co ich pragną „bić i wiązać” (swoją drogą widzę w tym cień erotycznego niespełnienia), nauczyli się już korzystać z usług Turbodymomena. Także ja, kiedy wszystkich, którzy nawołują do plastikowej przemocy chciałbym pakować do Berezy Kartuskiej, muszę przypomnieć, że chodzi o plastikową Berezę. Taką zabaweczkę.
Felietony Cezarego Michalskiego publikujemy w poniedziałki i w środy.
Na podobny temat
|
A jakie to ma znaczenie, czy dane dzi...
Postaram się. To będzie wymagało chwi...