> PREMIERA 24 MAJA

Berman_okladka_300px.jpg

>>Już jest: KP30!

kp30_okladka_300px.jpg

Komentarze

CYTAT DNIA

Życzyłbym sobie, abyśmy w obecnym stuleciu potrafili w końcu połączyć wiedzę naukową i techniczną, rozwiniętą jak nigdy dotąd w historii, z umiejętnościami ludzkimi i politycznymi, które, jak na ironię, są najbardziej w historii zacofane. Dysponujemy wszystkimi środkami naukowymi, technicznymi i nawet finansowymi, aby wykorzenić biedę, głód, ciemnotę dotykającą co najmniej połowę mieszkańców naszej planety. Dlaczego tego nie robimy? Dlatego, że brakuje nam politycznej woli, połączenia pragnienia i działania, żeby to zrobić.

Carlos Fuentes (1928-2012), Contra Bush

Katalog Książek KP

Książki w sklepie KP

Advertisement
Order software online
Skandal śmierci albo zmartwychwstanie w wannie Drukuj
Cezary Michalski   
27.01.2011

Klikając, aby włączyć się w akcję „dzień bez Smoleńska” na Facebooku, poczułem się od razu lepiej: swobodniej, młodziej, nowocześniej. Tyle że dla mnie nie są to przymiotniki ironiczne, jak dla nieco przyciężkich, wręcz trepowatych ironistów z „Rzepy”, ale doznania faktyczne, cenne, które miewam rzadko. Nie usuwa to jednak z mego mózgu (”własnego mózgu niegościnne wnętrze”, czyli, jak zwykle, Emily Dickinson w przekładzie Macieja Maleńczuka, podczas gdy starsi polscy metafizyczni poeci i mistrzowie przekładu nieustająco próbują podstawić w miejsce twardego Emilkowego „brain” jakąś „duszę”, „umysł”, „ducha” i inne bałahy; Emily Dickinson jest bardziej religijna od przeciętnego polskiego poety metafizycznego, podobnie zresztą jak Maleńczuk, dlatego oboje mogą sobie pozwolić na mówienie „mózg” w miejsce „umysłu”, „ducha”, „duszy” itp.; mogą sobie - jako osoby bardziej religijne - pozwolić na mówienie i myślenie o materii, którą stworzył, za którą ukrył się i w którą zainwestował czyli wcielił się być może Pan B., podczas gdy polscy poeci metafizyczni, metafizyczni tłumacze i inne Wencle są zbyt mało religijni, aby zdobyć się na odwagę mówienia i myślenia o materii, także o własnej materii - i to już koniec translatorskiej dygresji, wracamy na drugą stronę nawiasu i kończymy zdanie) pewnej wątpliwości. Zapomnienie o polskiej polityce, o jej dzisiejszej toksyczności smoleńskiej niestety nic nie da, trzeba ją zmienić lub choćby przypomnieć sobie o niej w dniu wyborów, ale wówczas pozostanie nam tylko głosowanie na „mniejsze zło”, jak zwykle w tym kraju. Przypominam po raz kolejny zupełnie prawdziwą scenę (przypowieść?) spod krzyża na Krakowskim Przedmieściu, pod którym pewnego dnia, w dżdżyste popołudnie, tłoczyli się starcy wielbiący idola i młodzieńcy z idola szydzący, a kiedy spadł deszcz, niezbyt zresztą rzęsisty, młodzieńcy rozbiegli się po bramach, najlepiej uposażeni spośród nich albo mający najlepiej uposażonych rodziców zakotwiczyli w „Przekąskach, zakąskach”, podczas gdy pokasłujący starcy zostali na deszczu wielbiąc idola, mimo że tylko jedna ze staruszek miała parasolkę. Skoro mężnym starcom tak trudno odebrać tego czy innego idola, to wątpię, aby przy użyciu samego jedynie Facebooka dało się im „zabrać dowody” (źródło cytatu chyba oczywiste). Walka polityczna to poważna rzecz i można ją przegrać, nawet jeśli naszymi przeciwnikami są pokasłujący starcy, a naszą bronią jest globalna Sieć.

Zatem niezależnie od niezastąpionego (także w Tunezji), wywrotowego Facebooka, wszystkich pragnących zapomnieć o Smoleńsku - nie jako o ludzkiej tragedii, ale jako o źródle legitymizacji najbardziej toksycznej odmiany polskiej polityki - czeka tu ciężka, bolszewicka (choć sam wolę Kadetów, Mienszewików, Eserów… krótko mówiąc, wszystkie partie rozpędzonej przez Bolszewików Konstytuanty) polityczna praca nad zmianą świadomości Polaków, zepchnięcie ze zbocza i podpalenie ciężkiego zmurszałego karawanu polskiej polityki (obraz zacytowany za Edwardem Stachurą, niestety, nie pamiętam już z czego, może z „Całej jaskrawości”, tak jak zakochałem się kiedyś w „Stedzie” - nieco manieryczna, ale w gruncie rzeczy porządna bikiniarska ksywa - tak później kompletnie o nim zapomniałem, jak to się często dzieje z żarliwymi uczuciami nastolatków).

„Krytyka Polityczna” wykonuje taką właśnie pracę, spychania ze zbocza i podpalania zmurszałego karawanu polskiej polityki, nawet jeśli na razie karawan przesunął się o milimetr, a zapałki przytykane do zmurszałego drewna szybko gasną pozostawiając po sobie nieznaczne smugi. Przelatując po nagłówkach portalu KP widzę codziennie, zamiast Smoleńska, zwierzenia politycznych matek (Agnieszka Graff), politycznych wychowawczyń szkolnych (Kaja Malanowska), teksty o ekologii, płacy minimalnej, teorii i praktyce teatru… (całe to zdanie, mimo że prawdziwe, wygląda na dupowłaztwo, równie bowiem ważne jak to, że mówimy prawdę, jest to, w jakiej sytuacji ją mówimy i z jakich pozycji, ja niestety prawdę o pozytywnym wpływie KP na dyskurs publiczny mówię z kompromitującej pozycji współpracownika KP, co zmusza mnie do wprowadzenia tego zastrzeżenia).

Kibicuję wszelkim próbom zapomnienia polityki smoleńskiej, także facebookowym, tylko nie zapominajmy o polityce w ogóle, bo pewnego dnia może się okazać, że obsesje polityki smoleńskiej, jej archaiczność (nie ma co się obrażać na to określenie, od czasu kryzysu projektu oświeceniowego, w którym to kryzysie grzęźniemy na dobre, „archaiczność” to przecież nie epitet, a jedynie klasyfikacja, a dla wielu „kontroświeceniowców” to nawet pochwała) staną się prawami obowiązującymi w naszym świecie realnym.

Zapomnienie o śmierci jest tym bardziej trudne. Śmierć jest skandalem, nie tylko smoleńska. Każda. Szukamy winnego i zawsze znajdujemy tam jakiegoś Tuska, jakiegoś Putina, Komorowskiego, Lecha Kaczyńskiego… Dzisiejszą zdegenerowaną politykę smoleńską od gnozy, religii, filozofii różni jedynie niezdolność do uogólnienia poczucia skandalu, uczynienia go skandalem powszechnym, w swoim poszukiwaniu Tuska lub Kaczyńskiego dotarcia do miejsca, gdzie wskazuje się Boga, Archonta albo Naturę i jej prawa jako prawdziwych winowajców skandalu.

Bolszewicy, trzeba im to przyznać, byli po kantowsku blisko. Niech dowodem będzie cytat z „Duchowego proletariusza” Adama Pomorskiego: „Pokrowski, znany historyk partyjny, reasumując przebieg polemiki z udziałem czołowych przestawicieli Proletkultu, toczonej w latach 1922-1923 w czasopiśmie «Pod Znamieniem Marsksizma», stwierdzał w artykule zatytułowanym «Historia religii na jałowym biegu»: «U podłoża psychologii religijnej leży strach przed śmiercią. Dopóki realnie nie pokonaliśmy śmierci, dopóty kościana ręka umarlaka będzie leżała nam na ramieniu. Mówić o «myślowym» pokonaniu śmierci mogą jedynie niemarksiści, a w najlepszym razie feuerbachiści’”. Proletkultowcy wierzyli, że radziecka nauka zapewni ludziom zmartwychwstanie ciałem w oparciu o zachowane komórki ich martwego ciała (stąd mumia Lenina, która dzisiaj, wraz z nieodwołalną klęską Proletkultu ma być z Kremla ostatecznie usunięta), oczywiście tylko tym ludziom, którzy staną po stronie rewolucji, gdyż Proletkultowcom obca była nasza poczciwa liberalna apokatastasis.

Czego byśmy jednak nie powiedzieli o błędach i wypaczeniach Proletkultu, realne pokonanie śmierci to - od czasu Proletkultu do dzisiaj - pokonanie jej naukowe, zapewnienie człowiekowi fizycznej nieśmiertelności. Wszyscy współcześni socjologowie religii twierdzą raczej zgodnie, że religia pod naciskiem nauki nie umarła, ale nieco się przesunęła, pozostawiając nauce wszystkie pola, które ta może obsłużyć. Ostatnio nauka wzięła się za obsługiwanie skandalu śmierci. Kuracja telomerowa pozwoliła już nawet pewnej dziewięćdziesięcioletniej (poziom zużycia organizmu określony przez analogię do wieku człowieka) myszy stać się myszą pięćdziesięcioletnią, choć na razie skutki uboczne (skokowy wzrost prawdopodobieństwa zachorowania na raka) uniemożliwiają stosowanie tej kuracji na ludziach.

Zatem nawet jeśli nauka jeszcze sobie ze skandalem śmierci nie poradziła, to wiemy już, że kiedy religia, nie mówiąc już o świeckiej humanistyce, pragną pokonać śmierć jedynie „myślowo”, pojawia się w oczywisty sposób pokusa, aby ze śmiercią poradziła sobie polityka. Powstaje wówczas polityka śmierci, polityka Juengera, Rymkiewicza, Schmitta, „kniebolo” (pseudonim oznaczający Hitlera w dziennikach Juengera zaszyfrowanych na wypadek, gdyby pewnego sięgnęło po nie Gestapo), a wreszcie posmoleńska polityka „dupowatego kniebolo” (że pozwolę sobie zastosować antygestapowski szyfr Juengera do warunków polskich, nawet jeśli ostatnio zaczynam się znowu obawiać, że nasz „kniebolo” jest i tak nie dość dupowaty, jest wręcz zbyt przebojowy jak na ogólną dupowatość polityki polskiej).

Dopiero zatem, kiedy ze śmiercią poradzi sobie nauka (jak wierzyli Proletkultowcy, a także Michel Dzierżyński, choć on jest postacią fikcyjną z „Cząstek elementarnych” Houellebecka, podczas gdy ci pierwsi pełnili w realu funkcje administracyjne, dziennikarskie, polityczne, a nawet wojskowe), wówczas nie tylko „polityka śmierci” przestanie być komukolwiek do czegokolwiek potrzebna, ale nawet religia, albo stanie się doskonale Spinozjańska (czysta religia etyczna bez potrzeby opiumizowania nią ludu), albo przestanie istnieć w ogóle. Najgorzej jednak, jeśli zarówno religię jak też naukę (i jej realny postęp) zastąpi medialno-farmaceutyczno-narkotyczna „soma” (cyt. za Aldous Huxley, „Nowy wspaniały świat”).

Ja, z braku prawdziwej, naukowej nieśmiertelności, a nawet z braku prawdziwej - alternatywnej wobec „smoleńskiej” - polityki polskiej, ze skandalem śmierci radzę sobie niestety za pomocą medialnej somy. Urządzam sobie nieustające „dni bez Smoleńska” zapując po  Sfi-Fi Channelach i AXN-ach. W dodatku trafiam tylko na powtórki, choć, szczerze mówiąc, wolę powtórkę „Buffy the Vampire Slayer” (tam nieśmiertelne są przynajmniej wampiry, łącznie z moim ulubionym Angelem vel Angelusem, wampirem z duszą) od powtórki zięcia Dubienieckiego, a powtórkę „Gwiezdnych Wrót” (tam z kolei nieśmiertelni, choć z powikłaniami, są przedstawiciele cywilizacji Asgard), wolę od powtórki Macierewicza.

Jako dotknięty purytańskim natręctwem pamiętam jednak, że to wszystko tylko soma, pozwalająca jedynie zapominać o skandalu polityki smoleńskiej i dużo poważniejszym skandalu śmierci, a nie oba te skandale twardo, obiektywnie, po bolszewicku (a może jednak po kadecku, mienszewicku i eserowsku…) usunąć. 

Na razie jednak przynajmniej cyloni z serialu „Battlestar Galactica” (współczesny remake wersji z 1978, chyba trzecia seria) odradzają się w wannie, oczywiście wyłącznie wannie umieszczonej na statku-gnieździe, statku-matce, statku-sanktuarim… czy jakkolwiek twórcy tego serialu go nazwali i jakkolwiek przetłumaczyli to polscy tłumacze list dialogowych. 

 

Felietony Cezarego Michalskiego publikujemy w poniedziałki i w czwartki.

 

 

Komentarze
Dodaj nowy
Gra_ce  - zabawne, posłuchajmy Emily….odsłona 280:   |27.01.2011 14:47:08
I felt a Funeral, in my Brain,
And Mourners to and fro
Kept treading
kraps  - Zeitgeist   |28.01.2011 03:18:47
A co pan powie na modernizacyjny projekt Zeitgeist? http://www.youtube.com/watch?v=4Z9WVZddH9w
ubik   |29.01.2011 15:01:54
Dlaczego portal nie skomentował dotąd rewolucji w Egipcie?!
Napisz komentarz
Nick:
E-mail:
 
Strona www:
Tytu?:
UBBCode:
[b] [i] [u] [url] [quote] [code] [img] 
 
Prosz? wpisa? kod antyspamowy widoczny na obrazku.

3.26 Copyright (C) 2008 Compojoom.com / Copyright (C) 2007 Alain Georgette / Copyright (C) 2006 Frantisek Hliva. All rights reserved.”


Na podobny temat

Aktualizacja    ( 27.01.2011 )
 
« poprzedni artykuł   następny artykuł »
Generated in 1.07665 Seconds