|
Pomysł, aby za morderstwo w Łodzi uczynić odpowiedzialną młodzież, która z mistrzami Yoda na głowach zebrała się w nocy z 9 na 10 sierpnia na Krakowskim Przedmieściu, po raz pierwszy formułował Jarosław Sellin. Kiedy go słuchałem w TVN24, pomyślałem, że to nic ważnego. W końcu, kim jest Sellin, kim się dzisiaj stał. W 2007 roku wszedł do Sejmu z listy Prawa i Sprawiedliwości, żeby parę miesięcy później tę partię opuścić (nie zrzekając się bynajmniej sejmowego fotela, jak to dzisiaj robi np. Palikot). Sellin uznał wtedy, że Jarosław Kaczyński stał się niedemokratyczny i nieracjonalny. Trzy lata później, kiedy nieubłaganie zbliża się koniec sejmowej kadencji, Sellin wraca do PiS-u, mimo że Kaczyński jest dziś nieporównanie mniej demokratyczny i mniej racjonalny, niż był w 2007. Może kiedy Sellin znów wejdzie do Sejmu z listy Prawa i Sprawiedliwości, znowu wyjdzie z partii, żeby jako poseł znów niezależny odbierać czteroletnie poselskie stypendium. Najśmieszniejsze jest to, że Jarosław Kaczyński zna świetnie tych ludzi, używa ich tylko dlatego, że nie ma wyboru. Zatem pomyślałem na samym początku, że twierdzenie Sellina, iż przeczuł polityczny mord w Łodzi obserwując młodzież na Krakowskim Przedmieściu, to tylko nadgorliwość człowieka, który nie ma dokąd z Sejmu wracać, więc żeby w Sejmie pozostać zrobi i powie wszystko. Zaraz potem pojawił się jednak powtarzający tę samą tezę komentarz Pawła Lisickiego w „Rzeczpospolitej”. Wtedy doszedłem do wniosku, że to nie przypadek, ale spójna doktryna wypracowana w głębinach posmoleńskiego umysłu. I jeśli teraz ktoś w Polsce będzie się domagał świeckiej sfery publicznej czy świeckiego państwa, będzie to równoważne z wezwaniem do mordu.
Ale w końcu nadszedł moment, kiedy Jarosław Kaczyński powiedział z trybuny sejmowej o „gaszeniu papierosów na szyjach” i „oddawaniu moczu na płonące znicze”. To nie było ani zagrane, ani wymyślone, to było przeżyte. Cała polska prawica na słowo „psychoanaliza” dostaje amoku, ale właśnie dlatego prezes PiS uraczył nas podręcznikowo czystą sado-masochistyczną fantazją. „Gaszenie papierosów na karku”, „oddawanie moczu” - to przecież sekretne życie Jamesa Deana. Albo biografia Francisa Bacona, tak jak ją przedstawił John Maybury w mrocznym filmie Love is The Devil. Kaczyński nie wie, co mówi, ale właśnie dlatego wypowiedział wszystko.
Zarówno lewicowość, jak i prawicowość to tożsamości zbyt grube, zbyt rozległe, aby obok rzeczy wspaniałych nie było tam mroków. Problem w tym, że z polskiej prawicowości, kiedy już przeszła przez maszynę destylującą „smoleńskiego mitu”, pozostała wyłącznie czysta patologia. 100 procent masochizmu, żadnego projektu, pomysłu na świat, poczucia współodpowiedzialności. Żeby sprawdzić tę hipotezę sięgnąłem do sobotniej „Rzeczpospolitej” (pretekstem był oczywiście wywiad z AB-R przeprowadzony przez Piotra Skwiecińskiego). I rzeczywiście, cały „Plus Minus” jak wyjęty z sejmowej erotycznej fantazji prezesa. Masochistyczny edytorial Pawła Lisickiego, masochistyczny felieton Rafała Ziemkiewicza, do tego przerażająca masochistyczna historia o Lady Gaga jako nowej odmianie babilońskiej ladacznicy. Masochistyczny Mazurek czekający wraz z pewnym księdzem na nieuchronną apokalipsę in vitro („Hulaj dusza, piekła nie ma?” - z niepokojem domaga się kary Mazurek, kiedy poczciwszy od niego ksiądz nie chce na nikogo rzucać ekskomuniki). Wreszcie sam Piotr Skwieciński, który ze zdumieniem przyjmuje dość oczywiste stwierdzenie AB-R, że Kościół jest w Polsce jedną z ważniejszych instytucji władzy, jak każda instytucja władzy potrzebującą krytyki - („Kościół ma w Polsce władzę?” - pyta niedowierzająco Skwieciński, bo w jego fantazji władzę karania mają w Polsce wyłącznie Palikot i Szkło kontaktowe). Do tego Andrzej Horubała wytrawnie cierpiący, bo mu Mrożek w swoim „Dzienniku” oddał mocz na znicze. Popęd bólu jest u redaktorów „Rzeczpospolitej” tak nieopanowany, że wylał się nawet na kolumny sportowe. Rozmowa z polskim bramkarzem Manchesteru United nosi tytuł: „Cierpię na ławce”.
Dlaczego mnie to tak wkurza, czemu jestem wobec nich wszystkich tak niesprawiedliwy? A dlatego, że poznałem ich wszystkich dwie dekady młodszych, na początku lat 90. Byli naprawdę inni niż dzisiaj, pełni optymizmu, chcieli budować własne instytucje i media, wierzyli jeszcze w inną nowoczesność. Śmiejąc się z Gombrowiczowskich Młodziaków, sami nie chcieli popadać w reakcyjny banał. Dwadzieścia lat później ze wszystkich tych ambicji pozostał im wyłącznie masochizm. Znam oczywiście przyczyny, znam całą ich - całą naszą - subiektywną Golgotę. Ale żaden „terror Gazety Wyborczej”, żadne „okowy medialnej hegemonii” nie usprawiedliwią tej degeneracji. Tego, że dziś „Plus Minus”, zbierający w końcu najlepsze pióra prawicy mojego pokolenia, to już tylko miejsce, gdzie jeden Lucuś za drugim (Lucuś to bohater podłej, ale dowcipnej satyry Mrożka o Ostatnim Husarzu) smaruje patykiem na śniegu: „generał Franco wam pokaże”. Pokaże nihilistycznej nowoczesności, gejom, lewakom, ekoterrorystom, socjalistom, feministkom i Lady Gaga… Tyle że żaden generał Franco się z odsieczą w ich fantazji nie zjawia.
A przecież na ich oczach PiS z PO ścigają się o sympatię biskupów. Przecież na ich oczach Cameron deklaruje drugą falę Thatcherowskiej kapitalistycznej rewolucji, zapowiada pół miliona zwolnień w „socjalistycznej budżetówce” i cięcia socjalu największe od czasów drugiej wojny światowej. A kiedy włączyć BBC, parada klakierów, wśród których prym wiodą ekonomiści z do niedawna jeszcze lewicowej London School of Economics, zachwala te „konieczne budżetowe cięcia”, a także to, że „czerwony konserwatysta Cameron” wybrał cięcia wydatków, zamiast podwyżki podatków. Także na ich oczach Sarko wprowadza swoją jak najbardziej prokapitalistyczną emerytalną reformę, łamiąc opór rachitycznej lewicy i odbudowując społeczne poparcie, bo francuska klasa średnia, która nie chce płacić podatków, znów zobaczyła w nim swojego zbawcę. Na ich oczach Komunistyczna Partia Chin dostarcza globalnemu kapitalizmowi sznurek, na którym ten wiesza właśnie resztki lewicowych złudzeń. Tymczasem Wildstein, Mazurek, Lisicki, Ziemkiewicz… nie widzą tego wszystkiego, żyją pogrążeni w swojej masochistycznej fantazji, w której nowoczesność - cytując samego mistrza mrocznej sztuki kochania - petuje im papierosy na karkach i sika na znicze.
Felietony Cezarego Michalskiego publikujemy w poniedziałki i w środy.
Na podobny temat
|
I to jest tendencja trwała, w zacho...
Um, ale Wy wiecie, że to nie są nauko...