> PREMIERA 24 MAJA

Berman_okladka_300px.jpg

>>Już jest: KP30!

kp30_okladka_300px.jpg

Komentarze

CYTAT DNIA

Życzyłbym sobie, abyśmy w obecnym stuleciu potrafili w końcu połączyć wiedzę naukową i techniczną, rozwiniętą jak nigdy dotąd w historii, z umiejętnościami ludzkimi i politycznymi, które, jak na ironię, są najbardziej w historii zacofane. Dysponujemy wszystkimi środkami naukowymi, technicznymi i nawet finansowymi, aby wykorzenić biedę, głód, ciemnotę dotykającą co najmniej połowę mieszkańców naszej planety. Dlaczego tego nie robimy? Dlatego, że brakuje nam politycznej woli, połączenia pragnienia i działania, żeby to zrobić.

Carlos Fuentes (1928-2012), Contra Bush

Katalog Książek KP

Książki w sklepie KP

Advertisement
Order software online
Rzeczy gorsze od biskupów Drukuj
Cezary Michalski   
24.04.2011

Są na świecie (a nawet w Polsce) rzeczy naprawdę gorsze od biskupów. Nie wierzycie, to posłuchajcie… Kardynał Kazimierz Nycz w rezurekcyjnej homilii ośmielił się powiedzieć: „krzyż jest znakiem miłości, a nie zwycięstwa”, mimo że pośród jego słuchaczy musiało być sporo ludzi spragnionych zwycięstwa, szczególnie ziemskiego, a wobec tego gotowych krzyż, Chrystusa, co tylko się da – na ziemskie zwycięstwo wymienić. Tymczasem Grzegorz Górny, redaktor naczelny „Frondy. Pisma poświęconego” (dysponujący także „Frondą. Portalem poświęconym”, gdyż podobnie jak Midas wszystko zmieniał w złoto, Górny posiada zdolność uświęcania wszystkiego, czego się dotknie) w świątecznej „Rzeczpospolitej” częstuje nas innym przesłaniem: „Sukces Orbana może pokazać prawicy w Europie, że nie ma konieczności dziejowych, które nieubłaganie pchają świat na lewo”. Te słowa pochodzą w dodatku z tekstu zatytułowanego tryumfalistycznie: Wahadło wychyliło się w prawo.


Nie chodzi już nawet o to, że przesłanki tego dziwnego zdania są dość chaotyczne: pojęcie „konieczności”, która koniecznością nie jest; „nieubłaganej”, którą jednak może zakwestionować zwykły werdykt wyborczy; niemożliwa do przeprowadzenia próba połączenia wizji prawicy tryumfującej (chociażby na Węgrzech) z prawicą jako bezbronną (eksterminowaną?) ofiarą tryumfującej „na świecie” (czyli gdzie właściwie?) lewicy. Dla mnie jednak ważniejsze jest to, że „Fronda. Pismo poświęcone”, według samego redaktora i większości autorów nie jest przecież pismem politycznym, ale religijnym. A jednak jego redaktor w największe święto chrześcijaństwa – które ponoć wyznaje – zamiast tematu najbardziej choćby odlegle związanego z religią wybrał „prawicę” i „lewicę”, pojęcia w dodatku nigdy i nigdzie przez niego sensownie treściowo nie objaśnione (a śledzę twórczość Grzegorza Górnego i jego myślenie od osiemnastu lat), ponieważ zawsze i wszędzie używane przez niego wyłącznie w funkcji totemów. Przy jednym totemie (nie wiem, jakie dzikie zwierzę zostało tam wyrzeźbione) Górny skrzykuje swoich (pra-wi-ca, pra-wi-ca, pra-wi-ca…), a przy drugim totemie stoją wrogowie (le-wi-ca, le-wi-ca…).

  

Nie budzę się z krzykiem, kiedy ktoś wejdzie do mojej sypialni i wyszepcze przerażające słowo „Oorbaan”. Czasem tylko mi szkoda, że człowiek, który zaczynał jako komunitarystyczny liberał, w którym kiedyś nawet Agnes Heller widziała nadzieję środkowoeuropejskiej polityki, kończy jako wielkowęgierski nacjonalista i właściwie nic więcej. Szkoda mi, że człowiek, który w apogeum węgierskiej wojny na górze (równie absurdalnej i równie nieuniknionej, co nasza) wymyślił hasło „Fidesz – dzieci rozwiedzionych rodziców”, po dwudziestu latach uczestniczenia w węgierskiej polityce sam skończył, napierdalając swoich współbraci od „zdrajców”, „nie-Węgrów” i jeszcze gorzej, będąc z kolei przez nich napierdalany od „faszystów”. A wszystko to zgodnie ze stosunkowo prostą, ale jakże słuszną teorią Alice Miller o toksycznych rodzicach przekazujących swoim dzieciom skłonność do przemocy. W naszych patologicznych środkowoeuropejskich rodzinkach od przemocy domowej nie ma ucieczki. Nie tylko w węgierskiej patologicznej rodzinie, ale także w polskiej (sam jestem jej wychowankiem i proszę, jak pięknie wyrosłem na osiłka z młotem).


Nie o Orbana zatem mi chodzi, tylko o to, że czytając wielkanocne przesłanie redaktora „Frondy. Pisma poświęconego”, wciąż myślę, jak musieli myśleć zawiedziony Karmazinow albo inny stary Wierchowieński o swoich oszalałych dzieciach instrumentalizujących wszystko i wszystkich, każdego Boga, każdego człowieka: czemu ci ludzie nie są w stanie uwierzyć w nic choćby nieco bardziej skomplikowanego niż zwykłe, proste napierdalanie?


Co ma wspólnego Chrystus z prawicą? Już prędzej z lewicą, jeśli poczytać Ewangelię. Naprawdę nie ma tam kultu „rodziny na swoim” ani kultu narodów na swoim (wielko-węgierskiego, wielkopolskiego itp), nie ma tam kultu ziemskiej siły i ziemskiej potęgi, nie ma tam kultu nierówności szans, kultu niepłacenia podatków, kultu funduszy hedgingowych działających na rynkach wschodzących… – nie ma tam żadnego spośród kultów będących istotą dzisiejszej prawicowej ideologii. Nie wierzycie? Sprawdźcie sami. Ale nie chciałbym się nawet upierać przy lewicowości Chrystusa. Mi wystarczyłoby już to, że Chrystus będzie Chrystusem (choć przy Wielkanocy), a nie neonaturalistycznym rytuałem wzajemnego stawiania sobie buta na twarzy (prawicowego buta na lewicowej twarzy, lewicowego buta na prawicowej twarzy).


Trudno jednak ukryć, że to katolicki biskup, a nawet kardynał – wybrany przez Watykan, bo polski episkopat wybrał Wielgusa – powiedział tego dnia: „krzyż jest znakiem miłości, a nie zwycięstwa”, podczas gdy zdziczały Słowianin wykorzystał ten dzień, żeby powalczyć o zwycięstwo „prawicy” , a właściwie o swoje zwycięstwo, bo gdyby zapytać zdziczałego Słowianina, co to jest „prawica”, to niczego zbornego by powiedzieć nie umiał.


„Fronda” i „Rzeczpospolita” (wraz z tygodnikiem „Uważam Rze”) to dzisiaj prawdopodobnie najbardziej antychrześcijańskie pisma w tym kraju. Może tygodnik „Nie” w swoich najmocniejszych momentach im dorównywał, Urban miał oczywiście nieco bardziej ambitny cel intelektualny – wyzwolenia Polaków z idolatrii i głębokiego seksualnego pokręcenia – ale szlachetny cel jak zwykle przesłoniły metody. Przemoc symboliczna pochłonęła wszystko i zamiast „zmienić oblicze Ziemi, Tej Ziemi” (o czym pewnie Urban marzył, bo wszyscy o tym tutaj marzą, od Jana Pawła II po Jarosława Kaczyńskiego) pozostanie w polskiej historii jako jeszcze jeden polski klozetowy dziadek umazany gównem i tą samą substancją próbujący umazać innych (piszę o tym ze smutkiem, nawet nieudawanym, a nie w poczuciu „prawicowego tryumfalizmu”).Ale „Rzeczpospolita” i „Fronda” – obojętnie, czytane w dzień powszedni czy od święta, w dodatku największego święta dla chrześcijan – mają jeszcze mniej z chrześcijaństwem wspólnego niż tygodnik „Nie”, bo w miejsce Chrystusa całkiem jawnie podstawiają polityczne i ideologiczne idole, kolosy i bożków. Powstaje pytanie – zaadresowane także do lewicy – dlaczego oddawać im w Polsce Chrystusa?


Nigdy nie wierzyłem w słodką russowską (od Rousseau a nie od Rusi) słowiańszczyznę, którą wypaczyło złe chrześcijaństwo czy nawet zły Kościół. Sądziłem, że było zupełnie na odwrót i to chrześcijaństwo (czy nawet Kościół) pomogło Słowianom wyjść ze stanu natury, nawet jeśli dzisiaj w stan natury samo zaczyna się tutaj obracać. Z dzisiejszego polskiego katolicyzmu może jest wyjście – w protestantyzm, w sekularyzację, w katolicyzm mądrzejszy. Ale nie przez tylne drzwi politycznego zdziczenia.

  

Komentarze
Dodaj nowy
Eustachy  - Prawica   |25.04.2011 01:13:03
Nikt tu nie jest zwycięzca, jeno zamordyści z Sarkozym na czele. Wszyscy
jesteśmy Libią. I po co te podziały?
Zeitgeist   |25.04.2011 01:32:03
Głupcy kłócą się o trzeci rząd a oligarchia rośnie w siłę. Wszyscy jesteśmy
Libią.
vauban  - litrówka?   |25.04.2011 02:06:57
Karmazynow to całkiem niezły mem. Ale literatura nie zna postaci zgorzkniałego
Karmazynowa, a przynajmniej ja nie kojarzę. Google też nie znają. Ukłony.
Pędrek Wyrzutek  - Walić młotem?   |25.04.2011 04:52:47
Może wolałbym skalpel, ale i tak fajnie się czyta :)
uzid   |25.04.2011 11:17:32
podstawowe prawo fali jest takie ze sie przypierdala wtedy kiedy mozna i w
sposob bezpieczny dla siebie.

ja pana lubie panie cezary, ale jak pan opowiada
o tym jakiej to przemocy symbolicznej ciemnogrod byl poddawany, w kraju gdzie 95
procent deklaruje sie jako katolicy, przez demonicznego adasia i pana urbana to
mnie pan drazni.

nie widzialem by postkomunisci odprawiali takie hece na
ulicach jak pis. rozpierduche na miescie zwiazkowcy pod flagami solidarnosci
robili. to skini sie wdzierali na wystawy, a nie lewica tropiac faszysow.
dlaczego? bo mogli. oni mieli realna przewage symboliczna. te opowiesci o
udreczonym katoliku tak samo jak dzis je pan obsmiewa aktualne byly do obsmiania
wczesniej kiedy sam je pan propagowal. choc juz nie koniecznie udreczenie. ale
to nie sa chrzescijanie przez lwy kasani, tylko innego rodzaju przemoc.
Spokojny   |25.04.2011 12:32:55
Panie Michalski, pisze Pan, że chrześcijaństwo pomogło Słowianom wyjść ze
"stanu natury". Domyślam się, że ów "stan natury" czymkowiek w
Pańskim rozumieniu by nie był miał być od chrześcijaństwa gorszy, bo inaczej
słówka "pomogło" by Pan nie używał. Czyli pisze Pan, że chrześcijaństwo
zrobiło Słowianom coś dobrego. Wprowadziło coś lepszego na miejsce czegoś
gorszego. To jest bardzo śmiała teza i z tego, że jest nieprzytomnie wprost
oklepana wcale nie wynika, że ona się przez to robi prawdziwsza. Ja nie
znalazłem nigdy żadnych dowodów na to, by Słowianie na wprowadzeniu siłą
chrześcijaństwa cokolwiek zyskali. Nastąpiła absolutna kulturowa eksterminacja.
Zniszczono struktury społeczne, świątynie, pismo, obyczaje.. To była
kolonizacja. Współczesna nieporadność Słowian w budowaniu nowoczesnych
państwowości jest konsekwencją tamtej traumy. Chyba, że Pan zna fakty mogące
świadczyć o czymś przeciwnym. Przy Pańskiej wiedzy byłoby ciekawie przeczytać
coś o tym. Czy można prosić o stosowny wykład w którymś z następnych tekstów?
czerwony łunio   |25.04.2011 22:22:55
Po raz pierwszy naprawdę trafił do mnie Pana tekst. Świetny. A porównanie do
króla Midasa mistrzowskie:)

A co do tych traum w wiadomości powyżej. Też
uważam, że narzucenie chrześcijaństwa to szkodliwa kolonizacja, bardzo zła
rzecz. Ale ośmieszyłeś swoją wypowiedź twierdzeniem, że nasza współczesna
mentalność leży u źródeł kolonizacji, która zaczęła się w X wieku. Owszem,
jeszcze za Mieszka II były prawdziwe wojny za i przeciwko chrześcijaństwu w
Polsce, ale to było jakiś czas temu. Ludzką mentalność trudno jest zmienić w 22
lata, np. niektórzy socjologowie wciąż (moim zdaniem niesłusznie) gderają o
amoralnym familizmie pośród Polaków. Zgoda, tutaj można dyskutować. Ale przez
1045 lat od 966 r. da się zmienić naprawdę dużo. Rzekłbym, że nawet wszystko.
Nawet naród, bo trzeba być wyjątkowo ciemnym w dziedzinie historii aby
utożsamiać ówczesne grupy społeczne i klasowe z obecnymi - to są tylko
odpowiedniki tych starodawnych, ale nie ich bezpośrednie mutacje czy następstwa.
Pędrek Wyrzutek   |26.04.2011 02:21:54
czerwony łunio napisał: "Też
uważam, że narzucenie chrześcijaństwa to
szkodliwa kolonizacja, bardzo zła
rzecz."

Chrześcijanie dużo napsuli,
Słowianie porzucili ofiary z ludzi, nauczyli się czytać i pisać, itd … Same
szkody.

A tacy Rzymianie zrezygnowali z reality show gdzie zwierzęta walczyły z
niewolnikami. Nie mówiac już o biednych Aztekach.
ubik   |26.04.2011 08:18:19
Całkowicie się zgadzam, że chrześcijaństwo to postęp w stosunku do Słowan. Karl
Jaspers mówił o religiach osiowych, teraz się ukazała książka Shmulea
Eisenstadta "Utopia i nowoczesność" na ten temat. I to, że w swej
istocie (nie praktyce) chrześcijaństwo jest lewicowe.
Spokojny   |26.04.2011 09:40:03
Czytać i pisać Słowianie umieli. Mieli własny alfabet o czym zaświadcza
następujący tekst kronikarza niemieckiego Thiemara:
"Jest w kraju Redarów
pewien gród o
trójkątnym kształcie i trzech bramach doń wiodących, zwany
Radogoszcz, który
otacza zewsząd wielka puszcza, ręką tubylców nie tknięta i
jak świętość czczona.
Dwie bramy tego grodu stoją otworem dla wszystkich
wchodzących, trzecia od
strony wschodniej jest najmniejsza i wychodzi na
ścieżkę, która prowadzi do
położonego obok i strasznie wyglądającego jeziora. W
grodzie znajduje się tylko
jedna świątynia, zbudowana misternie z drzewa i
spoczywająca na fundamencie z
rogów dzikich zwierząt. Jej ściany zewnętrzne
zdobią różne wizerunki bogów i
bogiń - jak można zauważyć, patrząc z bliska - w
przedziwny rzeźbione sposób,
wewnątrz zaś stoją bogowie zrobieni ludzką ręką w
straszliwych hełmach i
pancerzach, każdy z wyrytym u spodu imieniem. Pierwszy
spośród nich nazywa się
Swarożyc i szczególnej doznaje czci u wszystkich
pogan.". Bogowie w tej świątyni mieli wyryte imiona. Chyba nie po łacinie
prawda? Z językiem Słowian zrobiono to samo, co później zrobiono z językiem
południowoamerykańskich Indian. Chyba nie zawsze mówili po hiszpańsku, nie?
Także mieli pismo, nawet kilka rodzajów i też niewiele z tego zostawiono.
A
jeśli chodzi o ofiary z ludzi - w wiekach dawnych takie ofiary występowały na
całym świecie, ponieważ ludzie byli bezradni wobec zjawisk przyrody, najazdów,
epidemii i podobnych rzeczy. Nie było konwencji genewskiej. Jak pod płocki gród
pogański podchodziły wojska Chrobrego gotowe wytłuc zęby wszystkim którzy nie
bedą się chcieli ochrzić i zajeździć każdą kobietę i chłopca którzy przeżyją
pierwszy szturm, to przerażeni mieszkańcy złozyli ofiarę z dziecka żeby się
uratować. Nie takie rzeczy ludzie robią w czasie wojen. Zresztą ślady tego masz
też w biblii w historii ofiary z baranka, która pierwotnie miała być ofiarą z
dziecka. A jak zjadasz "ciało Chrystusa" to niby co to jest jak nie
symboliczna ofiara z człowieka? Chrześcijanie nie wymyślili etyki. Choć
oczywiście bardzo by chcieli, by w to wierzono.
ultymatywny punkt odniesienia   |26.04.2011 12:16:57
Istotą chrześcijaństwa nie jest jego historia tworzona przez ludzi, którzy
weszli pod sztandary Kościoła, ale wiara, że władza, moc i triumfalizm np.
epistemologiczny nie jest ostateczną rzeczywistością. Chrześcijanin gdy ma do
wyboru kapitał(społeczny, kulturowy, relacyjny, polityczny czy jaki jeszcze swym
giętkim umysłem wymyślimy) i AGAPE, to ostatecznie (choć może po wielu zakrętach
i błądzeniach) wybierze to drugie. Choć nie znaczy to, że nie dotknie się po
drodze do kapitału i nie będzie nim jak wszyscy manipulował. Chodzi jednak o ten
wybór CO JEST ostateczną rzeczywistością.
koRRektor   |26.04.2011 12:28:45
Tekst świetny, a co do chrześcijaństwa i Słowian, to autor (tzn CM) pisze w
czasie przeszłym "sądziłem", co w mojej opinii na tyle osłabia wymowę
tego zdania, że trudno je wskazywać jako kluczowe dla tego artykułu i opierać na
nim krytykę ;)
Inna sprawą jest to, że wprowadzenie chrześcijaństwa w Polsce się
wbrew pozorom nie udało (moja skromna opinia), ta religia w naszym rodzimym
wykonaniu nawet nie udaje, że jest monoteistyczna. Zastępy świętych, święci za
życia (np przebywający w Toruniu), sprzedaż odpustów (znowu Toruń) czy histerie
religijne - w średniowieczu ludzie mieli nowocześniejsze poglądy na sprawy
religii :)
Spokojny  - Ultymatywny   |26.04.2011 15:20:43
Chrześcijaństwo po błądzeniach wybierze agape zamiast kapitału. Ok, ale to nie
chrześcijaństwo jedyne i nie ono pierwsze. A złodziejstwo na tym właśnie polega,
że wmawia nam się, że ono pierwsze na to wpadło. To jest nieprawda. Gdyby
zresztą była to prawda, to nie można by tego użyć jako argumentu za
chrześcijaństwem, bo to by znaczyło, że poza nim, w przestrzeni gdzie go nie ma
wcale byśmy tego nie cenili, nie mogłoby to więc nas do niego przekonywać. Skoro
przekonuje, to znaczy, że cenimy agape nawet jako poganie. Że już i tak to mamy,
więc jest to sprzedawanie wody koło rzeki.
Istotą ofiar z ludzi było to samo,
co było istotą ofiary Chrystusa i każdego innego ofiarnego misterium wcześniej i
później, terrorystycznego ataku muzułmanina na przykład, albo męczeństwa
świętego, albo skoku Sigourney Weaver z Obcym w brzuchu do pieca z roztopionym
żelazem :) Wszystkie te akty to czysta Agape, tyle, że chrześcijaństwo przyznało
sobie na to monopol. Jak nasz Jezus to robi a my co rok odtwarzamy to jest to
cudowne, ale jak Marzanna to robi na wiosnę, to jest to zezwierzęcenie i dobrze
żeśmy z tym skończyli. To przecież to samo. W Poszukiwaczach zaginionej arki czy
innych kolonialnych bzdetach w rodzaju 80 dni dookoła świata ofiara to ktoś, kto
nie chce być poświęcony i nie widzi w tym żadnego sensu. Tymczasem pracownicy
elektrowni Fukushima zasuwający od kilkudziesięciu dni bez odpoczynku, czy
ludzie rzucający się w Mohendzo Daro pod koła wozów procesyjnych, czy Jezus
który sobie wymyślił, że będzie ostatni, czy chrześcijańscy święci którzy go
postanowili naśladować - wszyscy oni podchodzą do tego inaczej. Jak się coś chce
krytykować, warto to najpierw zrozumieć. O Słowianach warto wiedzieć więcej niż
mają do powiedzenia ci co ich zniszczyli.
Spokojny  - P.S.   |26.04.2011 15:27:09
A jeśli chodzi o związek tej traumy z niezbornością państwowotwórczą Słowian
współczesnych sprawa jest przecież zupełnie jasna. Kraje zachodnie odziedziczyły
tradycję Rzymu. Cesarz się ochrzcił, ogłosił że teraz wszyscy jego poddani są
zbawieni i sprawa była jasna. Płacę podatki, wiec będę zbawiony. Tak mówi
cesarz. Płaciłem i wcześniej, więc nikt nic do mnie nie ma. Kiedy Rzym się
ochrzcił zachował tożsamość. Tymczasem Słowianom wraz z chrztem tożsamość
skradziono i narzucono nową, fałszywą. Skradziono im święta, święte miejsca,
symbolikę - dokonano totalnego, fundamentalnego oszustwa. Wszystko to pod
hasłem, że "oni" są silniejsi, więksi, maja lepszą kulturę, lepsze
prawo, lepszą etykę, lepsze zbroje z żelaza no w ogóle są lepsi pod kazdym
względem. Nawet ich bóg jest lepszy a nasz to taki debil czytać pisac nie umie i
w dodatku nieetyczny. No więc stawiamy Trygława pod pałacem prezydenckim, a
"nowocześni" się śmieją. Tylko patrzeć, jak każą przy stole na podłodze
siedzieć tak jak czescy ochrzczeni książęta kazali tym, którzy się chrzcić nie
chcieli. Sami na krzesłach siadali. Tak to oni wybrali agape.
czerwony łunio   |26.04.2011 23:13:04
Pędreku, chrześcijanie nauczyli mieszkańców tych ziem pisać? Dobre sobie. Dość
długo uczyli, skoro analfabetyzm zlikwidowano w I połowie XX w. W sumie
zlikwidowali, ale szło im jak po grudzie… I nie wiem czy stosunki społeczne na
polu edukacji w XX w. były jakkolwiek mocno powiązane ze sprawami
wyznaniowymi.

Spokojny, ja się jednak z Tobą nie zgadzam, że jedna trauma
działa tysiąc lat. II WŚ zabiła kilka milionów polskich obywateli, a coraz
bardziej gówno już zaczyna znaczyć dla społeczeństwa. Jeszcze nie do końca, ale
za kilkadziesiąt już pewnie zupełnie nic.
viking   |27.04.2011 00:10:36
@ Spokojny

A co z Germanami ?
Im chrześcijaństwo też wiele zabrało. A
jednak trudno to jakoś odnieść do współczesnych problemów z budowaniem
państwowości.
Niemcy, Holandia, Skandynawia - raczej nie mają z tym problemu
… .
Spokojny   |27.04.2011 11:10:08
Viking, ja tu się troche przyznam do obawy polegnięcia, bo z zawodu historykiem
nie jestem. Wiem jednak, ze ustniała logiczna ciągłość między Rzymem a
Cesarstwem Rzymskim Narodu Niemieckiego. Prznajmniej sporo włożono pracy w to,
by wrażenie takiej ciągłości wytworzyć. Drugim elementem łagodzącym mogła być
reformacja. Tam gdzie nastapiła, na pierwotna traumę zostało nałozone nowe
doświadczenie.
Podobnie było ze Skandynawią, bo i tam była przecież
reformacja. Poza tym jesli chodzi o skandyawię, jej chrystianizacja przebiegała
nieco inaczej. W róznych językach, wieloetapowo, nie odgórnie i przez długi czas
skandynawowie mieli prawo zachowana swoich oryginalnych zwyczajów, wierzeń itd.
Pozwolono im zachować przynajmniej częściową tożsamość. Wiemy dużo więcej o
mitologii germańskiej niż własnej. Skandynawowie są dumni z Thora, natomiast
nasz Swarog/Iśwar budzi jedynie śmiech. Nie dlatego, że kiedykolwiek faktycznie
był śmieszny, tylko dlatego, że wiele kłamstw puszczono w obieg, wiele osób
zabito i zamęczono, żeby pamięć o nim znikła.
Spokojny   |27.04.2011 11:17:56
Czerwony to nie jest takie proste. To, że ktoś twierdzi, że jego dzieciństwo
jest już dla niego przeszłością i nic go nie obchodzi nie oznacza, że to
dzieciństwo na niego nie wpływa. Najwyżej tyle, ze o sobie tego wpływu nie
uświadamia.
Druga wojna jest dobrym przykładem. My o niej nie myśimy, ale ona
ma nieuświadamiane konsekwencje. Na przykład przekształcenia własnościowe które
po niej nastąpiły i konflikty z tego wynikające bardzo się przekładają na
współczesne konflikty społeczne. Jak rozmawiamy o eksmisjach, to rozmawiamy o
odbudowie Warszawy, tylko albo świadomie albo nieświadomie. Jak rozmawiamy o
czystości i dziewictwie w wykonaniu rodziny radia Maryja, to nieświadomie
rozmawiamy o setkach tysięcy zgwałceń dokonanych na dzisiejszych "babciach
bez dowodu", ich siostrach i ich matkach. Zgwałceń w wykonaniu Niemców,
Rosjan, Polaków.. To jest doświadczenie które nie ma nazwy. Jak rozmawiamy o
antysemityźmie polskim, to rozmawiamy o setkach tysięcy ludzi którzy dorobili
się na tym, co zrabowano zabitym Żydom i o poczuciu winy z tym związanym. O
gigantycznym pzemilczeniu które dopiero Gross teraz odgrzebuje. I analogicznie -
jak rozmawiamy o krzyżu na starym mieście i wygonieniu księży spod niego, o
psychozie tam panującej, o paranoi, to rozmawiamy o traumie przymusowej
chrystianizacji, o ludziach którym zabrano język, których oszukano w sposób
przerastający ich zdolność rozumienia. I o nieufności która pozostała tu na
zawsze. Ten krzyż pod pałacem to Trygław.
chatte botte   |27.04.2011 14:02:55
Ad p. Spokojny: Mówiąc, że agape ceniliśmy jako poganie, wydaje mi się, że
popełnia Pan błąd, choć chodzi jedynie o pewną genealogię i de facto nie jest to błędem…; chodzi mi mianowicie o to, że to nie było właśnie
agape takie, jak rozumiało je chrześcijaństwo (bardzo dużo
ducha, współczucia, równości bliźniego, człowieka-boga i wszelkich
konsekwencji tego, etc.) a miłość nieco innego rodzaju, z nieco innego
poziomu i na innym poziomie. Taka trochę chłodna miłość
rzymska właśnie… Czyli nie było tutaj rodzaju chrześcijańskiego
współczucia a po prostu pewien odruch innego typu. No i nie mogę się
zgodzić, że wszystkie te akty "wcześniejsze", sprzed nauki
Jezusa, Augustyna i ojców Kościoła, to była czysta agape, no bo chyba nie
była, przynajmniej w takim rozumieniu jak czuje ową
agape chrześcijaństwo. Od chrześcijaństwa naprawdę wiele się zaczęło,
i dobrego i złego, no bo na przykład fakt, że wariatów i szaleńców (że
zostanę na Starym Kontynencie) zaczęto zamykać do lazaretów w pewnym
momencie, to także była robota umysłu chrześcijańskiego i trójpola
Bóg-Człowiek-Świat, umysłu, który chciał dobrze i był
miłosierny, rozumiał miłosierdzie i miłość do bliźniego…
ale zaczynał już także dobrze kalkulować w związku z kształtowaniem
się państwa nowożytnego itd.
Ma Pan jednak rację co do Germanów i ich
bogów, Anglików i tego, że mieli swych Celtów, Franków i ich Asterixów
i Obelixów, Skandynawów z ich Thorem i Nihlfelem, etc., etc., no i tego, że
pozwalano im niejako bezkolizyjnie przechodzić z religii do innej,
zrównywać poziomy, że coś fundowało się dzięki stopniom czegoś innego, już
mocno ugruntowanego. Poza tym, co jest bardzo dobrym argumentem, cały
Zachód do Renu był pod panowaniem Romy, a to bardzo wiele daje, włącznie
z cywilizacją, natomiast u nas, faktycznie dokonano wszystkiego
przemocą a my tę przemoc daliśmy sobie wbić siłą. No i wyszło to, co
wyszło. Teraz wszyscy oglądają Hobbita i Władcę pierścieni, Asterixa i
Obelixa, a przecież my nie zekranizujemy Balladyny Słowackiego
ani Wyspiańskiego, choć oni dwaj próbowali - Wyspiański świadomie -
powrócić niejako do korzeni i odkopać to, co zakopane. Wyspiański
wiedział, jaka w podskórnych religiach drzemie siła.
A jak mówi
stara dobra psychoanaliza: jak nie ma dokąd uciekać, ucieka się tylko w
histerię.
chatte botte   |27.04.2011 13:32:20
P. S. Że sobie jeszcze pozwolę: ten krzyż pod pałacem to właśnie brak Trygława,
to zerwana łączność - poprzez zabijanie setek ludzi, wybijanie zębów, gnębienie
i palenie - z prastarymi religiami. Nie ma dokąd uciec więc stawia się cielca i
tańczy wokół albo idzie przeciwko policji, za wszelką cenę, w imię niczego, byle
tylko dać się zabić, pobić, a później pokazać na obdukcji: zobaczcie, jakimi to
jesteśmy ofiarami. To jest w Polsce właśnie akt założycielski, na którym
wszystko się kończy: bycie ofiarą, pokazywanie wybitych zębów i siniaków, w
końcu gonitwa z szablą na koniu przeciw czołgom. Po tym nie ma już nic. A
powinno być właśnie. No ale jak nie ma ucieczki no to ucieka się w histerię, że
powtórzę to, co wcześniej.
Jakbyśmy mieli Trygława to byśmy się rozeszli do
domów, założyli zespoły poezji starych Polan "Trio-trygława" albo
heavy-metalowe Trygllawica, i żyli z poczuciem łączności z bogami, ziemią i
naturą. Oczywiście żartuję trochę, ale wiem, co się dzieje w Skandynawii właśnie
od tej strony. I jeszcze byśmy na tym zarabiali pieniądze. Brak nam dobrych
mitologów, którzy odkopali by to, co zakopane i zrobili krecią robotę. Niewielu
jest Tolkienów. Zresztą, przecież lepiej się pomodlić albo chcąc zarobić
wyjechać na Zachód.
Spokojny   |27.04.2011 23:38:28
Krzyż na krakowskim to rzeczywiście nie tyle Tryglaw, ile puste miejsce po nim.
Stad histeryczny, rozpaczliwy okrzyk "gdzie jest krzyż?!", stad rytuał w
postaci wykradania tego krzyża, stąd wreszcie podejrzliwość, przekonanie że
"coś jest nie tak" chociaż nikt dokładnie nie wie co. To są
reminiscencje oszustwa chrztu i tego co było po nim. Kulturowej kolonizacji,
podkradania miejsc, symboli, kradzieży języka i konsekwencje - właśnie tak jak
piszes - związanej z tym ucieczki w histerię, która trwa do dziś. Natomiast
jeśli chodzi o agape nie lubię tego słowa, bo jest łzawe i fałszywe jak cały mit
Jezusa który niby to "sie poświęca" a tak naprawdę emituje w przestrzeń
dlug, który trzeba mu spłacać. Natomiast Marzanna i inne ofiarne osoby tego nie
robią. Oddają swoje życie bez wymagania by pamiętano ich imiona. I nie robią
jakiejś idiotycznej wańki wstańki - tu bardzo cierpię, ale zobaczycie, już
wstałem i nawet fruwam. Tak zrobiła Wanda. Wygrała bitwę z chrześcijanami i
wiedząc, że sukces nigdy nie może być nieskńczony, że zawsze zadziała jakaś siła
wsteczna kiedy coś urosnie nadmiernie rzuciła się do wody. Wzięła to na siebie.
Bo taki jest sens składania ofiary. Kiedy odnoszę sukcesy w nieskończonosć
rośnie mój lęk, bo naruszam równowagę. Musi być złożona ofiara. Żaden prozak
któym menadżerowie współcześni próbują tę regułę oszukać tego nie zmieni.
chatte botte   |28.04.2011 00:39:26
"Oddają swoje życie bez wymagania by pamiętano ich imiona. I nie
robią
jakiejś idiotycznej wańki wstańki - tu bardzo cierpię, ale zobaczycie,
już
wstałem i nawet fruwam. Tak zrobiła Wanda. Wygrała bitwę z chrześcijanami
i
wiedząc, że sukces nigdy nie może być nieskńczony, że zawsze zadziała jakaś
siła
wsteczna kiedy coś urosnie nadmiernie rzuciła się do wody. Wzięła to na
siebie".

Panie Spokojny, to właśnie lubię.
Sam papież lepiej by tego nie
powiedział.
I tak właśnie i ja postępuję. I kilka innych fajnych kobiet, które
znam.


Pozdrowienia,
kilka Pańskich ostatnich wypowiedzi jest naprawdę
mocnych i daje Pan asumpt do myślenia.
chatte
chatte botte   |28.04.2011 02:16:32
A co do Jezusa, który "emituje" dług, to także ładne stwierdzenie.
Nie zastanawia Pana dlaczego? To jest tak, że Jezus - proszę
wybaczyć słowo - jako "bękart", nie mając ojca a z pewnością
cierpiąc przez ów "nieskalany" fakt (swej matki) prawdziwe męki i
zbierając nie raz porządne manto od rówieśników, zapełnił (z pewnością
nieświadomie) to miejsce kimś najbardziej idealnym, czyli (chyba… ręka
mi zadrżała) Jahwe. Przyznaję, że jest to dla mnie "ta"
najważniejsza chwila, i idące z nią pytanie, tzn. jak się to dokonało, a
dokonać się musiało w niezłym napięciu i mistycznym "pstryku",
o którym niewielu poważyło się pisać, że właśnie Jahwe stanął w miejscu
ojca/Boga Ojca… (to nie jest pytanie dla prawowiernych). Ważne jest
pytanie "jak" Jahwe stanął, a nie "dlaczego" akurat Jahwe,
bo to drugie dotyczy historii; to tak, jakby pytać, dlaczego Hitler
wybrał Rzeszę… Zna Pan może jakiegoś cennego autora? Zazwyczaj dywaguje
się na temat skutku, tzn. umarł czy nie umarł na krzyżu, dlaczego
umarł, co sprawił tym, że umarł, jaki jest tego sens, etc. A co do
przyczyny niewielu w to wchodzi, bo zazwyczaj trzeba tu
wyjść przed/poza religię. A to się nie godzi przecież.

Marzanna to
bóstwo przyrody, coś jak Demeter, Kora, Dionizos, one nie miały w
sobie tego "naddatku", jaki dźwigał na swoich barkach Jezus. U
pogan było sytuowanie się wobec physis, natury, kosmosu, ale człowiek był "w" kosmosie,
"wewnątrz" całości. Wraz z chrześcijaństwem na scenę wkracza Bóg,
tworzący ex nihilo, ergo: czas staje się odtąd liniowy (jak u Hegla)/etyczny (jak u
Levinasa), bóstwo tworzy wymiar już nie physis ale meta-physis. Czyli duch (wieczny) także jest trans, "spoza" świata (jak u Kanta). Podmiot staje się centrum. No i to
spoza wytwarza właśnie ów dług, bo stawia człowieka wobec
tego nad-wymiaru, wobec powinności, i człowiek musi podtrzymywać ten
ciężar na swoich barkach. Tutaj jest właśnie owa agape, której Pan tak
nie lubi.
Dlaczego Jezus każe postępować podług dekalogu, czyli - to
może być tak trywialne, że aż razić… - dobrze? Bo chce przekroczyć
naturę, w imię dobra, dzięki któremu chrześcijanin będzie miał
zapewnione życie wieczne. "Oddaj ubogim swoje bogactwa" wymaga z
pewnością większej ilości wizyt u księdza vel psychoanalityka,
niźli: "spuść wpierdol Żydom, bo oni zabrali Ci twoje rodzinne
dobra…".
A dlaczego Platon wybrał ideę dobra a nie ideę zła? Bo zło
jest dla Platona ‘z natury’, ‘z głupoty’, doxy, a dobro to
ten znikający punkt, wynik sublimacji, obiekt podniesiony do godności
Rzeczy. Jakiej rzeczy? Ano "ostatecznej", czyli rzeczy
macierzyńskiej (przyznaję się do ciekawej egzegezy Lacana,
która porusza mnie bardziej niż np. nudy Ricoeura), która uczyni cię
tym, kim się staniesz. Kultura działa prosto: jak nie możesz mieć mamusi,
to możesz albo iść "za" tatusiem, albo zabić tatusia,
ewentualnie, jak go nie ma, możesz wybrać takiego, który będzie cię kochał
i wtedy oddać za niego życie. Platon przekracza Naturę,
ale racjonalnie (czynię dobrze w wyniku myślenia o dobru), Jezus chce
tego dokonać ale już  egzystencjalnie/materialnie. Dlatego umiera
na krzyżu, ale…

Platon zakłada szkołę i zbiera uczniów, Jezus
zbiera wiernych a Kościół zakładają ci, co mają w tym interes, no bo ileż
można siedzieć na pustyni i rozmnażać chleb i ryby…

Co do Wandy
pełna racja. No cóż, bohater powinien umrzeć wraz z pieśnią. Widzi Pan, to
jest clu, w Polsce powinno sprawować rządy więcej takich kobiet.
Wolne, niezależne, doskonale wykształcone, zuchwałe, rzucające się
do poświęceń, coś jak Queen Elizabeth ;-) i w Polsce będzie Islandia.
Albo tak upragniona Skandynawia.

Prozac to jeszcze inna
sprawa. Ludzie mają depresję, wieczną, od rana do wieczora, a umrzeć
się nie da tak łatwo, bo np. przepadnie ubezpieczenie. Więc łagodzą to
życie chemią. Żeby zapomnieć i przetrwać tydzień do piątku popołudnia.
Później się nie bierze prozacu tylko pije piwo, albo i prozac i piwo.
Spokojny   |28.04.2011 14:51:40
Wedle potocznych wyobrażeń przed Słowianami mieliśmy jedynie prawo naturalne.
Kiedy dziecko chce ssać palec, po prosu go ssie i nie ma żadnego "prawa"
które by mogło mu tego zabronić, żadnego "ojca" który by powiedział
"nie bo nie i koniec" czyli też żadnej erotycznej ekscytacji związanej z
zakazem i pragnieniem jego przekroczenia, żadnego wstydu. Tak się odmalowuje
współcześnie Słowianina - jako istotę przed spotkaniem Prawa. Zaś Prawo, to Bóg
chrześcijan i żeby było śmieszniej jego antropomorfizacja w postaci Jezusa.
Faceta, który nie tylko ze nigdy nie miał ojca, to jeszcze nawet jego fizycznemu
istnieniu zaprzeczył, przez co pozostał z samą matką zdany nałaskę i niełaskę
jej histerii i tak długo musiał nadstawiać drugi policzek aż sam siebie pozwolił
ukrzyżować. To jest zupełne odwrócenie rzeczywistości. Realnie Trygław jest
samym Prawem, a ci co go obalili są po prostu psychopatami - ludźmi którzy nie
respektują prawa bo nie wiedzą o własnym istnieniu. Używają innych jak rzeczy bo
sami czują się rzeczą.
Jezus nie jest postacią etyczną w takim sensie, w jakim
rozumiemy Prawo czy Zasady. On zresztą wielokrotnie sam to mówi. Jest mężczyzną
bez ojca, zdominowanym i ogłupionym przez kobietę i jej miłośc bez granic i bez
wymagań. Jedyne co może go czekać to bycie rozszarpanym i to go na końcu
spotyka. Nie ma "uczniów Jezusa" ponieważ każdy kto by rzeczywiście
chciał być jego uczniem musiałby się najpierw wykastrować, a później zatrudnic
na sali bokserskiej jako worek, ewentualnie do końca życia służyc jakiejś
kobiecie do odreagowywania jej frustracji wywołanej samotnością. Jahwe wszedł w
miejsce jego ojca, ponieważ to miejsce nie może być puste. Wszedł tam
naturalnie. Taki proces nie ma przebiegu. On się dzieje przecież w całej
przyrodzie bez przerwy. Ale ciekawe jest to, że rodzime bóstwa zostały
umieszczone w roli, w której pierwotnie był Jezus. Kogoś bezbronnego, bez reguł,
jedynie z matczynym współczuciem dla kwiatuszków - tak się współcześni
pseudopoganie kreuja w tych swoich kretyńskich białych szatach do kostek.
chatte botte   |28.04.2011 18:26:01
Zgoda. Bardzo klarownie Pan to napisał. Bardzo antropologicznie, ale
ciekawie.
Z drugiej strony ciężko dyskutować z prawem Chrystusowym,
które poparte jest wieloma autorytetami; kiedy na przykład, pierwszy z
brzegu - Hegel, napisał książkę o Jezusie, jaką napisał. Chcę
powiedzieć, że to książka przemawiająca nie tylko do ratio filozofów,
ale i pośrednio do szerszych warstw tzw. inteligencji. Trudno się takim
uzasadnieniom, jakie zastosował Hegel, oprzeć. Poza tym mówi
na przykład o tej agape, świętości, mistycyzmie, poświęceniu, paruzji,
i to w kontekście Ducha, więc trudno temu, co tu napisane, nie
wierzyć… 
Druga strona medalu, ta przeciw Chrystusowi, jest taka, że
gdy na przykład próbuje się go odbarwiać i pokazać nieco inaczej, od razu
zarzuca się takiemu dyskursowi brak świętości (co jest
ruchem koniecznym, bo trzeba wyjść niejako ‘przed’ świętość) i z
gruntu wycina z poważnej dyskusji. Proszę zobaczyć, co Żydzi zrobili z
Freudem w ‘39 a więc gdy już mieszkał w Anglii, gdy napisał książkę o
Mojżeszu. Larmo było głośniejsze niźli sama wojna. Wyparli się go, o czym
on zresztą pisał wprzód, nim to zrobili.

Co do Jezusa i relacji z
matką, także prawda, z jednym zastrzeżeniem. W moim odczuciu Chrystus
był takiego rodzaju histerykiem, który uwierzył w to, że jest synem
Boga, wszedł duszą i ciałem w histerię i tym ją u-prawnił, a nie tylko
szedł po linii histerii matki. I dlatego to tak mocno oddźwięczało.
Maria przestała być niejako histeryczką, bo Jezus uwierzył w jej
histerię, czyli potwierdził jej wiarę, a przecież na tym polega istota
wiary: że inny uwierzy w to, w co ja chcę wierzyć, więc ja też uwierzę. To
też jest problem polski, dzieci niewierzących i rodziców katolików.
Jak nie znajdujesz potwierdzenia w związku z tym, co cię niejako stanowi,
no to zaczyna się histeria, wydziedziczanie etc.
Jezus dał się
ukrzyżować, bo tego sam chciał (choć jak już mówiłam, to nie był do końca
ruch świadomy, dlatego trudno tutaj zarzucić mu zimną kalkulację czy
wyrachowanie ;-) , a więc i jego matka przeszła na jego stronę. Poza tym
proszę zauważyć moment, kiedy wziął arkan i stłukł handlarzy
w świątyni, tu już był "jako ten król"…
Z mistykami tak
jest, przecież jak podają annały wielu było takich Jezusów wówczas, a
właśnie temu się udało. Inni dali się spalić żywcem i powiesić na
krzyżach, i nic z tego nie wynika, ot, szaleńcy, wariaci.

Jezus był
lewakiem, dlatego nie był etyczny. Jego prawo szło z poziomu
biedy, niewolnictwa, a więc tego, co było odwrotną stroną Prawa Romy.
Był sprawiedliwy niejako z natury, przeciw Prawu Rzymu. To, co pisze Pan o
Trygławie to mocna prawda, nie da się jej obalić, tak samo jak prawdy
Dionizosa… a jednak ci bogowie przeminęli.
Nie ma uczniów Jezusa ale są
księża, każdy z nich uważa się za ucznia Jezusa i zastosuje argument:
nie, właśnie nie trzeba się kastrować samemu, bo Jezus zrobił to za nas,
za nas umarł na krzyżu, hm, "ofiarował się", a my teraz
wygłosimy kazanie i symbolicznie złączymy się z Bogiem.

Jahwe wszedł w
miejsce jego ojca, ponieważ to miejsce nie może być puste.

Ależ może, może być puste, ale do tego trzeba dużej świadomości i
gigantycznej pracy nad sobą, skoro już używamy określonego dyskursu. Jak
za Trygława nie było ojca, bo np. zginął, nad dzieckiem wszystkie
inicjacje sprawowali wujowie i rodzina, były postrzyżyny, później
pierwsze polowanie, następnie zabicie wroga, zżęcie pierwszego snopa
zboża, ożenek etc. (jak u Indian np.) Dziś brak jakichkolwiek inicjacji,
dlatego mówi Pan, że miejsce nie może być puste. Może, tylko że trzeba
je zapełnić - jak Brzozowski o tym pisał - pracą.

Współcześni poganie? A
co to takiego? Mówi Pan o tych zarośniętych facetach co na Mazurach
polują na krowy i mieszkają w lipcu i sierpniu w namiotach czy szałasach?
Aha, i jeszcze - przez wzgląd na brody do pasa i warkocze -
biorą udział w teatrzyku bitwy pod Grunwaldem, grając Żmudzinów?
Markan   |02.05.2011 09:59:06
Najciekawsze w tym wszystkim jest to, że JEZUS i tak Was Wszystkich kocha !!!
Spokojny   |02.05.2011 14:56:32
Odpowiem na część dotyczacą zarośniętych facetów w strojach Żmudzinów. Tak, to o
nich wspomniałem. Ich widok pokazuje czym się stali Słowianie po traumie chrztu.
Karykaturą szczerbatą człowieka niczym z filmu Stara Baśń. Żadnego w tym sensu,
żadnej dumy, żadnej perspektywy. Udawanie obcego wzoru, bo przecież ta ich moda
na "pogaństwo" przyszła wprost z hipisowskiej i oni też za hipisów
poprzebierani dam głowę że woleliby być w Stonehenge i popijać miód z rogów niż
robić zakupy w nocnym z widokiem na Gołębiewski. Ale wspomnieć o nich trzeba, bo
jeśli się chce zrozumieć co zrobiono Słowianom, to to jest właśnie to. To
zrobiono i kiedy z sejmu polskiego, polskiego prawodawstwa, polskiej armii,
nauki, zwanej służby zdrowia, publicznych mediów itd. odedrze się wszystko to co
nadęte i z tektury zrobione i zostawi samą treść, to zostanie właśnie to. Czyli
nic zupełnie.
Wmówiono nam że Słowianie po chrzcie zrobili krok naprzód, bo
wcześniej czcili święte konie, gołębie, święte drzewa i świętą figurę a teraz
czczą Boga nie mającego formy, za to reprezentowanego przez świętą figurę lub
jedynie przez skomplikowaną strukturę słowną a’la Piątek Tomasz. I że to jest
postęp myślowy. Czyli powiedziano nam, że oni nie odróżniali fizycznej
reprezentacji znaku od tego co ten znak oznacza. Jest to ni mniej ni więcej
tylko encyklopedyczna definicja kretyna. To kretyn nie umie nauczyć się czytać,
bo jak widzi A, to widzi po prostu to_co_widać_. Czyli mówią nam, że nasi
przodkowie, którzy zbudowali Truso i na przykład Wikingowie którzy opłynęli całą
Europę to oni też byli w istocie swojej kretynami. Nie odróżniali co znak, a co
znaczenie znaku. Takoż i my nie odróżniamy co prawo, a co sens prawa i dlatego w
naszych sądach nad sprawą o wyniesienie radia tranzystorowego z domu mamie przed
jedenastu laty tyle samo trzeba pracować co nad sprawą wyniesienia laptopa
przedwczoraj. Tyluż tu i tam świadków powołać, tyle samo na to wydać pieniędzy
itd. I nie ważne że czeka dwuletnia kolejka a mama nie żyje. Bo jest zasada
legalizmu i nie odróżniamy co jest prawo, a co jest sens prawa. Tak nam wmówiono
na chrzcie i ten lęk, że jesteśmy w istocie kretynami skutecznie nam paraliżuje
wszystko za co się weźmiemy. Dlatego anglosaski autor książki o psychoterapii
bez trudnu się sili na dowcip, a polski nie zrobi dwu zdań jak nie wbije trzech
cytatów z odnośnikiem. Bo w gruncie rzeczy on się czuje takim właśnie przebranym
Żmudzinem z widokiem na Gołębiewski. Tak działa kolonizacja. Wyzwolenie i
modernizacja Polski możliwa jest tylko przez całkowite odrzucenie
chrześcijaństwa i wszelkich jego myślowych konsekwencji. Dopóki będziemy
nominalnie lub choćby mentalnie chrześcijanami, pozostaniemy niewolnikami.
chatte botte   |02.05.2011 15:35:58
To się znaczy, że jednak będziemy i nominalnie i mentalnie (skoro Pan tak to
widzi), niewolnikami. No chyba że Pan ma odpowiedź, jak ‘odrzucić’
chrześcijaństwo?
Wie Pan, warto może jednak powiedzieć, że chrześcijaństwo nie
jest złe (cokolwiek to znaczy, a za tym cokolwiek znaczy poprzedzające nawias
zdanie…). Jezus - jak ktoś zauważył - i tak nas kocha.
Gdyby na Polan napadli
wikingowie być może mielibyśmy inne religie.
Proszę poza tym zauważyć co
innego: bogowie greccy też odeszli, i germańscy też, Indian amerykańskich także
(ktoś to zauważył, że jedyne na czym polegała ‘inność’ tej osławionej ‘ucieczki
bogów’, to na niejakiej bezkolizyjności, ciągłości historycznej, etc.). O tych
ucieczkach dawnych bogów i nastaniu ‘czasów marnych’ pośrednio lub nie, pisali
May, Heidegger i kilku innych, i sądzę, że to najsłabszy punkt wielkich nieraz
filozofii. No bo co to da jak nie możliwość dialektycznego przyrównania jedynie,
upowieściowi nudną dialektykę filozofii i zapełni czas fantazmatami o kołyskach
kultury i powrocie do czasów dzieciństwa?
Bogowie ‘natury’ odeszli bo odejść
musieli, bo świat był ekspansyjny i kultury wzajem na siebie napierały i się
wyrzynały. Jak plemiona judejskie napierały na Kaananeńczyków to także wycięły
kult żeński Matki a wstawili tu kult paternalistycznego Jahwe. Jako że wąż u
Kaananeńczyków był ważnym symbolem i metaforą przemiany (w większym sensie
kobiecej), no to wąż w Pięcioksiągu jest szatanem.
Chciałby Pan zaprzeczyć
chrześcijaństwu i wrócić do czego? Bogów Polan? Żarty na bok. To se ne wrati.


A to, że polscy pisarze cytują to jeszcze inna sprawa i nie wynika do końca i
wyłącznie z tego, że byli kiedyś poganami a teraz są katolikami.
Spokojny   |02.05.2011 17:55:36
Jak odrzucić chrześcijaństwo, czy też czy możliwa jest tożsamość
pozachrześcijańska. To jest całe życie na to, by to w sobie cierpliwie
odnajdywać i wykorzeniać. Ale prędzej w to uwierzę, że to jednak możliwe, niż
uwierzę w socjalistyczne czy feministyczne utopie. W socjalistyczne nie uwierzę,
bo socjalizm zajmuje się tylko tą połową człowieka, która ma potrzeby, a
zupełnie ignoruje istnienie tej drugiej - która ma pragnienia. Stąd Zaporożec i
bary mleczne. Odrzuca on też sublimację wszelką, bo niby jak może być sublimacja
kiedy są wszyscy równi? Nie ma magii władzy a jedynie urząd władzy to jak może
być tiramisu? Dlatego NWS jest takim zabawnym miejscem. Nikt z tych co tam
przychodzą nie wyrzekłby się sublimacji i pragnień, zatem jako socjaliści oni są
w strojach Żmudzinów. W feministyczne fantazje też nie wierzę, bo to jest nic
innego niż tylko wrzeszczenie na faceta że nie chce tego albo tamtego dać. W
efekcie środkiem świata tych zgłaszających reklamacje pań i tak jest jakiś pan.
Brać to poważnie to skończyć na krzyżu. Już taki był jeden. Natomiast
poszukiwanie takiej tożsamości w tym, co nie jest chrześcijańskie jest jak
najbardziej teoretycznie możliwe. Co nie znaczy, że to wielu zrozumie.
chatte botte   |04.05.2011 05:03:40
Panie Spokojny, bardzo prosta, rzeczowa, dowcipna wypowiedź. Przyznaję, ujmują
mnie te Pańskie spojrzenia-syntezy. Tyle że, w tym akurat przypadku, jakimś
szczególnym projektantem dusz to Pan raczej nie zostanie.

No bo jeśli mówi Pan
tak (wierzę, że to niejako żart i żartem niejako odpowiadam): ‘To jest całe
życie na to, by to w sobie cierpliwie
odnajdywać i wykorzeniać’, to na sam
koniec prędzej delikwent przyjmie tak zwane sakramenty i zemrze w chwale
Najwyższego, niźli Dionizosa. Bo tych co w chwale Dionizosa skończyli żywot było
- z tych znanych - kilku zaledwie. I też mieli niewesoło. No i czapa.

Co do
feministek też (żartobliwa) zgoda. Niech Pan im się da jednak spokojnie wyszaleć
te przysłowiowe 40 lat, a później gdy ich córki wyjadą na Zachód, dorobią się,
dotkną Ziemi Obiecanej i wrócą, będą się śmiały z matek, jakie to one ‘gupie,
zabobonne baby’ były. One są dziś potrzebne, choćby dialektycznie. Poza tym za
swój feminizm koszą niezłe pieniądze, a więc on im się opłaca. A to już coś. Jak
się opłacać przestanie zobaczy Pan, nawet się ożenią z typowym samcem alfa (no
dobra, no to niech już będzie i bogaty…).
Napisz komentarz
Nick:
E-mail:
 
Strona www:
Tytu?:
UBBCode:
[b] [i] [u] [url] [quote] [code] [img] 
 
Prosz? wpisa? kod antyspamowy widoczny na obrazku.

3.26 Copyright (C) 2008 Compojoom.com / Copyright (C) 2007 Alain Georgette / Copyright (C) 2006 Frantisek Hliva. All rights reserved.”


Na podobny temat

Aktualizacja    ( 26.04.2011 )
 
« poprzedni artykuł   następny artykuł »
Generated in 1.13545 Seconds