> PREMIERA 24 MAJA

Berman_okladka_300px.jpg

>>Już jest: KP30!

kp30_okladka_300px.jpg

Komentarze

CYTAT DNIA

Życzyłbym sobie, abyśmy w obecnym stuleciu potrafili w końcu połączyć wiedzę naukową i techniczną, rozwiniętą jak nigdy dotąd w historii, z umiejętnościami ludzkimi i politycznymi, które, jak na ironię, są najbardziej w historii zacofane. Dysponujemy wszystkimi środkami naukowymi, technicznymi i nawet finansowymi, aby wykorzenić biedę, głód, ciemnotę dotykającą co najmniej połowę mieszkańców naszej planety. Dlaczego tego nie robimy? Dlatego, że brakuje nam politycznej woli, połączenia pragnienia i działania, żeby to zrobić.

Carlos Fuentes (1928-2012), Contra Bush

Katalog Książek KP

Książki w sklepie KP

Advertisement
Order software online
Rozmowy przy wyrzucaniu z pracy Drukuj
Cezary Michalski   
11.01.2011

Na wstępie jednak wymienię zalety Jarosława Kaczyńskiego na tle straszliwego „Viktatora Orbana” (cyt. za Krzysztofem Vargą Zawsze Poprawnym): otóż Kaczyński jest starszy o pokolenie i o pokolenie bardziej dupowaty. Jednych - w tym i mnie - te słabości Kaczyńskiego cieszą, ale innych  bez wątpienia martwią. Także Zbigniew Ziobro czy Jacek Kurski polskimi Orbanami nie będą, nie byli nigdy inteligentami, Orban był, nawet fajnym, co czyni z niego przeciwnika bardziej niebezpiecznego. Tak to już czasem bywa, że ci fajniejsi są bardziej niebezpieczni, bo bardziej skuteczni. Naszym prorynkowym neosarmatom, eurosceptykom i panslawistom (Węgrzy przynajmniej nie są Słowianami) przypominam ponownie, że w przeciwieństwie do Jarosława Kaczyńskiego Orban nigdy nie wyprowadził swoich europarlamentarzystów z Europejskiej Partii Ludowej, nigdy nie zdecydował się na taką głupotę, jak Jarosław Kaczyński (PiS) czy Michał Kamiński (PjN) i Paweł Kowal (PjN) - czyli na zabawy w osłabianie Unii u boku eurosceptycznych Torysów połączone z zupełnie niepotrzebnym wystawianiem się w roli politycznych durniów. Orban, w przeciwieństwie do Kaczyńskiego, Kamińskiego czy Kowala, pamięta, że Węgry (nawet Wielkie Węgry) nie leżą za kanałem La Manche, pomiędzy Francją a USA, ale na Nizinie Panońskiej, pomiędzy Niemcami i Rosją, czyli w dużym przybliżeniu w tym samym miejscu co Polska. W dodatku będąc zdecydowanie mniej dupowaty od Jarosława Kaczyńskiego, Orban jest tak sprytny albo przynajmniej tak pyszny, że uważa, iż nawet Wielką Brukselę potrafi wykorzystać do budowania Wielkich Węgier.

Tymczasem u nas, czyli w TVN24, Jacek Kurski oświadcza, że „Komorowski ma problem… ze swoją pozycją, w swoim środowisku politycznym”. Innymi słowy jest mięczakiem, który się Tuskowi za mało stawia, bo nie ma cojones takich, jakie ma Kurski. Biedny profesor Nałęcz - tak, ten sam, który w imieniu Leszka Millera oddał władzę Rokicie i Ziobrze, bo głośno krzyczeli - próbuje argumentować racjonalnie, spokojnie, że przecież „rola prezydenta, jego funkcja konstytucyjna…”. Kurski bierze się pod boki i po sarmacku rechoce, a inni mu sekundują, łącznie z rozbawionym Rymanowskim utrzymującym porządek na ringu. Nałęcz powinien odpowiedzieć chamstwem na chamstwo, powinien powiedzieć, że to „Kurski ma problem… ze swoją pozycją, w swoim środowisku politycznym” i to on jest mięczakiem, bo tylko Jarosław Kaczyński ma w swoim środowisku cojones, dopóki mu ich jego wilki w końcu nie odgryzą mimo całej żałoby panującej w stadzie. W języku, w którym liczy się tylko siła, tylko siły należy używać przeciwko tylko sile. Ale Nałęcz woli, zawsze wolał ukrywać się za siłą innych. Taki podział charyzmatów. Powinien się tylko modlić (do kogo się modlą świeccy historycy wyspecjalizowani w Międzywojniu?, „a dokąd idą po śmierci wszystkie kalkulatory?” - to drugie jest cytatem z serialu „Czerwony Karzeł”), aby Tuskowi siły nie zabrakło do osłaniania tego wielkiego teatralnego budynku przy Krakowskim Przedmieściu, w którym aktorzy nawet nocować się boją, bo tam ponoć straszy. 

Ale są też dzisiaj w Warszawie aktorzy grający bardziej na poważnie, grający o życie (własne) albo przynajmniej o życie (własne) na pewnym poziomie. Anita Gargas, Jacek Karnowski, Joanna Lichocka, Jan Pospieszalski, Tomasz Sakiewicz, Bronisław Wildstein, Rafał A. Ziemkiewicz, Tomasz Terlikowski… zorganizowali właśnie konferencję „Ograniczanie wolności słowa w Polsce”. Czy kiedy Lisicki zwalniał z „Rzeczpospolitej” Sławomira Popowskiego, Jacka Rakowieckiego, Pawła Moskalewicza… czy kiedy Wildstein wyrzucał z telewizji publicznej ludzi i programy, które uważał za nazbyt „lewackie” (oczywiście nieustająco cytuję to słowo w znaczeniu, jakie posiada ono w dość idiosynkratycznym słowniku państwa Soników) wyrzuceni z pracy ogłaszali „ograniczanie wolności słowa w Polsce”? Niektórzy ogłaszali, ale większość jednak nie była aż tak bezczelna, jak ci, którzy wtedy ich wyrzucali lub zastępowali, a teraz są wyrzucani lub zastępowani albo się wyrzucenia lub zastąpienia całkiem słusznie boją. Ale że wyrzucani przez Wildsteina i Lisickiego mieli w sobie zbyt mało bezczelności, aby wówczas urządzać konferencję o „ograniczaniu wolności słowa w Polsce”, to jest ich problem, a nie problem Wildsteina i Lisickiego. Z drugiej strony trzeba też obawy dziś „eksterminowanych” (cyt., równie nieustająco, za Piotrem Skwiecińskim) zrozumieć, gdyż oni się boją i mają powody, że nie będą mogli tak jak Tomasz Lis przenosić się z TVN-u do Polsatu, a z Polsatu do TVP S.A. (nawet Urbańskiego). Oni raczej sądzą, że po Telewizji Publicznej Jarosława Kaczyńskiego i takiejż „Rzeczpospolitej” czeka ich tylko Telewizja Trwam i „Gazeta Polska”, a tam wcale na takich „antysalonowców” z otwartymi ramionami, mirrą, kadzidłem i złotem (to u mnie jakiś pogłos po Święcie Trzech Króli) nie będą czekać, co najwyżej podzielą się z nimi prostą żołnierską strawą albo nie podzielą. Kiedy piszę ten felieton, oglądam sobie akurat „Terminatora, Ocalenie” na HBO, żeby nie oszaleć od myślenia o samej tylko polskiej polityce choćby przez jedną godzinę lekcyjną. Zatem oglądam ten film po raz chyba piąty i oczywiście trafiam na dialog doskonale pasujący do bieżącego tematu: „co to?” pyta ochotnik ruchu oporu poczęstowany przez młodego kombatanta jakimś nieświeżym, cuchnącym gulaszem, „dwudniowy kojot”, odpowiada kombatant, „lepszy od trzydniowego…”. Wątpliwe, aby Lisickiemu, Zdortowi, Wildsteinowi czy Ziemkiewiczowi uśmiechało się jedzenie po bunkrach „wojny cywilizacji” mięsa z dwudniowego chociażby kojota, ale jestem przekonany, że na dwudniowym kojocie nie skończą, będą jeszcze jedli suszi, że nawiążę do słynnej posmoleńskiej diety neosarmackiego neokonserwatysty Roberta Mazurka. 

Znów gwoli sprawiedliwości warto zauważyć, że „Rzeczpospolita” pod redakcją Pawła Lisickiego zupełnie nieźle się jako prawicowa gazeta w głównie prawicowej (dwie dość spore partie i trzecia pretendująca) Polsce sprzedaje, więc ciekawe, czy to rynek będzie miał ostatnie słowo, czy też prorynkowa partia do wyroków rynku nie zawsze się stosująca. Problem w tym, że jak  prorynkowa partia zlikwiduje prorynkową (ale na nieco inny sposób) „Rzepę”, to Lisickiego żaden lewicowy redaktor już nigdy nie będzie mógł w uczciwej rynkowej konkurencji pokonać. Zatem musicie wybierać wszelcy przyszli twórcy lewicowych mediów w tym kraju: chcecie mieć kiedyś Lisickiego jako groźnego konkurenta na rynku, czy też wolicie, aby go wcześniej prorynkowe PO zadusiło? Ale to może dialektyka zbyt subtelna, więc nie będę jej ciągnął.

Siła, interes, upartyjniona i zideologizowana moralność… pokryte bardzo cieniutką pozłotką języka wartości. Wszyscy to potrafimy, ale jedni potrafią to lepiej drudzy gorzej i to robi różnicę w walce politycznej, a nawet w „wojnie cywilizacji” (będącej najbardziej zakłamaną formą walki politycznej). Czy Jarosław Kurski - brat Jacka - albo Jerzy Baczyński, dziennikarz dwudziestolecia (ja bym jednak przyznał ten tytuł innemu finaliście konkursu, Adamowi Michnikowi) mają taką siłę, jaką kiedyś mieli Michnik i Miller (nie zawsze dobrze używaną, zgoda, czasem przeciwko nie tym, co należało, rodząc wrogów na kamieniu, zamiast budować koalicje na rzecz… oczywiście „konserwatywnej modernizacji”). Są w ojczyźnie rachunki krzywd, ale po co je dzisiaj rozpamiętywać, kiedy po stronie „konserwatywnej modernizacji” mamy tylko pitolenie zupełnie poczciwe, ale bez siły i brutalności, z którą dawny, historyczny żelazny centrolew (czy też „nieprawica” - cyt. za Kinga Dunin - bo lewicy było w tym centrolewie jak na lekarstwo) traktował prawicę, a prawica (my - prawica?) nauczyła (nauczyliśmy?) się tej przemocy i brutalności jakoś wyjątkowo łatwo - może wcale nie musiała (nie musieliśmy?) się uczyć? - i poniosła (j.w.) ją ze sobą na drogi wygnania, zamiast intelektualnej komplikacji, a nawet zamiast tomików Herberta. Dlatego, chociaż posmoleńska prawica przegrywa kolejne wybory, zahartowana w dość brutalnych bojach ciągle zmusza innych do bezradnego słuchania, kiedy sama przemawia jako jedyna „mniejszość, która ma rację” (cyt. za Jarosław Kaczyński z Krakowskiego Przedmieścia, Jarosław Marek Rymkiewicz z jego słynnych wywiadów, ale tak naprawdę oni wierzą w to wszyscy).A zresztą, może to Oni wszyscy są mądrzy, a ja jestem głupi? Po co bowiem zachęcać strony polskich politycznych konfliktów do jakiejś refleksyjnej „artykulacji” (Ziemkiewicz! marsz do Słownika Wyrazów Obcych!, skoro postanowiłeś się przed prawicą pysznić swoją prostotą, to ja będę Cię na lewicowym portalu dręczył moją komplikacją), po co w ogóle wyrażać się w sposób artykułowany w kraju, gdzie walka polityczna toczy się tradycyjnie w milczeniu, bo język służy do rozmaitych całkiem innych rzeczy? Tu trzeba ciućkać, mówić o wolności słowa, cedzić o wartościach, dialogu, Janie Pawle II i Jacku Kuroniu (przepraszam koledzy z KP, ale to niestety prawda, dlatego nawet Mackie Majchrowi, co jak rekin zęby ma na wierzchu, się te wasze zebrane pisma polityczne Kuronia podobają, ale to oczywiście nie znaczy, że ich nie należy wydawać, tylko nie ufajcie zachwytom, jakie na ich temat słyszycie z lewa, z centrum, a czasami nawet z prawa, Oni wszyscy wiedzą, że w tym kraju idee nie mają żadnych konsekwencji, w tym kraju konsekwencje ma wyłącznie siła)… i wyrzucać w ciszy z pracy swoich przeciwników. Więc wyrzucani dzisiaj krzyczą, tak jak wczoraj w ciszy sami wyrzucali. A ci co wyrzucają dzisiaj, pragną zachować ciszę, którą wyrzucani starają się przerwać (organizując paniczne konferencje w obronie wolności słowa, którą mają w dupie, bo wolność słowa to element liberalnej wolności negatywnej, której przecież ani „stary” Wildstein, ani „środkowy” Terlikowski nie cenią, jeśli akurat nie jest im potrzebna w ich misyjnej samoobronie). 

Obie strony tej ponurej walki (zawsze są obie, ta wyrzucana i ta, która wyrzuca) nazywają to językiem, ale to w czym wyraża się polska walka polityczna podstawowych cech języka nie posiada, podstawowych warunków języka nie spełnia. To charczenie drapieżników przy mięsie i kocie zaloty. Więc zawsze będzie się tu wyrzucać w milczeniu i zawsze będzie się tutaj krzyczeć (”wybili, Panie, wybili… wolność słowa w Polsce!”) będąc wyrzucanym. A rozmawiać się tutaj będzie wyłącznie o poezji Zagajewskiego, o poezji Szymborskiej, o filozofii św. Tomasza, o klasycyzmie i awangardzie - innymi słowy, o kulturze przez niebotycznie wielkie „K”.

PS. Zakończyłem pisanie mego… (felietonu?), żeby zdążyć jeszcze na scenę, w której John Connor informuje Marcusa Wrighta, że ten jest terminatorem: „Uważasz się za człowieka?” - pyta Connor, „Jestem człowiekiem… Nieeee!!!” (krzyczy Wright, kiedy Connor pokazuje mu jego metalowe wnętrzności). Ale na tle naszych wyrzucających i wyrzucanych, nawet terminatory są ludźmi (te lepsze terminatory). One przynajmniej krzyczą, kiedy im pokazać ich metalowe wnętrzności, podczas gdy ci nasi… uważają polityczne samouprzedmiotowienie za siłę natury, a może nawet za jej największy dar, zwalniający od wszelkiej refleksyjnej męki.

 


Felietony Cezarego Michalskiego publikujemy w poniedziałki i w środy.  

 

 

Komentarze
Dodaj nowy
józio   |14.01.2011 23:43:35
Bardzo lubię pana felietony, nie ja jeden zresztą, ale ten jest trochę
przydługawy. Przyznaję, że nie do czytałem.
retro   |22.01.2011 14:56:19
Jeśli Lisicki polegnie, to w ten sam sposób w jaki "odzyskał" Rzepę.
Czyli w wyniku politycznej zmowy właścicieli.
Napisz komentarz
Nick:
E-mail:
 
Strona www:
Tytu?:
UBBCode:
[b] [i] [u] [url] [quote] [code] [img] 
 
Prosz? wpisa? kod antyspamowy widoczny na obrazku.

3.26 Copyright (C) 2008 Compojoom.com / Copyright (C) 2007 Alain Georgette / Copyright (C) 2006 Frantisek Hliva. All rights reserved.”


Na podobny temat

Aktualizacja    ( 11.01.2011 )
 
« poprzedni artykuł   następny artykuł »
Generated in 0.95551 Seconds