|
Tomasz Terlikowski znowu nawracał ludzi u Rymanowskiego. Tym razem Palikota. Z braku innych argumentów (mimo że skończył co najmniej retoryczną zawodówkę, a może nawet retoryczne wieczorowe liceum) zaczął publicznie się zastanawiać nad szansami Palikota na życie wieczne. Złożył mu nawet klasyczną korupcyjną propozycję – wymachując naprawdę grubą kopertą – żeby się Palikot zamknął, on się za Palikotem wstawi u Boga, odmówi za niego różaniec. A różaniec Terlikowskiego ma co najmniej taką moc jak relikwie św. Stanisława chroniące Kraków od powodzi i na pewno zaprowadzi Palikota do nieba. Zamilknięcie dzisiaj – jak powtarzał Terlikowski – opłaci się Palikotowi po śmierci (musicie przyznać, że Pascalowski zakład w tej interpretacji nie brzmi już tak subtelnie).
Zacznijmy naszą odpowiedź Terlikowskiemu od tego, że „Palikot popełnił bez wątpienia sporo grzechów”… i w ten sposób naszą odpowiedź Terlikowskiemu zakończmy. Ten język jest dziś tak cholernie zużyty i łatwy: „grzech”, „zbawienie”, „potępienie”, koniecznie z określeniem „wieczne”, że nawet Terlikowski umie się nim posługiwać. A ponieważ wie doskonale, jak bardzo ten język w jego ustach jest pusty, nic nieznaczący, zatem posługuje się nim coraz płynniej, z coraz mniejszym oporem. Coraz mniej się bojąc, że pewnego razu, w świetle jupiterów, ten święty kiedyś, a dziś zbeszczeszczony język, stanie mu kołkiem w gardle i zamiast kogoś w imieniu Boga, z którym jest na Ty, potępiać albo zbawiać, tylko cichutko zacharczy i osunie się na podłogę telewizyjnego studia pod ciężarem cudu, którego imieniem dzisiaj tak łatwo szafuje. Albo wydarzy się coś jeszcze dziwniejszego, Terlikowski uniesie się nagle pod sufit telewizyjnego studia i stamtąd przemówi do Rymanowskiego estradowym basem Nergala.
Ale na razie Terlikowski Boga się nie boi, jest tysiąc razy bardziej świecki niż ja i Ty, drogi czytelniku Krytyki Politycznej. A szkło lubi bardziej niż jakiekolwiek inne sakralne substancje, można wręcz powiedzieć, że telewizyjne szkło transsubstancjalizuje mu się łatwiej, niż niejednemu wierzącemu księdzu (naprawdę są tacy) transsubstancjalizują się wino i chleb. Jednak to Terlikowski czuje się w takich chwilach kapłanem od innych prawdziwszym, kiedy namiętnie odprawia swoją telewizyjną mszę. Oczywiście jako kapłan prawdziwszy Terlikowski sam siebie zwolnił z celibatu, na co żadnemu zwykłemu, nietelewizyjnemu księdzu nigdy by nie pozwolił – także w tej sprawie wypowiadał się już wielokrotnie w tonie nieznoszącym sprzeciwu. Ma żonę, jakby był pastorem czy popem, a jest przecież samouświęconym kapłanem katolickim, nawet jeśli tylko medialnym. Ma też podobno dzieci, nie wiem na pewno, nie czytam „Vivy”, nawet w wersji „Frondy”, w ogóle życiem prywatnym kaznodziejów telewizyjnych i internetowych interesuję się bez porównania mniej niż oni moim. Jeden więc grzech Terlikowskiego tylko wymienię, ale za to poważny, jakim jest bez wątpienia żonglerka charyzmatami na wizji. Może zatem pierwszy i najżarliwszy różaniec odmówiłby nie za Palikota, ale za siebie? Modląc się prywatnie i z nasłabszą choćby nadzieją, że tym razem zostanie wysłuchany. Jeśli oczywiście tym razem naprawdę do Kogoś się zwróci.
PS. Biskup Budzik przedstawił rządowi w imieniu polskiego Kościoła propozycje priorytetów polskiej prezydencji w UE. Aby się zrewanżować, teraz dla odmiany Komorowski i Tusk powinni zaopiniować kandydatów na zwalniające się właśnie stolice biskupie, najlepiej w języku Kościołowi znanym: „Słuchajcie eminencjo Wyszyński, tego Wojtyłę to nawet możecie mianować”. O ile jednak w tamtych czasach rozdział Kościoła od państwa był naruszany przez państwo, o tyle dzisiaj robi to Kościół. Znowu nie chodzi o Boga, ale o subiektywne poczucie siły własnej i rozpoznanie politycznej słabości konkurenta do władzy. Bo jeśli do grasujących już po kraju jeźdźców apokalipsy Kaczyńskiego i Balcerowicza dołączą jeszcze przed wyborami jeźdźcy apokalipsy Michalik i Dziwisz, to zrobi się jeźdźców apokalipsy czterech. I Tuskowi pozostanie już tylko udanie się pod osłonę medialnego superróżańca Terlikowskiego, a wątpię, czy swój medialny superróżaniec akurat za Tuska Terlikowski zachce wtedy odmówić. Przy czym po raz tysięczny powtórzę, że ja się z relatywnej słabości władzy w Polsce, w przeciwieństwie do większości dziennikarzy w tym kraju, nigdy nie cieszę. Ja nad słabością władzy w Polsce, w przeciwieństwie do większości dziennikarzy w tym kraju, zawsze ubolewam.
Na podobny temat
|
Hehe, dobry fragment. Ile się przez ...
Będę się powtarzał, ale nie z uporu, ...