|
Życie dopisało pointę do moich rozważań o polskim republikanizmie praktycznym, pointę raczej smutną. Reprezentanci kibiców przygotowywali się pod logiem Fundacji Republikańskiej Przemysława Wiplera (7 miejsce na liście warszawskiej PiS) do spotkania z Tuskiem. To nie byli oczywiście „kibole”, to nie byli stadionowi bandyci, ale przedstawiciele stowarzyszeń kibiców, które jako republikański eksperyment kompletnie poległy, choć się do tego nie przyznają (jak to zwykle w Polsce bywa z republikanami). Zwalają wszystko na „nie swoje” państwo.
Przypomnijmy, republikanizm polskiego środowiska kibicowskiego miał polegać na tym, że stowarzyszenia kibiców same zapanują nad stadionowym bandytyzmem, żeby na stadiony nie musiała wkraczać policja czy „represyjne państwo” (przecież nie jesteśmy Prusakami czy Rosjanami, nie jesteśmy nawet Anglikami, my rządzimy się sami, oryginalnie, po republikańsku, jak I Rzeczpospolita i pierwsza „Solidarność”). Republikański eksperyment na polskich stadionach zakończył się nawet nie klęską, ale katastrofą dokładnie tak samo, jak oba eksperymenty poprzednie. Część stowarzyszeń kibiców stadionowi bandyci po prostu przejęli, użyli ich jako swojego narzędzia „organizacyjnego”. Pozostałe okazały się całkowicie wobec bandytyzmu stadionowego bezradne. W finale mamy zniszczenie przez „kiboli” nowego stadionu Zawiszy w Bydgoszczy, przejęcie stowarzyszeń w paru najważniejszych klubach polskiej ligi piłkarskej przez mafię (gdzie tam mafię, mafia to jednak cywilizacja powstała w kraju rodziny Borgiów, parę najważniejszych polskich stowarzyszeń kibiców zostało przejętych przez zwyczajnych łysych bandziorów katujących rodziny z dziećmi, bijących po pysku piłkarzy własnej drużyny i kręcących wątłe nielegalne interesiki na stadionowym zapleczu). Jako odprysk kibolskiego republikanizmu mamy zupełnie już jawny antysemityzm wyrażany masowo na stadionach w brutalnych i wulgarnych antyżydowskich hasłach, w karykaturach i wykrywaniu „krzywych nosów” u przeciwników ligowych.
Mamy republikanizm bicia po gębie, republikanizm pałki bejsbolowej i maczety. I mamy republikanizm Zbigniewa Ziobry i Beaty Kempy, którzy – odpowiednio jako minister i wiceminister sprawiedliwości – bez oporu posyłali służby na lekarzy i pielęgniarki, ale w obliczu republikanizmu stadionowych bandytów dostają patriotycznej (republikańskiej) ekstazy. A ja w dodatku odczuwam jeszcze ponurą – sadomasochistyczną, a nie obywatelską – przyjemność, wyobrażając sobie, jak podporządkowując się dyscyplinie partyjnej stadionowym bandytyzmem jako „patriotyzmem” i „republikanizmem” zachwycają się Legutko i Krasnodębski.
Wszystko bowiem, co kiedykolwiek dla polskiej prawicy było ważne, pojęcia i ludzie, spływa dzisiaj swobodnie ściekiem partyjnej prawicowej polityki. Gdybyż w miejsce po partyjnym prawicowym ścieku mogła już dzisiaj wejść zdrowsza polityka lewicowa albo liberalna, ale nawet co do tego nie ma dziś żadnej pewności, a Palikot – jak nie bez racji zauważył Tomasz Piątek – może być tym czy owym, pożytecznym albo też szkodliwym, ale „północnoeuropejską socjaldemokracją” nie jest na pewno.
Ile jeszcze pojęć ważnych dla tego narodu zniszczy tutejsza polityka partyjna? Choćby te bliskie i ważne dla polskiej prawicy: katolicyzm, patriotyzm, mesjanizm, republikanizm – wszystko to zdegenerowało się w popisowej wojnie na górze, a już ze Smoleńska wróciło wyłącznie jako zombies. Choć moim zdaniem, bezsilny republikanizm stowarzyszeń polskich kibiców i „silny” republikanizm stadionowych bandytów to tylko powtórka republikanizmu I Rzeczypospolitej. Niezdolnej do przetrwania właśnie z powodu swojej kompletnej bezradności wobec kibolskich praktyk. Sienkiewicz to wiedział. Nawet kiedy zdecydował się wykastrować intelektualnie z Pozytywizmu Warszawskiego i zaczął pisać powieści ku pokrzepieniu kibolskich serc. Cały jego polityczny smutek, cała ambiwalencja Trylogii została przez czytających ją republikańskich kiboli zupełnie przeoczona. Dla nich Pan Zagłoba jest fajnym chłopakiem, na pewno by na niego zagłosowali, gdyby wystartował z list PiS-u albo nawet PO. Skoro Rafał Grupiński rok 2012 ogłosił rokiem ks. Piotra Skargi jako patrona świeckiego państwa i wyemancypowanego mieszczaństwa, Pan Zagłoba też się na podobnego patrona nadaje.
A ile republikanizm kibolski mówi nam prawdy o pierwszej „Solidarności”, całkowicie niesterownej politycznie, która napinała sarmacką pierś do 13 grudnia wieczorem, bo 14 grudnia rano już jej nie było? Pozostali po niej zaledwie spiskujący jak zwykle korowcy (od Michnika po Macierewicza, od Kuronia po Naimskiego), została po niej dosłownie garść prawdziwych robotniczych przywódców (od Wałęsy po Gwiazdów), garść górników z Górnego Śląska (wszyscy byli z RAŚ-u, a nie z sarmackiej Kongresówki) i garść młodzieży na ulicach. A 10 milionów dorosłych sarmackich republikanów od czytania Trylogii bardzo szybko i konsekwentnie wybrało znany sobie od wieków tępy oportunizm („perkaliki i msza”).
Dlatego nie dajcie się okłamywać, że polski republikanizm istnieje, że istniał kiedykolwiek. Budujcie ten kraj i swoje w nim życie w oparciu o inne, nowocześniejsze, a przede wszystkim prawdziwsze kategorie, które sami stworzycie albo zaimportujecie z „północnoeuropejskiej socjaldemokracji, liberalizmu, konserwatyzmu, ekologii, feminizmu”, gdyby miało się jednak okazać, że nie potraficie jeszcze w pełni skorzystać z waszego „prawa do twórczości” (cyt. za Stanisław Piasecki). A przede wszystkim nie ufajcie oszustom, starym ani młodym. Polskiego republikanizmu nie było. A w każdym razie przynajmniej od trzystu pięćdziesięciu lat nie było polskiego republikanizmu jakkolwiek skutecznego (tylko proszę, nie opowiadajcie mi o wielkości Odsieczy Wiedeńskiej bo pęknę ze śmiechu, tę baśń możecie zarezerwować dla Breivika i dla waszych proboszczów).
Na podobny temat
|
I to jest tendencja trwała, w zacho...
Um, ale Wy wiecie, że to nie są nauko...