Myślę, że lewica zachowuje się tak samo racjonalnie, prychając na Komorowskiego, jak ja, „konserwatywny modernizator”, broniąc go jako mniejszego zła. W ostatnią sobotę widziałem, jak podczas ingresu nowego prymasa w pierwszej kościelnej ławce siedzieli (klaskali, przymykali oczy w nabożnym skupieniu, pozowali do kamer) obok siebie, od lewej: Waldemar Pawlak, Aleksander Kwaśniewski, Józef Oleksy, Lech Wałęsa i Bronisław Komorowski. Jarosława Kaczyńskiego tam nie było, ale tylko dlatego, że w tym samym czasie ze swoim przekazem „naród rodziną silny, rodzina silna narodem” walczył o polityczną akceptację o. Tadeusza Rydzyka i paru biskupów, dla których prymas Kowalczyk to mięczak. Czynił to wraz z przybocznym Antonim Macierewiczem, który twardo, dzień w dzień, przedstawia na antenie Radia Maryja koncepcję smoleńskiego spisku. Patrząc na tak zdefiniowaną przestrzeń polskiej polityczności – pomiędzy pierwszą ławką na ingresie, a mikrofonem Radia Maryja - przestrzeń więcej niż skromną, lepiej rozumiem gwałtowne teksty Kingi Dunin. Mnie powinno być łatwiej, a też robi mi się smutno, duszno i ciasno od tej zupełnie martwej perspektywy. Rozumiem też, oglądając transmisję z ingresu, dlaczego Komorowski w takim tempie wytraca elektorat Donalda Tuska z 2007 roku. Mam nadzieję, że nie wytraci go do przyszłej niedzieli zbyt dużo, bo nie chcę, aby obóz PiS-u – rozciągający się od „Rzeczpospolitej”, poprzez telewizją publiczną, po Radio Maryja – mógł zdobyć władzę w Polsce dzięki paranoidalnie zinterpretowanej katastrofie lotniczej. I żeby ta władza była - zarówno w polityce wewnętrznej jak też w prowadzonej przez Polskę polityce europejskiej - narzędziem resentymentu, który nie ma nic wspólnego z jakkolwiek pojętym lewicowym projektem. Polemika, jaka toczy się na portalu KP, o sensowność głosowania na Komorowskiego, Kaczyńskiego lub nie głosowania w ogóle, to jednak ważny spór polityczny, który warto prowadzić w miarę precyzyjnie i bez nadmiaru emocji. Krytyka Polityczna skonsumowała w tygodniach „żałoby” (używam cudzysłowu, bo nie była to żadna żałoba, tylko cyniczny antrakt do boju o władzę) gigantyczny polityczny potencjał stania się głównym medium przypadkowego powstałego Frontu Ludowego na rzecz liberalnej modernizacji. Nie można bez konsekwencji przyjąć na lewicowy serwer tłumu ludzi szukających bardzo różnych rzeczy – zarówno lewicowości, jak też liberalnej emancypacji, świeckości, modernizacyjnego oddechu… - i nie zapłacić za to ceny, jaką jest polityczny spór o ideowe i polityczne priorytety. To, że na portalu Krytyki Politycznej taki spór się toczy, jest dowodem, że KP nie jest jednym z wielu kółek wzajemnej adoracji, które swoją polityczną bezsilność pokrywają cnotliwym radykalizmem teoretycznego dyskursu. O ile Piotr Sz. zachował cnotę dyskursywnej czystości i popisuje się tą cnotą na forum KP, rozstawiając wszystkich po kątach, to Sławomir S. zbudował żywą instytucję, w obrębie której toczy się spór właśnie dlatego, że zgromadziła już ona jakiś polityczny potencjał.
Na podobny temat
|
A jakie to ma znaczenie, czy dane dzi...
Postaram się. To będzie wymagało chwi...