|
„Miłość jest ważniejsza od władzy”, a jednak staro-nowy premier-anestezjolog społeczny w wieczór wyborczy dziękuje z nazwiska swemu piarowcowi za wywalczenie mu władzy. Wie, komu dziękować powinien i za co. Słaby rząd w Polsce przetrwał. Czemu mnie to cieszy? Bo w przeciwieństwie do polityków i dziennikarzy obiecujących Polakom mocarstwo za trzy grosze i za trzy minuty („tylko nas wybierzcie, tylko nas czytajcie i tylko nam uwierzcie”), uważam, że rząd w Polsce może być nieco silniejszy albo nieco słabszy, ale potencjał rządu w Polsce jest wyznaczany przez potencjał Polski, a ten można zmierzyć.
Polityka polska, czy może raczej polityka przesądzająca o życiu ludzi mieszkających w Polsce, rozstrzyga się w Europie, gdzie rządy podejmują ryzyko wprowadzenia bardzo ostrożnej wersji podatku Tobina, podatku od transakcji finansowych zaprzęgającego kapitał spekulacyjny do pracy społecznej. Może im się udać. Mimo wrogości Camerona (czy warto było niszczyć Blaira i Browna, oni mogliby do ostrożnej wersji podatku Tobina dać się przekonać, a Cameron jest tylko kukłą londyńskiego City, więc nigdy londyńskiego City nie opodatkuje) i prewencyjnej kapitulacji Obamy (już prędzej Bill Clinton mógłby ostrożną wersję podatku Tobina zaryzykować, przynajmniej dopóki nie wybuchła afera z Moniką Lewinsky, Obama jest dzisiaj za słaby, żeby rzucić wyzwanie Wall Street, nawet mając za plecami ludzi z Mostu Brooklińskiego). Jednak nawet bez Londynu i Nowego Jorku ta próba podjęta na kontynencie, w strefie euro i okolicach, też może być przełomem. Oczywiście główni ekonomiści banków inwestycyjnych i funduszy hedgingowych, czyli instytucji, które zostałyby opodatkowane, przekonują nas w mediach, że nie ma sensu najostrożniejszej nawet wersji podatku Tobina w Europie wprowadzać, „bo kapitał ucieknie”. Jednak gdyby Deutsche Bank albo Bawarski Bank Hipoteczny wyniosły się na Bahamy ze strefy euro, gdzie mają najbogatszych klientów, za dopuszczenie do eurorynku jako „podmioty zagraniczne” zapłaciłyby więcej, niż stracą na poddaniu się bardzo ostrożnej wersji podatku Tobina.
Zatem jeśli rządy strefy euro i okolic, najbogatszego regionu świata, spróbują choćby najostrożniejszej wersji podatku Tobina i jeśli im się uda, to wyłom w autorytarnym, wyłącznym, niezrównoważonym przez jakąkolwiek politykę panowaniu globalnego rynku obsługiwanego przez jego polityczne i medialne kukiełki, mógłby stać się faktem. A jeśli stałby się faktem, także przyszłe wsparcie podatku Tobina przez Amerykę, Anglię, Rosję i Chiny, byłoby możliwe.
Tusk z Rostowskim, Sikorski z Lewandowskim nie będą podmiotami w tej grze, ale Tusk z Rostowskim, Sikorski z Lewandowskim nie będą w tej grze przeszkadzać, będą przecież sami z pieniędzy uzyskanych dzięki wprowadzeniu bardzo ostrożnej wersji podatku Tobina politycznie przez kolejne cztery lata korzystać. A to już wystarczy, bo inna reprezentacja polskiego państwa, która - tak jak dzisiaj europosłowie PiS i PjN - razem z Torysami rozwalałaby każdą próby stworzenia w Europie politycznej siły równoważącej oddziaływanie globalnego rynku, mogłaby walczącą w okrążeniu europejską politykę dodatkowo osłabić. Dzięki wynikowi wyborów w Polsce (tak jak one wyglądają około drugiej nad ranem) polski rząd nie będzie polityki europejskiej osłabiać. Może nawet ją wzmacniać, choć to już raczej moje prywatne marzenie, dopóki w Polsce nie ma lewicy, nie ma liberałów i nie ma konserwatystów.
Platforma o ekonomii politycznej albo nie myśli w ogóle, albo myśli neoliberalnie. Palikot o ekonomii politycznej albo nie myśli w ogóle, albo myśli neoliberalnie. SLD o ekonomii politycznej nie myśli w ogóle, PSL nie myśli w ogóle, PiS myśli neoliberalnie bez względu na bredzenie Prezesa o Budapeszcie, zresztą nawet Orban myśli tylko o Wielkich Węgrzech, do których budowy chciałby zaprzęgnąć globalny rynek i także trochę się dziwi, że globalny rynek do budowy Wielkich Węgier zaprzęgać się nie pozwala.
Dopóki w Polsce nie ma socjaldemokracji, dopóki nie ma w niej liberałów ani konserwatystów, a wyłącznie ludzie, którzy o ekonomii politycznej albo w ogóle nie myślą, albo myślą neoliberalnie, dopóty Polska biernie przytwierdzona do rydwanu Unii Europejskiej, strefy euro, Berlina i Paryża, jest bardziej pożyteczna, niż Polska tym rydwanem bez żadnego sensu szarpiąca. Dlatego cieszę się z wyniku wyborów, tak jak one wyglądają około drugiej nad ranem.
Na podobny temat
|
I to jest tendencja trwała, w zacho...
Um, ale Wy wiecie, że to nie są nauko...