> PREMIERA 24 MAJA

Berman_okladka_300px.jpg

>>Już jest: KP30!

kp30_okladka_300px.jpg

Komentarze

CYTAT DNIA

Życzyłbym sobie, abyśmy w obecnym stuleciu potrafili w końcu połączyć wiedzę naukową i techniczną, rozwiniętą jak nigdy dotąd w historii, z umiejętnościami ludzkimi i politycznymi, które, jak na ironię, są najbardziej w historii zacofane. Dysponujemy wszystkimi środkami naukowymi, technicznymi i nawet finansowymi, aby wykorzenić biedę, głód, ciemnotę dotykającą co najmniej połowę mieszkańców naszej planety. Dlaczego tego nie robimy? Dlatego, że brakuje nam politycznej woli, połączenia pragnienia i działania, żeby to zrobić.

Carlos Fuentes (1928-2012), Contra Bush

Katalog Książek KP

Książki w sklepie KP

Advertisement
Order software online
Patriota rabuje na Foreksie, a co robi lewica? Drukuj
Cezary Michalski   
06.07.2011

Chłopcy przez ostatnie sześć lat tak kompletnie spieprzyli polską politykę, że istotnie osłanianie się dziś przez Tuska Unią Europejską, czyli prezydencją, wydaje się najrozsądniejszym pi-arowym wyborem. Ale przed Polską nie ma ucieczki, bo Polska jest najważniejsza. Zatem kiedy Tusk postanowił użyć polskiej prezydencji do promocji własnej partii, PiS urządza za to polskiej prezydencji piekło. Kiedy Legutko atakuje ramię w ramię z Nigelem Farage, przychodzi na myśl słynna subtelna wątpliwość, którą polityczny przełożony Legutki, Jarosław Kaczyński, raczył kiedyś obdarzyć politycznego kolegę Legutki, Marka Jurka („agent czy wariat?”). Pomiędzy tymi skrajnościami mieści się jednak nieskończone bogactwo tożsamości i funkcji. Zazwyczaj niestety dla tego państwa tak samo szkodliwych.


Tymczasem nad Wisłą inny polski patriota z funduszu spekulującego m.in. na słabych walutach narodowych (czyli także na złotym) – jeden z tych, co to zarabiają czy raczej rabują na Foreksie – występując jako ekspert na jednym z naszych czołowych finansowych portali, doradza Polsce wstrzymanie się z przyjęciem euro, a strefie euro doradza, żeby się rozpadła. Rabowanie na silnym euro byłoby bowiem dla jego funduszu nieporównanie trudniejsze niż rabowanie na słabej złotówce. Co za smętny, późnokapitalistyczny syf – to mówię ja, Kapitan Europa, znany przyjaciel kapitalizmu na pewnych bardzo określonych, bardzo wygórowanych warunkach, których kapitalizm nie chce niestety spełnić (już z nim parę razy rozmawiałem na temat jego braku odpowiedzialności, nawet się uniosłem, a on nic, jak widać jednostka – nawet tak wygadana, jak ja – niewiele może naprzeciw formacji społeczno-ekonomicznej wskórać, może gdybym wyposażył się w wielodzietną „rodzinę na swoim” to by mnie kapitalizm posłuchał?).


Grekom – jak donoszą zjednoczone światowe kapitalistyczne agencje informacyjne, zarówno te angielsko-, jak i polskojęzyczne – nie chce się „nie tylko pracować i zaciskać pasa” (cyt. za polskojęzycznymi), ale nawet „robić rewolucji” (cyt. za angielskojęzycznymi). W tym drugim wypadku brak determinacji jest chwalony, w pierwszym wypadku nie. Cytowałem już parę razy Brzozowskiego (i to, co o Brzozowskim pisano), pocytuję teraz Kuronia. „Nie palcie komitetów, zakładajcie własne”. Nie palcie Europy, zakładajcie własną. Przygoda lewicy – Mitterrand, Blair, Schroeder – z władzą w największych europejskich „państwach narodowych” („jedynie władza jest ciekawa”, jedynie władza lewicy pokazuje, czym lewica jest dziś w stanie być) wiele nas uczy o tym, jakie komitety europejska lewica potrafi budować, kiedy nie próbuje ich palić. 


To palenie zresztą raczej nie bardzo jest możliwe, bo Barcelona ’11 czy Ateny ’11 to jednak nawet przy Radomiu ’76, nie mówiąc już o Gdańsku, Gdyni i Szczecinie ’70, ciągle tylko zabawa – i to właściwie z obu stron. Naprawdę przepraszam za to moje straszliwe zrzędzenie w stylu starego kombatanta-gaullisty narzekającego na przesadne „antyfaszystowskie” ambicje studentów z Maja ’68 („jak nas, panie dziejaszku, prawdziwi faszyści dręczyli, to przez trzy dni w ustach kropelki Bordeaux nie miałem, a wy tylko z kawiarni na barykadę, z barykady do kawiarni, i tak w kółko, panie dziejaszku…”). Przepraszam zatem, ale ja takim właśnie gaullistowskim zrzędą jestem i już nikim innym nie będę. Przy czym podkreślam, że nie uważam tych wszystkich doświadczeń rządzenia Europą przez lewicę w ostatnich latach za najmroczniejszy okres w historii lewicy w ogóle, choć najbardziej optymistyczny też może nie, bo słuszny reformizm socjaldemokracji dotarł w tym wypadku nieomalże do granic niesłusznego oportunizmu. Oczywiście lewica może się zawsze tych doświadczeń wyprzeć, na zasadzie: my nigdy nie jesteśmy władzą, jeśli ktoś pod naszym sztandarem władzę zdobywa, przestaje być lewicą z definicji. Ale to po pierwsze nieprawda, a po drugie, skazuje to lewicę na los burzycieli maszyn albo socjalistów utopijnych, z których Marks – przepełniony przecież skądinąd bezgranicznym społecznym współczuciem (a może nie bezgranicznym?) – drwił bez ograniczeń.


Kiedy czytam felieton za felietonem Michała Sutowskiego, jest dla mnie oczywiste, że w europarlamencie byłby lepszym reprezentantem ludzi żyjących w Polsce niż Legutko z Cymańskim, Ziobro z Jackiem Kurskim. Słusznie wyszło mu z liczenia słupków, że bez unii fiskalnej strefa euro nie przetrwa. Teraz trzeba tylko zapytać, czy Unia potrafi dzisiaj wygenerować (naprawdę gigantyczną) polityczną nadwyżkę, żeby ten oczywisty sylogizm zrealizować? Czy państwa narodowe (nie tylko Polska mocno już wycieńczona trwającą od sześciu lat zabawą w dobrego Tuska i złego Kaczora, ale także Wielka Brytania, Holandia, Francja…) potrafią dziś wygenerować polityczną nadwyżkę w swojej partyjnej polityce wewnętrznej, żeby na tak heroiczny krok się zdecydować? Niemcom trochę łatwiej, od kiedy wpadły na pomysł, że jak się Unię Europejską czy strefę euro przedstawi w umysłach obywateli niemieckich niczym trochę ponowoczesny Kryształowy Pałac, a trochę Festung Europa, jak się tę Unię trochę muzycznie ozdobi Odą do radości z podkładem Beethovena, a trochę Deutschland, Deutschland… do muzyki Haydna, to obywatele niemieccy zaczną budować Europę z takim samym zapałem, jak za Bismarcka budowali Rzeszę – i właściwie dokładnie tak się zachowują. Ale nie w każdym kraju da się przeprowadzić podobnie łatwe podstawienie Imperium Europa pod tradycyjne imperium narodowe. W wielu innych krajach (szczególnie w tych nieudanych, pogubionych gdzieś w przeszłości imperiach, jak np. imperium Jarosława Marka Rymkiewicza) przed swojskim narodowym piekłem trzeba do Europy zwyczajnie uciekać.


Co robi w tej sprawie, co ma do zaproponowania zarówno lewica polityczna, „lewica zmęczenia” (parafraza za „liberalizmem zmęczenia”, Kapitan Europa), jak też młoda i dziarska lewica metapolityczna w całej Europie? Zaznaczam, że nie jest odpowiedzią na to pytanie okrzyk przed telewizorem: „ach, jak fajnie ten piękny młody Grek walnął w okno ministerstwa finansów koktajlem Mołotowa”, „ach, jak fajnie w Barcelonie chodzą z namiotami po placu” – w ten sposób lewica metapolityczna może co najwyżej mieć swoją własną europejską Ligę Mistrzów, podczas gdy tymczasem Unię Europejską będą montować (i demontować na zmianę) centroprawica i prawicowi populiści. Nawet bowiem „ulica” musi być politycznie sfunkcjonalizowana, zastosowana, zaprzęgnięta – inaczej pozostaje „burzycielami maszyn”, „utopijnymi socjalistami” (itd. ulubieni chłopcy do bicia Karola Marksa).


Zatem proszę o więcej lewicowej polityki europejskiej (przepraszam za moją roszczeniowość, ale ja naprawdę jestem tylko felietonistą o nie do końca sprecyzowanej ideowej tożsamości, mnie jest prosić nieporównanie łatwiej, niż wam moją prośbę spełnić). Proszę o więcej lewicowej polityki europejskiej nie tylko ekonomicznej, ale także społecznej. Więcej silnej europejskiej politycznej lewicy. Na razie rozkwita w Europie wyłącznie prawicowy polityczny populizm, który już umiał się politycznie zorganizować, już umiał wpłynąć na praktykę liberalnej władzy nawet tam, gdzie sam wciąż jeszcze samodzielnie władzy nie sprawuje – patrz Holandia, Dania, Francja, Finlandia… długo by wymieniać. Z braku innych „silnych emocji” część lewicy jest już gotowa nawet się populizmem zachwycać. Ale to trochę tak, jakby weimarski lewicowiec fascynował się marszami SA z pochodniami wołając: „ach jakie wspaniałe emocje przy tym «haken» krzyżu, to są przecież społecznie wykluczeni, tyle że w mundurach i pod kierownictwem wodza-nihilisty, a w dodatku jak autentycznie wyrażają społeczny gniew, który jest przecież solą polityki, nie mogę przecież nimi jak byle liberalny mieszczanin pogardzać!”. Kto od ciebie chce – baranie – żebyś nimi pogardzał? Ty musisz z nimi politycznie walczyć. W dodatku skutecznie. A poza tym to już jest tylko „modlitwa karpia o szybszą wigilię” (cyt. za Leszek Miller). Niektórzy niemieccy komuniści z poczucia własnej politycznej słabości faktycznie zaczęli się modlić o nadejście populistycznej wigilii, która zmiażdży Weimar. A kiedy wigilia nadeszła, podzielili los karpia.  

 

 

Komentarze
Dodaj nowy
kot   |07.07.2011 11:36:02
Panie maja pierwszeństwo!
coobek   |07.07.2011 11:38:05
Jak zawsze swietne!

Keep them coming.
Kontycypacy   |07.07.2011 12:22:58
Unia walutowa i podatkowa nie ma sensu między krajami w których istnieją tak
potężne różnice w wydajności gospodarki. A wydajność gospodarki zależy od
technologii. Niemcy mają technologię, Francja ją ma, WB ją ma, ma ją USA i
dlatego robotnik pracujący w tych krajach przez osiem godzin wytwarza większą
wartość niż robotnik pracujący przez osiem godzin w Polsce. Tę samą wartość, za
to większy zysk wytwarza robotnik pracujący w Chinach jeśli fabryka która go
zatrudnia jest własnością kogoś kto posiada technologię, czyli najpewniej firmy
z któregoś z wymienionych krajów. Jeżeli połączy się unią walutową kraje z
których jeden technologię posiada a drugi nie, efektem może być jedynie
zubożenie ludzi w kraju który technologii nie ma.
Prosty przykład relacji
między Niemcami i Białorusią. W przeliczeniu na pieniądz używany w Niemczech
przeciętny białorusin zarabia tyle, że nie jest możliwe aby przeżył. Powinien
umrzeć z głodu. Przeżywa jednak i nawet płaci rachunki, ponieważ żywność i
środki do mieszkania które kupuje sa produkowane przy użyciu technologii z tego
samego kręgu ekonomicznego i wszystko przelicza się w taki sposób, że jego płaca
pasuje do rzeczy które on może kupić. Problem zaczyna się w momencie, kiedy on
będzie chciał kupić przedmioty nie dające się wytworzyć w jego strefie
ekonomicznej własnie z uwagi na technologię. Na przykład jeśli będzie chciał
kupić narty, będą to narty białoruskie. Narty zrobione w zachodniej technologii
przekroczą jego finansowe możliwości, bo ta technologia nie jest własnościa
białorusinów. Dopóki nie ma unii walutowej między Niemcami a Białorusią
białorusin jest skutecznie chroniony zarówno przed pokusami (jeździ na
białoruskich nartach) jak przed biedą. Zarabia białoruskie pieniądze i kupuje
dżem w białoruskiej fabryce dżemu która mu gdzieś tam też płaci za jego pracę. W
chwili zawarcia unii walutowej będzie nadal pracował w przedpotopowej fabryce
dzemu, albo w przedpotopowej fabryce niesprzedawalnych już białoruskich nart ale
będzie tam zarabiał tyle ile jest warta ta technologia, czyli pięć euro, podczas
gdy ceny będą dla tych którzy mogą zapłacić dużo więcej. Unia walutowa ma sens
tylko pod warunkiem unii administracyjnej, podatkowej i w ogóle totalnej.
Inaczej biedni tracą.
Znikający punkt  - Rabowanie na Forexie?   |07.07.2011 13:23:28
To tak jakby napisać, że ktoś kogoś rabuje na wyścigach konnych. Albo w kasynie.
Grają ci, co chcą. Oczywiście w kasynie wygrywa głównie kasyno. Podobnie na
Forexie wygrywają głównie ci, którzy zarządzają platformami do gry. Ale nie jest
to żaden "rabunek". Mam wrażenie, że Michalski nawet nie wie, o co w tym
chodzi. Nigdy nie grał na Forexie i nie umiałby tego zrobić.
coobek  - @ Znikajacy punkt   |07.07.2011 15:39:01
Oh come on! Chyba sam nie wierzysz w to co piszesz.

W Kasynie rzeczywiscie
wygrywa glownie kasyno kosztem ew. delikwenta, ktory gra
swymi pieniedzmi i ew. wygrana lub przegrana ma wplyw na niego, jego
rodzine i ew kregi towarzyskie. Dodatkowo nie ma zadnych ‘indeksow kasyn’
nikt w realnej gospodarce nic nie uzaleznia od, zalozmy, tego ile razy
wypadla 8-ka w ruletce lub, przy ktorym stole najczesciej wygrywa sie w
oczko. Nikt w realnej gospodarce nie analizuje tych stolow pod katem
odcienia drewna orzechowego, koloru wlosow krupierek i ich blysku w oku,
managera zmiany itp.

Na Forexie inwestorzy lub gracze ‘obstawiaja’
waluty czyli bardzo realną rzecz od ich: ‘runu’, sentymentu, strategii lub
ew. jak kto chce spisku, zmowy itp zalezy BARDZO wiele w realnej
gospodarce. From top of my head: decyzje inwestycyjne greenfield, koszty
produktow importowanych, kredyty bankowe denominowane w tej walucie,
dobra kupiowane za granica (tansze/drozsze) itp. Bardzo wiele
realnych, uwaga, dlugoterminowych decyzji zalezy od tego i dlatego krotkoterminowe taktyki forexowyxh
‘inwestorow’ bazowane na sentymencie , gazetowej wiedzy itp
wsparte dzwignia na jaka pozwalaja derywatywy. Wbrew pozorom na
forexie moga tez wygrac Ci, ktorzy umieja skumulowac odpowiedni kapital by
byc Market Makerem vide Soros i granie na upadek Funta Szterlinga
jakies 19 lat temu.

A Realna gospodarka sobie.

Zapytaj tych ktorzy
wzieli kredyt we frankach za 2.00 do PLN czy Forex to kasyno?
(oczywiscie nie mowie ze gracze na Forexie odpowiadaja za caly ruch CHF od
2-3.3 tu bylo finansowe trzesienie Ziemi w miedzy czasie,
ale krotkoterminowo w 2008 roku na pewno z 2.30 do 2.00 mieli swoje za
uszami)
Józef Robotnik   |07.07.2011 16:13:47
A ja to rozumię , że lewica i prawica i ci ze środka kombinują by rynek był jak
największy. Producenci chcą jak najwięcej sprzedać , kupujący chcą mieć
możliwość jak najwięcej kupić . I na rynku jest zgodność w chęciach , więc
trzeba uzgodnić możliwe chęci na etapie produkcji w fabryce ( podzielić wartość
dodatkową ) i to jest rola lewicy … co się rozwija w kierunku prawicy , by
rozwinęła się jak najdalej .
Znikający punkt  - @coobek   |07.07.2011 16:59:32
W poprzednim poście zapomniałem dodać: "tylko uprzejmie proszę nie wyjeżdżać
z Sorosem". No bo ile można…

Oczywiście, że od kursów walut wiele zależy
w realnej gospodarce, ale to dalej nie zmienia faktu, że na Forexie nikt nikogo
nie "rabuje". Chyba że przez "rabunek" będziemy np. rozumieli
skłonność do kupowania waluty, którą w danej chwili uważa się za mającą większe
tendencje wzrostowe (lub mniejsze spadkowe) w porównaniu do waluty, za którą się
ją kupuje. Ale w takim razie za "rabusiów walutowych" trzeba by chyba
uznać całe społeczeństwo PRL-u, które kiedy tylko mogło zamieniało złotówkę na
dolara (albo markę). Co więcej, władza zdając sobie sprawę, że złotówka to
waluta śmieciowa, niejako zalegalizowała obrót w jedną stronę tj. wymianę
dolarów na złotówki (za pośrednictwem towarów). Nie nazywało się to Forex ale
Pewex (lub Baltona), niemniej gra ta (po ile dolar?) absorbowała porównywalną
część społeczeństwa co dziś.
chatte botte   |07.07.2011 19:20:01
Panie Michalski,
to, żeby Polska na razie wstrzymała się od euro doradzają nie
tylko - jak Pan ich nazywa - ‘rabusie’ spekulujący na Forexie, ale i sami
Francuzi, Niemcy a nawet już Hiszpanie. Proszę zapytać choćby jakiegokolwiek
Polaka pracującego we Francji na budowie, który pracuje właśnie dlatego, że może
zarobić więcej, i w Polsce sobie postawić dom, bo zarabia 5-10 razy więcej, i
niech Pan zapyta jakiegokolwiek Francuza, który zatrudnia Polaków budowlańców,
każdy Panu powie, że to dobry interes, bo praca jest dobra, albo taka sama, a
płaci się o wiele mniej. Nierówności mają niekiedy przewagę nad zrównaniem
wszystkiego, proszę zauważyć, że dopóki między Babilonią a Egiptem były takie
różnice (np. handlowe), które oczywiście niejako sztucznie podtrzymywał Egipt,
była pewna równowaga i każdy mógł zarobić. To oczywiście najprostszy przykład z
możliwych. Jak dobrze zauważył Kontycypacy, strefa euro doprowadzi bardzo szybko
do naszego upadku, pójścia z torbami, czy jak Pan to widzi - i już nie pomoże
nam nawet Biedronka. Problem Grecji także wynika z pewnej nieświadomości tego,
co musiało nadejść i nadeszło, teraz Francuzom, Amerykanom i Niemcom opłaca sie
jechać na wakacje niemalże za drobne a Grecy, żyjący z turystyki i tak tkwią w
nelsonie psychicznym i socjalnym.
Może i Warszawa strefę euro przetrzyma, choć
i tak będzie trudno, ale na pewno biedniejsze regiony Polski, w tym wschodnia
część, bardzo szybko popadną w ruinę. Na razie nie jest źle i niech Pan nie
biadoli. No chyba że ma Pan propozycje - to proszę je wskazać, nawet z
teoretycznych miło się będzie pośmiać - jak Pan to widzi.

Pozdrowienia dla
panów,
chatte
chatte botte   |07.07.2011 19:31:54
P. S. Kapitalizm rujnuje wszystko nie tylko ‘przez’ uszy (w Hamlecie zginął król
i jego niedojrzały syn plus kilku durniów którzy bawili się we władzę) ale
‘przez’ walutę, bo w każdym dolarze jest jądro, czyli dusza, całego
kapitalizmu… (tak tak, kapitalizm to genialna religia). Dlatego ‘tworząc
własne Europy’ możemy je tworzyć i róbmy to, owszem, ale róbmy to na naszych
zasadach, bo jak wejdzie euro to zostaną nam tylko bagna. Cezary, nawet Cezar
doszedł do Renu i ani kroku dalej. Warto się nad tym zastanowić.
kot   |08.07.2011 05:29:44
Widzę,że jednak Michalski potrzebuje swojego ewangelisty. Formalnie jest to
jeden z jego najlepszych, jeśli nie najlepszy, felieton, bo zbliżył się
zdolnością tworzenia formuł do Bronisława Łagowskiego. Szczególnie pierwszy
akapit merytorycznie ciężki felietonowo lekki.
-Foreksa nie należy rozumieć
dosłownie to jest raczej symbolizowanie współczesnej cechy kapitalizmu, który
nie buduje, nie konstruuje, nie wytwarza, jak Niemcy, czy Chińczycy, ale
spekuluje jak Anglicy i Amerykanie.
-Temat tytułowy. Niektórym z wielką
łatwością przychodzi bycie: patriotami, narodowcami i spekulantami, grającymi
przeciwko swojemu państwu.- A to, budowa imperium Europa jako kompleksy Edypa
Niemiec. Jako czegoś co powinno dać rezultat dobry sensowny i coś kiepskiego jak
imperium Rymkiewicza.
A to jedne kraje generują przepychanki polityczne inne są
zdolne wygenerować nadwyżkę prawdziwej polityki.
Następny akapit wezwanie do
tworzenia projektu, bez którego nie ma sensu ani Barcelona, ani Grecja, ani
lewica.
Na koniec:Zamiast lewicowego, czyli europejskiego projektu ( o który
prosi Michalski,) rozkwita w Europie prawicowy populizm.
Wystarczy tego na
jeden felieton?!
kot   |08.07.2011 06:16:19
Wpis poprawiony i nieco uzupełniony na blogkota.
coobek   |08.07.2011 12:09:56
Ja czytalem tutaj Rabunek jako wprowadzanie jeszcze wiekszej zmiennosci rynku
przez bazujaca na krotkoterminowych sentymentach gre Gosci (przez duze G), ktora
nic nie przynosi gospodarce realnej - procz zwiekszenia ryzyk.
Znikający punkt  - @coobek   |08.07.2011 14:49:42
Rabunek jako wprowadzanie jeszcze wiekszej zmiennosci rynku
przez bazujaca
na krotkoterminowych sentymentach gre Gosci (przez duze G), ktora
nic
nie przynosi gospodarce realnej - procz zwiekszenia ryzyk.


Wybacz, ale to jest bełkot. Co to są "krótkoterminowe sentymenty"
oraz "Goście" (koniecznie przez duże G)? Dowolny akt kupna lub
sprzedaży czegokolwiek zwiększa zmienność rynku, natomiast nie
znam urządzenia, które potrafiłoby zmierzyć, czy taki akt coś przynosi
czy też nie, "gospodarce realnej" i po czym poznać, która
część gospodarki jest "realna", a która "nierealna".
Czy np. turystyka należy do "gospodarki realnej" czy
do "nierealnej"? Co w tym wypadku jest ostatecznym
"produktem" poza zadowoleniem turysty? Gra na Forexie też dostarcza
wielu ludziom zadowolenia. Czy to jakiś mniej "realny"
produkt?
Znikający punkt  - @kot   |08.07.2011 15:00:26
-Foreksa nie należy rozumieć
dosłownie to jest raczej symbolizowanie
współczesnej cechy kapitalizmu, który
nie buduje, nie konstruuje,
nie wytwarza, jak Niemcy, czy Chińczycy, ale
spekuluje jak Anglicy i
Amerykanie.


Jak odróżniasz "wytwarzanie" od "spekulacji"? Jak do
chińskiego "wytwarzania" ma się decyzja o regulowanym,
sztywnym kursie chińskiej waluty? Czy nie można powiedzieć, że jest
to "spekulacja" przy której wszystkie zachodnie Foreksy to
małe piwo? Na Foreksach nawet mityczny Soros musi walczyć z jakąś
konkurencją, a tu mamy jednego super-spekulanta. Czy
potrafisz przewidzieć, kiedy ten spekulant wykona swój kolejny ruch i
np. zdewaluuje RMB np. o 20%?
chatte botte   |08.07.2011 16:25:55
@Ewangelia wg św. kota.

Foreksa nie należy rozumieć - w felietonie CM -
dosłownie? No pacz pan pacz pan… To ciekawe dlaczego CM zaraz przechodzi do
"smętnego, późnokapitalistycznego syfu" i czego miałby on dotyczyć…
Symboliki tylko?
Wybacz, kocie, ale gdyby Cezary pisał swoje felietony tylko
wobec symboli nie byłyby tak ciekawe i nie odsłaniałyby tak mocno czasem prawdy.
Tu nie może być więc zgody czytelniczki z ewangelistą.

‘Budowa imperium Europa
jako kompleksy… (i dalej nie powiem, wolę się ugryźć w język)’ - tak jednym
strychulcem wszystko i w jednej frazie? I to jeszcze z poziomu perspektywy
jednego, niemieckojęzycznego, do tego niewierzącego Żyda? No pacz pan pacz pan.
A kompleks Edypa dotyczy tylko Niemców, czy gojów także? Bo mnie się wydaje, że
Freud analizował w większości Żydów zmieszczanionych… (Nie mówię, że to, co
powiedziałeś, nie ma ciekawego sensu i nie dotyka jakoś prawdy, ale chyba z tymi
Niemcami to trochę przesoliłeś).

To prawda, że jedne kraje są w stanie
wygenerować ‘nadwyżkę’ polityki, jak piszesz. Tyle że najczęściej ta nadwyżka
jest właśnie kosztem innych. W obrębie własnego państwa takie budowanie nadwyżek
bardzo często kończy się gilotyną, wobec innych zazwyczaj się udaje, a to przez
wysoce rozwinięte idee humanizmu, a to przez obcykanych w tematyce humanizmu i
filozofii polityków jednego kraju i nieobcykanych innych krajów, a to przez
wzgląd na doktrynalne błędy, jak na przykład choćby wypędzenie przez Gomułkę
Żydów z polski (wybitnych działaczy i intelektualistów, choćby Ben Guriona, o
ile pamiętam), itd., itd.
Masz rację: Europa, w tym przede wszystkim przemysł
farmaceutyczno-paliwowy robi nadwyżki polityki, tyle że kosztem Afryki na
przykład. A jak co 5 sekund umiera dziecko, to wybacz, takie bla bla jakoś mnie
nie przekonuje, tak samo jak nie przekonuje mnie projekt Barcelona.

Poza tym,
jak powiedziałam, jak w Pl wejdzie euro podzielimy los Grecji. I już nawet
ewangelista nie będzie miał czasu na swego bloga.

Miau.
ch.
chatte botte   |08.07.2011 17:16:15
P. S. Poza tym zważ ewangelisto, że cały kapitalizm to jedno wielkie budowanie
nadwyżki (kapitałowej), i dlatego jest tą ‘genialną religią’, bo w obrębie
chrześcijaństwa i religii monoteistycznych buduje się zawsze nadwyżkę…
wiernych (dusz)… Bez nadwyżki, nie ma wiernych tak samo jak bez przyrody,
którą można wykorzystać i wydoić, nie ma kapitału kapitalizmu. To wszystko trwa
do czasu, ileż można płodzić wiernych i ileż można hodować zboża wielkości
grochu - żadna ‘materia’ tego nie wytrzyma. Post-kapitalizm i jego kres w 2008
dowodem na to, że nie da się żyć na samych spekulacjach, potrzebni są jednak
faktyczni niewolnicy, którzy będą pracować, a nie tylko duch dziejów i czysta
teoria. Jeśli jeden może spać do woli od pn do nd, to zawsze kosztem jakiegoś
innego na drugiej półkuli, a nie ‘swojej inteligencji’, o której tyle mówi,
nazywając innych ‘nierobami’… W przypadku tak kapitalizmu jak chrześcijaństwa
to ciało jest więzieniem ducha, fukot miał tu wiele racji, bo zawsze jakaś
teoria podsyca wytwórczość. Cóż, skończyło się oszczędzanie prawdziwych
kapitalistów, skończył się i kapitalizm.
Dlatego kraje Zachodu budują tę
‘nadwyżkę’ polityki (i tylko polityki), bo w zasadzie nie stać ich na razie na
nic więcej, a i zważ, że tutaj chrześcijaństwo było już w X w rozbudowane, a u
nas dopiero się zakorzeniało - to był właśnie ten ‘kapitalistyczny’ ruch
Kościoła, zdobyć jak najwięcej nowych dusz, a wówczas będą nam podlegać, płacić,
władza będzie mieć niewolników, kruszce, etc. To działa dziś w ten sposób, że
jak do Europy Zachodniej przyjeżdża czarny z jednej z byłych kolonii, to zmywa
naczynia albo toalety, ale dostaje rok na uniwersytecie albo praktykę w banku i
może rodzinie wysłać miesięcznie 500euro. Staż i tak robisz tu za darmo, a on
jeszcze musi odpracować za swoje…
Kapitalizm jest niejako duchem dziejów
chrześcijan, a więc tych, którzy tworzyli Zachód i zdobywali świat. Dziś
źródełko wyschło (i dlatego tak szybciutko rozwija się tu nagle nowy humanizm,
‘ruch zielonych’ - myślisz kocie, że co? że to z dobrej woli miłości do bogów
drzew?) i na Zachodzie nie ma już ani chrześcijaństwa, ani kapitalizmu, bo nikt
nie wytwarza już nadwyżki a każdy chciałby tylko zarabiać na spekulacjach więc
‘drenaż’ trzeba przenieść na Europę Wschodnią, Afrykę, Azję. No nie jest tak?
Zapieprzają Chińczycy, oczywiście, ale to też się skończy.
Jeśli Polska
przyjmie Euro, to leży, bo z jednej strony pójdzie jeszcze dalej w kierunku
Kościoła (psychologia owieczek, które boją się niedobrego, przybranego wujka z
Zachodu: oczywiście Kościół będzie podsycał ten ‘sztuczny’ pęd i budował
totalitaryzmy) a z drugiej i tak będzie bieda jakiej nie było, i w Polsce
zostaną chyba tylko emeryci.
Kościół polski to już tylko narośl, i na Polsce, i
na Europie, taka huba, która żyje z podsycania nienawiści i z tego, co podsyci
wysysa cały sok. Walka o nienarodzone dzieci wcale nie odbywa się o płód a o
władzę, bo Kościół wie, że jak popuści choć trochę to koniec. Oczywiście nie
chcę powiedzieć, że Kościół powinien upaść, nikt nic nie powinien, ale o to, że
w duchu samego Kościoła zabrakło żarliwości i prawdy.

Wybacz, ewangelisto, że
się rozgadałam, zawsze mnie sprowokujesz.
kot   |08.07.2011 20:32:44
Tak czy siak jak zwykle urocza.
Kontycypacy   |08.07.2011 21:27:52
Ubocznym efektem spekulacji walutowej jest niestabiloność i nieprzewidywalność
rynków. Innym efektem ubocznym jest czołobitność rządów wobec waluciarzy.
Lokalną politykę tak się prowadzi, by ich nie zrazić do siebie, bo katastrofa
własnej rynku wirtualnych finansów oznacza katastrofę własnej ekonomii i to
niezależnie od tego czy się realnie potrafi jakieś dobra wytwarzać czy nie. Stąd
prostoduszni ludzie wymyślają, że jakby waluciarstwa zabronić i jedną walutę na
większym terenie wprowadzić to się polepszy. Nawet jak na całym świecie jedną
walutę wprowadzimy, to się i tak nie polepszy, bo różnice w organizacji
produkcji, w ludzkiej mentalności i w posiadanych technologiach spowodują, że
przy jednej walucie różnice ekonomiczne jeszcze się uwypuklą. Gdyby Chiny weszły
do strefy Euro, nie miałyby żadnych szans na zejście z drzewa. Tylko dzięki
sztuczce z walutą są w stanie skutecznie konkurować na rynkach i coś z tego
mieć. Tego zakazać się nie powinno a poza tym się nie da. Czemu jednak
waluciarstwo tak straszliwie niszczy gospodarki niektórych krajów? Przyczyną nie
jest sama spekulacja, tylko przywiązanie państwo do monopolu jednej, tak zwanej
własnej waluty. Podstawowym prawem człowieka jest wyrażanie własnych myśli.
Innym podstawowym prawem jest zawieranie transakcji. Ale kolejne podstawowe
prawo jest łamane. Mogę zawierać transakcje, ale nie wolno mi wypuścić w obieg
własnej waluty. To może zrobić tylko bank, zatem bank ma nade mną władzę
nieograniczoną. W wolnym społeczeństwie każdy człowiek powinien mieć prawo do
emisji własnego środka płatniczego. W ten sposób monopol banków byłby złamany i
gospodarki państw nie zależałyby od forexów i innych tego typu instytucji. Jeśli
chcę się rozliczyć z kimś, a bank nam nie udziela pieniędzy za pomocą których
moglibyśmy to zrobić, odmawia nam tej usługi albo żąda za nią cen z kosmosu,
ustalamy inną walutę. Możemy przystać na walutę emitowaną prze któregoś z nas.
Pieniądz nie jest rzeczą. Nie można go "wyczerpać" o ile nie stworzy sie
monopolu jednego emitenta.
chatte botte   |09.07.2011 03:28:52
@ kontycypacy:
Ja nie rozumiem tylko jednego: jak można było - mając tylu
wprawnych intelektualistów, ekonomistów, dziennikarzy, telewizję do usług -
wpompować tyle miliardów w banki i korporacje… by im biedactwom dopomóc, gdy
płakali… Jak można było tym ‘waluciarzom’ (bo po tym larmie jakie podnieśli
inaczej ich nazwać nie sposób), dać tyle pieniędzy, żywej gotówki (to już nie
były wirtualne pieniądze), zamiast zakneblować im mordy i właśnie w tej jednej
chwili i chyba jedynym momencie w dziejach, postawić ich do pionu i na baczność,
zmieniając porządek rzeczy. Przynajmniej uzależnić ich, dać im pożyczkę, to
jakoś tworzy ordnung, ale nie - dano im jałmużnę ot tak.
Za Stanami poszłoby
równo. Jak się coś dzieje w Stanach i ktoś dostanie porządnego łupnia, to boi
się cała reszta.
Masz rację Kontycypacy, że rządy są na usługach tych
waluciarzy, ale to był ten jeden moment gdzie należało ich chwycić za mordę i
pokazać im ich miejsce. No ale, jak widać, nie wystarczyło odwagi, a amerykańscy
intelektualiści, jak większość intelektualistów, są po prostu głupi.
Nic się
nie zmieniło. Oni oczywiście wyrównali sobie jako tako straty, a ludzie jak
dostali po kieszeniach, tak oczywiście dostali, i tutaj nie pomogło, że wznosili
lament do nieba. Kogo to obchodzi, że ktoś umiera, że dzieci umierają z głodu,
że dzieją się nieszczęścia z powodu strukturalnej niemożliwości wyjścia z dołów
społecznych, zwykłej biedy, że szerzy się prostytucja dziecięca, że ludzie
pracują, żeby żyć, przy produkcji narkotyków, że panuje nowe niewolnictwo, skoro
ci, co byli na górze, i tak tam zostali i nic ich to nie nauczyło. Tomasz Piątek
ma wiele racji gdy pyta ze zgrozą, dlaczego wciąż nie jesteśmy pod sejmem.


Kontycypacy, jak się wprowadzi ogólną walutę na cały świat to nie tylko się
nie polepszy ale niewolnictwo się powiększy o cały świat. Teraz już nie będzie
barier, choćby cłowych czy językowych, żeby bogacz mógł po prostu mniej
zamożnego kupić, i to kupić tak, że biedny nawet marchwi nie zasieje w swoim
ogródku, by nakarmić dziecko, bo ogólnoświatowa korporacja właśnie na ten jeden
ogródek się uprze i go doprowadzi do ruiny. Źle mówię: powinnam najpierw
zapytać, czy to wciąż jeszcze będzie marchew, czy może jednoroczna, pomarańczowa
rurka, którą się chrupie.

Orwell genialnie to napisał: ujednolićmy wszystko a
pozbawimy się jakiejkolwiek, choćby geograficznej transcendecji, i wówczas
nagrodą za wykonaną pracę będzie klepnięcie kobiety w pośladek w nagrodę.
Oczywiście nikogo to nie wzburzy, nawet feministek z KP, bo już nie będzie
żadnych feministek a ci, co pracowali w związkach zawodowych i byli aktywni,
będą od dawna na kierowniczych stanowiskach.

Żałuję, że nie było wówczas u
władzy jakiejś porządnej, mądrej kobiety, która miałaby porządne liczydło i
potrafiła policzyć to i owo, i wyliczyć to i owo każdemu po trosze. Klapsa tym
panom po dwa razy i poszliby spać bez kolacji. Po co straszyć innych bombą
atomową, po co te głupie wyścigi, który większy? Po domowemu należało,
ręcznikiem przez łeb.
A tak, maminsynki rządziły i rządzić będą. Czekam na Nowy
Rzym, bo już nie mogę z tym cwaniactwem mamusino-synowskim. No i wysiadam…
kot   |09.07.2011 06:30:39
-chatte zgoda, na razie tyle, że nadwyżka
decyduje o ruchu. Bez niej ruch
ustaje.
kot   |09.07.2011 06:53:12
-Zanikający,popatrz co się porobiło.
Dawno -za czasów Balzaka pożyczanie
pieniędzy na procent było obłożone anatemą.
Chyba przed drugą wojną (słabo
pamiętam)
jeszcze, spekulacja była czymś gorszym niż, produkcja.
Obecnie świat,
który jak mówi chatte buduje się na transakcji, w kilku (nastu)procentach
zajmuje się transakcjami jak dawniej. Teraz ponad dziewięćdziesiąt procent
transakcji to spekulacja. A spekulanci mogą zdmuchnąć
nie mały kraj. Poczytaj
Stiglitza.
Zaniżanie kursu walutowego przez Chińczyków to nie spekulacja, ale
polityka gospodarcza. Stosowana nie tylko w Chinach i od dawna.
Kapitalizm
współczesny jest kapitalizmem głównie opartym na spekulacji. Dla niego
produkcja jest drugorzędna przynosząca ułamek zysku. Jest różnica między realną
relacją towar-pieniądz, która powoduje przemieszczenie towaru, a relacją, w
której towar jest wirtualnie przenoszony przy pomocy pieniądza i ruch towaru
realnego nie zostaje wprawiony.
zioloski   |09.07.2011 11:02:41
Te kryzysy to otwarty szantaż.
Znikający punkt  - @kot   |09.07.2011 17:33:19
Zaniżanie kursu walutowego przez Chińczyków to nie spekulacja, ale
polityka
gospodarcza.


Jest takie chińskie powiedzonko: ten, kto ukradnie miskę ryżu, jest
złodziejem; ten, kto ukradnie całe państwo, jest
księciem udzielnym.

Tak i z Twoimi "definicjami".
kot   |09.07.2011 20:16:38
@znikający, definicje nie są moje, ani Twoje. Coś jest lub nie jest dobrze
określone, lub pływa.
Chociaż, masz racje pisząc to co skrytykowałeś czułem, że
wyrażam się nie jasno. Powinienem zdefiniować spekulacje
i wówczas nie trzeba by
było arbitralnie stwierdzać, że w Chinach manipulacja kursem to nie spekulacja.
Kontycypacy   |09.07.2011 21:23:32
Chatte zgoda ze wszystkim tylko nie wiem jak tu wkomponowałaś ten element
feministyczno płciowo jakiś tam. Dla mnie jest inaczej, ale ja nie darzę
feminizmu szczególną estymą, bo to jak dla mnie dość tandetna jest idea. Myślę,
że wirtualność pieniądza pociąga za sobą wiele innych wirtualności. Wirtualne
bogactwo, wirtualne prace, wirtualne budowanie kompetencji.. Cały ten świat
konsultancko coachowskiego bełkotu przekonującego ludzi, że żeby stać się cennym
nabytkiem i produktywną osobą nie trzeba mieć żadnej konkretnej umiejętności,
niczego konkretnego wiedzieć czy umieć tylko trzeba mieć "dynamizm",
"kreatywność", "ciekawą osobowość", "elastyczność" czyli
po prostu trzeba się sobą zachwycać i dać się w ramki oprawić i powiesić na
ścianie. Tworzy się w ten sposób cała kasta ludzi nie wnoszących niczego.
Zawodowych pozyskiwaczy grantów, reklamiarzy, fachowców od "umiejętności
miękkich" i innych tego typu nierobów nie będących niczym innym niż
bezpośrednimi spadkobiercami fachowców od trzymania parasola nad głową tego,
który słowa faraona na tabliczce zapisuje. Arystokracja tego rodzaju miewa różne
dziwne pomysły, na przykład takie, zeby pan i pani zmieniali się czasem rolami.
W ich świecie możliwe jest wszystko. Kiedy jednak ta cała sfera zaczyna
bankrutować i wszystko wraca bliżej rzeczywistości - w świat konkretnych
przedmiotów, konkretnych czynności które trzeba wykonać żeby przeżyć, kiedy nie
mozna już bełkotać o ahinsie korzystając jednocześnie z ochrony zawodowców,
którymi się przy tym oczywiście pogardza, tylko trzeba osobiście stanąć twarzą w
twarz z tymi, przed którymi ci zawodowcy dotychczas chronili i trzeba dokonać
jakiegoś wyboru, to w takim momencie te pomysły żeby pan z panią robili co nieco
na przemian błyskawicznie ludziom z głowy wietrzeją.
chatte botte   |09.07.2011 22:47:37
kotku, to co powiedziałeś ad Chińczyków to straszna nieprawda, choć jak rozumiem
wynika z Twojej inteligencji i umiejętności spekulacji a także myślenia
wolicjonalnego, opartego o rozumowanie: jest tak, jak chciałbym, żeby było.
Gdyby tak było jak mówisz, byłoby naprawdę nieźle. A jest po prostu tak, że
nadwyżką w Chinach jest energia ludzka, i tylko tyle. kocie:
NIE-MA-TAM-ŻAD-NE-GO-LO-GO-SU. Nie wierz w to.
Pracowałam z Chińczykami 4lata. I
powiem jedno: nigdy więcej.
Nie należy brać pewnych konstelacji zbyt
inteligentnie, niczego nie należy brać zbyt inteligentnie. Ale jeśli ludzie na
świecie, ci po lekturze Stiglitza także, mają takie zdanie na temat Chińczyków
to nie widzę tego za dobrze.
chatte botte   |09.07.2011 23:24:57
P.S. Spekulanci nie zdmuchną żadnego kraju, bo im się to nie opłaci. Zadłużą go
jeszcze bardziej, wykupią, z ludzi zrobią niewolników, w końcu kupią nawet gnój
w oborach ostatnich chłopów posiadających konie, byle się spekulowało, ale nie
‘zdmuchną’ niczego i nikogo, bo na czym mieliby spekulować? A propos tego
Stiglitza, na którego się powołujesz, on wspaniale pokazał, w jaki sposób
Ameryka (Clinton i Bush) powoli wykupowała poszczególne kraje, stosując u nich
gospodarkę, której nigdy nie zastosowałaby u siebie. Obama miał być tym czarnym
Jezusem ludzkości i co - i nic, idzie tak samo w zaparte jak poprzednicy. A miał
wyzwalać, wnuk niewolnika… To z jednej strony przerażające, jak nie myśli się
zdrowo i zwyczajnie, póki jeszcze czas, ale jak struktury za nas myślą i
oczywiście bogactwo bogaczy, które zawsze wie lepiej.
kot   |10.07.2011 00:36:11
-chatte, nie będę głosował za tym abyś została ministrem finansów.
Z Euro
to nieco bardziej skomplikowana sprawa niż myślisz.http://kot-blogkota.blogspot.com I rożnie, a nie jednoznacznie może być. 
Niemiecka gospodarka żyje teraz
z zamówień chińskich, a polska z niemieckich. Przyjęcie Euro może (nie
musi okazać się strzałem w dziesiątkę)
ułatwiając wymianę i kooperacje
z Niemcami.
kot   |10.07.2011 11:03:16
-chatte, rozmawiasz jak na uniwersytecie, a nie w internecie. Musiałbym
odpowiadać sążnistym tekstem, a nie kwestią( kwestia na kwestie), a to tu nie
przechodzi.
-Będąc w Kanadzie spotkałem się z mądrością tego społeczeństwa,
mimo,że składa się z jednostek takich jak wszędzie ze wszystkimi małościami i
słabościami -jak wszędzie (a Londyn jest teraz podobno pełen osobników
zapijaczonych).Twoje doświadczenie z Chińczykami prawdziwe, ale ich mądrość
społeczna … nie mam na to skróta!
-"Myślenie wolicjonalne" , zgoda
wpadłem
w pułapkę niewłaściwego sformułowania.
Naprawiam.
-Mówiąc o
zdmuchnięciu miałem na myśli,
to co się dzieje w Grecji, dekadę temu w Korei Płd
-czyli takie tsunami.
Takie kiksy, niejasności w internecie łatwo dają się
korygować, dlatego go lubię!
Miau.
chatte botte   |10.07.2011 17:20:10
A nie chodzi wszak o to, żeby Polska gospodarka żyła z zamówień polskich? Musi
żyć koniecznie z chińskich czy niemieckich? Od czego mamy ekonomistów,
polityków, i tych wszystkich ministrów, za których płacimy jak za produkt
krajowy i do tego bio-, podatki? Jak przyjeżdżam do polski i widzę, że ziemniaki
(ziemniaki!) które się kupuje w sklepach są z Izraela, a z drugiej strony wiem,
że Izrael jest 4 producentem broni na świecie i stosuje politykę jaką stosuje
wobec Palestyńczyków i nikt (NIKT!) nie robi nic z polityką Izraela, bo Ameryka
stoi za Izraelem murem, to jednak w swoim upraszczającym myśleniu o gospodarce
pojawiają mi się przebłyski, że w ogólności jest to trochę co najmniej dziwaczne
i niesprawiedliwe. I że, z jednej strony, wystarczyłoby trochę Izraelowi
przykręcić śruby choćby na ten głupi export, a już ich generałowie musieliby
spuścić pary, a z drugiej strony zainwestować trochę w nasz rodzimy produkt, i
już byłaby ‘większa’ sprawiedliwość. Kocie - to są rzeczy prymitywnie proste i
pewne, że wypalą. Czy jest inna droga uzdrawiania relacji społecznych jak
rzeczowe działania (o których sam wielokrotnie piszesz), wobec tych wszystkich
baniek spekulacyjnych, wirtualnych pieniędzy i wirtualnych obietnic? Jak
zarobisz trochę pieniędzy, przestaniesz tutaj przesiadywać non stop, zaczniesz
uprawiać 30arów ziemniaków, to we wrześniu będziesz pewien, że przeżyjesz
następny rok, podzielisz się z sąsiadami, za ziemniaki dostaniesz kapustę,
marchewkę a co sobotę kurę, i będziesz szczęśliwszym człowiekiem. A ja, Twoja
sąsiadka, także.
Przecież kategoria czegoś takiego jak ‘humanizmu’ pojawia się
wszędzie, absolutnie wszędzie, od Oświecenia, gdzie tylko może i każdy, od
Sarkozego począwszy a na Obamie skończywszy, o tym mówi. Gdzie tylko się da.
Zawsze. I nie mów mi, że jedno nie wiąże się z drugim, bo wszystko się wiąże ze
wszystkim. Tylko że pewni ludzie, których jest niewielu, nie chcą. Zdajesz
sobie że jest na świecie 400 osób, których majątek jest równy 6 miliardom
pozostałych? Uważasz że to jest sprawiedliwe? Że ma jakikolwiek sens? Pytaniem
sensownym jest: po co pojedynczym ludziom takie pieniądze, i co z nimi zrobią,
skoro miliard innych ludzi głoduje, skoro co dzień dokonuje się holokaust w
Afryce, a każdy mówi wyłącznie o holokauście w Auschwitz, i co 5 sek umiera
dziecko do 10roku życia? No po co? Ekonomiści na Zachodzie (w tym Twój Stiglitz)
dobrze wiedzą, że da się zapewnić pracę 90% ludności w każdym kraju, tylko że
trzeba tego chcieć.

Oczywiście, zaraz powiesz, że moje myślenie jest zaledwie
prenowożytne, zamiast być aż postnowożytne, przypomnisz, żeby przeczytała
Stiglitza (nie powiedział niestety nic, czego bym jakoś tam skądinąd i z pracy
nie wiedziała), ale czy właściwie nie do tego powoli zmierza ten świat, i
budowanie ‘swoich Europ’, żeby wykorzystywać siłę jaką mamy u siebie, i zapewnić
dobrobyt we własnym kraju? Nie do tego powinna zmierzać lewica?
Jeśli mi
powiesz, że tak się nie da, to ja Ci powiem, że PKB takiego Mitsubischi ok 2000r
przekroczyło PKP całej Polski, i to właśnie mam na myśli, że powinno się zadbać
o własną gospodarkę, a nie koniecznie sprowadzać ziemniaki z Izraela czy
wieprzowinę z Niemiec.

Mądrość społeczna Chińczyków? Kocie - bajdurzysz.
Rozumiem, że znasz historię i na tym się opierasz. Ale to tak, jakbyś powiedział
mądrość społeczna ‘Majów’, albo Indian Navaho. Chińczycy nie posiadają już
czegoś takiego jak mądrość społeczna, za to globalnie posiadają coś, co opisywał
Chłasko pisząc o kacykach PRLu i co się nazywa mądrością ideologii partyjnej. A
to, że zapieprzają? No tak jest, ale to po prostu jest i jest wynikiem wielu
rzeczy (poza tym jak to się ma do ‘pijaków w Londynie’ to nie wiem).

Masz
problemy z tym ‘uniwersytetem’? Bo ja nie, choć nie widzę paraleli.

Miłej
niedzieli.
chatte botte   |10.07.2011 19:49:22
Kontycypacy, znów się zgadzam z Tobą w pełni. Osobiście sądzę, że cały ruch
feministyczny jest niejako wytworem dobrych czasów mainstreamowych. Na Zachodzie
już upadają departamenty feministyczne, jak coś się nie ‘opłaca’ to po prostu
ideologia też się przestaje opłacać. Same feministki ‘dojrzały’ i przestały być
feministkami. Oczywiście mówię o pewnych granicach, każdy wie na zdrowy rozum,
że należy się równouprawnienie, w każdym sektorze życia, ale czasem zwyczajnie
przesadzają, bo mają za dobrze, za dużo i już im się wydaje, że skoro tak, to
cały świat powinien im dawać jeszcze więcej. Tak to jest, jak ludzie mają z roku
na rok duże pieniądze ‘właściwie-to-za-nic’ (nie udowodnisz nigdy ani
słuszności, ani niesłuszności napisanej pracy, nie udowodnisz że jest chłamem,
bo zawsze znajdzie się uzasadnienie, że nie jest, chyba że jest plagiatem), to
dotyczy wszystkich.
Co do corocznych wypełniaczy grantów to myślisz że skąd się
biorą? Tacy profesorowie są już dobrze znani, żaden z nich niczego nie napisał,
za to otoczony zgrają doktorantów po prostu żyje z tego ‘ogólnego trendy’, jakim
są łatwe pieniądze grantowe. To jest super modne w Polsce ale i bardzo popularne
w takiej Turcji, gdzie pan profesor może wszystko.
Kontycypacy   |10.07.2011 21:07:21
Fundacje to w ogóle ciekawe zjawisko jest. Moim zdaniem są to po prostu prywatne
firmy, których właściciele doszli do wniosku, że zamiast liczyć na niepewną kasę
odbiorców usługi, którzy zawsze mogą dość do wniosku, ze wprawdzie im to
potrzebne, ale nie aż tak bardzo żeby nie wydać raczej na coś innego, lepiej
liczyć na pewniejszą kasę od grantodawcy, którego wystarczy przekonać, że dana
rzecz jest w ogóle potrzebna. Styk prywatnego biznesu i państwowych pieniędzy
jest zawsze źródłem korupcji, a w przypadku fundacji źródłem mega ściemy. W
najbardziej znanych z mojej branży ilość ludzi odpowiedzialnych za pozyskiwanie
środkow znacznie przekracza ilość pracowników i współpracowników merytorycznych.
Zabawne to jak sobie przypomnieć te wszystkie argumenty wolnorynkowych
dogmatyków, że to niby w państwowej opcji urzędnik nic nie robi a połowę środków
przejada i rozwiązaniem tego mają być fundacje. Toż one dużo więce niż połowę
przeznaczają wyłącznie na własne przetrwanie co już Dawkins logicznie wykazał :)

A równouprawnienie.. Wspomniałaś o Turcji. Ja tam trochę pojeździłem po tej
Turcji ale tylko raz, więc za eksperta się uważać nie mogę. W każdym razie wiele
moich stereotypów upadło po tej podróży. Przede wszystkim zobaczyłem zupełnie
nie agresywnych prostych mężczyzn z małych miejscowości, którzy mimo bycia w
grupie i na swoim terenie zachowują się zupełnie nieporównywalnie do tego, co
można zobaczyć u analogicznych grup w Europie. Szybko się zorientowałem, że sam
brak alkoholu tworzy zupełnie inną rzeczywistość. Jedyny mężczyzna przez całą tę
podróż który zachowywał się agresywnie wobec kobiety i z którym kobieta mogła
mieć jakiś problem to był niemiecki mąż pewnej turczynki, który się publicznie
upił i robił bydło wprawiając tym całe otoczenie w szok i niesmak. Tam nie ma
równouprawnienia. Mężczyźni i kobiety żyją w światach które się w jakiejś części
stykają, a w przeważającej są po prostu odrębne. Nie wiem czy to komuś
przeszkada. Kobiety które widziałem (a poruszałem się głównie po wiochach) nie
wyglądały na szczególnie przytłoczone rzeczywistością. Jak chcę zobaczyć kobietę
przytłoczoną to idę do marketu. Tam stoją takie panie przy promocjach. A jak
chcę zobaczć kobietę pod nadmierną presją to mogę popatrzeć na urzędniczki
miejskie średniego szczebla. Im się rzeczywiście dzieje krzywda. Ich uśmiechy
nie wyglądają na swobodne. Te panie w Turcji śmiały się jakoś luźniej.
chatte botte   |11.07.2011 05:27:10
No wiesz, Kontycypacy, od dawna toczy się feministyczna batalia o ‘nieświadome
kobiety uwarunkowane kulturowo’ (te śmiejące się Turczynki, a ja dodam jeszcze
murzynki), od ‘świadomych własnego statusu i możliwości, niezależnych
Europejek’, których jedyny zadowalacz to prozac i czysty seks od czasu do czasu.
Wiadomo, że i Ty upraszczasz, i ja.
A jednak kobiety Arabki wcale nie są takie
nieszczęśliwe, jak się wydaje wszystkim walczącym o nie, sfeminizowanym
Europejkom. To że mniej chorują na pewne choroby to także fakt. Więcej, one
feministyczny bełkot mają w nosie, w ogólności i szczególności, nie chcą tego,
literalnie - nie chcą, tak samo jak coraz mniej wszyscy chcą polityki Zachodu i
tzw. ‘podwójnych standardów’ Zachodu no i USA.
Mężczyzn się rzezało, a i
kobiety także, od prawieków, po co więc to zmieniać? Jeśli dla kogoś ten
przykład jest zbyt mało subtelny, to można wybrać inny, ciekawe tylko dlaczego
tak mało mówi się o ortodoksyjnych Żydówkach, które muszą golić głowę i milion
innych rzeczy maskulinicznych, a tak wiele o Arabkach, którym należy dać wolność
wyboru, udostępnić prasę (a jakże) i w ogóle kupić od razu po jednym dildo na
miednicę, bo ich mężczyźni szybko kończą. Mężczyzna Afrykanin to samiec alfa, i
Afrykanki to kupują, tylko teraz ciekawe, dlaczego Niemki też, będąc na
wakacjach, równie chętnie, za swoje wysokie pensje. No i co tutaj powiedzą
feministki? Oczywiście - zaraz będzie cała dyskusja o tej jedynej zacnej i
jedynie słusznej świadomości europejskiej i nie przekonasz, że może ktoś nie
chcieć świadomości pań w garsonkach od Chanela i samotności pań w ich wysoce
rozwiniętych życiach.
kot   |11.07.2011 10:13:19
Ze związku Miau-Michalski wyrosła na świat chatte-miau-botte- (gdyby ktoś miał
obiekcje, to przecież kot może być kotką
-jak inny, ktoś odważnie zauważył
-skoro już, od dawna, jest kotem Schrödingera).
-chatte nie myślisz chyba, że
miałbym odwagę używać pojęć, których nie jestem w stanie obronić.
Z tymi
Chińczykami, to nic z historii,
to dość bliska współczesność.
Nad problemem, nad
którym pracuje dziesięciu mądrali u nich pracuje stu.
Jednak ilość z czasem
przechodzi w jakość.
chatte botte   |12.07.2011 18:23:00
kocie,
rozbawiasz mnie.
No cóż, jeden był Einstein (skoro już przykłady muszą
być z ‘wielkimi oczami’) i jeden Bugatti, jeden Miłosz i Jedna Skłodowska. Rzecz
w tym, że u nich, u tych Twoich Chińczyków teoretycznych, nie ma mądrali. I o
tym właśnie przekonałam się w czasie 4 lat przyglądania się temu z bliska. Oni
nawet strukturalnie nie mogliby być mądralami.

Właśnie, że uważam, że używasz
pojęć, których nie jesteś w stanie obronić.

Ja już tu w tej dyskusji naprawdę
niewiele dodam.
kot   |12.07.2011 21:04:44
-Skoro jesteś tego pewna.
Z kimś kto wie swoje, nie można rozmawiać,gdy z góry
zakłada,że przeciwnik ( bo tak mnie potraktowałaś) nie ma dobrych argumentów
zanim je wyłożył na stół.
chatte botte   |13.07.2011 00:38:04
No dobrze już, dobrze, nie obrażaj się, kocie. Mrr
Anonimowy   |15.07.2011 20:08:34
-Ty też chatte, bo powiem coś czego możesz nie lubić. Masz lepszy instynkt niż
umiejętności argumentacyjne.
W życiu gospodarczym wiele zależy od dystansu,
który bierzesz pod uwagę. Jeśli chodzi o to co lepsze dla nas Euro, czy
złotówka, to średni-okresowo póki Niemcom i nam idzie -lepsze Euro długo
okresowo lepsza złotówka. Argumenty tylko po zadaniu pytań.
Euro obroni się
tylko wtedy gdy integracja Europy stanie się większa. W tym stanie rzeczy i przy
jego utrzymaniu rzecz idiotyczna i nie do utrzymania, bo pieniądz idzie za
gospodarką.
Jak to było z tymi Chińczykami, powiesz?
Napisz komentarz
Nick:
E-mail:
 
Strona www:
Tytu?:
UBBCode:
[b] [i] [u] [url] [quote] [code] [img] 
 
Prosz? wpisa? kod antyspamowy widoczny na obrazku.

3.26 Copyright (C) 2008 Compojoom.com / Copyright (C) 2007 Alain Georgette / Copyright (C) 2006 Frantisek Hliva. All rights reserved.”


Na podobny temat

Aktualizacja    ( 07.07.2011 )
 
« poprzedni artykuł   następny artykuł »
Powered By PageCache
Generated in 0.66783 Seconds

Warning: fsockopen() [function.fsockopen]: php_network_getaddresses: getaddrinfo failed: Name or service not known in /media/data/www/krytykapolityczna.pl/public_html/components/com_pagecache/pagecache.class.php on line 273

Warning: fsockopen() [function.fsockopen]: unable to connect to :80 (php_network_getaddresses: getaddrinfo failed: Name or service not known) in /media/data/www/krytykapolityczna.pl/public_html/components/com_pagecache/pagecache.class.php on line 273