> PREMIERA 24 MAJA
>>Już jest: KP30!
Komentarze
CYTAT DNIA
Życzyłbym sobie, abyśmy w obecnym stuleciu potrafili w końcu połączyć wiedzę naukową i techniczną, rozwiniętą jak nigdy dotąd w historii, z umiejętnościami ludzkimi i politycznymi, które, jak na ironię, są najbardziej w historii zacofane. Dysponujemy wszystkimi środkami naukowymi, technicznymi i nawet finansowymi, aby wykorzenić biedę, głód, ciemnotę dotykającą co najmniej połowę mieszkańców naszej planety. Dlaczego tego nie robimy? Dlatego, że brakuje nam politycznej woli, połączenia pragnienia i działania, żeby to zrobić.
Carlos Fuentes (1928-2012), Contra Bush
Książki w sklepie KP
|
Order software online
|
Ostatni pogromca KPP |
|
|
Cezary Michalski
|
|
07.04.2011 |
Rafał Ziemkiewicz jest już bliski złamania potęgi Komunistycznej Partii Polski, a także jej potomków, sojuszników i kontynuatorów. Bój polityczny nieco spóźniony, jako że Stalin, polska policja polityczna i niemieckie Gestapo rozwiązały problem KPP siedemdziesiąt lat temu. Oczywiście polska policja polityczna była z tej trójki stosunkowo najłagodniejsza. Zamykała, biła, czasem zabijała – jak to policja polityczna umiarkowanie autorytarnego państwa – jednak eksterminacji (takiej choćby, jak ta grożąca, zdaniem Piotra Skwiecińskiego, jemu i jego kolegom z „Rzeczpospolitej” w Polsce Tuska) nie przeprowadzała. Co gwoli historycznej sprawiedliwości warto tu przypomnieć.
Fakt politycznej, a w znacznym stopniu także fizycznej likwidacji KPP przed siedemdziesięciu laty jednak Ziemkiewiczowi nie przeszkadza, żeby poprzez stosunek do KPP dzisiejszą scenę polityczną, a nawet kulturalną, porządkować. Może to sugerować, że kiedy już Ziemkiewicz – tak bardzo szczycący się własnym „zakorzenieniem” w kulturze narodowej – siada do pisania, jest stosunkowo luźno zakorzeniony w przestrzeni i czasie. Ale fakt, że Ziemkiewicz wybrał rolę ostatniego pogromcy KPP (a także jej potomków, sojuszników i kontynuatorów), oznacza, że ma on problem o wiele poważniejszy. Jako felietonista utalentowany i czasami nawet nie do końca przewidywalny (przynajmniej zanim nie upadł mu na biurko tupolew i szorując pomiędzy brzozami, nie porwał za sobą także prawie wszystkich jego pasm w mediach publicznych) popadł on, jak się wydaje, w impotencję twórczą. Przynajmniej jeśli chodzi o twórczość oryginalną. Przypomnijmy bowiem, że to Jarosław Kaczyński jest autorem sformułowania o niesłychanie silnych w dzisiejszej Polsce wpływach KPP (a także jej potomków, sojuszników i kontynuatorów). Kaczyński wpadł na ten oryginalny pomysł w początkach 2008 roku. Jego charyzma wówczas siadała, nawet w oczach jego własnego obozu. Ludzie od niego odchodzili, brat prezydent wymagał raczej nieustającej opieki i wsparcia, niż był skutecznym sojusznikiem w walce politycznej. Tak czy inaczej, Jarosław Kaczyński miał w 2008 roku racjonalne polityczne powody, aby na swojego głównego wroga wybrać KPP. W ten sposób mógł zmobilizować swoją rozłażącą się armię, gdyż, jak wiadomo, komunistów nikt nad Wisłą nie lubi.
Jeśli jednak pisarz trzy lata później plagiatuje polityka, choćby wybitnego, nie czyniąc przypisu, sądząc, że wszyscy jego czytelnicy mają pamięć rybki akwaryjnej, nie najlepiej świadczy to o jego twórczej kondycji.
No bo ile razy trzeba Ziemkiewiczowi powtarzać, że pasm w mediach publicznych nie odebrali mu ani działacze KPP, ani nawet dzieci tych działaczy, ich sojusznicy i kontynuatorzy. Zabrali mu te pasma najpierw ludzie posłani do mediów publicznych przez Jarosława Kaczyńskiego (w sojuszu z ludźmi posłanymi do mediów publicznych przez Napieralskiego), gdyż Kaczyńskiego nieporównanie bardziej od pasm Ziemkiewicza interesowało prowadzenie w mediach publicznych własnej kampanii. Mówiąc bardziej wprost, bo Ziemkiewicz lubi prostotę polemik: Kaczyński Ziemkiewicza i jego kolegów sprzedał SLD-owcom w zamian za programy informacyjne Jedynki. Później krwawego dzieła eksterminacji Ziemkiewicza w mediach publicznych dokończyli ludzie posłani tam przez Donalda Tuska (również we współpracy z ludźmi posłanymi tam przez Napieralskiego). Ani Kaczyńskiego, ani nawet Tuska nie sposób zaliczyć do członków, sympatyków i kontynuatorów KPP. Ziemkiewicz zaplątał się – z początku nawet nie bardzo mając na to ochotę – w wojnę między jedną frakcją polskiej prawicy a drugą; między Kaczyńskim i Tuskiem. Od obu dostał kosą po żebrach. Niech się Ziemkiewicz spyta Lisickiego, czy ten boi się KPP-owców, że go z „Rzepy” wyrzucą, czy bardziej od KPP-owców boi się PO.
Prawda ta jest jednak zbyt drastycznie banalna, aby Ziemkiewicz mógł ją odsłonić przed „prawicowym ludem”. Stąd zapewne wziął się jego pomysł, tyleż naiwny, ileż wyrachowany, na walkę z KPP (a także jej potomkami, sojusznikami i kontynuatorami). Jakkolwiek byłby ów pomysł surrealistyczny, jednak działa, a to najważniejsze. Prawicowcy znowu dali się nabrać i rzeczywiście biorą Ziemkiewicza za kogoś w rodzaju ks. Skorupki, który na słynnym obrazie Jerzego Kossaka własną piersią broni Warszawy przed bolszewicką nawałą. Nawet jeśli dziś na czele tej bolszewickiej nawały galopują Tusk, Komorowski, Niesiołowski, Sikorski, Radziszewska i inni KPP-owcy, którzy – jak ich Ziemkiewicz nie powstrzyma – dotrą wkróce przez Warszawę do Berlina, a może nawet do samego Paryża. I Europa zamieni się w jedną wielką Republikę Rad.
PS. Felieton powstał na motywach serialu 1920. Wojna i miłość.
Na podobny temat
|
|
Aktualizacja ( 07.04.2011 )
|
|
Felietony Cezarego Michalskiego
|
|
I to jest tendencja trwała, w zacho...
Um, ale Wy wiecie, że to nie są nauko...