> PREMIERA 24 MAJA

Berman_okladka_300px.jpg

>>Już jest: KP30!

kp30_okladka_300px.jpg

Komentarze

CYTAT DNIA

Życzyłbym sobie, abyśmy w obecnym stuleciu potrafili w końcu połączyć wiedzę naukową i techniczną, rozwiniętą jak nigdy dotąd w historii, z umiejętnościami ludzkimi i politycznymi, które, jak na ironię, są najbardziej w historii zacofane. Dysponujemy wszystkimi środkami naukowymi, technicznymi i nawet finansowymi, aby wykorzenić biedę, głód, ciemnotę dotykającą co najmniej połowę mieszkańców naszej planety. Dlaczego tego nie robimy? Dlatego, że brakuje nam politycznej woli, połączenia pragnienia i działania, żeby to zrobić.

Carlos Fuentes (1928-2012), Contra Bush

Katalog Książek KP

Książki w sklepie KP

Advertisement
Order software online
Operacja Walkiria Drukuj
Cezary Michalski   
09.11.2010

Jak wszyscy świetnie pamiętamy, spiskowcy od Stauffenberga, wiedząc już, że Wódz przeżył, gdyż bomba wybuchła pod stołem, przez jakiś czas utrzymywali oficerów i żołnierzy garnizonu berlińskiego w przekonaniu, że dobry Hitler został usunięty przez złego Himmlera i trzeba teraz aresztować kierownictwo SS, aby ukarać sprawców tej straszliwej zbrodni. W wyobraźni przeciętnego szeregowego nazisty wystąpienie przeciw Wodzowi było zamachem na najwyższe sacrum, czynem niemożliwym nawet do pomyślenia, nie mówiąc już o wykonaniu. Spiskowcy od Stauffenberga znali dobrze swoich współczesnych, nawet jeśli sami nieco się od nich różnili, więc zupełnie świadomie kłamali, że Fuehrer nie żyje, aby ludzi poddanych wieloletniemu praniu mózgów do obalenia Wodza wykorzystać.

W strategii Migalskiego, Kluzik-Rostkowskiej, Jakubiak, Poncyliusza czy Ołdakowskiego dobry, choć już słabowity i starczo zdziecinniały Hitler to oczywiście Jarosław Kaczyński, a demoniczny Himmler to Ziobro. Wydarzenia ostatnich dni spiskowcy rozgrywali zatem pod hasłem: „Zgrzybiały Kaczyński abdykował albo wręcz został odsunięty, władzę przejął Ziobro, a zatem możemy, a nawet musimy się przeciwko Ziobrze (i Kurskiemu, i Kurskiemu) zbuntować”. W czasach Stauffenberga nie nadawały jednak przez całą dobę TVN24, TVP Info ani Polsat News, więc piarowej sztuczki autorów operacji Walkiria starczyło na kilkanaście godzin, zanim Wódz nie wystąpił osobiście w ogólnoniemieckim radiu i spiskowców wycięto (ostatni usiłowali jeszcze tłumaczyć swoim  zmanipulowanym podwładnym, że to jakiś aktor, może nawet „żydowski”, z polecenia Himmlera głos Fuehrera udaje). Dziś jednak Jarosław Kaczyński mógł zareagować natychmiast i w dodatku na wizji, co szybko przechyliło szale wewnątrzpisowskiej rozgrywki na jego korzyść. Oczywiście Hitler nie miał brata bliźniaka, który w dodatku zginąłby wcześniej w katastrofie lotniczej, a że Jarosław Kaczyński takiego brata posiada, Jakubiak, Ołdakowski, Cichocki… wycofali się na pozycje, z których dźgają Wodza smutnymi uwagami w rodzaju: „Lech nie byłby zadowolony z tego, co robi Jarosław” (cyt. za Ołdakowski) albo „Leszek byłby dumny z tego, że przeciwstawiłam się Ziobrze” (cyt. za Elżbieta Jakubiak). Joanna Kluzik-Rostkowska cieniem Lecha się nie zasłania, bo jest z niej jednak twarda babka.

Analogia z operacją Walkiria jest tak oczywista i łatwa, bo prawicowy elektorat cofnął się po Smoleńsku w rozwoju o jakieś 70 lat. Czysto personalna charyzma, personalny „mit”, „wierność bratowej i bratu” - szczególnie jeśli podawane w estetyce tabloidowej - ważniejsze są dla niego niż „abstrakcyjne” prawa, reguły, instytucje, a nawet wartości. Intelektualni przewodnicy tej części elektoratu to już dzisiaj nawet nie Krasnodębski czy Legutko, ale Warzecha i Pospieszalski.

Teraz, po zaspokojeniu głodu sztuki dla sztuki (wielkie i niespełnione marzenie o stworzeniu współczesnego „Nienasycenia” czy „Janulki, córki Fizdejki”, choćby pod postacią cyklu felietonów) przystąpię jednak do wypełniania poważnych, pozytywnych obowiązków wobec mojej wspólnoty. Otóż szczerze życzę Joannie Kluzik-Rostkowskiej politycznego sukcesu. W pierwszych dniach swojej samotnej walki zachowuje się ona nieomalże perfekcyjnie, suwerennie, inteligentnie, z determinacją. Unika zarówno prowokacji ze strony PiS-owskich „eunuchów” (cyt. za Ludwik Dorn), jak też nie daje się sprowokować zbyt prosto myślącym „salonowym” przeciwnikom PiS-u, którzy tak dalece o polityce nie mają pojęcia, że bardziej zależy im na tym, by Kluzik-Rostkowska jak najszybciej na „Kaczora” coś naszczekała, wymyśliła jakąś nową „watahę”, niż żeby podjęła z Jarosławem Kaczyńskim poważną polityczną walkę o prawicowy elektorat PiS-u. A ona jest wystarczająco inteligentna, obdarzona wystarczającą charyzmą i determinacją, aby taką walkę podjąć. Zamiast więc wygłaszać po mediach coraz boleśniejsze metafory na temat Kaczyńskiego (które i tak trafią wyłącznie do już przekonanych, a wyznawców Kaczyńskiego jedynie rozjuszą), czeka na wynik wyborów samorządowych, żeby zarówno ludzi, których Kaczyński już na pewno nie umieści na listach PiS do parlamentu, jak też samorządowców, kiedy już zostaną wybrani (gdyby dziś Kluzik-Rostkowska wyciągała ich z partii, to Kaczyński by ich zniszczył choćby w ostatnich godzinach kampanii, nawet gdyby miejsca po nich miała zająć Platforma) do swojej inicjatywy przyciągnąć, a moim zdaniem pójdzie do niej wystarczająco wielu, aby politycznie przetrwała.

W przeciwieństwie do Waldemara Kuczyńskiego zapomniałbym jej bez problemu to, że w wyniku perfekcyjnie przez nią poprowadzonej „sympatycznej” połówki kampanii prezydenckiej (połówkę „niesympatyczną” prowadziły Ruch 10 Kwietnia, Jarosław Marek Rymkiewicz, „Gazeta Polska”, „Nasz Dziennik”, Zdzisław Krasnodębski, „Rzeczpospolita”, „Teologia Polityczna”, kontrolowana przez PiS część mediów publicznych…) wyprowadziła Jarosława Kaczyńskiego z głębokiego wizerunkowego doła i doprowadziła go do miejsca znajdującego się o parę milimetrów od prezydentury. Dziś jednak Joanna Kluzik-Rostkowska jest pierwszym potencjalnym liderem polskiej prawicy, który nie byłby gorszy od Jarosława Kaczyńskiego - nie tylko posmoleńskiego, ale też przedsmoleńskiego albo nawet tego z mitycznego już okresu „żoliborskiego konserwatyzmu”. Kluzik-Rostkowska w zasadzie jest „żoliborskim konserwatyzmem”, który Jarosław Kaczyński na swojej autostradzie do piekła (uwaga, mówimy tylko o polityce, nie o wiecznym zbawieniu) porzucił. Joanna Kluzik-Rostkowska zabierze oczywiście ze sobą z PiS-u ludzi nieporównanie mniej ciekawych od niej, ale ma wystarczająco dużo własnej energii (przede wszystkim to ona będzie najważniejszą twarzą nowej partii), by z pozycji muzealniczych w stronę „żoliborskiego konserwatyzmu” przesunąć nieco Ołdakowskiego, z pozycji neoliberalnych Poncyliusza, a z pozycji spin-doktorskich Bielana i Kamińskiego. Nie byłaby to żadna lewica ani nawet centrum, ale społeczną prawicę wolę od prawicy antyspołecznej, a właśnie społeczną prawicę Kluzik-Rostkowska potrafi stworzyć lub choćby pomyśleć.

Kibicuję Joannie Kluzik-Rostkowskiej, bo wbrew większości polskich komentatorów „prawicowych” (czyli skrajnie prawicowych), „centrowych” (czyli prawicowych) i „lewicowych” (czyli centrowych), uważam, że problemem polskiej prawicy nie jest dziś Jarosław Kaczyński, ale jej własna postępująca szybko degeneracja. Kaczyński kiedyś odejdzie, a prawica zostanie, i to jej jakość w naszym z natury prawicowym kraju będzie miała istotne konsekwencje dla jakości życia w tym kraju. Tymczasem dziś, zamiast zmierzenia się na poważnie z nowoczesnością mamy po prawej stronie peryferyjną imitację Tea Party zasilaną przez najniższy już polski romantyzm i najbardziej zdegenerowany narodowy mesjanizm ostatnio symbolizowany przez posąg Chrystusa w Świebodzinie (nawet Chrystus z Rio de Janeiro to „Chrystus Zbawiciel”, ma gołą głowę, kiedy błogosławi świat i może dlatego w Brazylii był do pomyślenia Lula-reformator, tymczasem Chrystus ze Świebodzina to „Chrystus Król”, ma na głowie metalową koronę ziemskiego monarchy, co najlepiej symbolizuje kompletnie pogańskie i idolatryczne ambicje sprawowania świeckiej władzy ożywiające dzisiaj najgorszą część polskiego Kościoła). Jarosław Kaczyński musiał się do dzisiejszego fatalnego stanu polskiej prawicy dostosować, żeby politycznie przeżyć i przez to zginął intelektualnie, a może nawet moralnie. Joanna Kluzik-Rostkowska jest fascynującą skamienieliną nieco bardziej skomplikowanej formacji pierwszej „Solidarności”. Ja sympatyzuję z nią tak jak skamienielina ze skamienieliną, nawet jeśli wiem, że tylko niewielka część dzisiejszej polskiej prawicy potrafi względną komplikację poglądów Joanny Kluzik- Rostkowskiej zrozumieć i zaakceptować. Większościowa dzisiaj na polskiej prawicy formacja jest o wiele prostsza od pierwszej „Solidarności”, czysto imitacyjna, postkolonialna, peryferyjna, Wildsteinowsko-Ziemkiewiczowsko-Terlikowska (pro life, pro gun, podatki to socjalizm, krzyż to poręczny symbol dominacji i władzy, a nawet narzędzie polityki międzynarodowej, bo przecież wiadomo, że „nasz Bóg jest silniejszy od ich Boga”). Ta część polskiej prawicy Joannę Kluzik-Rostkowską z ulgą teraz wypluje, a po Jarosławie Kaczyńskim znajdzie sobie jakiegoś bardziej patologicznego pana.

PS: Jako memento przelepiam wypowiedź anonimowego internauty komentującego na portalu Onet.pl wyrzucenie Joanny Kluzik-Rostkowskiej z Prawa i Sprawiedliwości: „idź babo PO nagrodę do Rudego. Szczekasz jak najęta”. Ja wiem, że wypowiedzi anonimowych internautów niczego nie dowodzą, ale ta akurat została sformułowana w języku typowym dla dzisiejszych wewnątrzprawicowych sporów między PiS i PO. Jarosław Kaczyński gardzi takimi polskimi prawicowcami (mówił to często prywatnie, a czasem nawet dawał do zrozumienia publicznie) właśnie dlatego, że zna ich tak dobrze. Ale z tego również powodu wie, jak nimi zarządzać. Gdyby wyrzucił z partii razem z  dwiema „babami” jakiegoś „faceta”, jego prawicowi fani zaczęliby mieć wątpliwości co do jego prawicowych poglądów, bo w korpusie współczesnych polskich prawicowych poglądów ważną pozycję zajmuje ostra mizoginia. Tak więc „baby” to dla dzisiejszych polskich prawicowców głównie „paprotki”, można je pielić bez konsekwencji. A „Faceci”? Oni muszą z PiS-u odchodzić sami, ale ilu ośmieli się odejść?

 


Felietony Cezarego Michalskiego publikujemy w poniedziałki i w środy. 

 

Komentarze
Dodaj nowy
antenka_beretowa   |09.11.2010 23:31:35
Mój kłopot z czytaniem tekstów Cezarego -które lubię - polega na tym,że nie mam
pojęcia na czym polega jego prawicowość, poza tym ,że jest "społeczna".
Konserwatywny socjaldemokrata,katolicki konfucjanista albo literacki sybaryta?
Ferwex   |09.11.2010 23:47:53
Jak zwykle trafnie.
Co jak co ale duszę polskiego prawicowca pan zna (i nie
mówię tego z przekąsem). Dlatego czekam na kolejne pana felietony.
ubik   |09.11.2010 23:54:11
Ja też Panią Joasię lubię i kampania prezydencka Kaczyńskiego robiona przez nią
była rzeczywiście bardzo dobra. Może także dlatego, że była ostrym "zwrotem
akcji" w obrazie PiS-u. To było bardzo filmowe i pociągające i jeszcze z tym
backgroundem katastrofy smoleńskiej… była to niezła jazda. PiS to wszystko
przepieprzył. Postawa obu pań wobec JK przed wyrzuceniem była wzorem lojalności,
jak tylko kobiety potrafią być wierne. Co nie zmienia faktu, że media sprawę
rozgrywają tak, aby jak zwykle dowalić Jarosławowi i tak były wcześniej
przepytywane Panie KR i J w TVN-ie np. u Moniki Olejnik, żeby wyciągnąć z nich
jakieś ukąszenie pryncypała.
primus   |10.11.2010 00:46:13
brakuje mi cwału,

bez niego nic chyba z tego nie będzie, nawet gdyby sama
Kluzik okazała się być
(ale skądby?)walkirią
Łysy   |10.11.2010 10:30:18
Nie bardzo rozumiem peany na cześć JK-R. Opakowała śmierdzące g**** w złotko i
część ludzi dała się nabrać, potem pan prezes napluł jej w twarz a ona
twierdziła, ze deszcz pada…
Anonimowy   |10.11.2010 11:31:04
Było trzech tenorów.
Teraz mamy dwa soprany.
Slawczan  - Jak zwykle u Cezara naszego   |10.11.2010 16:46:33
Troche prawdy i troche nieprawdy (czyli troche z nim się zgadzam a trochę jednak
nie)
Otóż nie widzę niczego godnego u pani kluzik-Rostkowskiej-próbowała nas
najordynarniej w świecie oszukać-teraz dzięki jej fachowości,mielibyśmy
ześwirowanego psychopatę w Pałacu.Wyposażonego w konstytucyjne narzędzia do
szkodzenia rządowi.Sam nie jestem miłośnikiem PO ale szkodzić im tylko
dlatego,że ich nie cierpię to trochę dla mnie gówniarskie. Sam Jarkacz jasno
powiedział nam w twarz - byłem naćpany(i to nie opłatkami) i pajacowałem.To była
robota p. Kluzik. Nic nie powiedziała gdy prezes jasno określił się. Dostała
kopa w tyłek - gładko przełknęła.Dopiero przemówiła jak ją na kopach jej pan z
domu wywalił.Przed tem pan był OK. O p. Jakubiak szkoda mówić.
Nie wiem czy
Cezary lubi wytwórców szynki szprycujących swój wyrób jakimś ścierwem by uzyskać
2kg wyrobu z 1kg mięsa. Bo ja takich ludzi niecierpię.Mimo,że obiektywnie są
takimi samymi ofiarami nowotworu feudalno-urzędniczego toczącego ten kraj jak
każdy inny obywatel.
Bycie ofiarą Jarkacza nie jest dla mnie jednoznaczne ,że
dana osoba szlachetnieje.Przypomnę święte oburzenie na J. Palikota gdy ten
określił zachowanie posłanki mianem prostytuowania się. Bezczelna manipulacja
danymi,które samemu sie de facto pomagało tworzyć(w końcu obowiązywały
harmonogramy wydawania kasy unijnej powstałe za jej kadencji jako odpowiedniego
ministra) tylko dlatego ,że to obcy rząd trudno inaczej nazwać. Pani K-R
należała to tej samej ferajny.I nagle wyszlachetniała? Przypisywanie
,,genderowego" kontekstu całej story traktuje jako jakiś żart
tls  - prawo   |10.11.2010 19:08:00
Z wielką przykrością stwierdzam, że CM na mocy Prawa Godwina przegrał sromotnie. Z kim? O tym w następnym odcinku.
Jarogniew  - Czy Cezary to Cezary?   |10.11.2010 20:16:17
Smutne, spodziewałem się po Krytyce Politycznej czegoś więcej niż przepisywania
tekstów Beylina.
Jan Lete   |10.11.2010 21:07:52
Kampania prowadzona przez JKR była majstersztykiem. Tworzenie alternatywy
prawicowej będzie u niej wynikiem determinacji i mozolnej pracy, co ma szanse
zakończyć się sukcesem, w przeciwieństwie do innej inicjatywy w ostatnim czasie
opartej raczej na ułańskiej fantazji i hasłach ‘hej hurra do przodu’
rad_mirek  - Michalski ma łeb   |10.11.2010 21:11:44
w odpowiedzi na pierwszy komentarz: pan Cezary Michalski jest po prostu ciekawym
umysłem. znajdować na jego nazwanie etykietek nie muszę. liczy się nieszablonowe
myślenie i wyjątkowy punkt widzenia. a że przy okazji talent
publicystyczny…;)

bez tego bym nawet nie czytał!
Wilczarz  - Gdzie ta prawica?   |10.11.2010 21:43:00
Wydaje się, że prawicę w klasycznym rozumieniu reprezentuje dziś jedynie p.
Gowin: ulizany, porządny, odpowiednio katolicki, z właściwym sznytem
dulszczyzny. P. Kluzik-Rostkowska to jednak tylko przedstawicielka jakiejś
partii, dowolnej partii, bo tak naprawdę nie wiadomo wiele o jej poglądach.
Zatem nie pasuje mi namaszczanie jej przez Autora na przywódczynię prawicy w
Polsce… ot, teraz jest medialna, bo gnębiona przez prezesa i jego
eunuchów.
Jeśli ktoś szuka prawdziwej polskiej prawicy, to wciąż jednak Gowin.
Specjalnie nie piszę o prawicy "normalnej", tylko o polskiej, bo nasze,
polskie odcienie polityczne i tak odstają od tego co się dzieje poza naszym anus
mundi.
ps.
Pan przeszedł niesamowitą metamorfozę, naprawdę Pana podziwiam.
Napisz komentarz
Nick:
E-mail:
 
Strona www:
Tytu?:
UBBCode:
[b] [i] [u] [url] [quote] [code] [img] 
 
Prosz? wpisa? kod antyspamowy widoczny na obrazku.

3.26 Copyright (C) 2008 Compojoom.com / Copyright (C) 2007 Alain Georgette / Copyright (C) 2006 Frantisek Hliva. All rights reserved.”


Na podobny temat

Aktualizacja    ( 09.11.2010 )
 
« poprzedni artykuł   następny artykuł »
Generated in 19.16701 Seconds