|
Pielgrzymka akademicka, w której miał pójść krzyż z Krakowskiego Przedmieścia odbywa się w tym roku pod hasłem „przez krzyż”. Jej prowadzącym, liderem, przewodnikiem… (przepraszam, ale nie jestem mocny w terminologii urzędniczej, żadnego urzędu) jest pan Tomasz Krzyżak, który wypowiadał się w telewizji, że bardzo nieobecności tego akurat krzyża, pośród wielu innych krzyży, w pielgrzymce przez krzyż żałuje. Polska ma wreszcie własny Hyde Park, w którym ludzie swobodnie przerzucają się nieocenzurowanymi, autentycznymi, emocjonalnymi, szczerymi… przemyśleniami na temat „Żydów” i „czarnych”. Oczywiście nasz Hyde Park został zorganizowany pod krzyżem, ale co w tym złego, skoro taka jest ponoć nasza polska natura. A co, jeśli nasza polska natura jest już bardziej zróżnicowana i nie wszystko musiałoby się w Polsce odbywać przez krzyż i pod krzyżem? A co, jeśli ludzie, którzy w Polsce już spod krzyża wyszli, potrzebowaliby lewicy liberalnej i świeckiej, a nie zachwycającej się „powrotem emocji i autentyczności”, choćby ten „powrót” odbywał się przez krzyż i pod krzyżem? Dla tej części lewicy, której zależy wyłącznie na powrocie emocji w polityce, a nie na samej polityce, histeria smoleńska, histeria powstaniowowarszawska i wszystkie inne histerie, jakie ta ziemia rodzi tak samo łatwo, jak nieco bardziej na Północ ziemia rodzi głazy narzutowe, oznaczają właściwie same tylko kolejne zwycięstwa w walce z bezdusznym liberalizmem (w dodatku, przyznaję, po platformiarsku dość zachowawczym). Co jednak pozwala sformułować tezę, że po raz kolejny, w momencie ważnego wydarzenia politycznego w tym kraju, lewica pozostała politycznie kompletnie jałowa, bezużyteczna, leżąca sobie na polskiej politycznej drodze jak… nie, nawet nie jak kłoda, ale jak mały subtelny patyczek, który przyciśnięty podeszwą estetycznie trzaska. W realnej polityce została lewica Napieralskiego, interesujące będzie to, czy znajdzie się w koalicji, już nie tylko medialnej, z PO, czy w opozycji przeciwko PO (koalicja z PiS-em przeciwko PO przy obecnym stanie ducha Jarosława Kaczyńskiego jest chwilowo mniej prawdopodobna). W realnej polityce została Magda Środa z Kongresem Kobiet, realna, twarda męczenniczka emancypacji. Nie wiadomo, czy ktoś na lewicy stworzy dla niej jakąś partię, jakieś realne narzędzie polityczne, czy też Magdalena Środa będzie musiała iść do partii Palikota. Co będzie miało swoje zalety, ale także i wady. W polityce jest też wciąż jeszcze Prawo i Sprawiedliwość. Lider tej partii Jarosław Kaczyński skutecznie obronił krzyż upamiętniający „brata i bratową” („imperatyw moralny”, przypominam), ale traci kolejne instytucje, w tym kluczowe dla siebie media publiczne. PiS wciąż pozostaje skuteczną reprezentacją symboliczną swojego elektoratu, ale staje się jego coraz mniej skuteczną reprezentacją polityczną. W Polsce tę różnicę łatwo przeoczyć (przypominam o niezwykłym sukcesie symbolicznym Powstania Warszawskiego przy jego ewidentnej klęsce politycznej), ale z czasem jej konsekwencje stają się widoczne. Interesujące jest również to, czy Platforma jako partia władzy, zbyt wielka, zbyt masywna i tłusta żeby mieć jednolitą tożsamość, rozpuchnięta pomiędzy pałacem prezydenckim, kancelarią premiera i Wiejską, wygeneruje frakcje wewnątrz siebie (wówczas partii Palikota nie będzie, będzie frakcja Palikota użerająca się rytualnie z frakcją Gowina w cieple rozbawionych spojrzeń Tuska i Schetyny), czy też PO wyrzuci swoje frakcje na zewnątrz siebie (wówczas partia Palikota będzie walczyła o wejście do parlamentu i stanie się koalicjantem Platformy, ale czy to zmieni aż tak wiele w tym kraju?). Przepraszam, że moja metaforyka jest z „Obcego” czy „Czegoś”, a nie z wymagającej intelektualnie, poważnej inteligenckiej prasy. Ale człowiek jest tym, co ogląda. Ja oglądam „junk”. W międzyczasie Jarosław Gowin jako lider frakcji konserwatywnej w Platformie daje znać wszem i wobec, że on Platformy opuszczać nie zamierza. Dlatego woli oburzać się na „zimnego Lecha”, bo to Schetynie w niczym nie przeszkadza, Schetyna jest politykiem realnym i konserwatywni „ornamentatorzy” (cyt, za Zbigniew Herbert) go śmieszą, on ich używa jak pacynek na palcach swojej prawej ręki. Gdyby Jarosław Gowin jako konserwatysta oburzył się na sposób wygaszenia przez Schetynę komisji hazardowej, to by się Schetyna zdenerwował, a tego lider frakcji konserwatywnej w PO nie zaryzykuje, bo już tylko symulując podmiotowość wobec Schetyny, Tuska czy Kościoła Gowin całkowicie osiwiał, gdyby zaryzykował podmiotowość realną, to by w dodatku wyłysiał, a wtedy by zbrzydł, czego żaden konserwatysta nigdy nie zaryzykuje, bo polscy konserwatyści, podobnie jak część polskiej lewicy pragnąca „powrotu emocji w polityce”, to są wielcy esteci. Tak czy inaczej, nie tylko lewica ma kłopoty z samodzielnym zaistnieniem politycznym w Polsce, a nie wyłącznie gustownym odgrywaniem polityczności. Konserwatyści mają problemy podobne. Ja z kolei ufam już tylko Tuskowi, wyłącznie dlatego, że jest z Pomorza, miał dziadka w Wermachcie i społecznie nie nawiązuje ani do polskiej szlachty (obojętnie, konserwatywnej czy radykalnej), ani do polskich chłopów pańszczyźnianych (obojętnie, od Szeli czy od Rydzyka), ale jest potomkiem pomorskiego kolejarza awansującym do politycznych elit swojego państwa. Może dlatego, że jest z Pomorza, Tusk – mimo oczekiwań wielu sarmackich dziennikarzy - wciąż nie wyrzucił z partii Schetyny, Sikorskiego ani Palikota, ale stara się nimi politycznie pracować. Tak więc wybieram kult jednostki, tyle że jednostki dziwnej, jak na polskie standardy wyjątkowo zwesternizowanej. W ten sposób wykluczam się ze wspólnoty Kongresówki i Kresów, ale za to wkluczam się do wspólnoty zaboru pruskiego, co w moim wypadku oznacza powrót do toruńskich korzeni. A z lewicy wybieram Jasia Kapelę przeciwko jego godnościowym, sarmackim polemistom z forum KP (można być Sarmatą prawo- i lewoskrętnym) ciągle domagającym się zastosowania wobec niego jakiegoś kwalitymenedżmentu. Ciekawe, co by było, gdyby tak zastosować kwalitymenedżment wobec Wazoona czy paru innych komentatorów z forum, moim zdaniem oni akurat kwalitymenedżmentu by nie przeżyli. Spośród lewicy wybieram także Tomasza Piątka, szczególnie kiedy zajmuje się pracownikami Carrefoura albo polityką narkotykową. Jego polemikę z Tomaszem Wiścickim z „Więzi” (jest wciąż dostępna na głębokim forum KP) na temat teorii uzależnień wciąż czytam na nowo jako silny antydepresant, kiedy ogarniają mnie wątpliwości, czy lewicowa agenda modernizacyjna jest jeszcze w ogóle w Polsce możliwa (bo co do tego, że jest potrzebna, wątpliwości nie mam). Felietony Cezarego Michalskiego publikujemy w poniedziałki i w środy.
Na podobny temat
|
@ Skrzypek Zauważ, że nawet w ...
@"Według badań zleconych prze...