> PREMIERA 24 MAJA

Berman_okladka_300px.jpg

>>Już jest: KP30!

kp30_okladka_300px.jpg

Komentarze

CYTAT DNIA

Życzyłbym sobie, abyśmy w obecnym stuleciu potrafili w końcu połączyć wiedzę naukową i techniczną, rozwiniętą jak nigdy dotąd w historii, z umiejętnościami ludzkimi i politycznymi, które, jak na ironię, są najbardziej w historii zacofane. Dysponujemy wszystkimi środkami naukowymi, technicznymi i nawet finansowymi, aby wykorzenić biedę, głód, ciemnotę dotykającą co najmniej połowę mieszkańców naszej planety. Dlaczego tego nie robimy? Dlatego, że brakuje nam politycznej woli, połączenia pragnienia i działania, żeby to zrobić.

Carlos Fuentes (1928-2012), Contra Bush

Katalog Książek KP

Książki w sklepie KP

Advertisement
Order software online
Noworoczna opowieść o „wolnych Polakach” Drukuj
Cezary Michalski   
02.01.2012

Chciałem znów powbijać szpilki pod paznokcie Tuska za to, że swoje zwycięstwo, które i tak już nas wszystkich sporo kosztowało, znów zaczyna trwonić. Lecz kiedy moje szpilki z poduszeczki zaczynałem wyciągać, coś głośno zapukało od spodu, a byli to „wolni Polacy”. 

  

Nowe manifesty wydali z siebie Rymkiewicz, Ziemkiewicz i inni, którzy „wolnymi Polakami” z nadmiaru wysokiej samooceny lubią się nazywać. Nie byłoby żadnym wydarzeniem, gdyż „wolni Polacy” nie tylko na Nowy Rok, ale przy każdej okazji, jak tylko się dorwą do jakiejś gazety albo innego medialnego okienka, rzucają swoje monotonne klątwy na ludzi próbujących żyć w tym kraju uczciwie (czyli zupełnie inaczej niż „wolni Polacy”, którzy żyjąc w najlepsze, udają, że umierają na krzyżu). Tak się jednak składa, że w momencie, kiedy „wolni Polacy” zaczęli rzucać swoje noworoczne klątwy, wpadł mi akurat w ręce numer miesięcznika „Morze” z końca 1938 roku (dziwaczne są te moje noworoczne lektury). 

  

Miesięcznik „Morze” był wydawany przez liczącą sobie w owym czasie milion członków Ligę Morską i Kolonialną. Moją uwagę zwróciły dwa sąsiadujące ze sobą teksty w tym jednym numerze. Pierwszy o tym, że odwiecznie polski Śląsk Cieszyński powinien wrócić do imperialnej macierzy (co wkrótce zresztą się stało, choć w okolicznościach nie przynoszących imperialnej macierzy żadnego zaszczytu), drugi relacjonujący debatę w brytyjskim parlamencie, gdzie jeden z posłów zwrócił uwagę, iż zamorskie terytoria afrykańskie brytyjskiego imperium można by zasiedlić brytyjskimi Żydami, co rozwiązałoby zdaniem owego posła zarówno problemy wewnętrzne, jak i kolonialne. Autor artykułu, nie wierząc widać w inteligencję miliona czytających członków Ligi Morskiej i Kolonialnej, napisał, że wystąpienie brytyjskiego posła mogłoby się stać inspiracją dla naszych władz, kiedy Polska wreszcie, w wyniku kolejnej „wojny narodów”, stanie się posiadaczką należnych sobie afrykańskich kolonii. Liga Kolonialna i Morska to nie była żadna młoda radykalna endecja, była to jedna z fasadowych sanacyjnych organizacji z okresu, kiedy Sanacja postanowiła walczyć o serca i głosy „endeckiego ludu” (parafraza za Ludwik Dorn).

  

Najlepsi z naszych przodków modlili się o „wojnę narodów” i „wojna narodów” nastąpiła, a nawet dwie wojny. W czasie tych wymodlonych wojen, jak się mówi, Francuzi padli ofiarą Niemców, Niemcy ofiarą Anglików, Polacy stali się ostatecznie ofiarą wszystkich po kolei. Ale to wszystko kłamstwo, bo w rzeczywistości Niemcy padli wówczas ofiarą głupoty i pychy „wolnych Niemców”, Rosjanie „wolnych Rosjan”, Francuzi „wolnych Francuzów”, Polacy „wolnych, mocarstwowych i kolonialnych Polaków”. 

  

Także dzisiejsi „wolni Polacy” na ramieniu noszą swoje wielkie dorodne męskie członki, udając, że to są drzewce skrwawionych sztandarów. A kult własnych monstrualnie rozrośniętych cojones odprawiają, głosząc, że jest to kult umęczonej ojczyzny. Szukam ciągle zmiennika dla Tuska, w histerii, w panice, z poczucia obowiązku, bo demokracja powinna być przynamniej dwupartyjna, inaczej zostaje z niej tylko fasada. Ale swoje gęby otwierają „wolni Polacy”, głosząc kult samych siebie, i znowu mam kłopot. Znów nie potrafię spojrzeć dalej niż za horyzont, który wyznacza i ogranicza mi Tusk.

  

Kiedyś usłyszałem anegdotę, którą Józef Czapski chyba gdzieś nawet spisał, ale ja miałem okazję usłyszeć ją od niego samego, kiedy był już bardzo stary i jako anegdoty  opowiadał tylko historie, które gdzieś już spisał. Opowiedział mi tę historię, kiedy  zdradziłem się przy nim z moją fascynacją Cioranem. Czapski odwiedził raz Ciorana w jego paryskim mieszkanku, Cioran długo opowiadał mu o bezsensie życia kończącego się śmiercią, o absurdzie świata, którego mieszkańcy tylko w wielkiej masakrze mogą odnaleźć prawdę swego kłamliwego żywota. Czapski nie był nigdy błyskotliwy w dziedzinie myśli, on był w dziedzinie myśli solenny, więc dopiero kiedy oddalił się już od paryskiego mieszkanka Ciorana na dystans paru ładnych paryskich uliczek, dotarło do niego, że przecież rozmawiał z człowiekiem pogrążonym, jak powiedział, „w strasznym duchowym kryzysie”. A co, jeśli Cioran postanowił się zabić, a co, jeśli już napuszcza do wanny gorącą wodę i po raz ostatni ostrzy swoją brzytwę? Pchany nie dającym się u niego opanować moralnym impulsem, Czapski zawrócił, pobiegł pięknymi uliczkami Miasta Świateł, wbiegł po wysokich schodach i stanął zdyszany przed drzwiami mieszkanka Ciorana, raz po raz naciskając na dzwonek. Po chwili drzwi się otwarły, na progu stanął gospodarz przebrany już w gustowny jedwabny szlafroczek. I cmokając rozpakowaną właśnie ze sreberka czekoladkę, zapytał z pełnymi ustami: „Czy pan czegoś zapomniał, czy coś może się stało?”. Czapski, nawet nie zaczynając tłumaczyć, co go znów sprowadza, pożegnał się grzecznie po raz drugi, jak ktoś roztargniony, ściągając na siebie pełne pobłażliwości spojrzenie Ciorana. I odszedł, i chyba się już nigdy z Cioranem nie spotkał.

  

Od kiedy poznałem tę anegdotę, mimo że nadal uważam Ciorana za naprawdę wyjątkowo interesującego myśliciela i świetnego stylistę, przestałem go lubić (co to ma za znaczenie, chyba tylko dla mnie). Tak samo (zachowując oczywiście w odniesieniu do obu bohaterów kolejnej sceny wszelkie konieczne proporcje), kiedy pewnego dnia zobaczyłem Jarosława Marka Rymkiewicza, jak w nadzwyczaj gustownym jedwabnym szlafroczku, skubiąc kruche ciasteczka, rozprawia o masakrze, na którą zasłużyli sobie ludzie próbujący żyć w tym kraju uczciwie (żyć uczciwie, czyli nie udając, że od zawsze są martwi), od czasu zatem, gdy po raz pierwszy zobaczyłem Rymkiewicza w pełnym rozkwicie wymyślonej przez siebie roli „wolnego Polaka”, wszelka moja do niego sympatia, fascynacja nim, choćby ambiwalentna – zniknęły bez śladu. Postanowiłem sobie wówczas, że zrobię wszystko, co mogę – choć mogę niewiele – aby temu „wolnemu Polakowi” żaden człowiek próbujący żyć uczciwie w tym kraju nigdy nie dał się nabrać.

  

A to wszystko było jeszcze przed Smoleńskiem, nie na długo, lecz jednak. Więc nawet dla swego odkochania się, dla swego znienawidzenia „wolnych Polaków” nie mam żadnego wygodnego „alibi Palikota”.

  

  

  

  

  

Komentarze
Dodaj nowy
trok   |02.01.2012 10:39:49
Pan Cezary jest Don Kichotem na opak. Walczy i demaskuje iluzje rodzimego
średniowiecznego show businessu w oświeceniowym zacięciu. W obronie człowieka
prostego, samemu będąc jednak ofiarą zbyt wielu lektur, bardziej niż człowiek
prosty, który ma to tam gdzie ma.

No cóż Panie Cezary, idole młodości okazują
się kuglarzami, serce złamane ale jak mówi mądrość ludowa lepiej późno niż
wcale.
Kazio   |02.01.2012 16:28:24
A w jakim szlafroczku napisał Pan ten przejmujący felieton? I cóż Pan wtedy
podskubywał? Lem podobno uwielbiał chałwę. Może chałwa dobrze robi na mózg.
viking   |02.01.2012 16:57:05
Falliczna diagnoza Cezarego Michalskiego jest, moim zdaniem, zupełnie
nietrafiona.

Niestety, mój ulubiony felietonista KP, polubił ostatnio
genderowe porównania. Niedawno chciał np., by młodzież buntowała się
"przeciwko ojcom".
Trzy osoby (ze mną włącznie) zdziwiły się czemu tylko
rodzice płci męskiej, mieliby doświadczyć sprzeciwu swych dzieci, ale metafora
ta, mimo wszystko miała pewien sens. Była trochę z Turgieniewa, trochę z
Gombrowicza … .
Z "członkiem i cojones" rzecz się ma trochę
gorzej.
Mam w ogóle pewien problem z tą genitalną metaforyką. Bo jakbym miał
powiedzieć, którzy politycy tego świata kojarzą mi się najgorzej, to bym
powiedział: George W. Bush i Margaret Thatcher. I tu się zaczyna dylemat.

George’a mogę załatwić "członkiem i cojones". Ale co z Margaret? Jak
mam określić jej politykę? Co ona nosiła na ramieniu?
Ale O.K. … . Metafora
metaforą. Niegdyś brak prawa wyborczego dla kobiet tłumaczono miesiączką, ciążą,
hormonami. Dziś niektóre poglądy polityczne pewnych facetów, tłumaczy się ich
stosunkiem do własnego penisa. Każdy czas ma swoją modę, którą po latach,
heglowski Duch demaskuje jako bzdurę. Raczej bym go oczekiwał niż się czepiał
Michalskiego, gdyby nie jedna, fundamentalna kwestia:

Kult falliczny był zawsze
kultem ŻYCIA i EROSA. Tymczasem Rzepa, Fronda, PiS są od nich tak oddalone, jak
to tylko jest możliwe. Jak słusznie zauważyła Agata Bielik-Robson i jak słusznie
zauważał Michalski, polska prawica czci ŚMIERĆ i TANATOSA.
I jeżeli wypatruje
wojny czy rozpierduchy, to przecież nie po to, żeby wziąć w niej udział i żeby
zdobyć jakąś kolonię, tylko po to, żeby ktoś w tej wojnie poległ, nie zdobywając
niczego i żeby oni mogli tę "bohaterską śmierć" opłakiwać w kolejnych
marszach.
Tutejsza prawica karmi się utratą a nie zdobyczami. Utrata ta jest, w
jej przekonaniu sprawką: A.)konkretnego wroga (Rosja, Niemcy, UE) B.) szeroko
pojętej (po)nowoczesności.
Nawet o męskości nie mówi inaczej niż w ten sposób i
absolutnie nigdzie nie nosi ani członka ani cojones. Co najwyżej upaja się ich
(powtarzam to słowo) "utratą", pieprząc farmazony o
"kastrujących" właściwościach współczesnego świata.
sugadaddy  - Wolni Polacy?   |02.01.2012 17:06:07
Jacyż oni wolni - nic tylko jęczą spod buta ruskiego/niemieckiego, co to ich w
ziemię kondominium w którym żyją wdeptuje.
półgłowek   |02.01.2012 17:21:13
Członek nie jedno ma imię

Są członki oczekujące na zbawienie
Są członki które
pchają się władczo
Są członki które ciągnie do kontaktu
Voy   |02.01.2012 17:27:35
I znowu nie udalo sie felietonu bez Ziemkiewicza. To juz chyba nie jest ani
kompleks ani obsesja.
daras1983   |02.01.2012 17:32:44
Viking, proszę nie rozkładaj tym razem "swojego (naszego) ulubionego
felietonisty" na łopatki. Nie należy mu się tym razem, nawet jeśli mu się
należy.
On pisze o czymś więcej. Sprawy załatwia z gatunku tych
dintojryjnych??
Ok zgodzę się!!
Ale proszę nie rozwalaj dzisiaj Michalskiego.
Nie dzisiaj.
zioloski   |02.01.2012 18:20:32
Tak konieczna jest replikacja mitów. W końcu będą mniej prozaiczne:)
dr Klocek   |02.01.2012 18:40:11
Tak, ewidentnie problematyka przededypalna. Nadmierne przywiązanie do Michnika,
stany paranoidalne, stawianie się w pozycji dziecka które jest niżej i zdradzone
przez spiskujących rodziców, tak tutaj nie ma co łapać się za tego,no , fallusa,
kiedy jaźń się rozpływa.
adamber   |02.01.2012 19:35:15
Falliczna Diagnoza trafiona albo i nie, rzecz w tym ze cojones u J.M.R., czy
R.A.Z. - niestety infertil. Gorzej jeszcze, bo poszlo do samego czuba klakow
rzadkich jak "szare" (bo szare rzadkie az po brak calkowity u tych
"wolnych klerkow").Wiec poczytalem pana Cezarego z przyjemnoscia, ktos
musi (in dobrze ze to czyni Michalski)ten chlam umyslowy obnazac - 100 razy
malo? No to tysiac! Bez sarkazmu panowie, kazdy lubi sobie podskubac w
szlafroczku, ale zeby od razu Ciorana mniej lubic panie Cezary?
Lulka   |02.01.2012 23:06:33
A Ziemkiewiczowi już się bez Michnika udało?
wsza   |02.01.2012 23:09:08
Panie Daras, jeśli coś tu się rozkłada w tym wątku, to na pewno nie pan Cezary,
tylko nóż w mojej kieszeni jak Pana czytam.
Twórzmy idee, nie CO2  - @ viking, Klocek   |03.01.2012 01:19:22
Zgadzam się tutaj z wami oboma, choć mówiąc szczerze ogólnie to się w ogóle nie
zgadzam na taką perspektywę.
Zaczynając więc od końca: ona im pochlebia,
dlatego jest nietrafna, a jeśli im pochlebia, to znaczy, że sensu nie ma, bo ich
upaja. I kropka.
Zgadzam się z Klockiem, że autor mówi tutaj o nazbyt
"odległym" sytuowaniu tych głupich ciołków od sfery edypalnej, bo to są
takie ciołki, że należy ich sytuować 100 lat przed sferą edypalną, albo ho ho,
tysiąc za murzynami. Gdzie tam walka z ojcami jakaś? I tu rację ma wiking, że
żeby nosić fiuta w garści (albo na ramieniu) trzeba jakoś "zwalczać"
ojca, albo choć próbować go zwalczać, a te głupie ciołki są na poziomie
późnoszlacheckim: tatkę chętnie by całowali w rękę na dzień dobry i dobranoc,
jak to u Rymkiewiczów się rymuje, a na polowaniach służyli za nagonkę, żeby se
papcio ustrzelił zajączka albo bażanta, natomiast tak w ogóle, to nie wyszli z
łóżka mamusi. No więc nie ma tu mowy o żadnym choćby kompleksie edypalnym; to
byłby zbytni nadmiar! Nie mówiąc o czymś takim jak figura tego na f. w garści.

Ale tutaj akurat autor nie trafił szczególnie. A co niby? Pan "gdy pytają
mnie" pierdoła prezydent to co? Nie należy do tego samego bractwa? Ależ
należy. Więc albo trafiać trafniej w słabiznę tychże, albo pisać ogólnie jak
jest.

Co do tego Thanatosa także mogę się zgodzić tylko pośrednio. To jest
skutek, nie przyczyna. Jeśli w ogóle.
adam  - a propos Ligi Morskiej   |03.01.2012 02:48:16
Taka fajna ciekawostka, w temacie kontynuowania tradycji (trudno powiedziec, czy
Cezary Michalski ja przeoczyl,czy nie podzielil sie, bo to by psulo felietonowy
koncept) - prezesem reinkarnacji Ligi Morskiej w 3 RP, do 2007 roku, byl nie kto
inny, niz Bronislaw Komorowski.
młotek   |03.01.2012 10:47:41
Zgniłej kamerdynerskiej postawie lewicy należy powiedzieć stanowczo i
jednoznacznie : NIE! Nadmierna ciągota do zajmowania się sobą i podglądactwa,
fascynacja lustracją jest koniecznym atrybutem neokońskich dzieci rewolucji
solidarnościowej, które na internowanie się nie załapały, na dwie pałki
milicyjne z trudem jak mocno jej szukały, ale za to mogą dumnie krzyknąć w twarz
KOR-OWSKIM zaprzańcom : na nas teczek nie ma i nam koryto się należy. Lewica nie
może powielać tych praktyk, tylko z otwartym sercem i umysłem zająć się poprawą
losu ludzi najuboższych. Mniej siedzenia w kawiarni towarzysze, więcej pochodzić
po ulicach, bo ta alienacja od mas o pomstę do nieba woła.
viking   |03.01.2012 12:09:06
@ Twórzmy idee

Tym razem nie do końca mnie zrozumiałeś.
Choć do pewnego
stopnia zgadzam się z dr Klockiem oraz z Twoim rozwinięciem jego myśli, mnie
chodziło o co innego.

Mam takie wrażenie, że Michalski i Agata Bielik-Robson,
są dość wyjątkowymi w Polsce intelektualistami, ponieważ jest im blisko do myśli
liberalnej, ale daleko do tych liberałów, którzy wierzą w wolny rynek, jak w
Bozię. Za to ich lubię.
Dlatego martwi mnie, kiedy Michalski, robi zbyt duże
ukłony w kierunku dyskursów marksistowskich, psychoanalitycznych czy wyrosłych
z nich obu: genderowych.
Pewnie robi to po to, żeby się jakoś umocować i
uwiarygodnić we wspólnocie publicystów KP i popełnia ten sam błąd, który
popełniał szukając myślowej wspólnoty gdzie indziej. Nie wiem po co, biorąc pod
uwagę, iż z jego intelektem może sobie pozwolić na niezależność i że właśnie za
nią jest przez swoich wiernych czytelników lubiany najbardziej.

Czy panowie z
Rzepy przeszli już fazę edypalną; czy wyszli z łóżka mamusi, czy zbuntowali się
przeciwko ojcom?
Nie wiem. Nie interesuje mnie to, ponieważ uważam
psychoanalizę za dyskurs tyleż ciekawy, co bałamutny i prowadzący na
manowce.
Nie twierdzę, że poglądy różnych ludzi nie mają nic wspólnego z ich
konstrukcją psychiczną lub doświadczeniami. Nie mógłbym tak twierdzić, kiedy
właśnie dlatego nigdy nie umiałem być socjalistą i nigdy już nie będę potrafił w
pełni zgodzić się z różnymi tezami KP, że ona wyraźnie szuka
"wspólnotowości" a mnie na myśl o każdej innej wspólnocie niż rodzina
lub krąg znajomych, robi się niedobrze.
Ale jakie są konkretne psychologiczne
motywacje innych ludzi, tego nie wiem. Czy Ziemkiewicz mówi to, co mówi, bo nie
zbuntował się przeciwko ojcu czy dlatego, że właśnie pochodzi z rodziny
libertyńskiej i każdym swoim felietonem zamierza jej wymierzyć konserwatywny
policzek? Czy odczuwa falliczną dumę, którą chce obwieścić światu, opakowując ją
w dyskurs ojczyźniano-bohaterski, czy może ma kompleks małego ptaszka, z którym
walczy snami o potędze i chwale?
Może ktoś, kto go zna, zna też odpowiedzi na te
pytania, ale mnie one nie interesują w najmniejszym nawet stopniu.
Jedno
jedyne, co mogę stwierdzić (i w tym właśnie punkcie zgadzam się z Tobą, dr
Klockiem i Machalskim) to to, że jego teksty nie istnieją ani same z siebie ani
same dla siebie, tylko wyrażają coś więcej. Moim zdaniem wyrażają pierdołowatość
i dupowatość.
Taki Cejrowski np. szuka męskości w dżungli i nieustannie
twierdzi, że współczesny świat "kastruje białego człowieka". Ten koleś
nigdy nie był postrzegany przez społeczeństwo, jako szczególnie męski. Głównie
przez swój głos i swoją gestykulację.
Najwidoczniej ma z tym jakiś problem,
który umie sformułować wyłącznie w dyskursie "utraty". Nie może
zrozumieć, że jego problem jest jego problemem a nie winą jakichś zewnętrznych
okoliczności.
Podobnie, jak nie może zrozumieć, że ten płacz nad rzekomą
"utratą" (kastracją), wcale tego problemu nie rozwiązuje, ponieważ, gdy
w hawajskich koszulach, z postkolonialnym uśmieszkiem rozprawia o polujących
"dzikusach" lub gdy się przebiera za kowboja, jego zniewieściałość, na
którą nikt, by pewnie nie zwrócił uwagi, staje się wyraźna, jak na siłę
maskowany pryszcz i przez to karykaturalna.
Podobnie Ziemkiewicz nie może
zrozumieć, że wieczny lament nad najróżniejszymi formami utraty, jakiej
doświadczyła Polska, niczego temu krajowi nie przywróci, tylko jeszcze bardziej
sytuuje go w dupie świata.
A więc tak, ci faceci rozwiązują zarówno swoje
problemy, jak i problemy kraju fantazmatami. To właśnie jest pierdołowatość. Ale
myślę, że to ona a nie jej praprzyczyna jest tu najistotniejsza.
Twórzmy idee, nie CO2  - @ viking   |03.01.2012 15:27:11
Dlatego powiedziałem, że "ogólnie" się nie zgadzam w ogóle z perspektywą
psychoanalityczną. Abstrahując od trafności czy nie, wypowiedzi, jako pewien
język opisu rzeczy psychoanaliza jest już nieźle "wypalona".
Twórzmy idee, nie CO2  - @ Klocek   |03.01.2012 20:03:22
Wiesz, pewnym ludziom się wydaje, że to wokół nich kręci się świat, i należy do
nich spora grupa psychoanalityków. To zwyczajni durnie. Sporo ich znam, w Polsce
charakteryzuje się to noszeniem fajnych świecących garniturków i chodzeniem na
solarkę, i gadanie, jak to się na pacjenta oddziaływało i jak on na nas
zadziałał. To całe "zmienianie" pacjenta, "leczenie go", itd.
jest niezłym robieniem ludzi w balona. Bo cóż w efekcie znaczy, gdy pacjent
przychodzi i płaci, a psychoanalityk siedzi i słucha, jeśli nie to, że odbywa
się rozmowa i każdy na siebie działa? Że co? Niby psychoanalityk zmienia, tak, a
pacjent nic a nic, i jest to zmienianie jako takie? Guzik prawda. Masz niezłe
pojęcie o rzeczy, doktorku. No ale ludzie kupują psychoanalityczny język, więc
na psychoanalizę chodzą (10 czy 12 lat). A teraz pokaż mi, doktorze, gdzie taki
na przykład Lacan powiedział o "wyleczeniu" pacjenta, o
"zmienieniu" go. Użyłeś słowa "zmienianie" więc o to słowo się
Ciebie pytam. Freud nie raz mówił o "wyleczeniu", ale później to
rewidował, bo w zasadzie nigdy nikogo nie wyleczył (chyba że mi wskażesz taki
przypadek). Wskaż mi, gdzież ta PSYCHOANALIZA osiągnęła takie moce sprawcze, bo
czytałem i próbowałem, a nie wiem. Podpowiem Ci, gdybyś się zaczął mądrować, że
ani Freud, ani Lacan, ani pacjenta nie "zmieniali", ani go nie
"wyleczyli". Oni go po prostu opisywali.
Ale porozmawiać warto.

A
poza tym odniosłem się z opisem rzeczy do vikinga, co - jak widzę - uwyraźniłem.
Psychoanaliza "opisuje" rzeczywistość, tak samo jak opisuje ją język
Kanta, Hegla czy Blake’a. O coś jeszcze cię pytają?


P. S. Pan doktor klocek
się wycofał. Moja wypowiedź pozostaje więc trochę znikąd…
wycofany   |03.01.2012 20:16:08
Przepraszam Twórzmy, doktor był tylko konstruktem ironicznym. Ale dzieło
przerosło osłabione ostatnio nerwy zartownisia.

PS. dziekuje za wysłuchanie
prośby
ubik   |03.01.2012 21:05:44
Michalski słusznie zarzuca maczoizm i penisizm prawicy. Ten kult penisa bierze
się z innych źródeł niż katolicka wrogość wobec seksu i dlatego są to po prostu
sprzeczności w łonie jednej psychiki.
daras1983   |03.01.2012 21:47:24
Viking masz dobrego przeciwnika
Na pewno na gruncie psychoanalizy
Widać, że CO2
jest mocny
Tomek Sawyer  - Cioran   |03.01.2012 22:20:09
@Autor - Świetna anegdota. Dobry skrót i o Cioranie i o Czapskim. Ja mam z
Cioranem odwrotnie niż Pan. Nie znosiłem go. Aż wreszcie (woda płynie) okazało
się, że jego się daje czytać jako humorystę. Nie jestem na 100% pewien, czy ten
humorystyczny aspekt też da się dostrzec u Rymkiewiczów etc. Ale tego zbyt
głęboko poznawać mi się nie chce. Przy okazji - serdeczne noworoczne dla Pana i
kolegów felietonistów. Czytanie Waszych irytacji bywa inspirujące.
wycofany   |03.01.2012 23:00:50
Panie Twórzmy słowo "zmienia" użyte zostało z powodu takiego, że była to
parafraza tezy o Feuerbachu pana Marksa. Poniekąd żartem, ale nie tylko. Myślę,
że nie ma psychoanalizy bez terapii, to znaczy mogą sobie istnieć teorie i każdy
tam sobie coś bajdurzyć dowolnie, jak tutaj w tym wątku o falusach, ale jeśli ma
ona jakiś sens to tylko w ramach praktyki terapeutycznej, gdy dokonana zostanie
jakaś zmiana. Świat można poznać o tyle o ile go można zmienić. Bez zmiany to
tylko ssane z kciuka hipotezy. Psychoanaliza jako opis rzeczy dotyczyć może
tylko jakiś tam mechanizmów obronnych, które pewnie są obiektywne, ale reszta
tego towaru nie opisuje rzeczy tylko świadomość a to ju dość płynna
rzeczywistość. Opowieści sprzed wieku psychoanalityków mogą się mieć nijak do
dzisiejszych ludzi, lub do ludzi z innej kultury. A opis bez zmiany jest jedynie
przyprawianiem gęby.
Spokojny  - @ Twórzmy   |03.01.2012 23:23:59
Oni nie leczyli, tylko opisywali. Lacan to nawet wprost i programowo ogłaszał,
że niech absolutnie nikt mu nie śmie mówić o jakichkolwiek efektach. No ale
niech mi pokażą takie opisanie, które nie wywołuje żadnych skutków.
Twórzmy idee, nie CO2  - @ wycofany   |04.01.2012 00:01:13
Słuchaj, ja tam się nie czepiam.
Powiedziałem, w kontekście celnej wypowiedzi
vikinga, co sądzę. Przyatakowałeś mnie w pewnym szczególnym kontekście, którego
nijak nie poruszałem. Odpowiedziałem ci jak ja to widzę, tyle że już tej twojej
riposty nie ma, więc nie bardzo jest względem czego dyskutować. Wiesz, jeśli
mówisz o Marksie i Fauerbachu, no to ok, tylko trochę wyszło tak, jakbyś sobie
tego Marksa wymyślił, bo chodziło ci konkretnie o psychoanalityków a nie o
psychoanalizę, która twoim zdaniem w żaden sposób nie opisuje świata, tylko ma
go zmieniać pod postacią psychoanalityków. No to ja ci odpowiedziałem, jak to z
tymi zmianami jest, i że raczej opis. Raczej opis na pewne pojawiające się
"symptomy", który nazywa się po Freudzie psychoanalitycznym. Anna O.,
mały Hans, Człowiek od wilków, etc., to są opisy, bardzo ciekawe i zarazem zrąb
nowego języka, który się wyłania pod piórem Freuda. Twórca języka bowiem tworzy
metafory, i tym samym pcha świat niejako do przodu, bo to metafory zmieniają
świat. Więc masz takie nowe metafory, jak "kompleks Edypa" i
potwierdzenie tego w Hamlecie czy Edypie, masz "kompleks Elektry", masz
"Fort-Da", i wiele wiele innych metafor. No chyba że mi wskażesz, ze
przed Freudem Platon mówił o kompleksie Edypa albo o nad-ja.
Z tym
"zmienianiem" pacjenta to jest różnie. Skóry bym nie dał, ale jak mi to
ciekawie przedstawisz to się chętnie zgodzę. Za to z pewnością jeśli ktoś ci
dobrze odda świat w języku innym, niż znasz/my z ulubionych poetów czy
teoretyków, w końcu z Marksa (który też już się zestarzał, na co na przykład
wskazywał już w 1975 r. Jacques Ranciere), no to ty ten świat bierzesz dla
siebie, bo nagle jeśli pewne słowa zaczynają błyszczeć (dzięki metaforom), to i
te słowa przyklejają się do rzeczy. A czy może być lepsza sytuacja
egzystencjalna? Raczej nie. I o to mi chodziło. Ale być może mówmy o tym samym,
tyle że przedstawiłeś to po swojemu, nie rozwijając.
Twórzmy idee, nie CO2  - @ wycofany   |04.01.2012 00:13:26
P. S. Świat można poznać o ile można go zmienić? No niby rozumiem, co masz na
myśli, ale to wypowiedź bardzo ogólna, i jestem w stanie w jej kontekście
wyobrazić sobie i Kanta, i Lacana, i Marksa, i Augustyna. Jednakże zważ, w
kontekście tej poprzedniej metafory, że Proust nie używał metafor tylko
metonimii, i też możesz dzięki niemu poznać świat. I to jak! Zgoda? Zakładasz
jakąś ludzką nadświadomość i znawczość wszystkich języków. Nie ma tak, kolego.
Poznajemy to powoli, bardzo powoli. Książek nikt nie czyta bo to znaczy wejść w
cudzy język, a każdy ma to w nosie, skoro obchodzi go tylko własny nos.

Jeśli
byłoby tak jak mówisz, tzn. że wyrażenie "Ala ma kota" jest
przyprawianiem gęby, czy tak? Komu? Ali? Czy kotu? Kotu gąb tutaj przyprawiać
nie trzeba, sam sobie tyle już naprzyprawiał, że popełnił powolne seppuku.

Jezu, chłopie, jest coś takiego jak język komunikacji i język poezji. Rozumiem,
że jesteś rewolucjonistą, ale nie przesadzaj z tymi zmianami…

Chciałem tylko
powiedzieć na początku, że język Cezarego Michalskiego nijak się ma do opisu
tych, których autor opisał w kontekście tego, co niejako zakłada, i na co, mam
wrażenie, wielu tutaj czeka. Bo ich tym nie opiszesz. Taki opis znaczy właśnie
tyle co "Terlikowski jest synkiem mamusi". Porusza to kogokolwiek?
Nikogo zapewne. No więc to nie jest adekwatne na takim poziomie, jak chce C. M.
Bo z tego, co ja tu widzę, on chce się - że użyję enigmatycznego zwrotu -
"przebić", i to mocno, na tę stronę, gdzie opis jest możliwy, i za nim
zmiany, co się udało na przykład Marksowi, albo Engelsowi, nie jestem pewien (i
stąd rewolucja proletariacka), a nie wychodzi mu to. ABR to też nie wychodzi,
ale ona to wie, i nie chce niczego więcej, mam wrażenie. Za to C.M. chce. No
więc jeśli chce, musi spróbować inaczej.
wycofany   |04.01.2012 09:55:43
Lacan Lacan pewnie jakiś stary nudziarz francuski zwany intelektualistą i
filozofem. Znamy takich burżuazyjnych demiurgów, do których się chodzi na ich
występy artystyczno-opisowe. Psychoanaliza powstała z konkretu leczenia nerwicy,
zajmuje się stykiem ludzkiego mięsa i świadomości i dokonywaniem zmian w tym
obszarze. Kto ma zamiłowanie bardziej do mięsa ten efekty widzi jak pan Wilhelm
Reich. Człowiek z fantazją i ciekawy świata. Kto z psychoanalizy robi jakąś
ezoteryczną praktykę, która go ma uwznioślić jak religia, ten sobie opisuje
metafizycznie.
Spokojny   |04.01.2012 12:30:00
Ale zgadzam się tu z Vikingiem. Jest jakaś dziwna nagonka na fallusy i cojones.
Tak jakby odpowiadały one za całe zło świata. Panie Cezary, jeśli nie nosić tego
na ramieniu to co innego z tym robić? Toż to właśnie do tego noszenia służy. Ale
nie zgadzam się z Vikingiem gdy mówi, że kult falliczny był kultem życia,
radości i erosa. Kult falliczny jest kultem fallusa. Życie i te różne inne co
tam Vikingu podajesz, to jedynie owego fallusa pochodne. Sam fallus nie jest
pochodną niczego. Co innego kutas, ale jego się nie czci.
Twórzmy idee, nie CO2  - @ Spokojny   |04.01.2012 14:13:59
Spokojny, rozbawiłeś mnie niejako.
Wobec tego, udowodnij, że jest kult, który
jest zarazem kultem i w dodatku obrazuje się w jakimś symbolu, bądź wyraża go
jakiś symbol, a ten symbol nie odsyła do czegoś innego, jakiejś energii bądź
całości, tylko jest kultem tego symbolu i tylko tego symbolu… Czyli, jeśli na
pustyni Żydzi czcili cielca (czyli ulepek, który przypominał cielaka), to czcili
tylko i wyłącznie ten posążek? A w Dionizja kult fallusa czy Dioniozosa był
tylko kultem - jak mówisz - fallusa (fallus nie był także kutasem, czy oby na
pewno?), albo Dionizosa.
Jestem bardzo ciekaw co wymyślisz. Bo jeśli kult
fallusa jest kultem tylko fallusa, to owszem, zgoda, że kult Maryi Dziewicy jest
kultem Maryi Dziewicy, ale to przecież religia monoteistyczna a tego nie lubisz
i w zasadzie jakoś to się nie nijak ma do religii przedmonoteistycznych.


"Panie Cezary, jak nie nosić tego na ramieniu to co z tym
robić?".
Schować do kieszeni. Na przykład. Albo zrobić z tego jakikolwiek
inny użytek. To się nazywa, chyba fachowo zresztą, sublimacja. I różni się
zasadniczo od napierdalanki, którą piętnuje od bardzo dawna u tych panów C.M.
I
właśnie w tym podziwiam C.M., że przybrał taką trochę rolę podwórkowego,
polskiego volterianisty. Ani go za to nikt, jak znam życie, nie pochwali za
bardzo, ani pewnie nie zapłaci mu miliona. A powinien. Bo to jest genialna
robota, jakiej nie wykonuje u nas chyba nikt. I to także różni podejście
Cezarego M. od twojego, Spokojny. Ty się uwziąłeś na czwartą twarz Swarożyca
szukasz tropów zbiegłych bogów, i tylko pod to jedziesz, co znaczy, że pewnie
niewielka ta twoja sublimacja, a jednak C.M. zrobił trochę więcej, bo nie tylko
pod własne swoje widzimisię i własne Swarogi startuje, ale szuka w tym, co jest
wokół, a w co jego ludzka, słabawa kompleksja, została kiedyś tam rzucona… a i
tak chodzi mu chyba o coś więcej.
Twórzmy idee, nie CO2  - @ wycofany   |04.01.2012 14:17:00
"stykiem ludzkiego mięsa"…

Tak tak, stykiem.
Ciekawe czy wiesz co
robił Lacan, gdy nie "stykało"… ;-)

Wilhelm Tell, powiadasz?
Zaiste.
Człowiek z fantazją i ciekawy świata.
Gra_ce  - Cioran: koszt życia próżniaka   |04.01.2012 14:25:38
A mnie a propos Ciorana rozbroił fragment zacytowany poniżej. Myślę że mogło by
to być wyznanie wielu tzw. intelektualistów, którzy swój tryb życia fundują na
ideach czy to lewicowych czy prawicowych - dzięki temu stać ich na chwile
wytchnienia w szlafroczku, z winkiem czy czekoladką w ręku:

Cioran Z listu
do Bucura Ţincu, kwiecień 1974:

"Byłbym niewdzięcznikiem oraz ostatnim
idiotą, gdybym miał opłakiwać swoją przyszłość. Jak nikt inny, miałem życie
dokładnie takie, jakie chciałem: wolne, bez przymusów związanych z zawodem, bez
piekących upokorzeń i prozaicznych problemów. Życie wyśnione niemalże, życie
próżniaka, jakiego rzadko można spotkać w tym stuleciu. Czytałem dużo, ale tylko
to, na co miałem ochotę, i jeżeli sam starałem się pisać książki, to wysiłek ten
wynagradza mi fakt, że ani na chwilę nie oddaliłem się w nich od własnych idei i
upodobań. Jeśli nie jestem zadowolony z tego, co zrobiłem, to z kolei życie,
jakie prowadziłem odpowiada mi. A to znaczy bardzo wiele. Poza tym, wiem
doskonale, że nie może mnie czekać nic znacznego: niegdysiejsze sukcesy muszą
zostać spłacone. ‘Jeśli nie przyjmuje się wszystkiego z mądrą rezygnacją, życie
staje się nie do zniesienia’
Gra_ce   |04.01.2012 14:34:37
powyższy fragment z blogu:
http://zaczytanie.blox.pl/html/1310721,262
146,169.html?2

odniesienie w poprzednim komentarzu "odcięło się"
wycofany   |04.01.2012 15:01:05
Nie wiem, strzelam, że stawiał sobie pałacyk prowadząc czyjąś nigdy niekończącą
się terapię w pozie świętszego od papieża nieruchomego poruszyciela dumając nad
paradoksami Zenona.
ToMo  - Kult falliczny - poszukiwanie lidera   |04.01.2012 15:31:11
Motyw członka można moim zdaniem związać (i robi to Michalski) z Eliadowskim
przedhistorycznym kultem pala wbitego w ziemię, który wyznaczał pierwotnym
gromadom ludzkim kierunek migracji. W polityczno-ekonomicznej niepewności jutra
i pluralistyczo-technologiczno-medialnym zgiełku informacji ludzie szukają
jakiegoś punktu odniesienia, który by gdzieś ich poprowadził, najlepiej ku
świetlanej przyszłości. I tu wskakują na scenę nasi ideowi spadkobiercy
przedwojennej Ligi Kolonialnej z cojones na ramionach, po czym znacząco prężąc
owe imponderabilia mówią: my was poprowadzimy gdzie trza, zrobimy drugi
Budapeszt itd. Oczywiście kłamią licząc, że ktoś się na to nabierze, jak
wcześniej elektorat Radia Maryja ("chodźcie z nami, my MAMY czy nawet
JESTEŚMY objawioną prawdą").
kot   |05.01.2012 00:51:30
Zaczepił kota producent CO2 -(to opis raczej niż złośliwość , bo mała szansa na
twórczość u kogoś -kogo nie stać na merytoryczna krytykę i samodzielne
myślenie). Brak myśli kryje za autorytetami z wysokiej półki jak: daras, Kant,
Lacan, Marks, Augustyn, Jaspers, ABR. -Nie będąc w stanie odnieść się
merytorycznie do żadnego z postów kota kryje ułomność swojej inteligencji za
krytyką dokonaną przez vikinga (odpowiedź kota na nią została zjedzona przez
edytor). Krytyka była taka sobie ale nawet takiej nie pojął w/w. Zresztą obaj z
vikingiem
maja podobny problem jeżeli czegoś nie są w stanie zrozumieć, a
wstydzą się zapytać ( w Polsce to nie uchodzi), to uznają, że autor bełkocze (
bo jeśli nawet bełkocze, to nie znaczy,że nie jest merytoryczny). Tylko to
nazwisko, przed którym się klęka i przyjmuje w ciemno bez zrozumienia i
zadawania pytań. Reichenbach o fragmencie Hegla wyraził się, że można zrozumieć
tylko przy pomocy wielokrotnego czytania aż do oswojenia , a nie zrozumienia. W
wypadku kota każdy akapit akurat ma sens i nigdy nie jest kalką. Ale za dużo
wymagam.
"Twórzmy idee, a nie CO2" jest typowym przedstawicielem
polskiej inteligencji,
która w sprawie stanu wojennego i transformacji
ustrojowej nie była w stanie przeprowadzić analizy na wystarczającym poziomie
abstrakcji.

-"kot, tobie chyba ktoś do mleka czegoś mocniejszego dolał,
co?"
-Nie sądzę aby było Cię stać na coś więcej.
kot   |05.01.2012 07:02:35
-viking. Zjedzony przez edytor post wrócił złośliwością -CO2 (tak mniej
rozwlekle).
Powiedziałeś:"Twórzmy idee podaje dość duży zestaw argumentów a
Ty,nie podejmujesz z nim dyskusji tylko myślisz,że cokolwiek Ci da jakieś
idiotyczne pytanie o delfiny". Nie doczytałeś, nie było pytania o
delfiny,było stwierdzenie, że CO2 nie rozróżnia "małego" od
"dużego" Użyłem tej metafory po zignorowaniu przez niego i przez Ciebie,
postu, w którym kot używa, z premedytacją -wyłącznie abstrakcyjnych ale
rozstrzygających problem jednoznacznie -pojęć jakże innych niż argument o
"portkach brata". Nie da się w tego rodzaju sporze sensownie mówić bez
uzgodnienia co jest, a co nie argumentem. Argumentem nie jest dowolne zdanie,
tylko dla tego,że się jakoś wiąże z tematem. Dowolnie duży zestaw zdań "na
temat" nie jest zbirem argumentów, tylko bezładem, z których nic nie
wynika, jeżeli tych zdań nie wiąże myśl prowadząca do rozstrzygnięcia sporu.
Ani argument o portkach brata, ani to,że ktoś dostał w żeby, ani to,ze zginęło
58 ośmiu ludzi nie są same w sobie argumentami lecz zdaniami na temat. Bardziej
wyszukany nieargument o zadośćuczynieniu sprawiedliwości nie dotyczy sprawy
tylko jej oceny, która wcześniej nie została rozstrzygnięta ,a więc również jest
do niczego. Na każdy z tych "argumentów" można przedstawić równie
sensowny kontrargument i tak się bujać bez końca.
(próbka: zginęło 58 ludzi,
ktoś dostał w
zęby, a ilu ludzi ginie w święta na skutek nie odśnieżonych ulic,
źle oznakowanych skrzyżowań, niedopatrzeń, bałaganu w służbie zdrowia itp.
itd.
Ktoś za to powinien, czy nie powinien odpowiedzieć, i jak powinien zostać
ukarany? Ale jesteśmy na terenie polityki. Piłsudski gdy doszedł do wniosku, że
powinien oczywiście dla "dobra kraju" przejąć władzę, to ilu ludzi
zginęło? Na skutek decyzji politycznych ilu już ludzi zginęło w Iraku i
Afganistanie? A więc giną ludzie na skutek zaniechania, giną na skutek
dyskusyjnych (czy na pewno musieliśmy ginąć w Iraku?) decyzji politycznych.
Wracając do meritum skoro
moje rozumowanie było nazbyt abstrakcyjne dla moich
adwersarzy, to konkretniej: Czy Ruscy weszli do Polski?
-Nie weszli! Weszli do
Pragi weszli do Budapesztu do Warszawy nie weszli.
Wiec czemu się dziwisz, że
Jaruzelski mówi, że nic by nie zmienił -postąpił tak samo. Gdyby weszli to -co
by się działo? Jakie by to niosło konsekwencje dla Polski dla świata-Pomyśl?
Wydaje mi się, że w tym miejscu przełączasz kontakt i wyłączasz myślenie.
Czy
masz 100% pewności, żeby nie weszli? Bo tylko stu procentowa pewność
uprawniałaby do mówienia tych wszystkich bzdur, które się mówi i wówczas nie
byłyby to bzdury! Wyszło długo, bo starałem się bardzo jak krowie na rowie, bez
skrótów myślowych.
wsza   |05.01.2012 10:19:22
Panie Kocie, napisał pan, że brak myśli kryje się za autorytetami wysokiej
próby. Jest w tym jakaś ironia, że powołał się pan na opinię pana Reichenbacha o
Heglu.


-"kot, tobie chyba ktoś do mleka czegoś mocniejszego
dolał,
co?"
-Nie sądzę aby było Cię stać na coś więcej.

- odpowiedział
inżynier humaniście
Spokojny  - @ Twórzmy   |05.01.2012 13:56:50
Fallus nie jest myślą ani znakiem. Jest pierwszą możliwością. To kobieta
decyduje, jaką.
Twórzmy idee, nie CO2  - @ Spokojny   |05.01.2012 15:22:49
Pierwszą możliwością jest także oddychanie…
Oczywiście rozumiem, o co ci
chodzi, ale jednak pozostanę przy tym, że jest "figurą", która określa
tę pierwszą możliwość. Bo wiesz jak to jest z możliwościami, one się jakoś
przedstawiają, oczywiście uogólniając, a jedne się przedstawiają tak, inne zaś
inaczej. Jeśli pytasz: "no bo gdzie nosić fallusa jak nie na ramieniu",
to ja to rozumiem, ze jakoś go tam przedstawiasz. I tyle.
Natomiast jeśli to
kobieta decyduje, ciekawi mnie twój wpis pod artykułem Graff, gdzie na tym
poziomie, o którym teraz mowa, nie widzisz tego, że to "kobieta"
decyduje. A ja właśnie tak to widzę, że to - w tradycyjnym rozumieniu - właśnie
kobieta decyduje, jakim kierunkiem jest fallus, i jeśli o mnie chodzi, wolałbym,
by był wobec "adoptowanego", "nieświadomego" wyborów dziecka,
"w kierunku" kobiecości.
viking   |05.01.2012 15:07:58
@ kot

Ty myślałeś przez ponad dwa tygodnie, co odpowiedzieć na zarzuty i
teraz, kiedy udało ci się wreszcie coś wymyślić, odpowiadasz pod artykułem o
czymś zupełnie innym ???????
Jestem w szoku.
Chyba już nawet nie będę ironizował
na temat tego, że porównałeś się do Hegla, tylko nie mającego za sobą autorytetu
historii i tradycji;))
viking   |05.01.2012 16:05:59
@ Twórzmy idee

Kobieta decyduje. Ale tylko (lub aż!) w odniesieniu do tych,
których potencjalnie interesuje jej decyzja, czyli heteroseksualistów (lub
ewentualnie biseksualistów).
Tak rozumiem kompatybilność tego, co Spokojny mówi
tutaj z tym, co mówi pod artykułem Graff i jeśli dobrze ją rozumiem, to się z
nim zgadzam.
Twórzmy idee, nie CO2   |05.01.2012 17:00:46
@ viking
No dobrze, ale co z mężczyznami wówczas? Jeśli tak, jak ty to
rozumiesz powyżej, to zgadzam się także.
Natomiast odpowiedzi Spokojnego są
ostatnio nad wyraz enigmatyczne i sam sobie przeczy.

@ kot
Ktoś tu chyba
jest obsesyjny.
Do lekarza!
kot   |05.01.2012 17:03:57
-Viki, co ja na to poradzę,że Ty niedokładnie czytasz. Nie czekałem dwóch
tygodni napisałem o tym - nie doczytałeś.
Hegel nie jest moim idolem pod żadnym
względem. Tym bardziej sposobu pisania. Odniesienie do Hegla też nie dotyczyło
mnie -ani na jotę, lecz tych wszystkich, którzy uzbrajają się w argumentacje,
czerpiąc ją z arsenału wielokrotnych -do ostatniego ziewnięcia -powtórzeń.
W
ten sposób powstają argumenty nie dlatego,że są zasadne
-ale dla tego,że się z
nimi oswajamy.
wsza   |05.01.2012 20:58:53
Możliwe, że jak ktoś weźmie do ręki pana pracę inżynierską też uzna, że to jakiś
bełkot, z którym trzeba się oswoić przez odpowiednią ilość powtórzeń. Nie bardzo
rozumiem, skąd przekonanie, że praca filozofa musi być zrozumiała dla każdego
kto ogarnął czytanie. Żeby pewne teksty czytać najpierw trzeba przeczytać inne.
kot   |06.01.2012 02:17:52
-"Twórzmy idee", i kto tu
popełnia (szybkie) seppuku?
kot  - do @wsza,   |06.01.2012 02:43:12
- poruszyłeś ciekawy temat, na który odpowiem Ci na blogu. Jeżeli się
interesujesz -zapraszam. Nie jest moim zamiarem wszczynanie sporu -humaniści
kontra…. na łamach Krytyki, którą tworzą ludzie o wykształceniu
humanistycznym. I to oni -nie inżynierowie -stworzyli merytoryczną platformę
wymiany myśli, która sam rozumiesz łatwo może się zmienić w miejsce awantur.
Nie wątpię -zgodzisz się -że nie powinniśmy otwierać sporu personalnego lub
środowiskowego,bo byłby to spór zastępczy,a takich mamy nadto i szkoda na nie
czasu. Wystarczy, że zaczepiłem "Twórzmy idee nie CO2", który skądinąd
jest całkiem O.K. lecz jak młodzik spór merytoryczny potraktował emocjonalnie
-jako osobisty.
Nie może się z tym pogodzić, że gdy staje w szranki dyskusji
merytorycznej przestają się liczyć dotychczasowe lektury i dokonania, tytuły
naukowe i to kim jest przeciwnik sporu. Zastąpienie ad meritum, przez ad
personam,
oznacza podniesienie rąk do góry.
kot   |06.01.2012 09:29:11
@wsza czy Ty na pewno czytałeś ten fragment wypowiedzi Hansa
Reichenbacha, bo w nim podaje najostrzejszej krytyce,to co Ty
dopuszczasz: zastępowanie rozumienia przez oswojenie. Inżynier nie
może funkcjonować w zawodzie na zasadzie osłuchania, oczytania -musi
rozumieć jak części mają się do całości, a do tego nie
wystarcza oswojenie z materią, -trzeba rozumieć, jak to funkcjonuje.
Jeśli próbowałby bazować na oswojeniu się z tematem, lecz nie rozumiał
tego co robi, to rzeczywistość realna, w realnym czasie boleśnie by
mu o tym przypomniała. Trafiłeś z tym inżynierem -nie wiedziałem,że nim
był. http://pl.wikipedia.org/wiki/Hans_Reichenbach.
Co do Hegla przywołanego przez vikinga, -to żyjemy ciągle w jego cieniu.

Hegel to dobry przykład na rolę filozofów w dziejach ( nie projektują
ich ale… ) Wpłynął na Marksa w złym kierunku i po przez Marksa wpływa do
dziś na rzeczywistość polityczną. Filozofią dziejów jest bzdurna, nie
tylko zapłodniła i pchnęła do działania twórców ustroju sowieckiego.
Jego
język z filozofii dziejów jest aktualnie używany przez wszystkich
(podkreślam wszystkich)aktorów sceny politycznej i zniekształca ich
widzenie rzeczywistości. Nawet nie zdajemy sobie z tego sprawy (jak z
tego,że mówimy prozą).
wsza   |06.01.2012 10:46:49
Ależ ja żadnego sporu uniwersytetu z politechniką nie chciałem rozpalać. Użyłem
wobec pana słowa inżynier tylko w trzech kontekstach, żaden nie był negatywny.
Raz, że tytuł, gdy pan Daras zaczął się powoływać na tytuły, dwa, że kasa, gdy
zaczęto się powoływać na to kogo stać na dodatki mleczne, a trzy, że język
matematyczny może być takim samym bełkotem dla ignoranta, jak język pana
Hegla.

Nic nie dopuściłem co pan mi przypisuje, a wręcz przeciwnie. Hegel jest
tak samo do zrozumienia i jak najbardziej zajmuje się tym jak części mają się do
całości, a nie jest poetycką mantrą. Rzeczy, które Pan przypisuję Heglowi są
zwykła bzdurną ignorancją, w dodatku niegodną inżyniera ze względu na swą
sprzeczność, bo jak można Heglowi przypisywać realny wpływ polityczny jeśli
bełkotał poetycko?

Z całym szacunkiem dla Pana Reichenbacha, ale doniosłość w
pewnej dziedzinie, nie wyklucza ignorancji w innej nawet pokrewnej. Opowieści
jakie snują genialni fizycy poza swoją działką też bywają dość infantylne. Pan
Hawking swego czasu chciał nam zdaje się udowodnić teorią wszystkiego
nieistnienie boga, później mu trochę rura zmiękła.
kot   |06.01.2012 17:22:58
-Jedno nie wyklucza drugiego.
Są filozofowie o umysłach ścisłych, ale nie
mniejszy wpływ na kształt "rzeczywistości społecznej" mieli filozofowie
poeci, tacy o których można powiedzieć,że wypowiadali się mówiąc łagodnie
niezbyt jasno. Trafiali w swój czas i tworzyli kilka pojęć, które nadawały
kształt rzeczywistości.
Ich rola sprowadzała się do nazwania tego co już było
ale dotychczas nie miało nazwy. Tworząc nowe pojęcia otwierali nowe możliwości.
Jako ludzie funkcjonujemy poprzez język -informacje.
Kartezjusz "stworzył
nowoczesność" gdy dopuścił rozbicie tradycyjnych całości na mniejsze
elementy, a te na jeszcze mniejsze,gdy nawet kota porównał, niezbyt rozsądnie,
do mechanizmu zegarowego. Uruchomił w ten sposób kaskadę technologiczną.
Frank
Wilczek mówi,że teoria nie zawsze musi być prawdziwa. Przydaje się,gdy nie będąc
prawdziwą -jest głęboka.
Mylił się (chyba świadomie) jeden z największych
Newton, oparł swą teorię o błędnie rozumiane pojęcie czasu. Mylił się Einstein
we wzorze -odszczekiwał, mylił się Marks. Świat nie jest czarno biały, nie ma
jednej prawdy, co nie znaczy,że wszystko jest relatywne -to akurat dobrze
zrozumie inżynier. Człowiek ma prawo do błędu.
wsza   |06.01.2012 19:18:49
Przecenia Pan rolę filozofa, jakby Pan za dużo się nasłuchał jakiegoś, którego
jak widać także nie omija skrzywienie zawodowe. To, że czasem jakiś robi za
społecznego ideologa nie znaczy, że taka jest jego funkcja społeczna. Myślę, że
filozofia jest sprawa doniosłą, ale całkowicie prywatną filozofa czy też
wspólnoty filozofów.
zioloski   |06.01.2012 21:06:10
Tak poczucie granic zdrowego rozsądku - klucz do rozwoju każdego.
k0t   |07.01.2012 00:06:15
-wsz. zobacz rozszerzeniehttp://kot-blogkota.blogspot.com
kOt   |07.01.2012 00:45:23
-wsz..Nie powtarzam niczyich wniosków
wnioski -głupie lub mądre -są oryginalne,
Ci na których się powołuję są mi potrzebni do formułowania przesłanek.
Jeżeli
uważam, że ktoś inny rozstrzygnął
określony problem wówczas go cytuję, stąd
sporo na blogu materiałów obcych, pod którymi się podpisuję.
Punkt widzenia,
który zaprezentowałeś jest naturalny dla filozofii uniwersyteckiej, której
znaczenia również nie przeceniam.
wsza   |07.01.2012 09:08:10
Ma Pan zadziwiająco dobrze rozwiniętą skłonność do stawiania w dobrym świetle
swoich czynów, które u kogoś innego nieustannie pan gani na forum.

Społeczny
wpływ filozofii jest taki, że można sobie wytrzeć filozofem buzię przypisując mu
cuda niewidy. Bo "ukąszenie Heglem" to gułagi, a czemu nie ukąszenie po
prostu hierarchicznym społeczeństwem? Serio Hegel teraz przemawia? A może znana
prawda, że gdy wszyscy myślą to samo to nikt nie myśli zbyt wiele. A filozofia
jest taką formą myślenia, które dokonuje się indywidualnie, a nie zbiorowo.
kOt   |07.01.2012 11:29:51
-Sz.Panie wsza
Są wątki do zakończenia i warto też spuścić nieco powietrza z
nadmiernego zadęcia(mojego).
- Co u Małgosi Thatcher budowało wiarę w moc
słowa, i pewność,że mówi coś nie dającego się zakwestionować -wtedy
gdy
ogłosiła:"There is no alternative"
M.T. była z pokolenia, które po
wojnie oddychało heglowskim marksizmem, który głosił nieuchronne nadejście
ustroju socjalistycznego, odwracając tezę nie zmieniła jej istoty. Mimo że,się
nieco zmieniło -tak jest do dzisiaj.
Obecny kryzys gospodarczy jest
wykonywaniem ruchów absurdalnych prowadzących do kolejnych absurdów tylko dla
tego, że nie dopuszcza się możliwości alternatywy -bo ciągle żyjemy w królestwie
konieczności dziejowej, którą mocno wspierają interesy zainteresowanych. Można
by rozwijać wątek wpływu na dzisiejsze zachowania polityków myśli
postmodernistycznej, którzy z niej czerpią, nie wiedząc o tym skąd czerpią. Duży
temat, dużo przykładów -na wpływ filozofii, na codzienne i niecodzienne
zachowania.
-Reichenbach wytykający bełkot Heglowi,
o ile pamiętam, pochodzi z
pierwszej strony książki: "Powstanie filozofii naukowej". Wszyscy
wiedzą, że Hegel wielkim filozofem był, więc wzdragamy się przed tym co mu
zarzucił odnośnie określonego fragmentu Reichenbach. Warto wziąć książkę do reki
i samemu się przekonać. Lecz nic to nie zmieni, że wpływ Hegla na sposób
odbierania, postrzegania rzeczywistości rozciąga się na stulecia dwa. Był, jest
olbrzymi.
wsza   |07.01.2012 12:23:02
A która władza mówiła, że należy ją obalić? Za boską władzę faraonów też Hegel
odpowiada?

Tu nie chodzi o wzdraganie się tylko myślenie. Pan wybaczy, ale za
krytyką Hegla ze strony pozytywistów stoi moim zdaniem ignorancja i niechęć do
filozofii jako takiej oraz brak krytycyzmu co do własnych przesądów. Może warto
wziąć do ręki Hegla i spróbować zrozumieć.
kOt   |07.01.2012 12:53:30
-Diabeł tkwi w szczegółach.
wsza   |07.01.2012 15:01:46
Obwiniano już Hegla o wiele, także o brak telefonów komórkowych. Przezywyciężano
i obśmiewano.

Panie Kocie. Stary old school niemiecki jest jak dla kulturysty
marwty ciąg i przysiady. Można oczywiście się bawić w modne fitnes gadżety, ale
masy to się na tym nie zbuduje.
KOt   |07.01.2012 22:12:34
-Dla porządku, nie jestem fanem pozytywistów. Hegla nie czynię winnym nawet za
brak telefonów komórkowych. Wymieniani przeze mnie z nazwiska są mi dość
obojętni i nie mam do nich ani pozytywnych, ani negatywnych nastawień.
Może nie
dość jasno przedstawiłem o co mi chodziło, że filozof tworzy nowy sposób
widzenia rzeczywistości, nowe jej ujmowanie, nowe pojęcia. Wpływ filozofów na
rzeczywistość sięga tak daleko i tak długo jak długo stworzone przez nich
pojęcia funkcjonują w kulturze.
-Nowe abstrakcje są jak narzędzia
-otwierają
nowe możliwości. Są wykorzystywane zarówno w dobrych jak w złych celach.

-Narzędzia to nie tylko motek, druk, komputer, każde z tych narzędzi to nowe
możliwości. Młotkiem można rozbić komuś głowę ale młotek to poręczne narzędzie,
którym przybiją gwoździe zacni obywatele..
-Starożytni Chińczycy nie stworzyli
nowoczesnej cywilizacji nie dlatego,że nie byli w stanie, ale dlatego, że nie
uwolnili się od myślenia całościami.
Całości rozbite na części można składać
na wiele innych (niż całość macierzysta) sposobów i tworzyć nowe. Jak tylko
cywilizacja zrozumie te zabawę, to zaczyna tworzyć co raz to nowe i nowe.
Do
czego to dojdzie!
Przesadą by było "winić" Kartezjusza za to dokonanie,
nie mniejszy w nie wkład miał Newton i inni, ale nowym uniwersalnym pojęciom
najczęściej matkują filozofowie.
Napisz komentarz
Nick:
E-mail:
 
Strona www:
Tytu?:
UBBCode:
[b] [i] [u] [url] [quote] [code] [img] 
 
Prosz? wpisa? kod antyspamowy widoczny na obrazku.

3.26 Copyright (C) 2008 Compojoom.com / Copyright (C) 2007 Alain Georgette / Copyright (C) 2006 Frantisek Hliva. All rights reserved.”


Na podobny temat

Aktualizacja    ( 02.01.2012 )
 
« poprzedni artykuł   następny artykuł »
Generated in 1.25139 Seconds