|
Jakiś czas temu Jan Hartman opublikował w „Tygodniku Powszechnym” tekst o tym, że jego studenci już nie chcą go słuchać, bo „tylko im seks i plaża w głowie”. Sokrates był nazywany uwodzicielem młodzieży, więc się na „seks i plażę” nie skarżył. Hartman najwyraźniej nie jest Sokratesem, ale nie wiedzieć czemu, sam to publicznie ogłasza. Może to zły wpływ odwiedzania przez niego programu „Warto rozmawiać”? Pozazdrościł Legutce, który z charyzmatycznego filozofa (lub choćby charyzmatycznego historyka filozofii) też zmienił się w pierdołę narzekającego, że go „rozwydrzeni smarkacze” nie słuchają, a polska prawica (czyli aktualnie większość) za to go pokochała. Polska prawica może pierdołów kocha, ale czy z tego wynika, że pierdołowatość jest przyszłością zawodu nauczyciela i wykładowcy akademickiego? Nie sądzę. Hartman, skarżąc się, że „młodzi wolą seks i plażę” zamiast prowadzonych przez niego zajęć, przyznaje się publicznie do absolutnej, pedagogicznej porażki, do braku choćby minimum charyzmy, które jest warunkiem skutecznego wykonywania zawodu nauczycielskiego (rektor UJ powinien coś z tym zrobić, może zamiast Hartmana zatrudnić nauczycieli akademickich, którzy konkurencję z „seksem i plażą” jakoś wytrzymują). Rozmawiałem ze studentami Magdaleny Środy, Cezarego Wodzińskiego, Michała Pawła Markowskiego, Chwedeńczuka, Śpiewaka, nawet Wolniewicza. Jednym ich nauczyciele podobali się bardziej, drugim mniej, ale ci, którym się podobali, przedkładali ich ponad „seks i plażę” (przynajmniej w godzinach wykładów czy ćwiczeń). Czemu polskość musi być czasami aż tak żałosna nawet w wydaniu akademików, nawet w wydaniu liberałów (Hartman ponoć jest liberałem, często publikuje w „Liberté”, któremu jednak nie potrafił załatwić dotacji tak jak „Kronosowi” potrafili ją załatwić boski Wawrzyniec i proletariacki Piotr Nowak)? Dlaczego niektórzy polscy liberałowie muszą koniecznie być pierdołowaci, tak samo jak niektórzy polscy konserwatyści (i niektórzy lewicowcy)?
Dlaczego Hartman publicznie przyznaje się do tego, że przegrywa nawet z Justinem Bieberem, nie mówiąc już o Lady Gaga czy Katy Perry (jej California Gurls jest właściwie wyłącznie o „tym”, o „seksie i plaży”)? Sokrates, łysy brzydki staruch w brudnych szatach i często bez sandałów, nauczający rzeczy nie mniej trudnych od tych, których naucza Hartman, wygrywał w przedbiegach z „seksem i plażą” w umysłach (a jak twierdzą niektórzy, także w ciałach) ateńskiej młodzieży. Tekst założycielski zachodniej filozofii – Uczta – to przecież „seks i plaża” w najbardziej orgiastycznym wydaniu (czy raczej na monstrualnym kacu po orgii), Hartman bałby się tam w ogóle wejść (Alcybiades cały czas się dobija i zostaje wpuszczony). Dlatego ateńskie pierdoły (liberalne, konserwatywne, lewicowe) musiały Sokratesa poczęstować cykutą, w ich rozumieniu był tak samo atrakcyjny – i niebezpieczny – dla ich władzy, jak „seks i plaża” dla władzy Hartmana podczas jego zajęć. Wolałbym, żeby Hartman (Legutko) brał przykład z Sokratesa, a nie z ateńskich pierdołów, którzy uznali Sokratesa za demoralizatora młodzieży. Wówczas młodzi ludzie traktowaliby ich na równi z „seksem i plażą”. Tylko sobie wyobraźcie, jak jakiś młodzieniec (Alcybiades? Agaton?) z Instytutu Filozofii mówi w TVN-ie: „w moim życiu liczy się seks, plaża i Ryszard Legutko”, albo „w moim życiu liczy się seks, plaża i Jan Hartman, po prostu nie potrafię przestać myśleć o jego wykładach, wprost ociekających namiętną miłością mądrości”. Na razie Legutko i Hartman naśladują ateńskich pierdołów bojących się „nadmiernej atrakcyjności” Sokratesa, seksu i plaży. Ale ponieważ nie posiadają władzy (cykuta) pozostaje im publicystyczne zrzędzenie (Hartman) albo parodia polityki uprawiana za barczystymi plecami Jarosława Kaczyńskiego (Legutko). P.S.: Prawie bym zapomniał, Legutko wychował jednego Alkibiadesa-Staniłkę.
Na podobny temat
|
I to jest tendencja trwała, w zacho...
Um, ale Wy wiecie, że to nie są nauko...