> PREMIERA 24 MAJA

Berman_okladka_300px.jpg

>>Już jest: KP30!

kp30_okladka_300px.jpg

Komentarze

CYTAT DNIA

Życzyłbym sobie, abyśmy w obecnym stuleciu potrafili w końcu połączyć wiedzę naukową i techniczną, rozwiniętą jak nigdy dotąd w historii, z umiejętnościami ludzkimi i politycznymi, które, jak na ironię, są najbardziej w historii zacofane. Dysponujemy wszystkimi środkami naukowymi, technicznymi i nawet finansowymi, aby wykorzenić biedę, głód, ciemnotę dotykającą co najmniej połowę mieszkańców naszej planety. Dlaczego tego nie robimy? Dlatego, że brakuje nam politycznej woli, połączenia pragnienia i działania, żeby to zrobić.

Carlos Fuentes (1928-2012), Contra Bush

Katalog Książek KP

Książki w sklepie KP

Advertisement
Order software online
Nieludzka bezbożność Drukuj
Cezary Michalski   
11.09.2011

Kościół to prawdopodobnie najbardziej zsekularyzowana instytucja dzisiejszego zachodniego świata, emitująca wokół siebie najsilniejszy impuls sekularyzacyjny.


To nie tylko Schmitt (Wielki Inkwizytor), to po prostu prawda. Przekonałem się o tym przy okazji wyjazdu do Wrocławia na poczciwy festiwal europejskiej kultury. „Przy okazji” przyszło mi tam rozmawiać z młodymi ludźmi niewierzącymi, niepraktykującymi, refleksyjnie dyskursywnymi, którzy wspierają Kościół właśnie jako pierwszą być może instytucję Zachodu w pełni zsekularyzowaną – bronią jej po liniach de maistre’owskich, schmittiańskich, po liniach perwersyjnie zradykalizowanego straussizmu i voegelinizmu.


Wracając z Wrocławia niewyspany, na kacu, uświadomiłem sobie, że w moich rozmowach i podróżach po Polsce nie spotykam już w ogóle młodych inteligentnych ludzi wierzących, którzy broniliby Kościoła (Wencel jest jednak misiem o zbyt małym rozumku, żeby w ogóle interesowało go to, czy pisząc słowo „Bóg” wierzy, czy nie wierzy w cokolwiek). Wszyscy dzisiejsi inteligentni młodzi obrońcy Kościoła (dobrzy retorycznie, świetnie oczytani, właśnie dlatego po publikacje KP sięgający chętniej niż po „Nasz Dziennik”, a w dyskusjach organizowanych przez KP uczestniczący liczniej niż w pielgrzymkach do Częstochowy), których czasem próbuję, bez efektów, przekonać do tolerowania choćby resztek wiary u innych – są niewierzący, niewierzący konsekwentnie, bez porównania bardziej od Manueli Gretkowskiej, od Agaty Bielik-Robson, od Tomasza Piątka a nawet ode mnie, który w konsekwencji własnej przygody z Kościołem (ja także wybrałem kiedyś tę instytucję wyłącznie z powodów kulturowych, politycznych, instrumentalnych) stałem się jeszcze mniej wierzący niż przedtem, a jednak ciągle się waham przed orzeczeniem u siebie całkowitej utraty wiary (choćby dzięki temu, że równolegle do czysto instrumentalnego zainteresowania Kościołem ślady wiary pielęgnowałem na zajęciach Andrzeja Wiercińskiego, antropologa-kabalisty).


Nie spotkałem osoby bardziej zsekularyzowanej, bardziej świeckiej niż Marek Jurek. Nawet Paweł Milcarek z pisma „Christianitas”, który jest trochę jego uczniem, trochę zdystansowanym, trochę jeszcze wierzy w Chrystusa, dlatego w dyskusjach jest bardziej miękki od Marka Jurka, nie potrafi całkowicie odrzucić, mimo całego swego konserwatywnego pesymizmu, optymizmu chrześcijaństwa, straszliwego, ponad potencjał ludzkiego gatunku optymizmu inwestycji w człowieka, jaką było Wcielenie. Gruntownie niewierzący jest Jan Rokita i właśnie dlatego może być tak malowniczym „operowym” konserwatystą i katolikiem. Choć w końcu też nieskutecznym, gdyż ukochana przez niego opera jest jednak gatunkiem włoskim, a nie polskim i Rokicie zaufałby, potrafiłby nim pracować, biskup Rzymu Borgia, a nie biskup Gdańska Sławoj Leszek Głódź (to swoją drogą perwersja Kościoła, że na stolicę biskupią do Wolnego Miasta Gdańska wysłał takiego arcysłowianina i arcysarmatę).


Jurek całkowicie w to wszystko nie wierzy. Wie, że jedyny jego obowiązek na Ziemi to absolutnie świecki obowiązek powściągania ludziej (arcyludzkiej) bestii (w innych i w nim samym) przed popadnięciem w błąd, chaos i zbrodnię (grzech pierworodny jest tu doskonałą świecką figurą dyscyplinowania i samodyscyplinowania). Z Jackiem Bartyzelem nigdy na poważnie nie rozmawiałem, jak z Jurkiem, ale z jego wszystkich tekstów, książek, całej pesymistycznej historiografii wynika dokładnie to samo, z dokładnie taką samą intensywnością, jak u Marka Jurka. Lisicki jest taki sam, dlatego zarządza swymi owieczkami z taką skutecznością. Pod jego zimnym dotknięciem i przyzwoleniem nawet Piotr Zaremba, osoba niegdyś ostrożna, dostaje amoku. Ale Lisickiego to nie porusza, co normalne u poruszyciela, zimnego w środku, kompletnie wyjałowionego z wszelkiej wiary. Nie poruszają go paroksyzmy zaangażowania, które wywołuje u innych.


To wszystko są jednak ludzie wcześniejszego pokolenia, którzy swoją utratę wiary, kompletne „odczarowanie” nauczyli się ukrywać przed swoimi uczniami, a czasem nawet przed sobą. Teraz jednak nadeszło nowe pokolenie prawicy – z którego przedstawicielem rozmawiałem we Wrocławiu. Jego Biblią jest Schmitt, a także Sloterdijk czytany czysto instrumentalnie i antynowocześnie (Kryształowego pałacu wydanego właśnie przez KP nie trzeba nawet tak „czytać”, ta książka została już tak napisana). Najważniejszym symptomem tej nowej formacji jest bowiem to, że do własnego braku wiary religijnej – jako głównej motywacji przystąpienia do Kościoła i instrumentalnego użycia Kościoła do walki politycznej przeciwko nowoczesności jako „postępowi” – otwarcie się ona przyznaje i potrafi tę motywację precyzyjnie wyartykułować.


Dla mnie ci ludzie są jak Marsjanie, przejmują mnie lękiem (uwaga, znów pojadę teraz Karmazinowem z Biesów, figurą starego, miękkiego liberalnego pisarza przerażonego instrumentalnym rozumem „młodych”), jak Lovecrafta przejmował lękiem Cthulhu (pradawna istota przybyła z gwiazd i wyprzedzająca nas o całe tysiąclecia w procesie  „odczarowania”) i jego nieludzkie, czyli także absolutnie bezbożne budowle. Boję się ich, bo oni są gwardią Cthulhu (parafraza za J.K. Rowling, „gwardia Dumbledora”). Oni są awangardą doskonałej, konsekwentnej sekularyzacji prowadzonej (czy raczej przetaczającej się przez nich, bo podmiotu przecież już nie ma, od czasu jak Heidegger „przeczytał” dla nich Kartezjusza) w imię Kościoła i Boga. Chciałbym się przed nimi schować w zaciszne, naiwnie religijne, heretyckie, ale przede wszystkim ludzkie ramiona Manueli Gretkowskiej (wyznającej prawie katolicyzm), Agaty Bielik-Robson (prawie judaizm), Tomasza Piątka (prawie protestantyzm). Przed tymi potworami, które mogą już całkowicie suwerennie i nowocześnie posługiwać się Bogiem, instrumentalizować go, bo w Niego nie wierzą.


Wojna o ideowe oblicze nowoczesności toczy się już na całkowicie zsekularyzowanym i odczarowanym gruncie. Nawet w Polsce. Postsekularyzm? – oj, bo pęknę ze śmiechu. No chyba że u Habermasa (radzę czytać Filozoficzny dyskurs nowoczesności jak ostatnie być może w historii naszego gatunku echo Ewangelii). On, kiedy ogłaszał postsekularny zwrot, był jeszcze jakoś resztkowo, szczątkowo wierzący. Szczególnie na tle Benedykta XVI i jego żelaznych, całkowicie odczarowanych i zsekularyzowanych do rdzenia zastępów.


A czemu mnie pojawienie się „gwardii Cthulhu” na polskich uniwersytetach, na polskiej prawicy, aż tak bardzo przeraża? Bo od dawna już (a może od zawsze) żałośnie pitolę na rzecz modernizacji, znając przecież jej dialektykę, próbując ukryć (czasem także przed sobą) fakt, że najbardziej radykalna modernizacja dokonywała się w Gułagu, Auschwitz i w globalnych korporacjach (cyt. za Bauman i Littell), gdzie nad biurkiem prezesa powinien wisieć portret Alberta Speera. Przecież wiem, że Marek Jurek po utracie młodzieńczej wiary (kiedy tak samo jak ja słuchał The Doors); Krasnodębski po utracie wszystkiego, nawet intelektu; Lisicki (ten niczego przynajmniej duchowo nie stracił, bo nigdy niczego duchowo nie miał) – to także modernizacja, być może jej najtwardszy rdzeń, jak Carl Schmitt czy późny Sloterdijk. Rdzeń modernizacji bez porównania twardszy i bardziej odczarowany niż ja.


Jednak modernizacja bez „mesjanicznej iskry” (cyt. za AB-R) jest Cthulhu, jest tylko Auschwitzem, jest tylko trupią czaszką z najbardziej odpornego metalowego stopu wykutą w najnowocześniejszych intelektualnych kuźniach Mordoru (uff, coś mnie zaczyna ponosić, nawet jak na Karmazinowa). To proces odczarowania bez żadnej nadziei. Carl Schmitt wierzył, że ta czaszka to twarz modernizacji jedyna, że zatem on – paradygmatyczny antimoderne – jest jedynym modernizatorem bez złudzeń.

 
Ja jednak, zamiast fascynować się czaszką Carla Schmitta wytopioną z nicości w hucie  Kruppów, wierzę (chciałbym wierzyć, „lepszy Chrystus niż prawda”) w miękką twarz Habermasa, z jego źle zeszytą króliczą wargą, z jego faflunieniem pozostawiającym bezradnymi tłumaczy symultanicznych na konferencjach, gdzie Habermasa widziałem. Człowieczeństwo jednak – jako niekonsekwencja, szrama i niewyraźność. Sekularyzacja jednak – jako ostatnia droga, często wypaczona, którą podąża zainwestowana kiedyś w człowieka iskra mesjanicznej wiary. Nawet Bóg Hegla był ludzki, nawet Bóg Kanta. Ich ludzki Bóg okazał się jednak Bogiem (jak na razie) ostatnim. Albo zdołamy go obronić przed zastępami Cthulhu, albo pozostanie nam po Nim wyłącznie nieludzka bezbożność. Bo jak się okazuje, ludzkiej bezbożności, sekularyzacji, która emancypuje zamiast alienować nas skrajnie i do poziomu „gwardii Cthulhu”, jeszcze się nie dorobiliśmy.



Komentarze
Dodaj nowy
Onegdaj   |12.09.2011 02:33:47
Proszę rozpoznać tych młodych: www.kontakt.kik.waw.pl
kot   |12.09.2011 09:00:09
Dobre i piękne przypomnienie oczywistości zaślepionych.
Najmniej oczywistym
jest,że o nich też trzeba mówić i jest to mówienie niełatwe, nie każdy potrafi.

Chłód Lisieckiego bardziej trąci grobem niż najbardziej bezwzględne rozważania
Schmitta o władzy.
Pełen wiary jest ten bunt przeciwko niesztucznej mgle
hipokryzji.
serpentyna   |12.09.2011 09:16:02
to bardzo ciekawe jak pan Cezary, milosnik podmiotowosci ma zamilowanie do
obdzierania swoich znajomych z wszelkiej podmiotowosci.
daras1983   |12.09.2011 14:33:37
Dzisiaj zasadę "negatywnej selekcji kadr" jako zasadę doboru praktykuje
już tylko Kościół.
Dodam tylko, że do innego miasta, z którego autostradą
szybciej dojeżdża się do Berlina niż do jakiegokolwiek innego polskiego miasta,
biskupem archidiecezjalnym został Dzięga Andrzej.
Kolejny ekspresowy
sekularyzator, nad którego niektórymi opiniami nawet biskup Ryczan poważnie by
się wahał, zanim odważył by się je powtórzyć.
Widocznie Kościół uznał, że do
miast które od dziesiątek lat miały najwięcej kontaktu ze światem, należy
wysyłać pogrobowców Torquemady zamiast ludzi z trochę większym współczynnikiem
empatii, gdyż efektów sekularyzacji domagają się natychmiastowych.
Z taką
betonowo-katolicką ścianą wschodnią może już tak łatwo nie pójść wszakże tam
jest najwięcej wierzących.
Czytelnik  - Prośba   |12.09.2011 11:49:48
Czy ktoś oblatany mógłby mi prosto, jak dziecku, wyjaśnić, o co tu biega? W
szczególności, jaką częścią ciała p. Michalski chwyta się za które ucho i w
jakim celu.
Gra_ce   |12.09.2011 12:26:46
Odpowiedź na pytanie dlaczego ludzie, młodzi ludzie też, (nie przesadzajmy ze
znaczeniem wieku w poglądach), wykorzystują Boga do sekularnych celów, nie
nastręcza tudności. "Whatever works" - "Bóg" i "religia"
czasem działa i jest skuteczna w tych naszych ludzkich zapasach
społeczno-psychologicznych.

Dlaczego ludzie nie wierzą lub wierzą?
Myślę,
że oprócz kilku innych wątków, które tu można by rozwinąć ( przechył wysiłku
intencji w stronę "wiem"; powszechne i w obie strony nierozróżnianie
"wiem" od "wierzę", odwracanie się od "wierzę", negatywy
sklejenia wiary i społecznego wymiaru religii) osobiście sama się zmagam, z
lękiem przed wiarą.
A jak wiemy, jak ja wiem, od lęku łatwiej się alienować
niż wyemancypować.
Anonimowy   |12.09.2011 12:50:54
"świat nowoczesny stwarza sam siebie mocą wiar, w które nie wierzy,
galwanizuje się za ich pomocą i stwarza siebie, gdy powstaje w nim jednostka,
pragnąca wiedzieć, co robi i po co - budzi się jakby z długiego snu nad
otchłanią." S. Brzozowski, Z powodu pamiętników Saint-Simona.
kot  - Czytelnikowi   |12.09.2011 14:45:05
-Niezręczna sytuacja, bo to jakby tłumaczyć komuś dowcip. Od czego jednak
internet -tu jak w konfesjonale.
-Najkrócej, ci liczni, znani, którzy
przedstawiają się jako ludzie wiary
-nie wierzą, tylko udają -uważając, że bez
wiary wszystko się rozsypie.
Wątpię czy hipokryzja jest aż tak ważnym spoiwem
społecznym. Są lepsze.
Marlon  - Nic nie zrozumiałem   |12.09.2011 15:42:45
najpierw zastanowiło mnie czy autor ten artykuł pisze zupełnie poważnie.
Zainteresowało mnie, bo sam się uważam za nie-do-końca-niewierzącego.
Al kiedy
przeczytałem komentarze pod artykułem, jeszcze bardziej utwierdziłem się w
przekonaniu, że nie rozumiem nic.
kot   |12.09.2011 15:43:27
"Dzisiaj zasadę "negatywnej selekcji kadr" jako zasadę doboru
praktykuje
już tylko Kościół. Dodam tylko…."
Dodałeś parowozy do gruszek.
-I nie tylko kościół praktykuje negatywną selekcje.
Czy redakcja witryny
redaguje, czy cenzuruje; jakimi kieruje się zasadami, chyba, ma to trochę
niedookreślone, gdy puszcza taki słowotok od bzdury do bzdury jakbym słuchał
Kempy lub Brudzińskego.
Thermidor   |12.09.2011 19:00:38
Cezary, zapytaj fizyków , czy mają poczucie "odczarowania".
kot   |12.09.2011 19:03:47
- Mogę Cię zapewnić, że autor pisze poważnie. I trzeba to przyjąć na wiarę.
Nie
każdemu jest dane rozumieć mimo,że wszyscy demokratycznie jesteśmy równi, ale
nie każdy chce się z tym pogodzić.
Wtedy często obciąża autora.
Czasami pomaga
drugie czytanie. Z reguły w drugim czytaniu niezrozumiałego rozumiem. Chociaż
bywa i tak, jak mówił Hans Reihenbah o jakimś fragmencie z Hegla, że można
zrozumieć go tylko w jeden sposób, czytając tyle razy aż się do tekstu
przyzwyczaisz. Podejrzewam,że wielu studiujących Hegla uczy się tylko jego
języka.

-czyli zrozumiesz(!)
Draw   |12.09.2011 23:09:23
Autor jako komentator rzeczywistości jeszcze niedawno obawiał się religii spod
znaku "zemsty Boga". Teraz boi się całkowicie odczarowanych i
zsekularyzowanych zastępów, które walczą
o ideowe oblicze nowoczesności( czyli o
co? chciałbym zapytać). Ciekawy jestem poglądów autora, gdyby wygrał w toto
lotka..
myaruk   |12.09.2011 23:27:54
Przecież Habermas mówi ładną angielszczyzną??? co to za pitolenie o problemie ze
zrozumieniem?!
może mówimy o dwóch różnych osobach? ja jestem pewny, że mówię o
Jurgenie Habermasie nie wiem tylko czy pan Cezary mówi o tym Habermasie a może
jakimś innym.
Marek Jurek   |13.09.2011 00:39:55
Drogi Czarku, o moim optymizmie antropolgicznym świadczy moja nieuleczalna
przyjźń dla Ciebie, pewnie dla Ciebie właśnie równie drażniąca i kłopotliwa, jak
dla większości moich przyjaciół. Muszę Ci też życzliwie zwrócić uwagę na
niepełność skomponowanej przez Ciebie listy niedowiarków. Powinieneś zacząć ją
od Saula z Tarsu (postaci dla uczniów Nietzschego tyleż przebiegłej, co
podejrzanej - dobrze poinformowani twierdzą, że to od niego się to wszystko
zaczęło), który nie raz dawał wyraz swemu przewrotnemu pojmowaniu wolności, na
przykład "powołani zostaliście do wolności. Tylko nie bierzcie tej wolności
jako zachęty do hołdowania ciału, wręcz przeciwnie, miłością ożywieni służcie
sobie wzajemnie!". Z pewnością to przeznaczanie człowieka do życia w
uzależniającej go od siebie wspólnocie, pilnującej rzekomo obiektywnych
ograniczeń wolnej ekspresji jednostki, to żydowski ślad w chrześcijaństwie, z
którego nie zdołali oczyścić go aryjscy zwolennicy "chrześcijaństwa
pozytywnego". Ale czy jesteś pewien, że to bezpieczne eksperymenty?
Trzymaj
się - i proszę - nie traktuj mojej przyjaźni jako aprobaty dla tego, co piszesz.
viking   |13.09.2011 12:34:38
@ Draw

Ale tu przecież nie chodzi o ideowe oblicze nowoczesności, tylko o
walkę z nią. Walkę, która nie toczy się w imieniu Boga (jak się czasem
twierdzi), tylko w swoim własnym.
Tu wcale nie ma sprzeczności z "Zemstą
Boga". Jeżeli przywołujesz Kepela, to jemu w dużej mierze o to właśnie
chodzi.
O ruch powstający w różnych religiach i znajdujący nierzadko poparcie
na jego obrzeżach, którego rzekomym celem jest propagowanie żarliwej wiary, a
rzeczywistym protest wobec szeroko pojętej nowoczesności.
Jeżeli Michalski, jako
przykład sekularnej religijności podaje Benedykta XVI, to przecież nie ma chyba
na myśli, iż ten w ogóle nie wierzy w Boga, tylko, że jego religijność (jego i
Watykanu) jest polityczna a nie mistyczna. Nie jest skoncentrowana na kontakcie
człowieka z Bogiem, lecz na antynowoczesnej obsesji wróżącej koniec świata z
kawałka gumy.
Lewica (a czasem także liberałowie) popełnia niekiedy błąd w
opisie fenomenu religii, uznając, że wiara w transcendencję jest problemem samym
w sobie. W tym sensie nie lubię takich publikacji jak "Niezbędnik
ateisty", "Bóg urojony" czy też (przeznaczona dla dzieci) "Boga
przecież nie ma".
Wszystkie one reprezentują taki naiwny pogląd, iż ludzie
ulegają aberracji patrząc w niebo a gdyby nie patrzyli (i nie ulegali) wszystko
byłoby O.K.
Rzecz w tym, że większość fanatyków wcale nie spogląda w górę w
innym celu niż po to, by znaleźć odpowiedni kostium dla swojej twardo osadzonej
na ziemi ideologii. Ideologii, która jest walką z nowoczesnością, taką jaką jest
ona tu i teraz. Ideologii, która jest w dużej mierze pozbawiona transcendencji.
I dlatego trzeba jej przykładać lustro i ją obnażać. Nie poprzez krytykę religii
jako takiej, tylko poprzez krytykę TEJ sekularnej religijności.
towarzysz klops   |13.09.2011 17:41:59
panie Marku Jurku, jak pan, ojciec dzieciom i maz zonie, marszalek i obywatel z
mieszkaniem wlasnosciowym odnajduje wlasna mlodziencza fascynacje zespolem The
Doors.
eurypides77   |14.09.2011 09:30:48
@viking

Problemem nie jest tylko "zle wykorzystywana religia" (to
tak jakbym slyszal tych wszystkich piewcow marksizmu ktorzy mowili o
"bledach i wypaczeniach").

W swiatopogladzie religijnym problemem, w
najbardziej fundamentalnej postaci, jest cos co w informatyce / prakseologii
okresla sie, pol-zartobliwie, mianem GIGO (garbage in, garbage out).

Jezeli
nasz swiatopoglad budujemy na falszywych przeslankach, to bez wzgledu jak bysmy
sie starali byc dobrymi ludzmi, kiksow nie unikniemy.

Najlepszym (bo
najbardziej absurdalnym) przykladem takiego rozumowania sa fundamentalisci
chrzescijanscy w USA (calkiem spora grupa) ktora swoje poparcie dla Izraela
argumentuje jednym - istnienie panstwa Izrael jest warunkiem nadejscia
Apokalipsy i spelnienia sie proroctw biblijnych. Czegos takiego nie wymyslilby
najbardziej odjechany fantasta.

Ale poza tak skrajnym przypadkiem, to nie
wszystko - stosunek do kobiet, do srodowiska naturalnego, do mniejszosci
seksualnych itp. - wszedzie tam ludzie religijni wyrzadzaja krzywde innym (a
czesto i sobie) opierajac sie na falszywych przeslankach zrozumienia swiata.
viking   |14.09.2011 12:05:07
@ eurypides77

Ale skąd możesz z taką pewnością wiedzieć, które przesłanki
są prawdziwe?
Nie zrozum mnie źle. Nie jestem relatywistą, który uznaje, że nie
ma lepszych lub gorszych poglądów, są tylko różne. Z tego powodu mam np. dość
jednoznaczne zdanie na temat radykalnego islamu, Watykanu czy amerykańskiego
Bible Belt.
Ale jeżeli chodzi o kwestię istnienia Boga (czy jakiejkolwiek innej
siły wyższej), to nie wiem skąd miałbym mieć pewność, co jest prawdą a co nie.

Ponad 90% ludzi na tym świecie, wierzy w jakieś religie. Niecałe 10%
sekularnego świata jest natomiast pełne najróżniejszych form quasi-religijności
w stylu New Age.
Sądzisz, że można ludzką potrzebę kontaktu z transcendencją tak
po prostu usunąć ? Ja w to nie wierzę.
Mało tego, znam dość wiele osób, które
wierzą w Boga a jednak nie mają problemu z tolerancją wobec Żydów, gejów,
obcokrajowców itd. Jeśli natomiast chodzi o tych, którzy z tą tolerancją mają
problem, to nie sądzę, iż wynika on z samej wiary w Boga, lecz raczej z wiary w
dogmaty zinstytucjonalizowanej religii.
Skoro przywołujesz marksizm, to ja
widzę go raczej w enuncjacjach wymienionych przeze mnie wcześniej autorów i ich
typowym przekonaniu, iż wszelkie problemy świata wynikają z jakiegoś jednego
elementu, który trzeba zniszczyć, żeby stał się lepszy.
Ja np. nie wiem czy
religia jest/była źródłem wojen czy raczej pretekstem. Nie wiem też czy
Terlikowski prowadzący słowne krucjaty, ma silniejszą wiarę niż wielu spośród
znanych mi katolików, którzy tej krucjaty nie popierają.
Nawet nie wiem czy
fundamentaliści z USA popierają Izrael na podstawie tych przesłanek o których
mówią, czy też raczej korzystają z bliskiego sobie dyskursu, by to poparcie
jakoś uzasadnić.
To tak jak z Bushem, który opowiadał, iż miał religijne
objawienia na temat wojny "ze złem". Myślisz, że gdyby nie był
religijny, to nie prowadziłby wojny w Iraku ? Ja myślę, że ograniczyłby się do
innych uzasadnień.
Napisz komentarz
Nick:
E-mail:
 
Strona www:
Tytu?:
UBBCode:
[b] [i] [u] [url] [quote] [code] [img] 
 
Prosz? wpisa? kod antyspamowy widoczny na obrazku.

3.26 Copyright (C) 2008 Compojoom.com / Copyright (C) 2007 Alain Georgette / Copyright (C) 2006 Frantisek Hliva. All rights reserved.”


Na podobny temat

Aktualizacja    ( 11.09.2011 )
 
« poprzedni artykuł   następny artykuł »
Generated in 28.63988 Seconds