> PREMIERA 24 MAJA

Berman_okladka_300px.jpg

>>Już jest: KP30!

kp30_okladka_300px.jpg

Komentarze

CYTAT DNIA

Życzyłbym sobie, abyśmy w obecnym stuleciu potrafili w końcu połączyć wiedzę naukową i techniczną, rozwiniętą jak nigdy dotąd w historii, z umiejętnościami ludzkimi i politycznymi, które, jak na ironię, są najbardziej w historii zacofane. Dysponujemy wszystkimi środkami naukowymi, technicznymi i nawet finansowymi, aby wykorzenić biedę, głód, ciemnotę dotykającą co najmniej połowę mieszkańców naszej planety. Dlaczego tego nie robimy? Dlatego, że brakuje nam politycznej woli, połączenia pragnienia i działania, żeby to zrobić.

Carlos Fuentes (1928-2012), Contra Bush

Katalog Książek KP

Książki w sklepie KP

Advertisement
Order software online
Najwierniejsza córa kontrreformacji Drukuj
Cezary Michalski   
08.09.2010

Rafał Ziemkiewicz na portalu Kultury Liberalnej pisze o lękach polskiej prawicy. Mniej więcej tak samo niecelnie, jak parę tygodni wcześniej Bronisław Wildstein pisał tam  o lękach polskiej lewicy. Zdaniem Ziemkiewicza „lewica w Polsce boi się ciemnego ludu, a prawica boi się wykorzenionych elit”. Wychodzi w takim razie na to, że prawica powinna się bać Ziemkiewicza, Wildsteina, Legutki, Krasnodębskiego, Cejrowskiego… wszystkich potwornie elitarnych (u Legutki jest to elitaryzm jawny, u pozostałych powleczony cienką politurą populistycznej hipokryzji) nadwiślańskich imitatorów amerykańskiego neokonserwatyzmu, Rusha Limbaugh i Tea Party Movement, którzy w polskiej kulturze zakorzenili się wyjątkowo płytko. Wystarczy po raz kolejny spytać, co Ziemkiewicz wie na temat Brzozowskiego, albo poczytać, jak beznadziejne banały wypisuje Zdzisław Krasnodębski na temat polskiego romantycznego mesjanizmu, podczas gdy o Weberze i szkole frankfurckiej można było kiedyś usłyszeć od niego naprawdę ciekawe rzeczy. Legutko przynajmniej nie udaje zainteresowania polską „narodową kulturą”. Jest w tym uczciwszy od tamtych, nikogo nie wprowadza w błąd, nie każe marnować czasu poszukiwaczom lokalnej tożsamości, którzy przypadkiem zagłębiliby się w lekturę jego felietonów i tekstów ciut dłuższych. W tym samym czasie Sławomir Sierakowski (Czyja Solidarność?, „Wprost”, cyt. za portalem KP) daje z siebie wszystko, aby udowodnić, że tradycję polskiego socjalizmu ma w jednym palcu, cytując Adama Próchnika płynniej niż Ziemkiewicz Zajdla. Więc gadaninę Rzepmenów o wykorzenieniu lewicy i swojskości ich neoliberalizmu (skropionego neokońską święconą wodą) odłóżmy na półkę. Co nie zmienia postaci, że lewica pozostaje w Polsce politycznie słaba. Władzę ma zupełnie kto inny.


Na wotywnej sukience Matki Boskiej Jasnogórskiej pojawił się właśnie kawałek blachy z kadłuba tupolewa. Kiedy znalazłem tę informację – we wszystkich telewizjach, na portalach i w radiach – próbowałem właśnie napisać felieton adresowany do polskiej prawicy, który miał się nazywać „Zapomnijcie Smoleńsk!”. Tylko zapomnienie o Smoleńsku (o nadziei, że „smoleński mit” da im władzę nad Polską, zastąpi polityczną wizję i społeczny program, którego nie mają) może sprawić, że jakiś sensowny konserwatyzm, chadecja, centroprawica… kiedyś się tu odrodzą, a nawet znajdą elektorat nie uzależniony narkotycznie od „mitów”. Budowanie mitu personalnego Lecha Kaczyńskiego na jego kiepskiej prezydenturze i nagłej śmierci… Budowanie mitu smoleńskiego męczeństwa na wypadku lotniczym, który jest co najwyżej symbolem słabości polskiego państwa i martyrologicznej obsesji niektórych polskich przywódców państwowych… Wszystko to ogłupia polską prawicę, cofa ją w rozwoju… Już się tak rozpędzałem, kiedy zobaczyłem najnowszy klejnot jasnogórskiej wotywnej sukienki. I zrozumiałem, że nie warto przeciw ościeniowi wierzgać. Skoro smoleńskim mitem zaopiekował się Kościół, nie ma już po co do polskiej prawicy adresować apeli o zdrowy rozsądek. Trzeba będzie przeczekać jeszcze rok, dwa, może dziesięć koniecznej degeneracji, karmienia się truchłem, w dodatku wyjątkowo upokarzającym Polaków truchłem smoleńskiej tragedii. 


W tym samym momencie trafił mi w ręce świeży numer „Niedzieli”. O micie smoleńskim pisze tam na wyścigi cała galeria przegranych polityków przysposabianych sobie przez Kościół. Od prowincjonalnych PiS-owców, poprzez liderów NSZZ „Solidarność” prowadzących przeciwko sobie kampanię przed wyborami na przewodniczącego związku, aż po „posmoleńskiego” Sellina i Jurka. Żeby Platforma nie stała się zbyt silna, żeby jej nie skusiła idea świeckiej emancypacji, Kościół postanowił przeciwko niej uzbroić wszystkie polityczne odpadki. Nie mówię o jakości tych ludzi, Marek Jurek na wizji panuje nad nerwami dziesięć razy lepiej niż Niesiołowski. Mówię o ich politycznej pozycji. Im są słabsi, tym chętniej Kościół używa ich jako narzędzi.

 

Dlaczego Kościół w Polsce z taką wprawą do budowania własnej potęgi używa polityków słabych, przegranych, „odrzuconych kamieni”? To nie jest niestety trop Chrystusowy. Pochodzenie tej ściśle świeckiej, ściśle politycznej wiedzy polskiego Kościoła jest późniejsze i bliższe. W Polsce kontrreformacja ostatecznie i nieodwracalnie zwyciężyła w momencie, kiedy kończył się nasz Złoty Wiek, a rozpoczynał się kryzys polskiego państwa i polskiej wspólnoty politycznej. Kontrreformacyjny Kościół skorzystał z tego kryzysu. Im bardziej świecka Polska słabła, tym bardziej kontrreformacyjny polski Kościół stawał się silniejszy, pocieszając Polaków po klęskach, wchłaniając i przekształcając, odpolityczniając i „umaryjniając” postulaty polityczne, społeczne, świeckie… Od czasu zwycięstwa w Polsce kontrreformacji, pogłębiającego się równolegle do klęski naszego kraju we wszystkich jego świeckich wymiarach, polskie społeczeństwo jest pozbawione potencjału świeckiej polityczności: republikańskiej, demokratycznej, liberalnej… właściwie każdej z nich. Kontrreformacyjny Kościół jest przeciwieństwem republikanizmu, demokracji, liberalizmu… Nigdzie tam, gdzie był silny, takich brewerii nie było. Chyba że nagle się pojawiały, ale wtedy władza kontrreformacyjnego Kościoła była obalana, nieraz bardzo brutalnie. Polska to dzisiaj najwierniejsza w Europie córa kontrreformacji (inne „kontrreformacyjne mocarstwa”, takie jak Hiszpania, Włochy czy Austria… przeszły proces sekularyzacji, pod jego wpływem trwale się podzieliły. Wyodrębniły silną lewicę i nurty liberalne, nawet jeśli w krajach „postkatolickich” i „postkontrreformacyjnych” liberalizm i lewicowość bywają czasami głupio i zbyt radykalnie antyklerykalne. Radykalny antyklerykalizm, radykalna antyklerykalna sekularyzacja to jednak naturalna odpowiedź na długotrwałą dominację kontrreformacyjnego Kościoła, który w swojej istocie też jest instytucją skrajnie zeświecczoną, upolitycznioną, skupioną na władzy i coraz bardziej pozbawioną religijnego „słuchu”.


Polska pozostaje jednak kontrreformacyjnym trupem. Niezdolnym do zachowań republikańskich, gdzie skrajnie kontrreformacyjny Kościół wychwytuje wszystkie słabości świeckiego społeczeństwa i buduje z nich swoją siłę. I rzadko robi to choćby na sposób Wojtyły czy – nieco inny – Popiełuszki. Zwykle robi to na sposób Sławoja Leszka Głódzia, o. Rydzyka, abp. Wielgusa czy abp. Paetza. Kontrreformacyjny Kościół skolonizował Polskę, jako prawdopodobnie ostatnią swoją tak silną twierdzę w Europie. Ma potencjał do tego, aby ukołysać każdą świecką klęskę Polaków. Ukołysał pierwszą „Solidarność”, wchłonął i ukołysał jej roszczenia społeczne, przełożył jej postulaty społeczne na postulaty „maryjne”. 


A teraz pointa, może najśmieszniejsza. Taką wizję polskiej historii mieli kiedyś Janusz Lewandowski, Donald Tusk, Jan Krzysztof Bielecki… wczesne KLD. Czasami nawet niektórzy z nich wtedy o tym pisali, budząc powszechne rozbawienie, na przykład w nieporównanie bardziej konserwatywnej Unii Demokratycznej. Bo takich rzeczy przecież się w Polsce głośno nie mówi, jeśli chce się tutaj choćby na poważnie powalczyć o władzę. Potem KLD-owcy uwewnętrznili tę „mądrość”, wyuczoną ostrożność wszystkich polskich politycznych elit. I dziś są tym, czym są. Ale ich genealogia nie jest bynajmniej endecka (uff, wreszcie dojrzałem do delikatnej polemiki z Tomaszem Piątkiem). Endecki jest ich punkt dojścia. Tak jak dotychczas każdej władzy tutaj. 

 


 Felietony Cezarego Michalskiego publikujemy w poniedziałki i w środy.

 

Komentarze
Dodaj nowy
Zamorano   |08.09.2010 11:47:30
@W Polsce kontrreformacja ostatecznie i nieodwracalnie zwyciężyła w
momencie, kiedy kończył się nasz Złoty Wiek, a rozpoczynał się kryzys polskiego
państwa i polskiej wspólnoty politycznej.

Trochę później zwyciężyła i trochę
później przyszedł ten kryzys, ale faktycznie miało to bezpośrednie przełożenie
na klęskę polskiego (a tak naprawdę wielonarodowego) ambitnego projektu
politycznego. Zwrot kontrreformacyjny, dokonany przez importowanego króla ze
Szwecji nie umiał zwyciężyć tak ostatecznie w warstwie politycznej (faktycznie
wzmocnił się tylko Kościół instytucjonalny, ale ten sam Kościół instytucjonalny
wcześniej bywał wcale często po stronie polskiej tolerancji i nawet byli
hierarchowie noszący się z zamiarem kościoła stricte narodowego, czy broniący
prawa arian do azylu w Polsce) a zepsuł tylko szlachetną tradycję polityczną. A
nasze problemy wewnętrzne i zewnętrzne w znacznej mierze wynikały z
kontrreformacyjnego projektu pierwszego Wazy (1610, Unia Brzeska, pomoc
Habsburgom w czasie wojny trzydziestoletniej). Wtedy RON był jeszcze regionalnym
mocarstwem i nikt nie spodziewał się raczej, że te sprawy zapoczątkują lawinę,
która w konsekwencji zmiecie państwo.

@Endecki jest ich punkt dojścia. Tak
jak dotychczas każdej władzy tutaj.

To "wina" Giedroycia. Jego
fałszywą kompletnie diagnozę o naszym obecnym społeczeństwie (którego przecież
nie znał) nasi politycy przyjęli apriorycznie. Dlatego w Polsce ciągle głosuje
się pomimo czegoś albo przeciw czemuś, a nie za czymś.
cursorium  - przestraszony Michalski   |08.09.2010 17:18:55
no cóż szkoła frankfurcka .. żydzi i lewacy. Dziwię się że Pan Michalski do dziś
nie zniknął za jej radami.
A co ta szkoła frankfurcka proponuje oprócz programu
którego trzymacie się jak usmarkana sierota misia bez prawej ręki ? Co ?
Gdzie
i kim był dla nich człowiek?
Niech Pan da przykład, zrealizuje ich postulaty i
zniknie.
Dla swojego bezpieczeństwa bo przecież bez przerwy boicie się a to ma
was uchronić.
Slawczan  - Nawet metody te same   |09.09.2010 13:10:22
Ciekawostką były (są?) metody działania kontrreformacji katolickiej. Otóż w
poczatkowym okresie działalności usiłowali działać po europejsku czyli namówić
władzę do zorganizowania przśladowań innowierców. Władza królewska była zbyt
słaba i zależna od Sejmu więc trzeba ja było wzmocnić.Początkowo popierali
wzmocnienie władzy królewskiej ale każdy projekt jej wzmocnienia akceptowalny
przez Sejm zawierał także zastrzeżenie by wolność religijną zachować.Tak było
min. w 1606 roku. Wobec takiego postawienia sprawy woleli władzy nie wzmacniać
byle tylko tolerancji nie utrwalać. Zaczęly się działania zakulisowe na co
odpowiedzią był rokosz Zebrzydowskiego. I wtedy nastąpiła znamienna zmiana:
miast szukać realizacji swoich celów rękoma władzy (oczywiście nie zaniechano
zupełnie tej metody) nastawiono się na działanie długofalowe.Pozwolono wymrzec
pokoleniu katolików nawykłych do ducha obywatelskiego i wynikającego z niego
ducha tolerancji.Uznającego ,że ICH wolność wymaga zachowania wolności dla
TAMTYCH.Skupiono się za to na formowaniu za pomocą seminarów jezuickich nowego
pokolenia.Owoce dojrzały w okresie Potopu gdy protestanci i prawosławni
dyskryminowani przez swoja (co raz mniej jednak) Ojczyzne uparcie trzymali się
innowierczych najeźdzców.A przecież do tej pory byli wiernymi poddanymi. Można
uznać ,że symbolicznym punktem zwrotnym był rok 1658 i wypędzenie arian(z
radością tych pożytecznych ludzi przyjęła Holandia,pomnażając po dzisiejszemu
mówiąc swój kapitał społeczny). Dlaczego tym piszę w dzisiejszych czasach- otóż
w 1989 roku gdy księdzu powiedziałem(uczęszczałem do 18 roku na tzw. katecheze)
co on tu robi w państwowej instytucji.Jego odpowiedź była zaskakujaco uczciwa:
On(ONI) wiedzą ,że moje pokolenie jest stracone dla Kościoła ale tu gra idzie o
przyszłość.Oni po prostu wiedzieli ,że szkoła to najlepszy sposób indoktrynacji
młodzieży.Przyzwyczaic od dziecka,że nic w tym kraju nie może się obyć bez pana
w czarnej sukience.Nasi politycy ,których tępactwo nie sięga dalej niż
najbliższe wybory myślą ,że z tak działającą i zorganizowana korporacją moga
sobie pogrywać. Owszem w tym roku dadzą palec.Na następne wybory już należy się
ręka.Itd
Napisz komentarz
Nick:
E-mail:
 
Strona www:
Tytu?:
UBBCode:
[b] [i] [u] [url] [quote] [code] [img] 
 
Prosz? wpisa? kod antyspamowy widoczny na obrazku.

3.26 Copyright (C) 2008 Compojoom.com / Copyright (C) 2007 Alain Georgette / Copyright (C) 2006 Frantisek Hliva. All rights reserved.”


Na podobny temat

 
« poprzedni artykuł   następny artykuł »
Generated in 0.98815 Seconds