> PREMIERA 24 MAJA

Berman_okladka_300px.jpg

>>Już jest: KP30!

kp30_okladka_300px.jpg

Komentarze

CYTAT DNIA

Życzyłbym sobie, abyśmy w obecnym stuleciu potrafili w końcu połączyć wiedzę naukową i techniczną, rozwiniętą jak nigdy dotąd w historii, z umiejętnościami ludzkimi i politycznymi, które, jak na ironię, są najbardziej w historii zacofane. Dysponujemy wszystkimi środkami naukowymi, technicznymi i nawet finansowymi, aby wykorzenić biedę, głód, ciemnotę dotykającą co najmniej połowę mieszkańców naszej planety. Dlaczego tego nie robimy? Dlatego, że brakuje nam politycznej woli, połączenia pragnienia i działania, żeby to zrobić.

Carlos Fuentes (1928-2012), Contra Bush

Katalog Książek KP

Książki w sklepie KP

Advertisement
Order software online
Lady Gaga albo tryumf rynku Drukuj
Cezary Michalski   
08.06.2011

Wróciliśmy właśnie z Tesco Express, gdzie ABR kupowała bagietkę na dzisiejszą kolację i ciastka na jutrzejsze śniadanie. W tym samym czasie ja przed sklepem pilnowałem naszych rowerów. Kiedy tak stałem, na parking Tesco jeden za drugim podjeżdżały samochody, a z każdego z nich, kiedy już otwarły się drzwiczki, dolatywał ten sam kawałek Lady Gaga Judas puszczany tutaj przez każdą stację i bijący wszelkie możliwe rekordy sprzedaży, słuchalności, cytowalności…


W MTV wykonawczyni Judasa nakręcona sukcesem swojej nowej płyty (płyta  niestety gorsza od poprzedniej, ale sukces większy) opowiada po raz kolejny, że jej intelektualnym, estetycznym „i w ogóle” mistrzem jest Andy Warhol. Lady Gaga ma absolutne prawo powoływać się na człowieka, który jest zarazem twórcą i centralną ikoną pop-artu. Andy Warhol to prawdziwy męczennik późnej nowoczesności, w kwiecie wieku i w apogeum kariery twórczej postrzelony przez feministkę, którą zatrudnił w swojej The Factory, ale której nie płacił pensji, a czasami – jako katolicki gej z pewną skłonnością do mizoginii – lubił ją nawet upokarzać publicznie.

 

Warhol może nie wymyślił późnej nowoczesności, ale na pewno stworzył jej najlepszy portret. Są nim jego dzienniki (The Andy Warhol Diaries, Andy Warhol i Pat Hackett, 1989 – w Polsce niestety ciągle jeszcze niewydane), prowadzone od 1976 do 1987 roku, kiedy to Warhol umiera w nowojorskim szpitalu. Ponieważ sam Warhol lubił porównywać swój mózg do „magnetofonu posiadającego tylko jeden przycisk, przycisk kasowania”, także jako autor dzienników potrzebował dyscyplinujących podpórek. Całe szczęście był jednak artystą, który wybrał podatkowy status samozatrudnionego (polubiłby Leszka Millera, gdyby go zdążył poznać). Jako samozatrudniony, Warhol zmuszony był do zbierania wszystkich paragonów i faktur, żeby je następnie móc „wrzucić w koszta”. Te faktury i paragony przekazywał swojej asystentce, a jednocześnie najbliższej przyjaciółce Pat Hackett, z którą następnie, nieomal każdego ranka, odbywał długą telefoniczną rozmowę, żeby swoje faktury i paragony „opisać”. Przy okazji opowiadał jej, jaki film obejrzał, na jakim był koncercie, co kupił, w jakim sklepie czy knajpie z kim się spotkał na ploty (przede wszystkim z celebrytami: Milesem Davisem, Lou Reedem, Liz Taylor, Trumanem Capote, Johnem Lennonem, Jackie Onassis, Donaldem Trumpem…). Pat nagrywała to wszystko (za wiedzą i zgodą…), a potem przepisywała i redagowała.


Diaries Warhola to dziennik materialnej i symbolicznej konsumpcji. Ludzie (na czele z autorem) zostali tu całkowicie zredukowani do logo zdobiących konsumowane przez siebie towary, do metek noszonych przez siebie ubrań, do nazw uczęszczanych przez siebie klubów i restauracji, do potraw i alkoholi, które tam zamawiają. To w hołdzie dla autora/bohatera Diaries Bret Easton Ellis stworzył swojego Patryka Batemana (American Psycho ukazał się dwa lata po dziennikach Warhola i bardzo wiele im zawdzięcza). To w heroicznej i chyba nieskutecznej polemice z Diaries Naomi Klein napisała wiele lat później swoje No Logo. Gdyby Osama Bin Laden przeczytał dzienniki Warhola (może Biały Dom jeszcze ujawni, że oprócz pornografii i scenariusza Supermena III, w umocnionej willi Osamy pod Islamabadem Komando Foki znalazło też zaczytany na śmierć egzemplarz Diaries Warhola w wersji kieszonkowej?), mielibyśmy wyjaśnienie, dlaczego akurat nowojorczyków postanowił „ukarać” za ich konsumpcyjny styl życia. Warhol jako pierwszy przedstawił ich (i siebie) jako święte ikony, a zarazem karykatury konsumpcji.


Pomiędzy Warholem i Osamą są zresztą nie tylko różnice, ale i podobieństwa. Przesadny „nihilizm” dzienników Warhola, pełne poczucia winy obsesyjne przedstawianie samego siebie jako snobistycznej maszyny do konsumowania i zaliczania wciąż nowych celebrytów, bierze się stąd, że Warhol był w Nowym Jorku obcym, egzotycznym przybyszem. Nie tylko z prowincjonalnego Pittsburga, ale z jeszcze bardziej odległych krain. Był słowackim katolikiem (wciąż na swój dziwny sposób wierzącym i praktykującym, tak jak wierzące i praktykujące są Lady Gaga czy Manuela Gretkowska – jeszcze jedna absolutnie prawomocna spadkobierczyni Andy’ego, jeszcze jeden imponujący „The Fame Monster”), wychowała go matka pierwszopokoleniowa emigrantka, słowacka chłopka ze skłonnościami do pobożności bardzo już dewocyjnej. Dopiero taka niezwykła perspektywa sprawia, że Warhol staje się „malarzem nowoczesnego życia” naprawdę niezrównanym, przeżywającym nie tylko cały urok wolnorynkowej nowoczesności, ale czującym także jej ciężar.


Dzienniki  – a zarazem życie – Andy’ego Warhola kończą się w nowojorskim szpitalu, w pokoju, gdzie nad łóżkiem tego niezwykłego pacjenta wisi telewizor podłączony już do nowojorskiej kablówki z mnóstwem programów i zaperem przy wezgłowiu umierającego. W tych ostatnich dniach i godzinach stale jednak nastawiony na MTV. I nie wiemy już tylko, czy ostatnim obrazem, jaki Andy Warhol widział na Ziemi, Tej Ziemi, był teledysk do Golden Brown Stranglersów, Gold Spandau Ballet, czy też może Andy umierał przy jakimś przeboju Depeszów (sugestia Tomasza Stawiszyńskiego).


O kapitalizmie krytycznie albo groteskowo pisali Marks, Baudrillard, Marshall Berman, Warhol i Ellis. Na kolanach, modląc się do niego jako do ostoi tradycyjnych wartości podważanych jedynie przez bolszewików, lewaków, socjalliberałów i Krytykę Polityczną, piszą z kolei o kapitalizmie Wildstein, Ziemkiewicz i późny Legutko. Tak się jednak dziwnie i paradoksalnie składa, że właśnie kiedy czytamy Rękopisy… Marksa (tradycyjnie już polecam bardzo warholowski fragment o pieniądzu), Manifest komunistyczny, Amerykę Baudrillarda, Wszystko, co stałe, rozpływa się w powietrzu Bermana, wreszcie Diaries i Moją filozofię od A do B i z powrotem Warhola, czy nawet American Psycho Ellisa – kapitalizm musi się nam wydawać czymś potężnym, energetycznym, fasycynującym, tak dalece, że aż samemu się chce ulegać uprzedmiotowieniu i padać ofiarą fetyszyzmu towarowego. Natomiast kiedy bierzemy do ręki pisma Wildsteina, Ziemkiewicza czy późnego Legutki zrzędzących w obronie wolnego rynku i jego tradycyjnych wartości, trudno zrozumieć, dlaczego kapitalizm w ogóle jeszcze nie upadł, skoro rzeczywiście miałby być aż tak potwornie nudny, ponury i skrępowany, jak to przedstawiają jego polscy kapłani w swoich zrzędliwych modlitwac

 

Wychodzi na to, że Ziemkiewicz, Wildstein, Legutko nie przerobili lekcji Daniela Bella z Kulturowych sprzeczności kapitalizmu. Jeden z najlepszych amerykańskich socjologów, będący – jak każdy dobry socjolog od czasów Webera – trochę także ekonomistą, politologiem, historykiem sztuki, tłumaczy tam, dlaczego rynek z taką pasją zniszczył purytańskie wartości, które go zrodziły. Dlaczego zamiast oszczędzania, wstrzemięźliwości, powstrzymywania się od nadmiernej konsumpcji, uznawania zakazów, globalny rynek wybrał kredyt (ze szczególnym upodobaniem do baniek), nieskrępowaną konsumpcję, transgresję, trwonienie wszelkich rezerw i w ogóle – jeden wielki globalny potlacz i miażdżenie tradycji, ze szczególnym uwzględnieniem tradycji lokalnych. To nie było ze strony rynku nic osobistego. Purytańskie wartości i ograniczenia były po prostu ostatnią barierą dla wolnorynkowej ekspansji, zatem kapitalizm poradził sobie z nimi jak wiosenne wody radzą sobie z tamą zbudowaną przez dzieci z patyczków. Tyle przypomnienia z Bella.


Legutko (późny), Wildstein, Ziemkiewicz wciąż jednak opowiadają o kapitalizmie tak, jak gdyby żyli w połowie XIX wieku i pracowali w kantorku Scrooge’a, bohatera Opowieści wigilijnej Dickensa. Tyle tylko, że z upływem czasu w kantorku Scrooge’a zalęgły się myszy, pojawili się psuje: lewacy, socjalliberałowie, Andy Warhol i Lady Gaga. Z nimi Ziemkiewicz, Wildstein i Legutko dzielnie zatem walczą, próbując przegonić psujów, te uciążliwe myszy paskudzące w zacisznym kapitalistycznym kantorku, wielką groźną miotłą swojej retoryki.


Ale myszy, jak to myszy, nie boją się miotły, a kapitalizm za kłamstwo na swój własny temat skazuje Wildsteina, Ziemkiewicza i (późnego) Legutkę na męki chyba dla nich najpotworniejsze. Wynosi na swoje wolnorynkowe ołtarze (rekordy sprzedaży i dochodów, pierwsze miejsce na liście najbardziej wpływowych postaci popkultury miesięcznika Forbes) Lady Gagę śpiewającą w kawałku Judas, jako wolnorynkowa Maria Magdalena: „jestem sławną suką, prostytutką, wyrzygałam swój mózg”. Natomiast Wildsteina, Ziemkiewicza, Legutkę kapitalizm wypluwa i zostawia przy drodze – zrzędzących i trędowatych.

 

A gdzie zwyczajowy Final Thought (w końcu sam próbuję być Lady Gagą polskiego felietonu, a konstrukcji moich tekstów nauczyłem się z Jerry Springer Show)? Gdyby Legutko, Ziemkiewicz, Wildstein zamiast ideologicznego zaklinania węży spróbowali choćby przez chwilę zająć się uczciwej diagnozą współczesnego kapitalizmu (Legutko kiedyś wydawał się do tego zdolny, jednak nadmierna bliskość Jarosława Kaczyńskiego z Syrakuz nie dodaje dziś subtelności jego analizom), może przekonaliby się, że w swoim przerażeniu kulturowymi sprzecznościami naszej epoki, których od kapitalizmu tak zupełnie oderwać się nie da, nie są aż tak odlegli od niepokojów trapiących Tomasza Piątka czy Kingę Dunin, których zupełnie niepotrzebnie od czasu do czasu częstują polemiczną fangą.


Tylko ja poszedłbym inną drogą, z Andym Warholem, Lady Gagą, Manuelą Gretkowską, Charlesem Baudelaire’m (i całym tłumem podobnie jak on absolutnie zafascynowanych nowoczesnością les antimodernes). Oczywiście jestem mniej utalentowany od nich (żeby nie było, że mi całkiem odbiło), ale szukałbym miejsca w tym samym cyrkowym korowodzie dzieci późnej nowoczesności, pozbawionych powagi i recepty, którym dziwnie jakoś odpowiada ten świat, gdzie „wszystko co stałe wyparowuje, a wszystko co święte (są to niestety zazwyczaj świętości fałszywe) ulega profanacji”.

 

Komentarze
Dodaj nowy
kot   |09.06.2011 10:50:28
Po przeczytaniu czuję się dziwnie, jakbym wyszedł spod prysznica -erudycji.
W
każdym razie autor przykuł uwagę.
I świetne jest u tego Michalskiego w
przeciwstawieniu tamtemu,że we wszystkich meandrach wypowiedzi nie zgubił
powodu, dla którego to wszystko napisał.
PC   |09.06.2011 11:25:58
:-)
kot   |09.06.2011 12:29:55
Przy drugim czytaniu zwraca uwagę, trafność opisu tego funkcjonującego teraz
kapitalizmu.
Opisu ważnego merytorycznie.
kot   |09.06.2011 12:33:23
I tego podwójnego jego(kapitalizmu) rozdwojenia, na kapitalizm Warholowski
i
kapitalizm naszych ubiegłowiecznych muszkieterów kapitalizmu.
gul   |09.06.2011 14:32:29
Marks-Engels-Lenin
Luter-Kalwin-Clein
Mestwin   |09.06.2011 16:23:18
Warhol (pokolenie wcześniej jeszcze jako Warhola) nie był Słowakiem, lecz
Rusinem pochodzącym z Górnych Węgier, z krainy o tajemniczo brzmiącej nazwie
Zemplin, częściowo (wraz z rodzinną wsią Warholów) wchodzącej w skład
późniejszej Czechosłowacji i dzisiejszej Słowacji. Wiem, Europa Środkowa, tu się
dzieją dziwne rzeczy z granicami :-)
chatte botte   |09.06.2011 17:01:43
Cezary, gdzie tam Dickens, do Dickensa to im daleko. Raczej Lalka, i kantorek
sklepu Wokulskiego w ciemnej Warszawie, w dodatku wcześniejsza ekranizacja, ta
Hasa, z Dmochowskim i Fijewskim. Ten sam rodzaj zakąszania dowcipem i
traktowania ‘panią całuję rączęta…’.

Tekst świetny.

Pozdrawiam
Józef  - Bo chciwość nas zgubi   |09.06.2011 19:44:23
Wszystkie teorie nic nie znaczą wobec braku równowagi , równości towaru z jednej
strony i ilości pieniądza na wykupienie tego towaru z drugiej strony . Pieniądze
to są wszystkie wydatki w czasie produkcji i zysk producenta . Wszystkie wydatki
trafiają na rynek a zysk do banku , by sprzedać cały towar bank musi wypchnąć
zysk w formie pożyczek na rynek , jeśli tego nie zrobi kilka razy , część towaru
nie sprzeda się i za jakiś czas produkcja stanie , a system się zawali . Tak się
dzieje również kiedy płace dla robotników starczają na socjal i nikt nie weźmie
pożyczki bo już nie ma na spłatę rat . Ale czy ktoś z oficjeli tak o tym myśli ?
Nie widzę takiego myślenia u elit ani w SLD , ani w PO ,ani w innych partiach .
Powszechna jest wiara w samoregulację rynku , ale ten proces ( światowy ) był
tak długi w czasie ( tak się wydawało ze jest bezpieczny ) ale wtedy w grze nie
było Chin , a tu u proga stoją jeszcze Indie , i kataklizm rośnie zdecydowanie
szybciej . Strasznie to widzę i tylko wnuków szkoda .
MLB   |09.06.2011 20:04:01
Rodzice Andy’ego byli po prostu Łemkami, wyznania bodajże greckokatolickiego. W
każdym razie bardzo widać w jego pracach wschodniochrześcijańską ikonografię.
Apps   |09.06.2011 23:53:02
@Mestwin: Nic tajemniczego. Warhol był po prostu Łemkiem (ze Słowacji).
Sporo ich jeszcze żyje we wsiach naszego Beskidu Niskiego (np. w Bartnem).
Piękny język, bliski ukraińskiemu.
Limba   |09.06.2011 23:53:23
faktycznie, dzienniki dobrze się czyta /w Warszawie są np. w bibliotece ispan/
tylko ze sama książka jest z ducha ‘niewarholowska’ bo jest wyborem a nie
transkrypcja calości /pewnie ze strachu przed procesami itd/ … Andy był
mistrzem gejowskiej lakonicznej złośliwosci, więc się można pośmiać np.
‘/some
party was/ a wall to wall full of nobodies’ itd itp …Ktoś zresztą fragmenty
tłumaczył dla ‘lnś’.
antenka_beretowa   |10.06.2011 02:46:55
Lubię te litanijne, zjadliwe inkantacje liryczno-polityczne z niejasną obawą
jednak,że się Pan Cezary może perseweracyjnie w końcu zastuporować na ryzykownie
przciążąnej przerzutce z zębatkami Wlidstein -Ziemkiewicz - Legutko.
emes5756  - Kartagina…   |10.06.2011 13:11:26
Czytam ja więc już teraz regularnie felietony CM i w powyższym znajduję ciekawe
dywagacje na temat naszej konsumpcyjnej współczesności i jej mizerii. Andy
Warhol ostemplował ją genialnie swoimi obrazami. Pewnie dla wielu z nas
wielokrotnie powtórzona zupa pomidorowa Campbell czy twarz Marylin Monroe wyraża
kwintesencję tego, co sztampowe i pod czym nic więcej nie ma. Dla mnie nie
malarstwo Warhola ale jego CHWYT, POMYSŁ na przedstawienie świata jest genialny.
Ale ja nie jestem znawcą tylko odbiorcą. Dużo ciekawostek i oryginalnych
spostrzeżeń o Warholu, do którego docieramy wychodząc od Lady Gaga. Brawo!
Czytam więc ale podświadomie czekam: kiedy będzie coś o bandzie czworga? Bo
przecież mój Katon MUSI w pewnym momencie wyrzec sakramentalne "Kartaginę
należy zburzyć". No i jest! W środku tekstu pojawiają się pp. Ziemkiewicz,
Wildstein, Legutko! I w tym miejscu tekst interesujący staje się (dla mnie)
mniej interesujący, bo tą manierę już znam, jestem jej nauczony i nic nowego tu
się nie dowiem. Do oszałamiającej erudycji autora (podziwiam) także się
przyzwyczaiłem choć dalibóg nie wiem czemu ma służyć - nikt przecież w talenty
CM nie wątpi więc przekonywany być nie musi. Potem w tekście znowu jest
ciekawiej i jakby wyciąć tych stale od nowa przywoływanych adwersarzy było by
całkiem, całkiem. Panie Cezary: Kartagina już dawno leży w gruzach!
ubik   |11.06.2011 01:15:28
Młodzież tego nie pamięta, ale kiedyś na top listach królowały nie takie śmieci
(muzycznie) jak produkty tej Pani, ale takie arcydzieła jak np. utwory Pink
Floyd i to się dawało zrobić… Niedawno Roger Waters wystawiał The Wall w
Łodzi, to było coś.
kot   |11.06.2011 06:51:23
@antence_ beretowej,bo przecież nie emesowi, który powinien najpierw nauczyć
się czytać tak, aby rozumieć co czyta, zanim zabierze się do
pouczania.
-Zauważ,jak ważnym elementem konstrukcji tego felietonu jest
odniesienie do ‘zębatki’ - tu to nie ozdobnik lecz czysta konieczność i
merytoryka.
Bez tego odniesienia (kontrapunktu)nie ma tego felietonu!
Opis
funkcjonowania teraźniejszej formuły kapitalizmu, który wykorzystuje dla celów
komercji wszystko co napotka po drodze i w istocie robi z Terlikowskiego wiatrak
(kapitalizm, nie Michalski).
emes5756   |11.06.2011 12:46:08
@kot: dziękuję, w towarzystwie, które uprawia ten rodzaj fine english art of
discussion ja nie mam nic do szukania, bo nic nie znajdę. Bye!
malgo   |12.06.2011 11:39:54
super!
jestem fanka Cezarego, bo jego felietony zmuszaja do reflekcji..

ale ta
bagietka z Tesco, jak mozna cos takie jesc, zwlaszcza jak pan zna smak tej
paryskiej..

pozdrawia z paryza.
antenka_beretowa   |12.06.2011 12:02:49
kot@ to chyba retardacje traum nieczystego sumienia skruszonego konwertyty
:-D
Radioaktivitat   |13.06.2011 04:06:21
To jest tak dobry felieton, że aż zachciało mi się o tym napisać. Poza tym:
Koledzy ogromnie nie doceniają Gagi, a ona zdaje się być naprawdę wydarzeniem w
muzyce pop. A uważam, że odrobinkę się na muzyce znam.
kot   |13.06.2011 11:30:21
@antenko, retardacje tak, ale trauma nie Michalskiego tylko moja. Bo taki
‘Trybik’
to dla mnie nieraz raz, nie dwa -trauma,
jak Kempa, prawie.
Lecz jeśli
chcesz odnosić pisanie Cezarego do jego przeszłości jako do jego moralnego
zadośćuczynienia teraz, to nie.
Nie obchodzą mnie czyjeś przeszłe grzech pod
kołdrą. Obchodzą mnie ‘Dziewice konsystorskie", jeśli czegoś nie pokreciłem.
antenka_beretowa   |13.06.2011 12:44:14
kot@ jeśli za Tobą nadążam, to ów zabieg na wolnym rynku chirurgii
kosmetycznej ,o ile wiem,jest w cenach nieprzesadnie wygórowanych.
Ale co do
sprawy stosownych certyfikatów czystości, dyspens itd,to nie mam pojęcia, bo nie
znam się na prawie kanonicznym.
Napisz komentarz
Nick:
E-mail:
 
Strona www:
Tytu?:
UBBCode:
[b] [i] [u] [url] [quote] [code] [img] 
 
Prosz? wpisa? kod antyspamowy widoczny na obrazku.

3.26 Copyright (C) 2008 Compojoom.com / Copyright (C) 2007 Alain Georgette / Copyright (C) 2006 Frantisek Hliva. All rights reserved.”


Na podobny temat

Aktualizacja    ( 09.06.2011 )
 
« poprzedni artykuł   następny artykuł »
Powered By PageCache
Generated in 0.52880 Seconds

Warning: fsockopen() [function.fsockopen]: php_network_getaddresses: getaddrinfo failed: Name or service not known in /media/data/www/krytykapolityczna.pl/public_html/components/com_pagecache/pagecache.class.php on line 273

Warning: fsockopen() [function.fsockopen]: unable to connect to :80 (php_network_getaddresses: getaddrinfo failed: Name or service not known) in /media/data/www/krytykapolityczna.pl/public_html/components/com_pagecache/pagecache.class.php on line 273