> PREMIERA 24 MAJA
>>Już jest: KP30!
Komentarze
CYTAT DNIA
Życzyłbym sobie, abyśmy w obecnym stuleciu potrafili w końcu połączyć wiedzę naukową i techniczną, rozwiniętą jak nigdy dotąd w historii, z umiejętnościami ludzkimi i politycznymi, które, jak na ironię, są najbardziej w historii zacofane. Dysponujemy wszystkimi środkami naukowymi, technicznymi i nawet finansowymi, aby wykorzenić biedę, głód, ciemnotę dotykającą co najmniej połowę mieszkańców naszej planety. Dlaczego tego nie robimy? Dlatego, że brakuje nam politycznej woli, połączenia pragnienia i działania, żeby to zrobić.
Carlos Fuentes (1928-2012), Contra Bush
Książki w sklepie KP
|
Order software online
|
Krew na rękach |
|
|
Cezary Michalski
|
|
21.10.2010 |
|
Zwolennicy PO i zwolennicy PiS-u, ci z wirtualu i ci z realu, długo i bez opamiętania bawili się w krew, a teraz krew się polała. Pierwsze reakcje Jarosława Kaczyńskiego i Marka Migalskiego na zbrodnię w łódzkim biurze poselskim Prawa i Sprawiedliwości dowodzą, że obaj tyle z tego zrozumieli, co autor pieśni Horst Wessel Lied [hymn nazistów niemieckich] zrozumiał z zabicia mu przez komunistów partyjnego towarzysza podczas walk ulicznych. Nienawiści jest jeszcze więcej, od pierwszej minuty. PO powoli zaczyna odpowiadać równie subtelnie i za chwilę będzie jeszcze weselej niż było. W 2005 roku wielu z nas - ja na przykład, choć bez szalonego entuzjazmu po doświadczeniach koalicji AWS-UW, której kibicowałem o wiele bardziej naiwnie - wybrało Kaczyńskiego i Tuska (razem ponad 2/3 miejsc w parlamencie). Sądziliśmy, że wybieramy… no, może nie mężów opatrznościowych, ale poważnych polityków. W istocie wybierając Kaczyńskiego i Tuska wybraliśmy psychopatę i cwaniaka. Obu obdarzonych niezwykłym talentem przetrwania. W historii polityki chyba tylko Napoleon miał podobny talent, ale on potrafił także zostawić po sobie Kodeks cywilny, podczas gdy oni nie pozostawią po sobie niczego.
Po trwającej pięć lat morderczej walce - morderczej przede wszystkim dla polskiego państwa i dla polskiej polityki - cwaniak ograł wreszcie psychopatę i wcale z tego powodu ostatecznie nie płakałem, bo uważałem i uważam do dzisiaj, że cwaniak na czele państwa jest bez porównania bezpieczniejszy od psychopaty. Ale obaj ci „liderzy postsolidarnościowego obozu”, kiedy już dostali pełnię władzy podzieloną na pół, cały swój talent przeżycia i do „polityki” zainwestowali nie w reformę państwa, nie w naprawę polskiej polityki, ale w opłacalny dla obu stron konflikt. Konflikt o intensywności emocjonalnej nieporównywalnej z żadnym wcześniejszym konfliktem, nawet ze sporem między „komuchami” i „solidaruchami”, kompletnie zrytualizowanym i nie traktowanym już poważnie przez nikogo poza moimi najbardziej zmuzułmanionymi intelektualnie i zzombizowanymi rówieśnikami, weteranami walk ulicznych lat osiemdziesiątych. W wojnie Wałęsy z Kwaśniewskim nikt nikogo nie zabił, w wojnie Kwaśniewskiego z Buzkiem nie naruszono nawet konsensusu w polskiej polityce zagranicznej. W wojnie PO z PiS-em zniszczono konsensus w każdym, nawet najbardziej wrażliwym obszarze polskiej polityki, a teraz po raz pierwszy zabito w tej wojnie człowieka. Niebywałe natężenie tego sporu uruchomiło wreszcie i zdetonowało pierwszego wariata, oby nie uruchomiło następnych. Niech się cieszą polscy Schmittianie - oto mamy konflikt wróg/przyjaciel w wykonaniu dwóch sprytnych polityków i jednego rasowego wariata z Częstochowy przejętego do głębi ich piarowymi zaklęciami. Przez ostatnie pięć lat ludzie cwaniaka Tuska (na przykład Grupiński czy Palikot) wielokrotnie tłumaczyli mi w autoryzowanych wywiadach, że warto stracić kilka lat jałowego konfliktu, bo w jego wyniku ostatecznie Kaczyński zostanie skompromitowany, rzucony na glebę, rozdeptany w błocie i cwaniak Tusk będzie mógł rządzić samodzielnie. Ludzie psychopaty Kaczyńskiego z kolei wielokrotnie tłumaczyli mi w autoryzowanych wywiadach, że nie rozumiem istoty konfliktu politycznego, który musi być oparty na jak najostrzejszym przeciwstawieniu sobie wroga i przyjaciela, patrioty i zdrajcy, dobra i zła. Rymkiewicz, Krasnodębski, Dorn, nawet sam Kaczyński… kpili sobie z mojego „lęku przed konfliktem”, kiedy pytałem ich, jakie granice powinien mieć spór pomiędzy PO i PiS-em żywiący się nie różnicą programów, diagnoz czy wizji, ale czystą przemocą według linii wróg/przyjaciel wytyczanej zupełnie arbitralnie przez obu liderów. Dzisiaj cwaniak Tusk i jego konserwatywni podwładni nie zdołają już przyniesionej przez siebie do polskiej polityki przemocy wyegzorcyzmować, pozbywając się ze swojej partii Palikota. Dzisiaj psychopata Kaczyński i jego konserwatywni podwładni nie zdołają już zagłuszyć własnej odpowiedzialności za przemoc śpiewaną teraz przez siebie na śmierć towarzysza pisowską wersją Horst Wessel Lied. Oba pseudopolityczne stada mają krew na rękach. Leszek Miller i Jerzy Buzek, Aleksander Kwaśniewski i Lech Wałęsa, Tomasz Nałęcz i Jan Lityński… wszyscy ci „politycy III RP” odsunięci w 2005 roku od władzy pod niezrealizowanym nigdy hasłem reformy polskiego państwa i naprawy polskiej polityki, mają może na swoim koncie wielkie zaniechania, poważne polityczne błędy. Ale cwaniak Tusk i psychopata Kaczyński są od nich gorsi. Mają krew na rękach. I ja mam krew na rękach, bo w 2005 roku sam na nich głosowałem i namawiałem do tego innych.
Na podobny temat
|
|
Aktualizacja ( 22.10.2010 )
|
|
Felietony Cezarego Michalskiego
|
|
I to jest tendencja trwała, w zacho...
Um, ale Wy wiecie, że to nie są nauko...