> PREMIERA 24 MAJA

Berman_okladka_300px.jpg

>>Już jest: KP30!

kp30_okladka_300px.jpg

Komentarze

CYTAT DNIA

Życzyłbym sobie, abyśmy w obecnym stuleciu potrafili w końcu połączyć wiedzę naukową i techniczną, rozwiniętą jak nigdy dotąd w historii, z umiejętnościami ludzkimi i politycznymi, które, jak na ironię, są najbardziej w historii zacofane. Dysponujemy wszystkimi środkami naukowymi, technicznymi i nawet finansowymi, aby wykorzenić biedę, głód, ciemnotę dotykającą co najmniej połowę mieszkańców naszej planety. Dlaczego tego nie robimy? Dlatego, że brakuje nam politycznej woli, połączenia pragnienia i działania, żeby to zrobić.

Carlos Fuentes (1928-2012), Contra Bush

Katalog Książek KP

Książki w sklepie KP

Advertisement
Order software online
Kretoszczury - dzieci innego Boga Drukuj
Cezary Michalski   
18.10.2010
Kaczyński jak na razie załatwia Palikota, bo wciąż jest silny, więc ludzie wciąż ze strachu przed nim będą głosować na Tuska. To proste równanie określa także miejsce lewicy na polskiej scenie politycznej: będzie „trzecią siłką” (siłeczką). PiS coraz sprawniej zarządza obłędem, Platforma – spokojem, Komorowski siłę spokoju zatrudnił nawet za zgodą Tuska jako społecznych doradców, dzięki czemu cały obóz liberalny znalazł się już po stronie PO, a cały obóz antyliberalny (mówię oczywiście o polityce realnej, a nie o czytelnikach Badiou) po stronie PiS-u. Jednym słowem, nuda. No więc ja z tej nudy, zamiast o polityce polskiej, która ma się tak stabilnie i dobrze, postanowiłem napisać felieton o kretoszczurach afrykańskich, drobnych gryzoniach żyjących pod ziemią.

 

Kretoszczury afrykańskie różnią się tym od wszystkich innych stworzeń, że nie posiadają w swoich organizmach „substancji P”, która jest neuroprzekaźnikiem bólu. Zgodnie z konserwatywnym podejściem do bólu, kretoszczury powinny dawno wyginąć, nigdy się nie narodzić, nie przetrwać, każde stworzenie „bolesne”, „przez ból dojrzałe”, „znające wyższy ewolucyjny sens bólu”, powinno je dawno wszamać, przegnać, wyeksterminować. Stać się tak powinno, ponieważ to ból jest ponoć jedyną „zasadą rzeczywistości”, tylko dzięki doznawanemu przez siebie bólowi „matka kocha dziecko”, a narody takie jak np. Polacy są koroną stworzenia i dostąpią potęgi. Jeśli ból natomiast zostanie nam, na przykład w tym pokoleniu, odebrany lub chociaż złagodzony (przez „modernizację”), od razu stracimy swoją znaną wszystkim innym narodom twardość, staniemy się mięcy, dekadenccy itp. A wtedy ćwiczeni w bólu od pokoleń Rosjanie zaraz nas załatwią. I już by tak było, gdyby nie to, że szczęśliwie, opatrznościowo wydarzył się Smoleńsk…

 

Rozmaici Hipisi, Holendrzy, Nowojorczycy, Niemcy (ale tylko Weimarscy liberałowie) i inni dekadenci, którzy wyobrażali sobie życie bez bólu (lub choćby z bólem o nieco mniejszym natężeniu), wyginęli bezradni w starciu z wielkimi narodami ćwiczonymi w bólu, znającymi jego sens, przekazującymi sobie ból z pokolenia na pokolenie według słynnej recepty antywychowawczej Alice Miller (ona akurat przestrzegała przed przekazywaniem sobie bólu z ojca na syna, jako największego skarbu).

 

Tymczasem kretoszczury afrykańskie bólu nigdy nie czują, a mimo to istnieją, więcej… od swoich najbliższych genetycznych krewnych, innych drobnych gryzoni, na przykład od myszy, kretoszczury afrykańskie żyją przeciętnie dziewięć razy dłużej. To tak, jakby człowiek odczuwający ból, bity jak należy, powiedzmy Rosjanin, w mniejszym stopniu Polak… żył sobie sześćdziesiąt pięć lat, a człowiek pozbawiony „substancji P”, który bólu nigdy nie zaznał żył około sześciuset. Parę miesięcy temu oglądałem kretoszczury żyjące najbliżej Warszawy, w pawilonie zwierząt nocnych berlińskiego ZOO. Może dlatego, że znałem już ich tajemnicę, wydawało mi się że w półmroku wypełniającym pawilon, mrużąc ślepe oczka, popatrują na mnie przez szybę prawdziwe dzieci innego Boga, lepszego demiurga, goście z innego świata, w którym ból nie jest konieczny.

 

Istnienie kretoszczura afrykańskiego czyni niekoniecznym istnienie polskiego konserwatyzmu posmoleńskiego (żaden to konserwatyzm, ale innego w wymiarze politycznym nie mamy, na co najlepszym dowodem jest racjonalne zachowanie Jarosława Sellina czy Kazimierza Michała Ujazdowskiego). Ale nie chodzi tu o rzecz tak lokalną, jak posmoleński polski konserwatyzm. Istnienie kretoszczura afrykańskiego uderza głębiej, pokazuje, że być może nie ma sensu uniwersalne cierpienie. Jest do uniknięcia. Katolicy ostatnio stali się naturalistami, twierdzą, że Jezus Chrystus przyszedł na świat po to, by uczynić człowieka gatunkiem zwycięskim poprzez promocję wielodzietnych rodzin. Chrystus mówi ponoć Polakom, żeby się rozmnażali bardziej intensywnie, bo inaczej zakryją ich czapkami np. Chińczycy (swoją drogą, co mówi Chrystus Chińczykom, kiedy do nich mówi, a przecież mówi do wszystkich?). Promocja „naturalnej wielodzietności” to interpretacja Ewangelii w wykonaniu abp. Michalika, Tomasza Terlikowskiego i jeszcze paru innych, którzy w dzisiejszej Polsce uchodzą za teologów chrześcijańskich. To oczywiście kłamstwo, abp. Michalik i Terlikowski muszą o tym wiedzieć, muszą wiedzieć, że swoje wielodzietne rodziny (abp. Michalik nieswoje) wzięli z całkowicie świeckiej ideologii, a nie z Ewangelii (choć oczywiście jest wersja opowieści o Chrystusie, w której Zbawiciel z Marią Magdaleną uciekają spod krzyża i mnożą się obficie i naturalnie gdzieś w Indiach albo w południowej Francji, ale ja w tę opowieść akurat nie wierzę, jestem chyba paradoksalnie większym ortodoksem niż abp. Michalik i Tomasz Terlikowski z ich niewiadomo skąd wziętym kultem wielodzietnych rodzin). Terlikowski czy abp. Michalik nie są chrześcijanami, ale w swoim mniemaniu są przyjmniej naturalistami. Ból, walka o dominację, mnożenie się na wyścigi, żeby Polaków było więcej niż Niemców, a chrześcijan więcej niż muzułmanów…, żebyśmy - jak to powiada inny niechrześcijanin Robert Mazurek - „czapkami mogli ich nakryć”, to w ich mniemaniu przynajmniej rzecz zgodna z naturą (Chrystus niestety z naturą akurat zgodny w żadnym swoim akcie nie był). Istnienie kretoszczura afrykańskiego odbiera jednak Terlikowskiemu i abp. Michalikowi ich ostatnie (fakt, że kompletnie antychrześcijańskie, ale jednak) źródło legitymizacji, powód istnienia na Ziemi, Tej Ziemi. Odbiera im legitymizację wynikającą z jedynego, niewywrotnego, bezalternatywnego, ciążącego na nas jak kamień „porządku naturalnego”. Okazuje się bowiem, że możliwa jest inna zupełnie natura, natura bez bólu. „Bólu (naturalny bólu), gdzie Twój oścień, gdzie zwycięstwo Twoje!”, że pozwolę sobie - podstawiony wobec faktu istnienia kretoszczura afrykańskiego - sparafrazować okrzyk pewnego prawdziwie chrześcijańskiego antynaturalisty, św. Pawła.

 

PS Tezy zawarte w tym felietonie powstały z inspiracji lekturą „Cząstek elementarnych” Michela Houellebecqa, a także doktryną jednego z odłamów Proletkultu głoszącą, że ludzka nauka (oczywiście wyłącznie nauka wyzwolonego Proletariatu, nauka sowiecka), osiągnie w nieodległej przyszłości zdolność fizycznego wskrzeszania ludzi w oparciu o zachowane komórki ich ciała, jednak wskrzeszanie to będzie zarezerwowane wyłącznie dla bojowników rewolucji, białogwardzistów fizycznie wskrzeszać nauka sowiecka nie będzie. Mumia Lenina na Placu Czerwonym miała pewien związek z istnieniem tego dość ezoterycznego kultu, którego ostatni wyznawcy w szeregach WKP(b) zostali zamordowani podczas Wielkiej Czystki.

 

 

Felietony Cezarego Michalskiego publikujemy w poniedziałki i w środy.

 

Komentarze
Dodaj nowy
paproszek   |18.10.2010 14:04:05
To bardzo ciekawe. Ale skąd Pan wziął tę informację? Ze strony Młodzież
Imperium? Tam też się nimi fascynują.

Zresztą, są naprawdę ohydne. O,
proszę
http://img250.imageshack.us/img250/2885/gol eceq0.jpg
no i jakie
wspaniałe, pszczele społeczeństwo tworzą. Istne Niemce!
ubik   |18.10.2010 17:26:26
Kulturowa konstrukcja bólowa jest bardzo piękna. Bóg cierpi, aby zbawić ludzi,
tak jak ojciec czy matka są gotowi cierpieć dla dobra dzieci. Jest to fundament
miłości dla naszej cywilizacji, fajnie. W konstrukcji chrześcijańskiej figura
ojca obejmuje także pracodawcę. I tu już zaczynają się wątpliwości. Pracodawca
cierpiący dla dobra pracowników z miłości do nich? Coś nie przystaje to do
rzeczywistości.
paproszek   |18.10.2010 22:25:47
"W konstrukcji chrześcijańskiej figura
ojca obejmuje także
pracodawcę"

Przepraszam, ale to bzdura. Równie dobrze mogę powiedzieć, że
figura wroga klasowego obejmuje redakcję Kronosu i że Sierakowski jako marksista
dybie na ich życie. Pan wybaczy, chyba nie chciałoby się Panu odpowiadać na
takie pomyje? Biech Pan łaskawie swoich zatem nie serwuje.

Mnie bawi tylko
jedno. Michalski rzeczywiście nic nie wie o tym ślicznym zwierzątku. Załączam
cytat z wikipedii:
gatunek gryzonia z rodziny kretoszczurów, żyjący na
pustynnych obszarach Afryki Wschodniej (centralna Somalia, centralna i wschodnia
Etiopia, centralna i wschodnia Kenia i Dżibuti)[3][2]. Jedyny przedstawiciel
rodzaju Heterocephalus. Gryzoń ten buduje rozległe podziemne kolonie, prawie
nigdy nie wychodzi na powierzchnię. Żywi się korzeniami i bulwami roślin. Prawie
zupełnie pozbawiony owłosienia i ślepy. Stada złożone z 20 do 300 osobników żyją
razem w systemie podziemnych korytarzy. Golce mają potężne siekacze, m.in. do
kopania w ziemi. Niezwykłą cechą tego gatunku jest struktura eusocjalna jego
kolonii, przypominająca kolonie pszczół, z podziałem na kasty - królowe i
dominujące samce oraz powstrzymujące się od rozmnażania robotnice i robotników
obojga płci. Tylko jedna samica (królowa) oraz jeden do trzech samców rozmnażają
się w stadzie. Królowa jest niezwykle wrogo nastawiona do innych samic
zachowujących się niezgodnie ze swoją kastą - produkujących hormony powodujące
przemianę w królową. Po śmierci królowej jedna z samic przejmuje jej rolę,
zwykle po zaciekłej walce z konkurentkami. Sporadycznie kolonia produkuje
wędrowną kastę płciową, charakteryzującą się wyjątkowym otłuszczeniem, której
zadaniem jest migracja do innej kolonii w celu wymiany genów.

Rozmiary:

*
typowe osobniki: 8
Ziggi  - Redaktor Michalski a nauki ścisłe   |19.10.2010 02:37:33
Chociaż zapewne dla czytelników portalu pośwęconego przee wszystkim refleksji
filozoficzno-społecznej będzie to informacja tak marginalna, że w żaden sposób
nie podważająca trafności wywodu red. Michalskiego, to jednak jedynie gwoli
ścisłości pozwolę sobie napomknąć, iż nieobecność Substancji P pośród
neuroprzekaźników obecnych w organiźmie kretoszczura afrykańskiego wcale nie
oznacza, że zwierzątko to nie odczuwa bólu.

Substancja P jest istotnie ważnym
neuroprzekaźnikiem odpowiadającym za uczucie bólu, lecz jedynie pewnego jego
rodzaju a mianowicie wyjątkowo nieprzyjemnych wrażeń, jakie towarzyszą
zniszczeniu organów wewnętrznych.

Żeby jakoś to państwu lepiej uzmysłowić,
odwołam się do Waszych doświadczeń osobistych - oto właśnie Substancja P
odpowiada za to szczególnie niewymowne uczucie, jakie towarzyszy kopnięciu w
jądra (u mężczyzn) lub niefortunnemu pchnięciu koitalnemu w jajnik podczas
stosunku płciowego z dobrze wyposażonym partnerem (u kobiet). Jak dobrze wiadomo
- trywialne słowo "ból" nie do końca oddaje całokształ fatalnego
samopoczucia, jakie oddczuwa się w takim momencie. No i wlaśnie za te
"ekstra" wrażenia odpowiada Substancja P.

Jak już roumiecie Państwo -
kretoszczury afrykańskie radzą sobie jakoś bez Substancji P, co pozwala im
zachowywać zdecydowanie większą determinację w walce, gdyż w biologii niczym
nowym jest, że co fatalne dla jednostek bywa korzystne dla gatunku. Najbardziej
znanym przypadkiem tego zjawiska są oczywiście pszczoły, które wszak giną po
użądleniu. Natomiast kretoszczury afrykańskie nie mają najmniejszych problemów z
odczuwaniem naszego bólu codzienego, jaki do przeżycia jest chyba jednak
konieczny, bo bez niego mogłoby się nam zapomnieć, żeby nie pchać palców między
drzwi.

Niemniej jednak brawura, z jaką redaktor Michalski rozwinął swoją śmiała
tezę jest tak samo imponująca, jak jego ignorancja w naukach
biologicznych.

Pozdrawiam!
ubik   |19.10.2010 16:30:50
Do paproszka: Niestety, takie są analogony w społeczeństwie patriarchalnym"
Bóg, król (prezydent), Pan (szlachcic, pracodawca), ojciec. Wszyscy mają władzę
i prawo do karania, ale także obowiązek miłości. Mówię oczywiście o konstrukcji
historycznej.
Apfelbaum   |02.11.2010 21:59:02
Nie mam pojęcia po co konserwatysta ma czuć ból? Może konserwatywny buddysta bez
bólu czułby się oszukany, ale w chrześcijańskim gronie doczesność zostawia się
specjalistą i w czasie wolnym zamiast budować kolejny "Nowy Wspaniały
Świat" pomodlić się, by trafić do lepszej części zaświatów.
Napisz komentarz
Nick:
E-mail:
 
Strona www:
Tytu?:
UBBCode:
[b] [i] [u] [url] [quote] [code] [img] 
 
Prosz? wpisa? kod antyspamowy widoczny na obrazku.

3.26 Copyright (C) 2008 Compojoom.com / Copyright (C) 2007 Alain Georgette / Copyright (C) 2006 Frantisek Hliva. All rights reserved.”


Na podobny temat

 
« poprzedni artykuł   następny artykuł »
Generated in 0.94534 Seconds