> PREMIERA 24 MAJA

Berman_okladka_300px.jpg

>>Już jest: KP30!

kp30_okladka_300px.jpg

Komentarze

CYTAT DNIA

Życzyłbym sobie, abyśmy w obecnym stuleciu potrafili w końcu połączyć wiedzę naukową i techniczną, rozwiniętą jak nigdy dotąd w historii, z umiejętnościami ludzkimi i politycznymi, które, jak na ironię, są najbardziej w historii zacofane. Dysponujemy wszystkimi środkami naukowymi, technicznymi i nawet finansowymi, aby wykorzenić biedę, głód, ciemnotę dotykającą co najmniej połowę mieszkańców naszej planety. Dlaczego tego nie robimy? Dlatego, że brakuje nam politycznej woli, połączenia pragnienia i działania, żeby to zrobić.

Carlos Fuentes (1928-2012), Contra Bush

Katalog Książek KP

Książki w sklepie KP

Advertisement
Order software online
Kraina godności Drukuj
Cezary Michalski   
24.01.2011

Dziennikarze są jak podróżnicy w czasie. Zmieniają rzeczywistość, którą opisują. Umieszczenie na jedynce Onetu informacji o wiecu we Lwowie, na którym jakiś „godnościowy” (pojęcie „godność” w rozumieniu PiS i PjN) ukraiński kretyn wzywał do oderwania Lubelszczyzny od Polski rozpoczyna serię wydarzeń, która doprowadzi do wojny w tej części Europy („Wojną nas nie straszcie”, cyt. za Jarosław Kaczyński). Tabloidowe wzmocnienia podrzędnych emocji obrócą nasz świat w perzynę, a żaden z nas - dziennikarzy i publicystów - nawet nie będzie wiedział, że miał w tym jakiś udział. Każdy z nas jest twórcą paradoksów, prowokuje zmiany czasoprzestrzeni, którą zamieszkuje. Świat pełen jest poruszających się i wpływających na siebie przedmiotów. Z naszą podmiotowością bym nie przesadzał, ale i tak z innymi, a nawet ze sobą możemy zrobić prawie wszystko.

  

Czytelników KP i Lovecrafta (część wspólna obu zbiorów wcale nie jest mała), chciałem przeprosić za to, że na mocy jakiejś freudowskiej dysgrafii pozwoliłem sobie w poprzednim felietonie pomniejszyć straszliwą księgę „Necronomicon” (z której wszyscy czerpiemy wiedzę o mrocznym Cthulhu i jego projektach) do jakiegoś nie budzącego dostatecznej grozy, a jedynie stłumiony chichot „Micronomiconu”. Wygląda na to, że zbyt długo kontynuowana walka z „pisowską polityką śmierci” (cyt. za samym sobą, a także za ABR) uczyniła ze mnie felietonistę nie dość, że przewidywalnego, ale wręcz obsesyjnego. Zacząłem korygować nawet Lovecrafta i to w dodatku całkiem nieświadomie. Wszystkich zaniepokojonych moją ewentualną bezkarnością chciałem  uspokoić. Za to publiczne bluźnierstwo spędziłem trzy dni i trzy noce w przerażających międzywymiarowych głębinach miasta R’lyeh. Spieszę donieść, że aktualnie rządzi tam ekspercki gabinet Janusza Piechocińskiego.

  

Wracając jednak do tego co przewidywalne i z naszego wymiaru, strasznie przypadł mi do gustu komentarz Małgorzaty Kowalskiej na portalu KP (Polskie krzywdy i ruskie winy…), także Agnieszce Graff domagającej się zmiany podstawowego tematu polskiej polityki (Dość tego Smoleńska!) tylko bym przyklasnął. Szkoda, że Jarosław Kaczyński tego wszystkiego nie czyta. I będzie walił smoleńskim młotem w polityczne kowadło tak długo, aż całe polskie państwo, polską politykę zagraniczną itp. pociągnie za sobą do swojej Walhalli. Ponieważ zgadzam się z Małgorzatą Kowalską i Agnieszką Graff, ale nie potrafię już pisać czy mówić o polskiej polityce tak poważnie jak one (pisałem i mówiłem o niej poważnie przez dwadzieścia lat i pewnego pięknego dnia zrozumiałem, że dłużej nie mogę), napiszę teraz mniej więcej to samo, co one, ale na mój własny sposób. Zaczynając od pewnego dialogu:

  

Alicja (na widok Dżabersmoka nadlatującego nad pole walki pomiędzy czerwoną i białą królową) - „To niemożliwe!”.

Szalony Kapelusznik (jak zwykle trzeźwo i zdroworozsądkowo, bo w krainie czarów, po drugiej stronie lustra, tylko ocenom „szalonych” kapeluszników warto trochę ufać,  zwykli kapelusznicy zazwyczaj się mylą) - „Nie, jeśli w to wierzysz”.

  

Ten dialog rozbrzmiewa mi w głowie, kiedy przysłuchuję się na TVN24 wypowiedziom Antoniego Macierewicza (i innych liderów PiS) po upublicznieniu rozmów z szopy smoleńskiej („szopy smoleńskiej”, gdyż dystyngowani polscy eksperci lotniczy dowcipkują na sąsiednim kanale, że przecież „tego czegoś” nie można nawet nazwać wieżą, „to przecież jakiś barak czy szopa”).

  

Może istotnie trudno nazwać szopę wieżą, ale Rosjanie nigdy nie zmuszali Polaków, abyśmy do Smoleńska latali (zaprzaństwo, jakiego nie znamy w historii - odpowie na moje słowa Dżabersmok-Macierewicz), chyba, że winien jest Stalin, który mógł kazać rozstrzelać polskich oficerów w Moskwie, wtedy nasze delegacje latałyby na ekskluzywne i wyposażone w najnowszy sprzęt Wnukowo. Przypominam jednak, że także lotnisko w podkrakowskich Balicach, mimo sąsiedztwa Auschwitz przez długie lata nie wyglądało najlepiej, a nawet dzisiaj nie zalicza się do najbardziej bezpiecznych lotnisk Europy. Wygląda na to, że wszystkie historyczne miejsca Zagłady powinny były znaleźć się w okolicach Monachium (nawet Stalin tam powinien był urządzać swoje czystki, co dałoby się nawet jakoś z Hitlerem załatwić, w każdym razie przed 22 czerwca 1941), a to ze względu na zdolność Niemców do zapewnienia nienagannych standardów lotniczego (a także wszelkiego innego) transportu. Z tego co wiem, lotnisko w Monachium przypadło do gustu wszystkim odwiedzającym to miejsce Polakom, poza parą Jana i Nelly Rokitów.

  

Ale ja pozostanę przy swoim, żądanie szybkiego przerobienia przez Rosjan Smoleńska na Heathrow (lub choćby na Luton), w dodatku zgłaszane przez sarmackich patriotów po szkodzie, jest oczywiście słabym argumentem w rozkręcającym się na całego międzynarodowym sporze. Jakimś rozwiązaniem byłoby zakazanie przez ostatnie dwadzieścia lat Polakom latania do Smoleńska, ale to z oczywistych powodów wydaje się jeszcze mniej prawdopodobne, niż przerobienie przez Rosjan Smoleńska na Heathrow.

  

Dzięki pewnemu - moim zdaniem, dość umiarkowanemu, zdaniem Małgorzaty Kowalskiej i tak zbyt kapitulanckiemu - dostosowaniu się Donalda Tuska i Jerzego Millera do oczekiwań naszych patriotów sarmackich (przypominam, że największym osiągnięciem sarmackiego patriotyzmu i ducha Tea Party była Targowica, którą Andrzej Nowak i Jarosław Marek Rymkiewicz zaczną wkrótce wychwalać, a Jarosław Kaczyński i Antoni Macierewicz praktykować bez żadnego już skrępowania, tyle że oni będą powtarzać Konfederację Targowicką, myśląc, że to Barska - zresztą efekty obu były identyczne), mamy szansę walczyć o dołączenie do listy błędów polskich także błędów rosyjskich. Podobnie jak Małgorzata Kowalska nie jestem przekonany, że to jest priorytetowa walka, jaką powinna toczyć polska polityka zagraniczna przez najbliższe lata, ale niestety większość polskich polityków, dziennikarzy, a być może także wyborców uznało tę walkę za priorytetową, więc priorytetowa być musi i będzie. Zatem Tusk i Miller („za późno”, cyt za Grzegorz Schetyna), ujawnili posiadane przez Polskę fragmenty rozmów w wieży smoleńskiej, co z kolei zmusiło Rosjan do opublikowania jeszcze obszerniejszych fragmentów. Dzięki temu wiemy, że 10 kwietnia 2010 błędy i szamotanina, nie trzymanie się procedur, braki w wyszkoleniu i wyposażeniu… występowały nie tylko po stronie polskiej, ale też rosyjskiej.   

  

Jarosławowi Kaczyńskiemu to nie wystarcza, on chce pełnej odpowiedzialności Rosjan, a najlepiej zamachu. Rafał Ziemkiewicz w „Rzeczpospolitej” za to go krytykuje. Rację ma w tym sporze Kaczyński, rację polityczną w sensie, jaki pojęciu polityczności nadali wszyscy prawo-lewicowi piewcy zdrowej, politycznej przemocy. Choćby nawet egzekwowanej w imię „mężnego” (to od archaicznego słowa „mąż”, czyli w nomenklaturze współczesnej „samiec alfa” albo uparcie pretendujący do „alfa”) politycznego nihilizmu. Dlaczego? Otóż nawet obiektywnie przedstawiona i zaprezentowana światowej opinii publicznej suma błędów i niedociągnięć rosyjskich i polskich jako przyczyna katastrofy smoleńskiej nadal nie składa się na smoleński mit. Nadal nie czyni Lecha Kaczyńskiego wielkim polskim wodzem, który tak boleśnie pogromił Rosję w Europie, Azji, a nawet w Możejkach, że został przez Rosję skrytobójczo zabity, co zaprowadziło go słusznie do wawelskiego Panteonu największych Polaków. Do smoleńskiego mitu nie jest potrzebny naukowy dozomierz z polskimi i rosyjskimi błędami, do smoleńskiego mitu potrzebna jest męczeńska śmierć prezydenta i politycznej elity kraju w zamachu zorganizowanym przez Putina za wiedzą Tuska, albo przez Tuska za wiedzą Putina, albo przez obu za zgodą i wiedzą wzajemną i Angeli Merkel. Nic mniejszego nie zadziała, w oparciu o nic mniejszego nie można żądać oddania władzy przez zwyciężającą w kolejnych wyborach Platformę przegrywającemu w kolejnych wyborach PiS-owi. W oparciu o nic mniejszego nie można zrobić także wody z mózgu znacznej części polskiego społeczeństwa i polskich elit - szczególnie medialnych. W oparciu o nic mniejszego nie można zdestabilizować polskiego państwa (czyli „Trzeciej RP”). A wersja katastrofy smoleńskiej, o którą ewentualnie Polska mogłaby walczyć - wspólne polsko-rosyjskie błędy i cywilizacyjne niedociągnięcia - nie wystarcza nawet na uzasadnienie pochowania Lecha Kaczyńskiego na Wawelu. 

  

Do 4 lipca 2010 Ziemkiewicz wraz z całą redakcją „Rzeczpospolitej” sam wierzył w skuteczność smoleńskiego mitu, później w tę skuteczność wraz ze znaczną częścią redakcji „Rzeczpospolitej” zwątpił. Kaczyński nie zwątpił, bo ma inne kryteria skuteczności. Dla Ziemkiewicza skuteczność to szybkie, najlepiej natychmiastowe zwycięstwo wyborcze Kaczyńskiego lub PiS-u, ocalenie przez zwycięski PiS pasm Ziemkiewicza w TVP S.A. i radiu publicznym przed „siłami postępu” (nie wiem, co medialna koalicja PO, PSL i SLD ma wspólnego z postępem, ale u byłych UPR-owców „siły postępu” to taki slang wtłoczony im kiedyś do mózgu przez Krajowego Mistrza w Brydżu Janusza Korwin-Mikke ) albo nawet tych pasm poszerzenie, a wreszcie pognębienie „salonu” (to także był chyba jeszcze wynalazek językowy Korwina). Kaczyński pasma Ziemkiewicza w telewizji i radiu publicznym chrzani, chrzani też karierę menedżerską Pawła Lisickiego. On tych ludzi traktował jako środki do celu, podczas gdy oni w oczywisty sposób skłonni są traktować samych siebie jako cele absolutne (redakcja „Rzeczpospolitej” jako postulowane przez Kanta „królestwo celów”?). A „salon”? Kaczyński wie doskonale, że „salon” zostanie pognębiony najbardziej nie wówczas, kiedy on sam stanie się „rozsądny” w rozumieniu Lisickiego i Ziemkiewicza po 4 lipca, ale kiedy pozostanie silny w polskiej polityce, narzucając jej swój język i swoje standardy, przerażając „salon” możliwością swojego powrotu do władzy. 

  

W polemice pomiędzy Ziemkiewiczem i Kaczyńskim tak po ludzku (arcyludzku) rację ma Ziemkiewicz, bo po co trwonić publicystyczną wiarygodność i wylatywać z roboty wspierając „wariata” gadającego wciąż o zamachu „na brata” (syndrom „obywatelskiej poezji” Wencla/Rymkiewicza/Trznadla zagraża nam wszystkim). Ale politycznie rację ma Kaczyński, któremu do dalszego terroryzowania polityki polskiej wystarczy choćby stu posłów, a kto wie, czy dzięki smoleńskiemu mitowi nie będzie ich znowu miał więcej, a może nawet faktycznie nie odzyska udziału we władzy.  

  

Choćby zatem Tusk z Millerem nawet wyruszyli na Moskwę, aby szczerbiąc miecze o  kremlowską bramę doprowadzić do „uzupełnienia raportu MAK” („za późno”, później, niż by to zrobili Schetyna i Gowin), to i tak będzie to właśnie „coś mniejszego”, zdecydowanie zbyt małego, aby starczyło Kaczyńskiemu na skuteczny mit. Zatem w Smoleńsk - i to na warunkach Kaczyńskiego - będziemy się bawić dalej, co najmniej do wyborów parlamentarnych. A jak ich Kaczyński nie wygra (wówczas co prawda postawiłby pomnik smoleński wielkości Pałacu Kultury, pełen rozmaitych animacji jak Muzeum Powstania Warszawskiego, po czym jednak zająłby się choćby próbami rządzenia) albo nie przegra z kretesem (obie te skrajności są dziś stosunkowo mało prawdopodobne), to będziemy się męczyć dłużej. Smoleńskiem będą wypełnione programy informacyjne i publicystyczne, a także spora część agendy bieżącej polityki polskiej. Dalej będziemy obserwować miesięcznice na Krakowskim Przedmieściu i trzymiesięcznice w Łodzi (bo „masakra łódzka” to jednak coś politycznie mniej funkcjonalnego niż „masakra smoleńska”, wedle matematycznej diagnozy Kaczyńskiego dokładnie trzy razy mniej). Nawet wynik jesiennych wyborów jest w tej sytuacji zagadką, bo przecież nie wiemy, czy latem nie spadnie w Polsce kometa, nie wyleją rzeki albo szyny kolejowe nie roztopią się od 25-stopniowego upału, bo nasi oligarchowie, zamiast ze stali, wyprodukowali je z gumy (nie żebym czynił jakąkolwiek aluzję do Kulczyka albo do Tuderka). A Kaczyńskiemu wystarczy dwadzieścia procent (a może mieć więcej), żeby ta zabawa trwała dalej z podobną intensywnością.  

  

Aleksander Smolar sformułował niedawno na łamach „Newsweeka” tezę, że „pierwszą merytoryczną opozycją” wobec rządu Tuska są dzisiaj ekonomiści, eksperci biznesu i liberalni dziennikarze próbujący rozliczyć premiera za OFE i deficyt budżetowy państwa. Ja akurat za to bym Tuska nie rozliczał, już prędzej za burackie kwiaty dla Grabarczyka, za inwestora z Kataru, za nieustanne udawane „ustawodawcze rewolucje październikowe”, za dopalaczowo-pedofilskie nagonki… i wiele innych przykładów piaru uniemożliwiającego choćby sformułowanie kryteriów modernizacji państwa, nie mówiąc już o ich egzekwowaniu. Ale także Aleksander Smole wie, że jego teza o „pierwszej merytorycznej opozycji” ekonomistów i ekspertów biznesu wobec rządu Tuska jest tezą raczej normatywną niż opisową. Kaczyński za pomocą mitu Smoleńska może zgromadzić elektorat pozwalający mu na nękanie Tuska, a nawet rzucenie go na kolana, podczas gdy Balcerowicz za pomocą zegara zgromadzić takiego elektoratu nie może. Zbyt z kolei skuteczne nękanie Tuska za pomocą zegara może pomóc Kaczyńskiemu, który z zegarem Balcerowicza zrobi potem to, co Wałęsa proponował kiedyś zrobić z termometrem. 

  

Kaczyński jest przekonany, że tylko on potrafi rządzić tym państwem, że tylko w jego ręku władza nad Polską się nie marnuje, że w związku z tym władza w każdym innym rękach jest uzurpacją. W tym kontekście „okradzenie go” w latach 2005-2007 przez Tuska z ciężko wywalczonej władzy jest zbrodnią stanu, za którą Tusk musi zostać kiedyś rozliczony. Tusk faktycznie nie był najsympatyczniejszy w opozycji, ale Kaczyński przelicytował go pod każdym względem. Po wielu politycznych porażkach dotarł do ściany: aby móc rządzić państwem, musi je zniszczyć, co jednak produkuje ewidentny logiczny paradoks. Dla mnie nie do przejścia (oczywiście znam dialektykę, że trzeba zniszczyć Trzecią RP, aby móc rządzić Czwartą, ale w tę dialektykę nie wierzę). 

  

Z tego punktu widzenia (w kontekście próby ocalenia państwa, „tego państwa”), SLD byłoby mniej niż PiS toksyczne zarówno jako opozycja, jak też koalicja dla PO. Ale przecież Napieralski nie ma smoleńskiego mitu (to tylko jedna spośród paru rzeczy, których nie ma), a Kaczyński go ma. Także oceniani z tego wyłącznie punktu widzenia Adam Michnik i Jerzy Urban byli po roku 1989 parą dziennikarzy bardziej odpowiedzialnych za polskie państwo, system polityczny, politykę zagraniczną itp, niż Wildstein z Ziemkiewiczem po Smoleńsku, a nawet przed (no może za wyjątkiem krótkiego okresu rządów Jarosława Kaczyńskiego, kiedy nawet Michnik z Urbanem nie przestrzegali mitycznego „konsensusu” w żadnej praktycznie sferze, choć z drugiej strony, jeśli w tym samym czasie namaszczony przez Jarosława Kaczyńskiego kandydat na ważnego wiceministra w MON-ie publicznie oświadczał, że prawie wszyscy ministrowie spraw zagranicznych po roku 1989 byli sowieckimi agentami, to o jakim konsensusie mogliśmy tu mówić?). Sądziłem kiedyś, że w Polsce można zbudować obóz modernizacyjny operujący nieco mniejszą dozą „symbolicznej przemocy” (cyt. za Pierre Bourdieu), ale to nie znaczy, że wymienię dzisiaj Urbana i Michnika na posmoleńskich Wildsteina i Ziemkiewicza, a dajmy na to Miłosza na Trznadla. Bo nawet takie celowo przejaskrawione przeciwstawienia nie pozwalają mi zaakceptować posmoleńskiej prawicy w jakimkolwiek wymiarze, nawet estetycznym. 

  

P.S. Fajnie jest móc swobodnie napisać - właśnie na łamach KP, a nie na przykład GW - że Urban i Michnik byli przy wszystkich swoich wadach bardziej politycznie sensowni od posmoleńskich Wildsteina i Ziemkiewicza (z moją publicystyczną biografią to jeszcze większe bluźnierstwo, niż sprowadzenie „Necronomicona” do „Micronomiconu”; bluźnierstwo albo syndrom sztokholmski). Gdybym to napisał w „Wyborczej”, Wildstein i Ziemkiewicz mogliby mi słusznie zarzucić pewien oportunizm, teraz mogą mi skoczyć.

  

two_chwala_hanba.jpg

[fot. twozywo.net]

  

Felietony Cezarego Michalskiego publikujemy w poniedziałki i - od tego tygodnia - w czwartki.

  

  

  

Komentarze
Dodaj nowy
Slawczan   |24.01.2011 16:33:44
Cezary popełnia duży błąd przeceniając racjonalność motywacji działania
Jarosława. On jest tylko zainteresowany ekspresją swojej patologicznej
osobowości.Władza miała mu umożliwość ,,załatwienia" tych popularniejszych
(rzecz jasna niesłusznie) , bardziej uznanych (znowu bezsłusznie), z większym
dorobkiem życiowym (częstokroć jako wynikiem kradzieży i przekrętów). Dzięki
władzy miał nadzieję uzyskać kontrolę nad przeszłością przez co , jak uczy
klasyk, mógłby też sterować przyszłością.To dzięki niemu wiemy,że opozycyjność
Kuroni/Michników lokuje się na tych samych płaszczyznach co opozycyjność
Trockiego wobec Stalina a ich więzienne epizody wobec tego są mocno
przereklamowane.Cały ten KOR to taki kryptokomunistyczny i masoński spisek w
ramach jednej partii. Byli dwaj (w zasadzie jeden) opozycjoniści ,których knucie
antysystemowe było tak potężne, siła oporu niezłomna a konspiracja tak głęboka
,że tylko oni(ON) wiedzieli o tym w całej galaktyce.Podczas wywózki na
przymusowe ferie zimowe w grudniu 1981 gen Jaruzelski był zupełnie nieświadom
skali tego zagrożenia i ten potężny ośrodek oporu wyznaczył do feriowania w
trybie stadardowym(czyli jakaś tam trzecia kategoria) a nie w trybie najwyższego
priorytetu jak to spotkało okołomichnikową klikę. Nie musze dodawać ,że
zagrożenie dla systemu komunistycznego z ich strony było zupełnie nikłe ,nie to
co ze strony Naszych Bohaterów (BOHATERA). Także ich dorobek życiowy został
zdeprecjonowany przez nieprzychyne media. Wczasie gdy oni (ON) mozolili się dla
Ojczyzny , inni kolaborowali dla paszportu ,uczyli się języków,poznawali tzw.
świat. Świat powinien o tym się dowiedzieć i swoją postawę dostosować do wymagań
Braci. Nauczyć się (nie łatwej) historii Polski ze szczególnym uwzględnieniem
roli Kościoła,Mordu Katyńskiego i Powstania Warszawskiego.Nauczenie sie języka
polskiego byłoby dodatkowym atutem i objawem szacunku dla kraju i Jego
Prezydenta (brata Jego). Kraje europejskie w uznaniu naszych WSZYSTKICH zasług
nie powinny sie wtrącać w nasze domowe sprawy,załatwić dla nas gaz by uwolnić
nas z upokarzającej zależności od Rosji (wpędziła w ją nas nie Historia i
Geografia ale zdrada). Bracia nie bardzo mieli głowę do ekonomii(gdy już dostali
WŁADZĘ) - tu ograniczyli się do sprawdzonych przez amerykańskich neokonów
wzorców - ulgi dla najbogatszych + socjalistyczne spłacanie ich efektów czyli
deficytu.W ramach polityki przywracania godności Narodowi prosili swoich
Kolegów(Idoli?) w Waszyngtonie o tarczę antyrakietową w ciemno,bez warunków
wstępnych. Powstrzymali Rosję przed zakupem Możejek zasilając budżet Litwy
znaczącą sumą euro niestety zdrada Tuska (i nieNarodu?) sprawiła ,że ropy do tej
rafinerii nie ma skąd zalać.Naród z radością jednak płaci wyższą cene za za ten
sukces kupując odpowiednio droższe paliwo. Ta cena nic nie znaczy wobec tego,że
udało się IM postawić tamę ruskiej dziczy.Solidarnie spałacimy.
Dzięki Braciom
dowiedzieliśmy się ,że Wałęsa został prezydentem tylko dlatego ,że ONI go nim
uczynili.Oni też bohatersko dzielą się wiedzą o agenturalności Wałęsy ,czego
Bracia byli świadomi już od końca lat osiemdziesiątych. Niestety w okupowanej
przez magdalenkowy reżim pseudoPOlsce(prawdziwa się gromadzi się na wezwanie
Braci+zakonnika w Częstochowie) nie ma sądu ,który by miał odwagę to
potwierdzić. Zdrada przy Okrągłym Stole (jeden z Braci nawet przy nim zasiadał
dlatego wiedzą ,że to była zdrada) wykoleiła dzieje tego kraju.Pojawiły się
narkomania,liberalizm,komputery,homoseksualizm,ped ofilia,ekologia,negowanie
doktryn Kościoła,wolnomyślicielstwo (wiadomo myśl jest wolna wtedy gdy podąża za
myślą Prezesa) i pseudo-wolność słowa,Internet.Są to groźne słowa ,których
Prezes jako przyzwoity patriota nawet nie próbuje pojąć. Zrobił jedynie krótka
analizę Internetu i zrozumał ,że medium to podnosi konsumpcję piwa i
onanię.
Kolejne przegrane z Tuskiem (no bo nie nie premierem Tuskiem - premier
jest tylko jeden - ON sam) MUSZĄ byc wynikiem spisku.Cztery porażki z tak
nikczemnym typem są zwyczajnie niemożliwe w demokracji.Wieć raczej spisek.Pewnie
zmierzającego po reelekcję Pana Prezydenta zamordowali ruscy siepacze na wiadomo
czyje zlcenie. Nikt rozsądny nie uwierzy ,że głowa państwa może lecieć w takim
błaganie jak Tuskoruscy sugerują,że w kwietniu z rana może byc taka gęsta
mgła.Ja nikczemnik jeden postanowiłem jednak się naprawić i ODDAM honor
JEMU.Owszem nasza historia znała wiel postaci ale od czasów piastowskich nikomu
nie udało się wykroić udzielnego państwa.JEMU udało sie - wyzwolił 20%
mieszkańców tego kraju cieszą się oni nieskrępowaną myśłą prezesa i wolnością od
rozumu.Udało mu sie ustanowić nowe znaczenia zdawało by się oklepanych słow:
PRAWDA jest wtedy gdy pokrywa się ona z JEGO myślą,SZACUNEK dla głowy Państwa
okazuje przez spalenie kukły niekaczyńskiego,TOLERANCJA jest wtedy gdy dotyczy
katolików, SOCJALIZM - czyli sponsoring Kościoła i wspólne spłacanie ulg dla
najzamożniejszych,DUMA NARODOWA - pomawianie premiera ,że jest odpowiedzialny za
śmierć Brata JEGO, KŁAMSTWO czyli opaczne przedstawienie lub przypomnienie przez
nieprzychylne mass media słów Lidera Wolnej Polski.
Aż prosi się by powiedzieć
ichutkim tonem : SPOKOJNIE TO WARIAT…
sugadaddy  - Lądowanie   |24.01.2011 20:51:06
Te ruskie powinny ich zwyczajnie zestrzelić, żeby nie dopuścić do ladowania.I
wtedy byłby spokój.
A tak to są wszystkiemu winni bo przeklinali i rozmawiali
przez telefon.
Napisz komentarz
Nick:
E-mail:
 
Strona www:
Tytu?:
UBBCode:
[b] [i] [u] [url] [quote] [code] [img] 
 
Prosz? wpisa? kod antyspamowy widoczny na obrazku.

3.26 Copyright (C) 2008 Compojoom.com / Copyright (C) 2007 Alain Georgette / Copyright (C) 2006 Frantisek Hliva. All rights reserved.”


Na podobny temat

Aktualizacja    ( 24.01.2011 )
 
« poprzedni artykuł   następny artykuł »
Powered By PageCache
Generated in 0.57340 Seconds