> PREMIERA 24 MAJA

Berman_okladka_300px.jpg

>>Już jest: KP30!

kp30_okladka_300px.jpg

Komentarze

CYTAT DNIA

Życzyłbym sobie, abyśmy w obecnym stuleciu potrafili w końcu połączyć wiedzę naukową i techniczną, rozwiniętą jak nigdy dotąd w historii, z umiejętnościami ludzkimi i politycznymi, które, jak na ironię, są najbardziej w historii zacofane. Dysponujemy wszystkimi środkami naukowymi, technicznymi i nawet finansowymi, aby wykorzenić biedę, głód, ciemnotę dotykającą co najmniej połowę mieszkańców naszej planety. Dlaczego tego nie robimy? Dlatego, że brakuje nam politycznej woli, połączenia pragnienia i działania, żeby to zrobić.

Carlos Fuentes (1928-2012), Contra Bush

Katalog Książek KP

Książki w sklepie KP

Advertisement
Order software online
Jesienna deprecha (cyt. za Kury) Drukuj
Cezary Michalski   
11.12.2011

Patrząc na lewą stronę polskiej politycznej szachownicy, po zasłużonym wyborze Leszka Millera na szefa Sojuszu, widać tam sytuację, z której nawet najlepszy szachista nie znalazłby wyjścia. Lewicowy (centrolewicowy, liberalno-lewicowy, socjaldemokratyczny, postępowy choć trochę…) elektorat podzielony jest na trzy spore grupy. Jedną wiąże Miller, drugą Palikot, trzecia w ślad za celebrytami lewicy i porządnymi centrolewicowcami wytransferowanymi przez Tuska powędrowała w stronę Platformy. Poza tymi trzema grupami są jeszcze anonimowi lewicowi mściciele polskiego Internetu, będący klonami anonimowych prawicowych mścicieli – bronili Husajna, potem Kaddafiego, żadnego nie obronili, teraz bronią Asada, ale tu w ich skuteczność także nie wierzę, więc tym bardziej nie wierzę w ich wpływ na realną polską politykę.


W ten jednak sposób 20 – 30 (chyba widzicie, że jestem optymistą?) procentowy elektorat, który głosując na jedną partię, mógłby przesunąć Polskę z prawicowego zdziczenia ku centrum, teraz buksując w pustce, nie ma wpływu na nic. Jest bez porównania słabszy od Partii Rynku i od Partii Boga (szczęśliwie także nieco podzielonych). 


Miller jest ciekawym politykiem, ale postanowił trwać do emerytury na czele schyłkowego dość elektoratu. Przypomina w tym Kaczyńskiego, nawet jeśli politykiem państwowym jest ciekawszym i bardziej odpowiedzialnym (Miller był zwolennikiem integracji z UE kiedy rządził, więc i w opozycji nie nazywa UE „IV Rzeszą”, bo nie chce się zbłaźnić, Kaczyński jako premier „oddawał suwerenność” za Traktat Lizboński, a teraz robi z siebie powstańca i partyzanta tylko dlatego, że Polską nie rządzi, a „lud pisowski” zaczyna mu się rozchodzić po domach).


Palikot ma ciekawy i rozwojowy elektorat, nawet jeśli wewnętrznie zróżnicowany, bo trochę w nim z „Samoobrony”, a trochę z pokolenia dzieci buntujących się przeciwko rodzicom. Ale ponieważ sam z takiego pokolenia pochodzę (13 grudnia 1981 roku naprawdę nie kręcili nas ani czerwoni, ani jeszcze czarni), wiem, jak szybko takie dzieciaki bez własnych instytucji i własnego języka dostosowują się do głosu swoich tatusiów, który na początku próbowały odrzucić lub choćby krytycznie przemyśleć.

  

Palikot za losy tego pokolenia ponosi dziś polityczną odpowiedzialność, ale sam jest nieprzewidywalny, jego poglądy są zagadką nawet dla niego samego. Jego skarbem jest rozbójnicza i chuligańska wola mocy, co jak na Polskę jest bardzo dużo, ale jak na osłonę całego pokolenia, żeby nie wpadło w łapy ojców i dziadów, może nie wystarczyć. Z punktu widzenia zmiany społecznej i kulturowej w Polsce Miller jest mniej rozwojowy i temu nowemu pokoleniu mniej gwarantuje, bo sam woli wspominać, co zresztą jest zrozumiałe, bo ma co wspominać, życie miał bogate.


Miller może się wzmocnić na współpracy z Tuskiem. Z pierwszego śniadania z premierem, kiedy jeszcze nawet nie był szefem partii, a dopiero klubu, przyniósł Sojuszowi stanowisko wiceprezydenta Warszawy (mimo że od wyborów samorządowych SLD nie było już potrzebne Platformie do rządzenia miastem, więc i ze stanowisk w magistracie działacze tej partii zostali „zczyszczeni”). Jako niekwestionowany przywódca partii niedużej, lecz zdyscyplinowanej, Miller będzie mógł z drugiego śniadania, obiadu i kolacji z Tuskiem przynieść nieporównanie więcej stanowisk, pozycji, a nawet wynegocjowanych z premierem kierunkowych decyzji. To nie jest przepis na odbudowę elektoratu, ale na utrzymanie aparatu na pewno, co w trudnych czasach kryzysu, kiedy wszystko sypie się wszystkim (zwykłym ludziom domowe budżety, biznesmenom biznesy, a liderom partie), byłoby dla przywódcy małego ugrupowania ogromnym sukcesem. A Leszek Miller jest politykiem skutecznym i wszystkie te osiągnięcia są w jego zasięgu. Tym bardziej, że w polityce zagranicznej – ważnej dla Tuska, bo łatwiej ją symulować, niż zarządzanie służbą zdrowia, emeryturami, sądami, kolejami czy szkołą – Miller będzie lojalnym premiera partnerem. Z kolei w kwestiach obyczajowych też nie będzie na Platformę za bardzo naciskał, bo jest konserwatywny (ja się nie oburzam ani nie zachwycam, tylko mówię, jak jest).


Palikot zostanie zablokowany przez Tuska i Millera, a prawica w parlamencie i w mediach będzie go obszczekiwała zawzięcie (jego, Nowicką, Biedronia…), bo tyle jej pozostało i tyle jej wolno robić.


Wyborcy centrolewu głosujący na PO być może z czasem przestaną na Platformę głosować, bo ani Niesiołowski, ani Gowin, ani nawet Borowski nie dają im do tego powodów. Chyba że przed kolejnymi wyborami znów pokaże się im Jarosława Kaczyńskiego, Witolda „nie zabijajcie nas” Waszczykowskiego, Antoniego Macierewicza od bomby termobarycznej (gdybyż tylko mieli jeszcze wtedy powyżej 20 proc. poparcia).

  

Kwaśniewski rzadziej ostatnio mówi o zjednoczeniu lewicy, jakby trochę przestał wierzyć, że ktoś go posłucha. Cimoszewicz bardziej brzydzi się Palikotem niż Millerem, ale to jeszcze nie starczy na program lewicy. Trochę dziennikarzy centrolewicowych rozsianych po medialnym mainstreamie nie stanowi przeciwwagi dla wyznawców Boga i Rynku, a także dla prawicowych Wallenrodów wypełniających te same mainstreamowe media w oczekiwaniu, aż im właściciele pozwolą od czasu do czasu wyżyć się na „lewakach” i „eurokołchozie”. A właściciele od czasu do czasu pozwalają, więc oni się  wyżywają.


Pogrążony w jesiennej depresze widzę zatem przed nami tysiącletnią (lub co najmniej czteroletnią) Rzeczpospolitą Platformy, którą mógłby obalić tylko wieelki wypadek komunikacyjny, wieelka katastrofa naturalna, globalna katastrofa ekonomiczna lub „wojna narodów”. Nawet jednak nudząc się martwą perspektywą polskiej polityki, o żadne z tych „wyjść” modlić się nie potrafię (tak jak modlą się o nie Kaczyński, Dorn, Ziobro i Kurski), bo są w historii tego kraju rzeczy gorsze od nudy.


Przed lewicą bezpartyjną kolejna zima pracy organicznej, którą dość bezpiecznie można prowadzić pod Tuskiem, bo jak nikt go nie rozdrażni, to mu nie odbije. A ani partyjna lewica, ani partyjna prawica rozdrażnić go nie jest dziś w stanie. No i jeszcze jedno, jak następnym razem na Krakowskim Przedmieściu znów z jakiegoś powodu pojawi się kilka tysięcy młodych ludzi, żeby buntować się przeciwko ujutnemu krajowi swoich ojców i dziadów – choćby z mistrzami Yoda na głowach, a w głowach z grochem z kapustą – to każdy lewicowiec w tym kraju powinien bez wybrzydzania wyjść do nich z bibułą, z Żiżkiem, Brzozowskim, Kuroniem, z prozą feministyczną, z odczytami, z nową sztuką krytyczną, żeby ich politycznie uświadomić i zorganizować. Jednak tej depresyjnej jesieni i zimy warszawskie ulice będą puste. 12 grudnia wyjdą na nie co prawda ONR-owcy i Jurek, żeby obalać Kaczyńskiego, a 13 grudnia wyjdzie Kaczyński, żeby bronić przed Ziobrą „pisowskiego ludu”. Ale do tych manifestantów z książkami nikomu wychodzić nie radzę.

  

  

  

  

Komentarze
Dodaj nowy
kot   |12.12.2011 07:51:06
Partia Rynku i Partia Boga. I kilka innych piękności przetykanych w tym
felietonie analizami.
ps. Mam lepsze prognozy dotyczące Palikota. Jeśli nie
zawali nam się jakiś
ekonomiczny dach na głowę -to wbrew opinii o jego
nieprzewidywalności-on jest przewidywalny. Chwycił nić racjonalizmu, a ona dokąd
by nie prowadziła -dla umysłu racjonalnego -jest przewidywalna. On jest w stanie
podążać samodzielnie w tej przestrzeni możliwości. Nie widzę co by mogło go w
tym krepować. Dla człowieka spełnionego życiowo, lubiącego przebywać na dobrze
oświetlonej scenie, który jest w stanie pozbierać do kupy rozproszony
elektorat
myślących racjonalnie -w nieracjonalnej rzeczywistości. Otwierają się
ciągle nowe możliwości. Zaplecze dla tych, którzy odwrócony świat do góry nogami
-zderzający się z nowymi zagrożeniami -mają ochotę postawić na nogach. -To jest
ekscytujące wyzwanie i paliwo dla Palikota.
guntjan  - Pana Michalskiego "deprecha"   |12.12.2011 08:11:29
Był Pan uprzejmy pominąć jeszcze jedno środowisko lewicy: Mianowicie K. P.
Ostrzycie Państwo swoją gilotynę dzielnie, nie uświadamiając sobie ,że możecie
jako pierwsi położył pod nią głowy. Środowiska opiniotwórcze, jakim niewątpliwie
jesteście, są słuchane uważnie i z czasem zaczyna się im wydawać, że są
wszechmocne politycznie. Otóż to złudzenie, które może okazać się kosztowne.
Trafnie Pan zauważył Partię Rynku i Partię Boga. Nie dostrzegł Pan możliwości -
jak Pan się wyraził - ""zczyszczenia" i Was? Oszczędzę Panu
"rękę milionopalcą" Majakowskiego.
brzydcy i zli   |12.12.2011 08:59:59
Jak jakiś kucharz wyjdzie bunt robić, to Krytyka powie, że w świeckim
państwie,nie chodzi o to, żeby wyśmiać mohera, tylko o to, że bla bla bla bla.
Poza towarzyszem Piątkiem, tu zdaję się ludzie nie mają serca do rewolucji,
chociażby mentalnych. Jest mainstrim, ogólny dialog i zrozumienie,
kwaśniewczyzna i zblatowanie intelektualne z konserwą, a serca brak.
Intelektualnie to bardzo szybko z trockisty można zostać neokonem. Chociaż
ostatnio pan Sutowski, zdaję się docenił rolę śmiechu.
Spokojny   |12.12.2011 10:03:02
Do ludzi z Yodą na głowach to Panie Cezary ze wszystkim tylko nie z prozą
feministyczną. To ludzie którzy może i nie mają poukładane w szufladkach, ale
ich coś ze sobą łączy. Wszyscy oni chcą brać sami odpowiedzialność za własne
życie i sami decydować. Chcą też mówić co myślą i nie mieć w tym względzie
ograniczeń. Frakcja intelektualna wyspecjalizowana w biadoleniu o tym jak to
mężczyźni odpowiadają za życiowe wybory kobiet i perfekcyjna w wymyślaniu jak
można skonstruować odgórnie język mówiony żeby się ktoś przypadkiem nie poczuł
zraniony to jest dokładnie coś przeciwnego. Ci ludzie chcą wolności i korzystać
z wolności. Feminizm żadnej wolności nie oferuje. Nawet wolności słowa. Z
pozostałymi książkami natomiast można spokojnie wychodzić do każdego.
daras1983   |12.12.2011 10:16:32
Faktycznie bardzo melancholijny ten felieton. Ale też bardzo dobry na
szczęście:-)
Gra_ce  - a matek i babek?   |12.12.2011 10:44:46
mam nieodparte wrażenie, że ten wątek
"buntować się przeciwko ujutnemu
krajowi swoich ojców i dziadów
viking   |12.12.2011 13:19:43
@ Spokojny

Zabawnie to napisałeś, ale nie całkiem się z Tobą zgadzam. Może
dlatego, że nie zgadzam się też z tym co napisał Michalski w akapicie, do
którego się odnosisz.
Bo co to jest to "wychodzenie z bibułą"?
Zachęta
do czytania czegoś tam raczej chęć przekazania komuś, że w tej lub innej
książce znajduje się ostateczna prawda … odpowiedź przez wielkie O?
Ostatnio
był w Polsce Vattimo. Ponieważ rozmowę z nim prowadził ten a nie inny
publicysta, musiał odpowiadać na pytania z (protestancką) tezą. Szkoda, bo to,
co u niego najciekawsze to ta obserwacja, że postmodernistyczna krytyka wielkich
narracji, sama staje się wielką narracją. I myślę, że tu tkwi sedno problemu
m.in. z feminizmem, którego się tu słusznie czepiasz.
Np. sama w sobie myśl,
iż nie wszystko, co bierzemy za naturalną oczywistość, rzeczywiście nią jest,
bywa całkiem ciekawa intelektualnie.
Problem zaczyna się wtedy, gdy ta myśl
staje się jedyną prawdą, ostatecznym odkryciem, w które musimy w 100% wierzyć,
odrzucając wszystkie inne, także naukowe, wykładnie.
To "wręczanie
bibuły" ma w sobie coś z wtłaczania komuś wielkiej narracji i kończyć się
musi dogmatyzmem, obojętnie czy ta bibuła zawiera refleksje Butler na temat płci
czy Zizka na temat kapitalizmu.

***

Chciałem też powiedzieć, że drażni mnie
w tym felietonie, ta edypalna figura buntu przeciwko "ojcom i dziadkom".

Osobiście zupełnie tego nie potrzebuję.
Chciałbym, żeby ludzie młodzi
potrafili myśleć racjonalnie, adekwatnie do czasów, w których żyją. Bo to są
NASZE (ja też jestem dość młody, stąd ten podmiot zbiorowy) czasy i nikt w nich
za nas nic nie poukłada. A już z pewnością nie pomogą nam odwołania do dyskursów
II. RP.
misiaelvis  - matka, nie zaś ojciec   |13.12.2011 23:55:07
mnie też drażni ‘edypalna figura’, ale z powodu tylko takiego, że nie do końca
trafna kulturowo mi sie wydaje; przewija się w kilku felietonach ostatnio -
figura rodzica, jako upostaciowienie tego głosu tradycyjno-romantycznie
poczuciem winy spętowującego dzieci swe… i ja z użyciem tej figury z grubsza
sympatyzuję, ale to matka (polka) powinna być nie ojciec…
kiedyś ojcowie
ginęli w powstaniach, potem emigrowali wewnętrznie na kanapach przed
telewizorami, ale chyba nadal taki ONRowiec, to chyba tylko czuje respekt, jak
mama łyżką plaśnie w ucho, albo ręce załamie
(na to ‘tradycyjnie’ sie mówi ‘z
dziada pradziada’, ale to przezroczyste - pod spodem siedzi matka, do gadania
więcej ma - dosłownie i jako Grottgerowska Polonia)
Spokojny  - @ Viking   |14.12.2011 08:19:04
Proponowanie komuś bibuły to na przykład pisanie tu w komentarzach. Dawanie
wyrazu temu co się myśli jest nieoddzielne od myślenia. Bez tego w ogóle
myślenie nie jest możliwe. Poza tym rozpieściła cię ta Szwecja. Tu głupota
powszechnego dyskursu doprowadza do szału. Niedawno na Krytyce zamieszczono
tekst dwu ekonomistów (fajnie, że wreszcie ekonomiści zawodowi zaczynają się tu
wypowiadać) gdzie odsłania się ten nonsens powównywania finansów państwa i jego
zadłużenia z finansami gospodarstwa domowego i zadłużenia rodziny. To są
zupełnie innego rodzaju zjawiska, ale w Polsce nikt o tym nie wie i analogia
jest używana powszechnie, że szlag może trafić jak się tych głupot słucha. No
bez wciskania bibuły osiwiejesz. Byle nie feministyczną, ja proszę.
hiundaj   |14.12.2011 08:58:13
Pan Cezary pisał kiedyś, że dzieci lewicy powinny się buntować przeciwko
Prl-owi, a dzieci prawicy przeciwko Kościołowi, a jest odwrotnie. Prawda lubi
się ukrywać. Panu Cezaremu także. Jak Pan się ciąglę buntujesz to czemu ciągle
czujesz potrzebę? Może przeciwko komuś innemu powinien Pan?

Co mówią mohery w
tv? Za naszą umęczoną Polskę idziemy w tym marszu. Spójrzmy na filmy Barei.
Ciągle są w nim kobiety umęczone, które zawsze od czapy jak z automatu zaczynają
się żalić, że nie było, ze nie dowieźli, że od trzech dni wody nie ma. Nawet
zbudzone w środku nocy zaczynają swoją litanię.
viking   |14.12.2011 10:48:09
No nie, mądrością publicznego dyskursu Szwecja raczej nie jest w stanie nikogo
rozpieścić.
Chyba że można nazwać mądrym kraj, w którym co roku 13 grudnia,
wybucha od 20 lat ta sama, rytualna dyskusja, na temat tego, czy chłopcy mogą
być Łucją w tradycyjnym pochodzie na dzień św. Łucji.
Pitolenie na ten temat
jest już taką samą tradycją, jak samo to święto. To tak na
marginesie…;)


Podpieranie swoich tez literaturą jest słuszne. Ale takie
ogólne przekonanie, że trzeba dać ludziom odpowiedni zestaw lektur i ich
"edukować", to dla mnie zachęta do czytanie bez samodzielnego myślenia.
A np. Żiżka nie da się tak czytać. Gdyby go brać całkiem na serio, to byłoby
chyba wręcz niebezpieczne;)
I czy nie "edukowano" już tak w Polsce,
uznając za wyrocznię np. enuncjacje Leszka Balcerowicza?
Napisz komentarz
Nick:
E-mail:
 
Strona www:
Tytu?:
UBBCode:
[b] [i] [u] [url] [quote] [code] [img] 
 
Prosz? wpisa? kod antyspamowy widoczny na obrazku.

3.26 Copyright (C) 2008 Compojoom.com / Copyright (C) 2007 Alain Georgette / Copyright (C) 2006 Frantisek Hliva. All rights reserved.”


Na podobny temat

Aktualizacja    ( 12.12.2011 )
 
« poprzedni artykuł   następny artykuł »
Generated in 0.89182 Seconds