|
W Toruniu (mieście raczej prosperującym, z przewagą nowego mieszczaństwa głosującego w ponad jednej trzeciej na PO), po wyborach samorządowych rządzi Radio Maryja razem z SLD. Tamtejsi platformersi nauczeni przez Tuska, że „nie mają z kim przegrać”, leżą na plecach w tej politycznej Schlarafii i czekają na gołąbki publicznych stanowisk, które im wpadną do otwartych ust. Tymczasem nie wpadają, bo Michał Zaleski (w PZPR do wyprowadzenia sztandaru, potem w spółdzielczości mieszkaniowej, jako samorządowiec raz w SLD, a raz z SLD nieco personalnie skłócony, obecnie członek Stowarzyszenia Ordynacka), po kolejnym już miażdżącym zwycięstwie w wyborach na prezydenta Torunia zorganizował w Radzie Miasta wcale nie egzotyczną, ale przeciwnie, bardzo logiczną „odwrotną koalicję” odbierając do końca władzę pozornie zwycięskiej w Radzie Miasta Platformie. Jest to koalicja radnych własnych prezydenta miasta, radiomaryjnych radnych PiS-u (w Toruniu już innych niż radiomaryjni radnych PiS-u nie ma) i radnych SLD. Ten tryumf „lewicy” Zaleski skonsumował, jadąc w odkrytym przedwojennym kabriolecie na czele zorganizowanego wraz z Radiem Maryja orszaku Trzech Króli (Toruń wart jest mszy?), w którym zwierzęta klękały, kolędy po hiszpańsku śpiewał chór sprowadzony specjalnie na tę okazję do Torunia z ojczyzny Świętej Inkwizycji i świeckiego Zapatero, a mieszkańców miasta za pośrednictwem telebimu pozdrowił sam arcybiskup Pampeluny.
Wyobraźcie sobie, jak fajnie będą w Toruniu wyglądały najbliższe obchody 1 Maja, czyli dawne świeckie Święto Pracy raz na zawsze przykryte już nie tylko dniem św. Józefa pracownika, ale od tej pory także świętem Santo Subito? Kto wówczas pójdzie przez miasto w tradycyjnej pierwszomajowej procesji prowadzonej przez lewicowego prezydenta? To swoją drogą zabawne, że Kościół, tak jak kiedyś w Rzymie poradził sobie z dawnymi pogańskimi świątyniami i świętami przerabiając je na świątynie i święta chrześcijańskie, w Polsce bez trudu radzi sobie z 1 Maja, które niedługo stanie się tutaj świętem bardziej katolickim niż Boże Narodzenie czy Wielkanoc. Ale w końcu Boże Narodzenie czy Wielkanoc mają jako święta religijne własną dynamikę, wręcz obchodzą się same, natomiast 1 Maja wymaga podwójnej czujności, ciągłego trzymania stopy na głowie powalonego czerwonego smoka (że odwołam się do samej tylko symboliki obrazów przedstawiających tryumf św. Jerzego). Może tylko ja jeden spośród dawnych mieszkańców Torunia pamiętam, że kiedy 1 maja 1982 roku kilkanaście tysięcy ludzi wyszło na największą w dziejach tego miasta manifestację przeciwko stanowi wojennemu, nie była to religijna procesja, ale całkowicie świecki protest z okazji Święta Pracy zorganizowany w obronie związku zawodowego, który właśnie został przez władze skutecznie zlikwidowany. Podobnie zresztą, jak skutecznie została wówczas przez władze zlikwidowana sama najzupełniej świecka manifestacja. Następne były mniejsze i odbywały się już wyłącznie w toruńskich kościołach.
Nowe, częściowo lewicowe władze Torunia Rydzykowi dadzą teraz w mieście wszystko, czego tylko zapragnie, same wezmą resztę. Miasto bogate, jest się czym podzielić. Jak z tego wynika, Tusk ma z kim przegrać, Platformę da się w Polsce obalić, właściwie nawet już dzisiaj. Pytanie, czy ci, którzy chcą ją zastąpić są naprawdę lepsi? Czy np. koalicja Jarosława Kaczyńskiego z zięciem Lecha Kaczyńskiego jako reprezentantem lewicy najbardziej cynicznej i żądnej udziału we władzy już dzisiaj i na każdych warunkach, będzie naprawdę lepsza od Tuska i efektywniejsza od Grabarczyka? Może w sprowadzaniu na pierwszomajowe procesje chórów z Hiszpanii i wielbłądów z Ziemi Świętej, choć gdyby w Toruniu rządziła Platforma, to na orszak Trzech Króli sprowadziłaby tyle samo, a może nawet więcej Hiszpanów i wielbłądów, tyle że sprowadzaniem Hiszpanów na procesje dla Platformy w skali całego kraju zajmowałby się nie o. Rydzyk, ale np. ksiądz Raś (czyli nie Kościół toruński, ale łagiewnicki - wedle niezapomnianej terminologii Jana Rokity), a statek z wielbłądami zorganizowany przez Grabarczyka np. w Katarze, nie dopłynąłby do Polski na czas i część wielbłądów by zdechła.
Dla mnie jednak taka „odwrotna koalicja” wcale nie jest lepsza od rządów PO, ale może dla innych tak, może nawet dla jakiejś sytuacyjnej większości zorganizowanej wokół niezadowolenia z całej polskiej transformacji, większości najbardziej ze wszystkiego nie znoszącej liberalnej globalizacji (która istotnie roznosi po świecie zarówno standardy skandynawskiej socjaldemokracji, jak też globalnego kapitalizmu, z tym że te pierwsze - przyznajmy - nieco słabiej, a te drugie skuteczniej), większości zawierającej lewicę jako nową formację reakcyjną.
Ja bym się nawet na tę grę nie oburzał, bo to jakby obrażać się na politykę w ogóle, a może nawet na człowieczeństwo. Na człowieczeństwo (zastane i „niedojrzałe”) mógł się odrobinę obrażać Immanuel Kant (cyt. za „Co to jest Oświecenie”), jednak zwykłemu felietoniście, nawet na portalu KP, coś takiego nie uchodzi. Ale czemu do tej politycznej gry ma być używane najobrzydliwsze smoleńskie kłamstwo PiS-owskie? Też głupie pytanie. Ma być używane, bo musi. Innego równie skutecznego narzędzia uprawiania reakcyjnej polityki w dzisiejszej Polsce nie ma. Choć to trochę tak, jakby pierwsi lewicowcy w czasie Wielkiej Rewolucji Francuskiej poparli Burbonów, feudałów, papistów i Austriaków przeciwko Dantonowi, bo Danton faktycznie torował burżuazji drogę do władzy. Jednak raczkująca lewica poparła wówczas rewolucję burżuazyjną, a nie kontrrewolucję i wybrała dobrze (nawet jeśli przez cały kolejny wiek zwycięska burżuazja skutecznie ją pacyfikowała), bo to w burżuazyjnej Europie Zachodniej pojawiły się po wielu dziesięcioleciach silne związki zawodowe i silna socjaldemokracja, czasem nawet u władzy. Choć z drugiej strony to w feudalnej Rosji i feudalnych Chinach na jakiś czas zwyciężył komunizm, więc pewnie część dzisiejszej radykalnej lewicy poparłaby podczas rewolucji francuskiej Ludwika XVI i jego Szwajcarów, strzelając razem z nimi do tych obrzydliwych drobnych piekarzy i sprzedawców nabiału tłoczących się przy wysokim parkanie ogrodów Tuileries. A wy, mając do wyboru Wandeę i rewolucję burżuazyjną, kogo byście wybrali? Pytanie wcale nie jest dla dzisiejszej lewicy banalne, jest raczej zabawne (w moim idiosynkratycznym języku „zabawne” oznacza zazwyczaj „ciekawe”, wręcz „pasjonujące”).
Ale oczywiście, jeśli już kiedyś trzeba będzie wybierać, to wolę odbieranie władzy Platformie przez „reakcyjną lewicę” raczej na cyniczny sposób Zaleskiego, niż na cyniczny sposób Dubienieckiego. Nie używajmy PiS-owskiego smoleńskiego kłamstwa, używajmy zwyczajnego politycznego cynizmu (a nawet Hiszpanów i wielbłądów), bo zdobycie władzy w Polsce przy użyciu hipotezy rosyjsko-platformerskiego zamachu na Lecha Kaczyńskiego w Smoleńsku (krzyki Rosjan w wieży „Co tu, do ch… się Polacy pchają!” to w oczywisty sposób zaszyfrowane wskazówki, jak naprowadzić polskich pilotów na brzozę) będzie miało fatalne konsekwencje dla polskiej polityki wewnętrznej i zagranicznej. To jak przebudzenie mrocznego Cthulhu (cyt. za Lovecraft, a także autorzy hasła „głosuj na Cthulhu, wybierz większe zło” propagowanego na Facebooku w czasie ostatnich prezydenckich wyborów najpierw w USA, a potem w Polsce), który raz przywołany będzie panował na Ziemi (tej Ziemi) przez trzy tysiące lat - jak to wiemy z „Micronomicona”, a także z niedawnej trylogii South Parku, gdzie koncern BP swoimi wierceniami w Zatoce Meksykańskiej i na Księżycu przebił się do innego wymiaru i sprowadził na Ziemię mrocznego Cthulhu, którego oczywiście natychmiast okiełznał Eric Cartmann (zło jeszcze większe, chociaż bardziej znane), wykorzystując go kolejno do spacyfikowania festiwalu hipisowskiego, zlikwidowania Justina Biebera i jego fanów, a wreszcie do zniszczenia sieci sklepów ze zdrową żywnością, czyli - podobnie jak Dubieniecki i „reakcyjna lewica” marzą o wykorzystaniu Kaczyńskiego - Cartmann wykorzystał „większe zło” do „naprawy świata”, do ostatecznego oczyszczenia go z demoliberalnych miazmatów.
No tak, a jeśli „na Polaków”, jeśli do rządzenia nami, zwyczajny cynizm nie wystarczy, jeśli do rządzenia nami potrzebny jest cynizm większy, bardziej patetyczny, odwołujący się do wszystkiego, co w naszej patriotycznej tradycji „głęboko poranione” (pragmatyczna hipoteza Jarosława Kaczyńskiego)? Wówczas oczywiście pójdzie w ruch PiS-owskie kłamstwo smoleńskie. W tej sytuacji pozostaje mi już tylko modlić się do Napieralskiego (a także do doradzającego Napieralskiemu Leszka Millera, ludzi Ordynackiej i wszystkich innych ludzi dobrej woli w SLD) takimi oto słowy: wykorzystajcie potencjał odwrotnej koalicji z PiS-em, żeby wyszarpać jak najwięcej Platformie, ale tego potencjału odwrotnej koalicji nie realizujcie, „nie przenoście mi Torunia do stolicy” (parafrazuję ten monstrualny kawałek duetu Turnau-Sikorowski zupełnie wbrew sobie, bo Toruń jako miasto Kopernika, a także jako miasto Niemców, którzy jako pierwsi przepędzili Krzyżaków, uwielbiam, nie chcę tylko toruńskiej koalicji „reakcyjnej lewicy” z Radiem Maryja jako modelu politycznego dla całego kraju). W razie czego, jeśli rachunek sejmowych ‘szabel’ po jesiennych wyborach na to pozwoli, niech Napieralski zadowoli się raczej stanowiskiem wicepremiera przy boku Tuska i paru tłustymi resortami, niż stanowiskiem premiera i nieco większą ilością tłustych resortów przy boku Kaczyńskiego, który oczywiście - to wiemy wszyscy - za powrót do władzy jest gotów zapłacić potencjalnym koalicjantom znacznie wyższą cenę, niż rozleniwiona i pewna siebie Platforma za władzy utrzymanie.
Ale kto by słuchał pianisty, łatwiej jest do niego strzelać. Zresztą zarówno zachowania Zaleskiego, jak też Dubienieckiego są politycznie racjonalne (tyle że te ostatnie, poza tym, że politycznie racjonalne są jeszcze ohydne) w kraju, w którym nie ma silnej lewicy społecznej, a nawet nie ma politycznego lewicowego projektu. Trzeba zatem brać to, co jest. Pod każdym możliwym sztandarem. Nawet jeśli ten sztandar znów skompromituje lewicę na parę przyszłych pokoleń, to co z tego. Władza jest dzisiaj, a za parę pokoleń lewicy w Polsce może w ogóle nie będzie (przy dzisiejszym tempie przesuwania się polskiej polityki na prawo to całkiem możliwe).
W przeciwieństwie do internetowych wyznawców Kaczyńskiego i Tuska, którzy starają się wzajemnie „zawstydzić” tym, że partia przeciwna zawarła gdzieś koalicję z „postkomunistami” (dla ułatwienia, PO zawarło koalicję z SLD we władzach miejskich nieodległej od Torunia Bydgoszczy), ja próbuję raczej „zawstydzić” lewicowców tym, że dla zdobycia władzy są w stanie zawrzeć koalicję nawet z Radiem Maryja lub tak jak zięć Dubieniecki posłużyć się do tego celu nawet kłamstwem smoleńskim. Adam Michnik starał się kiedyś „wychować” polską lewicę na przewidywalnych koalicjantów na rzecz modernizacji Polski. Czyżby i na tym pedagogicznym froncie redaktor „Gazety Wyborczej” miał ponieść porażkę? Przyznam szczerze, że wcale mu tego nie życzę.
PS. Obejrzałem sobie Zombieland na HBO, może niesmaczną, ale za to bardzo śmieszną komedię z rewelacyjnym Woodym Harrelsonem (krótki gościnny występ Billa Murraya, który jako jedyny w Beverly Hills uniknął losu zombie, nawet jeśli ostatecznie nie uniknął śmierci). Podobnie jak grany przez Jessego Eisenberga inny bohater tego filmu - młody, społecznie nieprzystosowany, który w pewnym momencie przyznaje: „właściwie uratowało mnie to, że już na długo przed pojawieniem się zombies unikałem ludzi i starałem się raczej nie wychodzić z domu” - ja także staram się wychodzić z domu jak najrzadziej. Wcześniej na spacery wyprowadzała mnie ABR, ale teraz wyjechała do Nottingham, więc przez najbliższe dwa miesiące spacerów nie będzie. Boję się nawet zaglądać do TVN24, bo to, co zombies robią tam z okrzykami Rosjan ze smoleńskiej wieży kontrolnej, jest zbyt obsceniczne, nawet jak dla mnie zahartowanego od dzieciństwa na mało wybrednych komediach braci Zuckerów. Całe szczęście, że zabarykadowany w Aninie z naszym kotem powierzonym teraz mojej wyłącznej opiece, mam przynajmniej tę Cyfrę Plus, a na niej dziesiątki filmowych kanałów nie skażone wirusem. Nasz kot Funiek (ma imię tak dziwne, bo przez pierwsze tygodnie życia uważaliśmy go za kotkę, a ponieważ strasznie kichał, nazwaliśmy go wtedy Funią, to opowieść najzupełniej prawdziwa, a nie jakieś popisywanie się kocim transseksualizmem) też nie został skażony wirusem, bo ten wirus dotyka i przemienia wyłącznie ludzi (Pospieszalski, Lichocka, Karnowscy, Krasnodębski, Ziemkiewicz, a nawet Kaczyński… ja ich wszystkich przecież znałem, kiedy jeszcze nie krążyli po ulicach z wyciągniętymi rękami, powtarzając głucho „smoooleńsk, smoooleńsk, smoooleńsk” i usiłując kogoś ugryźć). Koty zombies to pomysł z Disney Channel (patrz serial „Dzieciaki kontra kot”, a konkretnie odcinek „Atak kotów zombies”) i nie będę go tutaj promował, nie będę nawet dopuszczał do siebie takiej możliwości.
Felietony Cezarego Michalskiego publikujemy w poniedziałki i w środy.
Na podobny temat
|
I to jest tendencja trwała, w zacho...
Um, ale Wy wiecie, że to nie są nauko...